I co?!
Dałam radę!
No to teraz rozkoszujcie się nowym rozdziałem~ ^^
Katsumi~!
~
Niedziela... Słodka niedziela... Dawno już nie było tak miło
i spokojnie w niedzielę. Atmosfera była niemalże rodzinna. Razem z Fay'em,
Syaoranem, Kurogane, Mokoną i księżniczką udaliśmy się do kościoła. Mieli
okazję poznać nieco mój świat od tej spokojniejszej strony. O dziwo, Mokona
usnęła na pół godziny ukołysana w ramionach młodej monarchini podczas podróży
metrem. Wszyscy byli pod wrażeniem małej kaplicy, po mszy zostaliśmy chwilkę w
środku i opowiedziałam przybyszom nieco o kulturze chrześcijańskiej. Następnie
poszliśmy na lody i do parku. Heiwajima także spędził niedzielę w rodzinnej
atmosferze. Od dawna nie czułam się tak szczęśliwa z powodu spokojnego,
normalnego dnia. Ale największym szczęściem jakie mnie spotkało tego dnia była
wiadomość od mamy. Ze łzami w oczach czytałam kolejne słowa...:
„Cześć córeczko! Dlaczego nie piszesz? Wszystko w porządku?
Odpowiedz, martwimy się. Wojtek zdał do trzeciej klasy gimnazjum i chce pisać
za rok olimpiadę z angielskiego. My pracujemy, nic się nie dzieje, życie pomału
się toczy. Gratulujemy Ci jeszcze raz ukończenia studiów! Teraz tylko znajdź
sobie przystojnego lekarza, hihi. Bardzo Cię kochamy, napisz szybko. Mama”
Z uśmiechem napisałam
odpowiedź, niemal popłakałam się prosząc by byli dostępni z samego rana, kiedy
ja już będę po zaplanowanej akcji... Uda mi się? Zobaczymy... Dołączyłam też zdjęcie Shizua i pochwaliłam
się posiadaniem kochającego mężczyzny. Tak... Cieszyłam się chwilą, ostateczny
pojedynek zbliżał się wielkimi krokami.
Poniedziałek,
najbardziej znienawidzony przez ludzkość dzień tygodnia, rozpoczął się jak
każdy inny. Jedyną różnicą było to, że Syaoran i jego drużyna mieli spędzić
dzisiejszy dzień na relaksie. W końcu młody archeolog już wystarczająco
wymęczył zranioną kostkę jak i przejęty losem księżniczki umysł.
Przyszłam do pracy, w
recepcji jednak nie zastałam Sebastiana, co mnie strasznie zdziwiło. Miałam
tylko nadzieję, że nie poszedł odebrać pióra sam…
- Witaj Isozaki-san! – Przywitała mnie Shura.
- Dzień dobry. Masz dzisiaj ranną zmianę?
- Tak. Będę do obiadu. Mąż dzisiaj ma dla mnie jakąś
niespodziankę…~ - Mówiła podekscytowana, kiedy zakładałam fartuch. – Jutro mamy
rocznicę ślubu, ale mój kochany musi jechać w delegację, więc zapewne
zaplanował coś dzisiaj…~ A co u ciebie?
- Pomału dochodzę do siebie. Czuję, że jeszcze trochę i
wszystko się skończy.
- To dobrze, wiesz co z Sebastianem? Nasz wzorowy
recepcjonista po raz pierwszy spóźniła
się do pracy.
- Wzorowy recepcjonista dostał awans.
Odwróciłyśmy się.
Za nami stał
Sebastian. Uśmiechał się życzliwie, a na sobie miał schludnie uprasowany
fartuch z plakietką: „Asystent: Sebastian Michaelis”.
- Oh! Nie zauważyłam kiedy wszedłeś. Gratulacje.
- On nie wszedł, pojawił się za nami niczym koszmar. –
Rzekłam kąśliwie.
Shura popatrzyła na
mnie zaskoczona.
- Nie pytaj. On wie o co mi chodzi.
- Niezmiernie mi przykro, ale przydzielono mnie do twojego
gabinetu. – Uśmiech na jego twarzy spowodował, że miałam ochotę trzasnąć go w
policzek.
- Pokłóciliście się? – Wtrąciła Shura, lecz zignorowałam jej
pytanie.
- Niezmiernie mi przykro, „Asystęcie”, nie zostałam o tym
poinformowana przez przełożonego, więc dopóki nie dostanę stosownego pisma…
- Oto ono.
Wyjął zza pleców
świstek papieru, który faktycznie posiadał stosowne pieczątki i podpisy.
Przeklęłam po polsku – Co najwyraźniej go rozbawiło – a następnie wyszłam z
pokoju. Szybko podążyłam do swojego gabinetu i spojrzałam przelotnie na
pacjentów.
- Ktoś z państwa do mnie? – Zapytałam jednocześnie chwytając
za klamkę.
- Tak, mój syn i jeszcze tam panie. – Odezwała się cicho
kobieta ze zmęczeniem wypisanym na twarzy.
Obok niej siedział
chłopczyk w szkolnym mundurku. Wyglądał na nieco przestraszonego.
- To państwa zapraszam. – Uśmiechnęłam się do chłopca, a gdy
jedna ze staruszek już podnosiła się z krzesła aby zaprotestować natychmiast
zgromiłam ją wzrokiem. – Pani jest lekarzem?
Zaskoczona usiadła, a
ja szybko zamknęłam drzwi i poleciłam chłopczykowi usiąść na fotelu.
- A będzie długo? – Zapytało zaniepokojone dziecko. – Dzisiaj
idziemy do zoo. Chciałbym zdążyć żeby pani nie odjechała beze mnie…
- Zaraz zobaczymy. – Nachyliłam się do chłopca. – Niestety mam
bardzo kłopotliwego asystenta! – Zaśmiałam się chcąc rozbawić malca. – Ciągle się
spóźnia! A to z niego leń… - Zaraz do gabinetu wszedł Sebastian. – No nareszcie!
Ruszaj się! Otwieraj kartę tego młodego pana! Musi zdążyć do zoo! – Z satysfakcją
patrzyłam na zaskoczonego demona i rozbawione dziecko. – A jakie zwierzę
chciałbyś zobaczyć najbardziej?
- Żyrafy! Żyrafy i słonie!
- Rozumiem! Se… - Zauważyłam, że nawet nie drgną. Stał
sparaliżowany zaskoczeniem jakbym nagle zmieniła się w stracha na wróble. – Co ty
wyprawiasz?
- Tam na…
- Otwieraj kartę! Na litość boską!
Dziecko roześmiało
się, a na twarzy matki chłopczyka rozpromieniał uśmiech.
Przez całą obecność
chłopca w gabinecie specjalnie stroiłam głupkowate miny przyglądając się jego
ząbkom. Rzeczywiście chłopiec potrzebował szybkiego zabiegu, miał do skończenia
leczenie kanałowe i musiałam zdjąć tymczasowe wypełnienie nałożone przez innego
lekarza i wyciągnąć sączki z kanalików.
Kiedy wyszli
Sebastian oczywiście próbował znowu zagaić rozmowę ale czym prędzej wprosiłam
starszą panią, której musiałam wytłumaczyć, że chłopiec śpieszył się na
wycieczkę, podczas gdy ona była umówiona tylko na przegląd. Starałam się jak
najdłużej przeciągać wizyty kolejnych pacjentów, jednak nie na tyle by
wychodzili z gabinetu z obolałą szczęką od długiego trzymania otwartych ust. Na
szczęście pacjentów było na tyle dużo, by zajmować się nimi aż do przerwy
obiadowej. Tutaj jednak już nie było możliwości uniknięcia konfrontacji z
demonem… Nawet jeśli starałam się czym prędzej wybiec z pokoju, on pojawił się
jak cień tuż przy drzwiach.
- Czy zanim zejdziemy na obiad możesz poświęcić mi chwilkę
uwagi? – Rzekł powoli.
- No dobra… - Westchnęłam z rezygnacją. – Raczej nie mam
wyboru.
Odeszłam na chwilę do
biurka, żeby wyłączyć komputer, a czarnowłosa istota błyskawicznie znalazła się
za mną. Oczywiście w swej ludzkiej postaci zbliżyła się nader blisko, a będąc
zagoniona w przysłowiowy „kozi tóg” czułam się zaniepokojona. Nie mogłam się
nawet odwrócić, bo demon przylgnął do mnie jak jakiś wstrętny rzep. Chwycił
mnie za ramiona, a także nachylił tak, iż czułam jego oddech na małżowinie
usznej.
- Czy mam rozumieć, że nie zamierzasz ze mną współpracować? –
Odezwał się niskim tonem.
- Zamknij się, odsuń i poczekaj. Tylko nie rób nic głupiego
bo pióra nawet z daleka nie zobaczysz.
Cichy śmiech wywołał
u mnie dreszcze. Tak, zaśmiał się i powoli przesunął swoje dłonie zakryte
lateksowymi rękawiczkami na moje łokcie.
Czy to aby nie
podchodzi pod molestowanie seksualne?
- Wydaje mi się, czy użyłaś groźby?
Przełknęłam głośno
ślinę czując jak narastający we mnie niepokój wyzwala pokłady adrenaliny, a
moje serce przyśpieszyło rytm pompowania krwi… Demonowi nie wolno ulegać, nie
wolno wierzyć w jego słowa…
- Z tego co wiem, to jesteś skrępowany paktem… –
Instynktownie poczułam, że powinnam dodać jeszcze…- Jak pies na smyczy. I tylko
ja mogę zdjąć ci obrożę. Powinno ci zależeć na tym, co o tobie myślę. Jeśli sprawisz,
że będę się ciebie bała to prędzej wyląduję w szpitalu psychiatrycznym niż ci
pomogę.
Poczułam jak jego
ciepłe usta muskają moją szyję. Kaskada dreszczy przeszła po mnie wodospadem,
próbowałam się wyrwać, ale on tylko chichotał i pozwolił mi jedynie odwrócić
się w swoją stronę, a następnie oparł się o ścianę zmuszając mnie do
przylgnięcia do jej zimnej struktury. Jego oczy były zimne. Pozbawione uczuć,
jednak za chwilę jakby złagodniały i zakryte powiekami przysunęły się do mnie
wraz z resztą twarzy. Z przerażeniem odwróciłam głowę w bok i zacisnęłam
powieki.
- Zwariowałeś?! M-Mam chłopaka!!!
Poczułam jego dłonie
na swoich biodrach, dotkną swoim nosem mojego, jego miarowy, spokojny oddech
owiewa moje usta, podczas gdy cała poczułam, że staję się mniejsza, krucha
niczym lalka z porcelany, do tego ze zdenerwowania oddychałam niespokojnie
szybko.
- To, że jestem słabszy nie znaczy, że słabszy od ciebie. A
to oznacza, że mogę z tobą zrobić co tylko zechcę…
O BOŻE!
Miał rację…
Mógł zrobić co chciał…
Nieskuteczne próby
ucieczki spełzły na niczym, zatem byłam zdana na łaskę bądź niełaskę istoty
piekielnej…
- Skrzywdź mnie, a pożegnasz się z wolnością. Nie pomogę ci
jeśli dalej będziesz się tak zachowywał, rozumiesz?!
- Kim ty jesteś żeby mi dyktować? Jesteś nic nie wartym
człowiekiem. Mogę się teraz tobą zabawić, a na koniec pożywić. Wiesz, jestem
kociarzem. A koty uwielbiają bawić się zdobyczą…~
- PUŚĆ MNIE DO CHOLERY!!!
Patrzyłam na niego
dysząc ze strachu i złości jednocześnie. W kącikach oczu poczułam zbierające
się łzy. Muszę wytrzymać, nie rozpłaczę się.
- Puszczaj mnie… - Syknęłam unosząc lekko głowę. – Jak cię
wyegzorcyzmuję to cię ten twój zasrany panicz nie pozna…
Przesunął swe dłonie
na moją talię, ja tymczasem sztywno trzymałam ręce na jego torsie napięte, nie
pozwalając by zbliżył się bardziej, o ile to możliwe… Patrzył na mnie z
wyższością, pogardą i chłodem. Jednak zauważyłam w tych oczach także
oczekiwanie… Czy on mnie sprawdzał?
- Pomogę ci, ale weź mnie, k***a, zostaw…
Uśmiechnął się z
satysfakcją i odsunął ode mnie.
- Czyli jednak masz odwagę patrzeć śmierci prosto w twarz…
- Śmierć nazywa się Celty Sturluson i jest przemiłą osobą,
ah, już nie wspomnę o tym, że zgubiła swoją głowę, więc trochę ciężko spojrzeć
jej w twarz.
Widać było, że go
rozbawiłam.
- Uwielbiam twój sarkazm. Pojawia się tak niespodziewanie i
jest tak błyskotliwy, że ciężko się nie uśmiechnąć. Nawet klątwa panicza nie
zdołała cię zabić.
W głowie rozbrzmiały
mi słowa z tamtego dnia na stacji metra.
„Czerwień cię
zniszczy…”
- A jeśli dostanę okresu to czy moja podpaska mnie udusi?
Zdziwił się, a ja korzystając z okazji
uciekłam z pokoju i czym prędzej pomknęłam na stołówkę. Z uczuciem ulgi
stwierdziłam, że powinnam częściej go tak dezorientować w trudnych sytuacjach.
W końcu i tak jest kłopotliwy, a teraz zyskałam mały sposób na zaskoczenie do
taktycznego odwrotu.
Ledwo usiadłam do
stolika, a dosiadł się Sebastian. Shury już nie było, a inni członkowie naszej
ekipy gdzieś zniknęli. Akurat dzisiaj musieli wziąć różne zmiany. Tylko ja i
Sebastian mieliśmy stałe godziny pracy, z tym że teraz będziemy pracować razem…
Nie bardzo fascynowała mnie perspektywa pracy z demonem…
- Nie molestuj mnie więcej, jeśli możesz. Byłabym wdzięczna.
- Spokojnie, nie zamierzam. Muszę ci przyznać, że
przypominasz mi pewną osobę…
- Naprawdę?
- Owszem.
- Ojej, jakiś ty miły nagle. Podlizujesz się?
Tylko uśmiechnął się
i kontynuował jedzenie.
Zajęłam się na pewien
czas jedzeniem, kiedy do głowy wpadło mi następne pytanie.
- Z koro chcesz pióra aby się uwolnić, to po co w tedy na dachu
był z tobą ten dzieciak?
Żuł chwilę mięso w
ustach, przełknął i odpowiedział spokojnie.
- Panicz pragnie stać się silniejszym. Jako, że kiedyś był
człowiekiem to nędzny z niego demon, w piekle nie bardzo interesują się takimi
nędznymi kundelkami. Żyjemy na Ziemi, ponieważ chciano przyjąć jedynie mnie,
ale jemu też nie chce się polować na dusze aby stać się silniejszym, więc muszę
robić to za niego. A jeśli zdobędzie pióro, to olbrzymie pokłady mocy znajdą
się na stałe w jego ciele.
Wnet dostałam gęsiej
skórki. Wizja trzynastoletniego chłopca, będącego w istocie parszywym demonem
nie była zbytnio przyjemna…
- Pani doktor? – Zaczepiła mnie jedna z pielęgniarek kiedy
wróciłam do holu przed stołówka. – Ma pani gościa. Czeka na korytarzu koło pani
gabinetu.
Podziękowałam i
udałam się na górę, a tam stał mój kochany Heiwajima Shizuo. Podbiegłam do
niego i przytuliłam się na powitanie.
- Przydzielili mi asystenta. – Powiedziałam od razu. –
Shizuo, poznaj Sebastiana. Sebastian, to jest Shizuo, mój chłopak.
- Miło poznać. – Odparł demon.
- Mnie chyba też… - Shizuo mierzył Sebastiana podejrzliwym wzrokiem.
– Ty chyba jesteś tym kolesiem, który się codziennie dobijał do jej gabinetu,
co nie? Co ty chcesz od mojej dziewczyny?
O nie… Tylko nie to…
Żeby mi się tylko nie pobili… Przynajmniej nie na korytarzu. Musiałam chwilkę
pomyśleć jak ich rozdzielić.
- Nie martw się, proszę. Nie zamierzam uwodzić twojej
ukochanej.
- I lepiej żeby tak zostało…
- Grozisz mi?
O nie… Nie! Nie! Nie!
Nie! Nie! On go perfidnie prowokował, szybko stanęłam między nimi i zarzuciłam
Shizuo ręce na szyję.
- Spokooojnie~! Nie zwracaj uwagi na Sebastiana, on już tak
ma, że… – Tu spojrzałam nań groźnie. – Denerwuje wszystkich na około.
- To ja jeszcze pójdę na chwilkę na dół.
Odetchnęłam kiedy
odszedł i wprowadziłam ochroniarza w stroju barmana do swojego gabunetu.
- Zaraz ci o wszystkim opowiem… Tylko błagam, nie unoś się,
ani nie zrób żadnej głupoty… Siadaj na fotelu.
Zaskoczony zrobił to
o co poprosiłam.
- Wiesz… Nie mogę ci niczego obiecać – jeśli o mój gniew
chodzi.
Westchnęłam ponownie.
Usiadłam bokiem na jego kolanach i zaczęłam głaskać go czule po głowie. Zdziwił
się bardziej, ale zanim cokolwiek powiedział zaczęłam swój mały monolog.
- Sebastian jest demonem. Tylko, że obecnie trzyma go pakt z
takim dzieciakiem, co też stał się demonem i musi mu usługiwać przez wieczność
w związku z tym, że jest nieśmiertelny. No i obaj chcą zdobyć pióro ze
wspomnieniami księżniczki, te o którym ci mówiłam. Sebastian do uwolnienia się,
a ten dzieciak do stania się silniejszym. No a w tym piórze jest jakaś
tajemnicza wielka moc i Sebastian sam nie mógłby się sam uwolnić i potrzebuje
do tego mnie. Jego zdaniem jestem w stanie mu pomóc.
Mierzył mnie
wzrokiem, a ja nadal gładziłam jego mięciutkie blond włoski. W końcu
odpowiedział:
- Rozumiem, że czegoś ode mnie oczekujesz w związku z całą tą
sytuacją. – Aż się uśmiechną i zaplótł ramiona na piersi.
- Owszem. – Nachyliłam się i ujęłam dłońmi jego głowę. –
Izaya ma pióro, a nie możemy go ponownie aresztować bez zarzutów. Nakaz
przeszukania biura został zatrzymany na okazje kiedy będziemy mieli więcej
czasu na przeszukanie budynku. Z resztą, równie dobrze może wziąć pióro ze
sobą.
- Czyli mam dorwać gnoja? – Uśmiechnął się i zaczął masować
mnie prawą dłonią po lewej nodze, a prawą ułożył na moim boku.
- Najpierw zrób zamieszanie, albo coś takiego żeby wyszedł.
Jak Mokona wyczuje, że ma pióro w kieszeni to ci wszyscy pomogą w złapaniu. Jak
nie to rozerwiesz się sam.
- Hmmm… - Mruknął masując mnie po nodze. – A co ja z tego
będę miał?
- Uratowałam ci życie, ciołku.
- Tylko żartowałem! – Zaśmiał się.
Całowaliśmy się
chwilę na fotelu zatapiając w swej miłości, lecz w końcu przerwa się skończyła
i musiałam wracać do pracy.
