piątek, 15 marca 2013

Rozdział 2

  Ikebukuro nie różniło się od reszty Tokio, którą już widziałam. Po prostu wiele świateł, dużo wieżowców, dróg i ludzi.
  Do nowego mieszkania wprowadziłam się w sobotę. Był to całkiem spory, jak na japońskie normy apartamencik w dużym bloku. Nieduży przedpokój, którym wchodziło się do salonu. Był w nim wieszak, rozsuwana szafa z lustrem i mała półeczka na kapcie po domu. W salonie było spore biurko stojące przy dużym, szerokim oknie bez zasłon i żaluzji, szafa wnękowa ustawiona przy lewej ścianie (patrząc od wejścia z przedpokoju), kanapa, która po rozłożeniu służyła za łóżko i stół. Nie było żadnych drzwi. W lewej ścianie (z szafą wnękową) było wejście do długiej i nieco wąskiej kuchni, w wyposażenie której wchodziła kuchenka gazowa, zmywarka, szafeczki na talerze, szklanki itp..., blat do krojenia, wałkowania i oczywiście to co kocham najbardziej - lodówka! (już zapełniona po piątkowej wizycie ^^). Łazienka sąsiadowała z przedpokojem, ale aby dostać się do niej należało wejść do salonu i przejść łukiem do wejścia na tejże samej ścianie co wejście do przedpokoju. Był tam prysznic, suszarka na ubrania, pralka, umywalka (nad którą wisiało owalne lustro), toaleta i kosz na bieliznę. Kremowe płytki lśniły czystością, w kuchni zaś były nieco przybrudzone co dało się zauważyć ze względu na biały kolor. 
  Przytulnie.
  Nie ma balkonu, ale jest ładne duże okno w salonie i jedno małe w kuchni (oba wychodzą na panoramę miasta). Ściany pomalowane bladożółtą farbą, a podłoga wyłożona panelami z jasnego drewna.
  Brak kwiatów.
  Czysto. No może z wyjątkiem pudeł i walizki, które stopniowo przywoziłam przez ten tydzień z poprzedniego lokum.
  ,,Ślicznie tu.'' - pomyślałam - ,,Akurat jak dla mnie''.
  Wypakowałam resztę rzeczy i ustawiłam na biurku laptop aby zobaczyć, czy w internecie nie zgłosił się nikt, kto chciałby wynająć moje stare mieszkanie.
  Brak wyników.
  Westchnęłam i jeszcze raz rozejrzałam się po pokoju. Z braku zajęcia postanowiłam upchnąć za kanapę pudła z kartonu (oczywiście złożone) i do szafy wnękowej schować walizkę.
  Zrobione, i co dalej?
  Stałam chwilę jak sierota na środku pokoju nie wiedząc co ze sobą zrobić. To był mój nowy dom. Przed wyjazdem Toki i reszta kumpli z restauracji europejskiej zrobili mi imprezę pożegnalną, na której świetnie się bawiłam. Dzieliło nas niemal całe Tokio. Brakowało mi ich. Byłam sama w nowym miejscu.
  ŁUBUDUM!!!
  Przeraziłam się.
  Raptownie skoczyłam do okna, otworzyłam je i zobaczyłam jak na ziemi leży blondyn w stroju barmana przygnieciony przez latarnie miejską.
  ,,Jak to się stało?!"
  Przed nim stał inny mężczyzna (brunet), który obracał w ręku scyzorykiem. Nie dostrzegłam twarzy, ale czułam, że muszę coś zrobić, bo czarnowłosy uniósł rękę ze scyzorykiem, tak jakby chciał wbić go w głowę bezbronnego przeciwnika.
- Co tu się dzieje?! - wrzasnęłam do owego osobnika, a ten odwrócił się do mnie ze zdziwioną miną. Jakby dziwiło go to, że zwracam mu uwagę!
- Musisz być nowa, z koro nie wiesz. - zaśmiał się po chwili i kopnął w głowę leżącego pod latarnią blondyna - Wstawaj Shizu - chan. Chyba nie chcesz zginąć w ten sposób?
  ,,O chce go zabić?!"
  Natychmiast wybiegłam z domu nie zamykając drzwi, zbiegając po schodach usłyszałam kolejny głośny huk, a kiedy wybiegłam na opustoszałą ulicę, owy Shizu - chan stał o własnych siłach
i wymachiwał nieco przekrzywionym znakiem drogowym w stronę wesolutkiego rywala ze scyzorykiem.

  Znakiem drogowym?
  Tak, trzymał w rękach sfatygowany znak ograniczenia prędkości do 30 km/h. Tymczasem latarnia, pod którą leżał poprzednio została odrzucona nieco dalej.
  Stałam jak wryta patrząc na scenę walki z przerażeniem
i fascynacją. No bo jakim to cudem ten człowiek podniósł się spod ciężkiej latarni miejskiej? I jak to możliwe, że wyrwał z ziemi,
a dokładniej z betonowego chodnika, znak drogowy?!

- Zabiję cię, Izaya! Zabiję, zabiję! - wrzeszczał mężczyzna dzierżący w dłoniach straszliwą broń zrobioną dla bezpieczeństwa na terenie zabudowanym.
  W końcu puściły mi nerwy:
- Stop! Możecie na chwilę przestać i wyjaśnić mi co się dzieje?!
  Jak grochem o ścianę.
  Zaraz obaj pogonili wzdłuż ulicy i zniknęli mi z oczu za zakrętem.
 ,,To spokojny region dzielnicy." - zapewniał mnie niedawno pan Tanaka - ,,Będzie bezpiecznie i nawet nudno."
  Czyli według niego TO jest spokój... To co by powiedział mieszkając w Lublinie? Tam to się NIC nie działo, a teraz widziałam scenę jak z anime...
  Śmieszne.
  Wróciłam do domu, zabrałam torebkę i wyszłam zamykając tym razem drzwi na klucz.
  Pomyślałam, że trochę zwiedzę dzielnicę i popytam ludzi, na pewno wiedzą coś o tych dwóch.
  Nigdy bym nie pomyślała, że ja - Kamila Szepniak, która Japończykom dla ułatwienia przedstawia się jako Katsumi Isozaki (pseudonim z czasopisma) - będę świadkiem tak niecodziennego zjawiska.
  Część dzielnicy, na której mieszkam nie była tak gęsto zabudowana jak centrum Tokio. Luźno postawiane bloki, dookoła zieleń, od czasu do czasu ktoś przejdzie ulicą. Zwykłe miasto. Jednak w miarę posuwania się naprzód ludzi przybywało, budynków też, aż w końcu otoczył mnie niemały tłum ludzi. Dotarłam na rondo, przeszłam przez ulicę i zobaczyłam wysokiego, czarnoskurego mężczyznę, który z rosyjskim akcentem zachęcał przechodniów do wstąpienia na sushi do rosyjskiego sushibaru.
  Ciekawe...?
  Następnie natrafiłam na kilka młodych licealistek ubranych
w kolorowe mundurki, opalone, z jasnym makijażem i blond tlenionymi włosami... Nigdy nie mogę zapamiętać jak nazywa się ten styl młodzieżowy.

  Dotarłam do uroczego skwerka. Na murku fontanny siedziała para zakochanych licealistów, na ławce starszy pan z sztalugą portretujący siedzącą przed nim kobietę na krześle, a między spacerującymi chodziła kobieta w szortach na szelki, żółtej koszulce i okularach przeciwsłonecznych na głowie. Czerwona szminka na ustach i namalowany na policzku pieprzyk podkreślał jej amerykańską urodę. Na szyji miała przewieszoną tablicę z kartkami, a w ręku transparent z napisem: ,,Szukasz? Znajdę!"
  Niespodziewanie podeszła do mnie i zapytała z amerykańskim akcentem:
- Szuka pani czegoś? A może kogoś? Niech pani zapiszę, a ja postaram się znaleźć!
  Zastanowiłam się chwilkę i zaczęłam przewracać kartki
w brulionie na jej szyji. Ludzie pisali różne rzeczy: ,,Pracy", ,,Miłości",  ,,Szczęścia", a nawet ktoś napisał ,,Panicza"... Przewertowałam strony i chwyciłam za długopis wiszący przy pasku brulionu. Napisałam: ,,Przewodnika".

- Oh~! - zaświergotała - Jest pani nowa! Proszę poczekać chwilkę! - odeszła ode mnie i zaczęła krzyczeć - Kto zechce być przewodnikiem dla tej pani?! - ręką pokazała na mnie, a potem podchodziła do przechodniów i pytała.
  Za poszukiwania nie brała pieniędzy, pewnie dostawała stosowną kwotę za jedną zapisaną kartkę, a przy okazji pomagała ludziom.
  Sympatyczna praca.
  Popatrzyłam w niebo, które dzisiaj miało ładny błękitny odcień. Chmurki leniwie płynęły po jego tafli co róż zasłaniając słońce. Ciepło, poprawiłam grzywkę, która opadła mi na prawe oko i znowu usłyszałam głos Amerykanki.
- Oto pani przewodnik! - rzekła pokazując na mężczyznę stojącego obok niej.
  Zamarłam.
  Ten sam facet, jeszcze półtorej (lub więcej) godziny temu próbował zabić inną osobę za moim blokiem. Teraz miał mnie oprowadzać po dzielnicy? Zaraz w uszach rozbrzmiały mi słowa Tokiego o prześladowcy...
- Have a nice day~! - zawołała wesolutko i podbiegła do innej osoby, a ten facet gapił się na mnie z dziwnym uśmiechem.
 Rozplótł splecione wcześniej na piersi ramiona i kłaniając się jak na Japończyka przystało powiedział:
- Witamy w Ikebukuro! Jestem Izaya Orihara, najlepszy informator w mieście.
  Podał mi swoją wizytówkę, a ja przypominając sobie o japońskich zwyczajach również się skłoniłam i podałam mu swoją.
- Kamila Szepniak, ale jeśli wolisz mów do mnie Katsumi Isozaki.
  Przeczytałam informacje na jego wizytówce. Rzeczywiście był dyrektorem firmy inforacyjnej. Podano na wizytówce jego numer telefonu, adres zamieszkania, e-mail, datę i miejsce urodzenia. Mój rocznik!
  W Japonii, każdy ma wizytówkę, jest to rzecz niezbędna przy zawieraniu znajomości. Mówi się na nią "meishi". Zawierały podstawowe informacje i każdy Japończyk, który zajmował się poważniejszym zawodem ją posiadał. Swoją odebrałam wczoraj, musiałam mieć ich kilka przy sobie, jako że byłam teraz lekarzem stomatologii.
  ( Dla tych co nie wiedzą - zwracam się po nazwisku bo na początku znajomości nie wypada od razu mówić po imieniu. Robią to dobrzy przyjaciele, zakochani, małżeństwa itd.)
  Orihara - san z uwagą czytał informacje zawarte na mojej wizytówce uśmiechając się do siebie w zagadkowy sposób, tak jakby coś planował... Ale jakie plany można mieć wobec mnie? Jestem niższa od niego może o centymetr lub dwa, jestem nieatrakcyjna i mimo szczupłej sylwetki moje ubrania zakrywały kobiece kształty w taki sposób, że mój biust był ledwo widoczny... Jakie plany mogą kłębić się w jego zagadkowej głowie...? Przerażające...
- Obywatelka Polski? No, no... - rzekł z uznaniem - Pierwsza Polka jaką spotykam! - włożył moją wizytówkę do tylnej kieszeni spodni, a ręce do kieszeni bluzy z kapturem obszytej sztucznym futrem. - Czuję się onieśmielony w obliczu jednej z najpiękniejszych kobiet świata...~
  Mówił to z zawadiackim uśmiechem, a to jego zachowanie przypomniało mi scenę z jednej komedii romantycznej.
  ,, Czy on mnie podrywa? MNIE?"
 - E tooo... Możesz mi wytłumaczyć o co chodziło rano?
  Zaśmiał się odchylając głowę do tyłu, tak jakbym opowiedziała mu świetny kawał.
  ,, Czy on jest w pełni sprawny na umyśle?"
- Ja i Shizu-chan nienawidzimy się od pierwszego wejrzenia. - opanował się nieco - Ten potwór to nieudany eksperyment Matki Natury. Cienkie nerwy, zero litości, dużo siły, mało rozumu. Wkurwia mnie jak jasny piorun, a przed chwilą mu uciekłem.
  ,, Aha... Dobrze wiedzieć... "
  Moja stara znajoma skomentowałaby to słowem: żal.
- Pięknie... A możesz dać mu w spokoju żyć? Ta siła jest pewnie jego przekleństwem, musi mu być z tym ciężko... A ty go jeszcze dobijasz.
  Niespodziewanie złapał mnie za brodę i przysunął bliżej swoją twarz. Teraz jednak widniało na niej rozczulenie.
- Oh... Jakie to słodkie. Wybacz mi, ale choć kocham ludzi to jego muszę, muszę, muszę, muszę, muszę nienawidzić z całeeeeeego serca. Wiesz jak trudno obdarzać miłością całą ludzkość?
  Instynktownie zrobiłam krok w tył. Ten cały Orihara był straszny. Zachowanie jak u szaleńca z filmu kryminalnego... Aczkolwiek - nie wiem czemu - poczułam do niego sympatię. Jakaś część mnie zachowała się inaczej niż reszta i miałam wrażenie, że go rozumiem. Tylko nie wiedziałam dokładnie dlaczego i z kąt wzięło się to zrozumienie... Jego twarz rozpromieniła się w uśmiechu.
- Proszę wycieczki, zaczynamy zwiedzanie!

~

  No i mamy drugi rozdział!
  Jak wam się podoba?
  Trochę zaszalałam, ale mam nadzieję, że nikt się nie obrazi za pare detali więcej ^^" Ehm... Postaram się dodać w najbliższym czasie rozdział trzeci!
  Do zobaczenia~!

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 1

  Nareszcie skończyłam studia! Jakież to cudowne uczucie! Trzymam dyplom w dłoni, a łzy szczęścia same wlatują mi do oczu. Jestem szczęśliwa. Jestem tylko ja i mój dyplom... Ja i mój dyplom...
  Ukończyłam Tokijski Uniwersytet Przyrodniczy z wyróżnieniem jako jedna z nielicznych osób z poza Japonii. W zasadzie jestem - a raczej byłam jedną Polką na uczelni.

~

  Było trudno.
  Aby spełnić marzenia i polecieć do Kraju Kwitnącej Wiśni musiałam uczyć się japońskiego już w podstawówce. Uczyłam się sama oglądając anime, poznawałam zwyczaje, a w liceum - kiedy drogi moje i mojej jedynej przyjaciółki się rozeszły - uczyłam się WSZYSTKIEGO jak głupia.
  Wkuwałam tylko WOS. Reszta szła łatwo - nawet matematyka. Tym sposobem w wieku siedemnastu lat ukończyłam liceum i wedle planu starałam się dostać na japonistykę w Warszawie. Podstawy to przecież nie wszystko!
  I dostałam się.
  Potem w wieku dwudziestu dwóch lat z pomocą profesora Shibuyi udało mi się wyjechać do Tokio. Na początku była fascynacja, a potem wdarła się rutyna i trud. Znalazłam sobie w tedy pierwszą pracę - jako kelnerka w restauracji z europejskimi potrawami. Dodatkowo na nocną zmianę pracowałam w lokalnej gazecie pisząc różne artykuły, które wpadły w gust Japończyków - takim to sposobem zarobiłam na studia, mieszkanie (bo mieszkałam z byłą żoną pana Shibuyi, która traktowała mnie jak domową służbę) i byłam w stanie jako tako powiązać jeden koniec z drugim. Kupowałam gotowe dania do odgrzania w mikrofali i jadłam z książką w ręku. Medycyna sama w sobie jest trudna, ale zawzięłam się, wzięłam byka za rogi i zdobyłam co chciałam.
  Profesor Tanaka od razu zaproponował mi pracę w swojej przychodni, gdzie miałam pracować jako dentystka, a cała moja rodzina pękała z dumy.
  Tak oto z nieporadnej dziewczynki zmieniłam się w odpowiedzialną kobietę, która uparcie brnie do celu. Niby wszystko pięknie, ale nie do końca... Kocham się uczyć. Zawsze mnie to wyróżniało. Jednak dopiero w liceum nauka pochłonęła mnie bez reszty. Ograniczyłam moje znajomości do kontaktów z jedyną przyjaciółką - Leną i najbliższą rodziną. Na uczelni uważano mnie za dziwadło.
  ,,Taki dzieciak, a na studia idzie?"
  ,,O, smarkula idzie..."
  I tak to było. Chociaż nie brakowało osób pełnych podziwu dla mojej determinacji.
  Dopiero w Japonii zapoznałam kilka osób, ale choć wstyd się przyznać - nigdy nie miałam chłopaka. Czasami mi tego brakowało, ale zaraz w ruch szły: kartka, pióro/długopis i pisałam... Ogromne ilości stronic horrorów, romansów, fantastyki, wierszy, krótkich opowieści i rysunków. Dużo rysunków.
  Odcinałam się od świata.
  I tak jest do dziś.

~

  Stoję w tłumie szarych ludzi z dyplomem w dłoni i wpatruje się
w niego z uśmiechem. Mam co chciałam. Wykształcenie, dom, obywatelstwa: polskie i japońskie, pracę i ... i ten głupi dyplom.

  No tak, jeszcze muszę się przeprowadzić. Moja nowa praca znajduje się w innej dzielnicy Tokio, a pan Tanaka dał mi zaledwie tydzień na przeprowadzkę do nowego lokum.
  I znowu ta depresja.
  Poczucie samotności z własnej winy.
  Mam co chciałam, ale jestem sama w innym, tak różnym od domu miejscu. Z rodzicami i przyjaciółką widuje się przez ekran komputera, a moi znajomi to zaledwie pięć osób, które okazały współczucie i wsparcie.
- Katsumi-chan! - usłyszałam głos Tokiego.
  Toki Masatomi to mój znajomy, który pracował ze mną jako kelner. Typowy Japończyk, który rozmawiając ze mną musi patrzeć do góry.
- Witaj Toki-kun. - odparłam zwracając się do niego - Co się stało?
- Chciałem ci pogratulować! - zaświergotał szturchając mnie
w ramię - Pilna uczennica, farciara i ślicznotka za razem!

- Daj spokój. - zaśmiałam się - Mam już dwadzieścia osiem lat, urody mi ubyło. I dziękuję, że przyszedłeś.
- Proszę bardzo.
  Toki poszedł w moje ślady ale rzucił studia po pierwszym roku. Stwierdził, że medycyna to jednak nie to. Bardzo pogodny facet, jako pierwszy wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Jednakże miał też swoje wady - nadmierna opiekuńczość, kazania dotyczące wielu nieważnych sfer życia i tym podobne...
  Odprowadził mnie do domu, a ja po drodze opowiedziałam mu
o mojej przeprowadzce do Ikebukuro. Najwidoczniej bardzo go to zmartwiło bo zaraz wtargnął do mojego domu.

- Do Ikebukuro?! Masz pojęcie co tam się dzieje?! Pełno tam kolorowych gangów, prześladowców...! (kilkuminutowe kazanie)
- Spokojnie! Takie rzeczy są w całej Japonii.
- Katsumi-chan, nie powinnaś tam jechać. Tam jest niebezpiecznie.
  Kochany Toki, zawsze taki troskliwy. Trzydziestka na karku,
a dba o wszystkich jak stary dziadziuś przewodzący rodzinie
i dający dobre rady na przyszłość, które nie zawsze się sprawdzają. Miło mieć go przy sobie, jest dla mnie jak trzeci brat (bo dwóch młodszych zostawiłam w Polsce).

- Mama mówiła mi, że Japonia jest niebezpieczna i straszyła, że ktoś mnie porwie i sprzeda na części, albo zgwałci, albo nie wiadomo ci jeszcze. Tadam! Żyję! - rzekłam beztrosko wkładając kapcie i podałam parę ciapów dla Tokiego, który również zmienił buty i poddenerwowanym krokiem wszedł do salonu.
- Dobra, rób co chcesz. Ale jak wylądujesz w szpitalu bo dostaniesz lodówką w głowę...
- Lodówką? - przerwałam mu.
  Teraz miałam wrażenie, że mimo wieloletniej nauki japońskiego pomyliłam jakieś podobne do siebie wyrazy, ale Toki zaskoczył mnie odpowiedzią.

- Tak. Mój dziadek jest z Ikebukuro. Wiem co tam się dzieje i sam mało nie straciłem życia przy spotkaniu z Nożownikiem...
- Jaki znowu Nożownik?!
- Nieważne! Dowiesz się na miejscu.
  To było dziwne.
  Lodówki latają w powietrzu, a Nożownik atakuje ludzi na ulicy?
O co mu chodziło? Jednak znając Tokiego od tylu lat wiedziałam, że nic więcej z niego nie wyciągnę. Zmieniliśmy temat i Toki opuścił moje mieszkanie z szerokim uśmiechem na ustach.

  ,,Ehh... Trzeba wyciągnąć pudła i zacząć się pakować." - pomyślałam i poszłam do szafy po pudła z poprzedniej przeprowadzki. Spakowałam swoją kolekcję figurek ekspozycyjnych, tony mang, książek i płyt DVD z filmami i anime. Potem zapakowałam moje liczne bazgroły i rękopisy wraz ze starymi czasopismami. Następnie w odrębne pudło zapakowałam trochę ubrań i zdjęć oprawionych w ramki.
  I zaczęłam wspominać.
  Jakież to typowe przy chowaniu starych fotografii... Moja rodzina - Mama, tata, młodsi bracia. Potem klasowe zdjęcie z trzeciej klasy gimnazjum i pamiątkowa fotografia z Falkonu (festiwalu fantastyki odbywającym się co rok w Lublinie), zrobiona przez przypadkową osobę - ze mną i moją przyjaciółką Leną przebranymi za postacie
z anime.

  To był mój pierwszy konwent w fachowym cosplayu. Chodziłam dumnie prezentując kostium i naśladując zachowanie postaci (np. deptanie z zacieszem sztucznej komórki - kto zgadnie jaka to postać? xD) To były wesołe czasy, a teraz jest dorosłość i ludzkie, zupełnie inne problemy.
  Schowałam jeszcze parę rzeczy i odgrzałam w mikrofali obiad. Dzisiaj ramen - coś jak japoński rosół.
  Jedząc zastanawiałam się nad tym co mówił Toki o lodówce i Nożowniku. Ciekawa sprawa. Jakbym przeniosła się do czasów gimnazjum, kiedy z byle czego robiłam wielką przygodę. Teraz jednak nie potrafiłam odczytać słów Tokiego. Metafora? A może za bardzo dramatyzował?
  Nieważne.
  Pożyjemy, zobaczymy...

~

  Ohayo mina! Oto pierwszy rozdział przygód Katsumi Isozaki - czyli po prostu Kamili Szepniak (jak nazwałam postać po polsku xD). Mam nadzieję, że historia wciągnęła - Na razie jest tylko motyw z "Durarara!!", ale potem obiecuje dodać wątki z "Kuroshitsuji", "Hetalii" czy też "Naruto". Jak macie pytanie to pisać w komentarzach!
  I pamiętajcie: komentarze = motywacja do pisania !!!
  Matashita ne~!