wtorek, 26 sierpnia 2014

RELACJA Z NEJIRO 2014 !!!

  Witajcie czytelnicy!
  Oto nadchodzi moja pierwsza relacja z konwentu! Po raz pierwszy piszę coś takiego i nie wiem czy na pewno poprawnie wszystko opiszę... Proszę o poprawki gdybym coś ominęła lub przeinaczyła. Piszcie w komciach (tak, tak... Zła Katsumi karze pisać komentarze. Wiem, że nie lubicie ich zostawiać...) Zaaateeem...:

  Tegoroczna edycja Nejiro odbyła się w WSPA (Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji) w Lublinie. Organizacją zajęło się nasze lubelskie stowarzyszenie fantastyki ,,Cytadela Syriusza", grupa Higashi i Lubelski Front Artystyczny. Na konwent osobiście przybyłam w sobotę (dzień drugi), poprzedniego dnia przybyła reszta cosplay'erskiej ekipy, którą zapoznałam na zeszłorocznym Falkonie :3 Dzięki nim poczułam się taka strasznie malutka... Biedna Katsumi ma pozwolenie tylko na 1 dzień konwentu, a oni mogli tam nocować... No ale life is brutal. Dzięki wspaniałej broszurce otrzymanej w akredytacji napiszę co mniej więcej działo się w piątek i niedzielę.
  DZIEŃ PIERWSZY:
- ,,Mój pierwszy raz na konwencie." -> Bardzo fajna integracja dla osób, które po raz pierwszy są na takim zlocie. Można się zapoznać z innymi ludźmi, a także i takimi co już jakieś doświadczenie w "konwentowaniu" mają i zająć jakoś czas :)
- ,,Jak dobrze przygotować swój występ cosplay'owy" -> Porady odnośnie doboru postaci, muzyki, tworzenia scenek.
- Trochę wiedzówek. -> Sprawdzamy swoją znajomość danej serii i można wygrać nagrody :)
- ,,K-pop dla początkujących" -> Coś dla ludzi którzy dopiero wkraczają w świat muzyki koreańskiej lub po prostu nią zainteresowanych. Poznajemy terminy z tą muzyką związane i wszystko inne co się K-popu tyczy.
- ,,Warsztaty taneczne" -> Jeśli nie lubicie siedzieć w ławeczce i słuchać wykładów na prelekcjach warto się na nie zdecydować :)
- ,,Turniej broni zabezpieczonej" -> Walkaaa!!!
  Tyle o piątku. Czas na sobotę! Tylkooo... Pozwolę sobie opisać ją w sposób bardziej... Refleksyjny... W zasadzie to nie mam pojęcia jak to nazwać... Po prostu napiszę co ja zaobserwowałam i przeżyłam. A więć...:
 DZIEŃ DRUGI:
  Akurat kiedy o 14:00 mój kochany tatuś dowiózł mnie i Tenshi na miejsce musiałyśmy chronić cosplay'owe rekwizyty przed deszczem (musiało popadać akurat kiedy wysiadłyśmy...), ale nic nie ucierpiało. Spotkałyśmy przed wejściem znane nam cosplay'erki i zapłaciłyśmy za wstęp odznaczając się na liście obecnych (tylko cosplay'erzy takową listę podpisywali). Tenshi wraz z MarMar'em (cosplay'erka Asuny z SAO) poszła farbować włosy sprayem, a ja walnęłam selfie ze spotkaną w holu dziewczyną z fundomu SnK.
  Oczywiście jak na błąkajkę przystało MUSIAŁAM pałętać się w tę i z powrotem poszukując Tenshi i MarMara... A kiedy je znalazłam to czego się dowiedziałam...? ZABRAKŁO SPRAYU!!!
  Musiałam lecieć ekspresem do galerii Olimp prowadzona przez bardzo miłą konwentowiczkę. Szukałam drugiej puszki z taką farbą (ale nie znalazłam), potem w poszukiwaniach pomagała mi Zesk (cosplay'erka Luffy'ego z One Piece) i dziewczyny z fundomu SnK - kochane moje konwentowiczki z Torunia <3 - z jedną z nich właśnie robiłam selfie po wejściu do holu :D. Zesk musiała kupić rekwizyty do scenki ("Poproszę te dwie kiełbasy śląskie!") i tak przebrane łaziłyśmy szukając czegoś, dzięki czemu Tenshi wystąpiłaby jako Shizuka z blond włosami. No i ostatecznie wkurzona kupiłam perukę. Głupia liczyłam, że rozprostuję tworzywo sztuczne... No i Tenshi musiała lecieć po szamponetki (jak na złość włosy koloru nie złapały w ogóle, mimo, że to pierwsza koloryzacja...) no i musiałyśmy wystąpić bez peruki...
  Pomogłam też jako koordynator przy wydłużaniu czasu pojedynku Yasy (Kirito) i MarMara (Asuna). Niestety naszą (moją i Tenshi) musiałyśmy kompletnie improwizować ^^".

  P.S. Jeśli ktoś ma zdjęcia lub filmy ze scenek cosplay'owych na Nejiro to prosiłabym o podesłanie na mój mail.
katsumiisozaki111@gmail.com

  Co do wystawców: Były chyba 2 loterie, gdzie można było wygrać kubek albo inny fajny fant, było mnuuustwo koszulek, przypinek, toreb, kocich uszek, ogonów, breloków, wszystkiego dosłownie! Ale osobiście to mi nic takiego w oko nie wpadło (może dlatego, że już nie mam miejsca na mangowe gadżety :0)... Jeśli ktoś był spragniony, mógł kupić sobie bubbletea, był barek z jedzonkiem na ciepło i zimno, w całym budynku wi-fi, no po prostu 3 piętra pełne mangi i mangowców :3
  Zamieszczam kilka fotek znalezionych w internecie i zrobionych telefonem Tenshi przez wspaniałą Kurokatto, oraz resztę ekipy cosplay'erskiej :3
















  Wyniki cosplayu!!!

1. Sebastian i Ciel (z pomocą Lizze) -> Replika miecza Ichigo z ,,Bleech"
2. Grupka z ,,Naruto Shippuden" -> 200 waluty konwentowej
3. Luffy (2 seria One Piece) -> 100 waluty konwentowej

  POZDRAWIAM WSZYSTKICH COSPLAY'ERÓW I ŻYCZĘ SUKCESÓW ORAZ RADZĘ NIE KOMPLETOWAĆ STROJU NA TYDZIEŃ PRZED WYSTĘPEM~! xD (...jak Tenshi ^^")
  No i co jeszcze działo się w sobotę? Po występach w czasie naradzania się jurorów odbył się krótki pokaz karate i zapodawanie sucharów xD
  Wcześniej:
- ,,Zostań gwiazdą anime" (konkurs)
- ,,Wybory bisha konwentu"
- Znowu wiedzówki...
- ,,Jak przetrwać apokalipsę zombie -> ciekawy wykład.
- ,,Kurs makijażu Gyaru"
- ,,Wielka wojna wodna" -> Nie ma to jak wzajemne oblewanie się wodą!
- Turnieje z LOL'a i.t.p...
  DZIEŃ TRZECI:
  Niedziela! Dzień smutny, bo kończący konwent :( Jako, że mnie nie było, znowu posłużę się wspaniałą broszurką~!:
- ,,(Nie) dobre anime - hejćmy!" -> Wspaniały panel dyskusyjny!
- ,,SAMURAJ - KRÓTKI ZARYS HISTORII I TRADYCJI JAPOŃSKICH WOJOWNIKÓW"
- ,,Dlaczego faceci nie powinni nosić kocich uszek" -> Jestem ciekawa, czemu? o.O Jaka żywa musiała być dyskusja na tym panelu!
- Wieeedzóóówkiii!
- ,,J POP K POP PARTY"
- ,,Powieś się stylowo" -> Wbrew pozorom to nie prelekcja dla samobójców, a dla miłośników krawatów, apaszek i sposobom ich wiązania.
- ,,PODSUMOWANIE KONWENTU"

  Każdy szanujący się otaku powinien chociaż raz w życiu pójść na konwent. To naprawdę wspaniałe uczucie, móc napawać oczy tym co się kocha niemal przez cały dzień wśród ludzi o podobnych zainteresowaniach, móc do woli nosić zakolanówki, kocie uszy, gorsety i peruki bez obawy, że cię wyśmieją. Poznajesz wspaniałych, pozytywnie nastawionych ludzi z tabliczkami ,,FREE HUGS" i nie ma śladu po szarej rzeczywistości!
  Konwent to jak przejście do ,,Krainy Czarów", w której warto się zatracić na te 3 dni, nawet jeśli nie zawsze znajdzie się miejsce w sleep roomie i musisz spać na korytarzu!
  ,,Otaku do ataku"!

  P.S. no2 Nowy rozdział już wkrótce!

   Katsumi :3

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 16 + ogłoszenie!

  Witaaaajcie!
  Stęskniliście się??? Mam nadzieję, że chociaż troszkę ;__;. Wasza Katsumi ma dla Was ważną informację! Mianowicie: Od dnia 3 sierpnia nie będę miała dostępu do internetu i kolejna notka pojawi się dopiero po 18 sierpnia, smutne, aczkolwiek jeżeli ktoś ma możliwość zjawienia się na Nejiro (konwent w Lublinie organizowany od 22 do 24 sierpnia) to ma możliwość spotkania się ze mną osobiście! Bowiem Wasza Katsumi bierze udział w konkursie cosplay :D 
  Jak zwykle życzę miłego czytania!

~

Nie wiem jak to się mogło stać, ale kiedy karetka przyjechała pod wskazany adres, dostałam telefon z informacją o znalezionej kałuży krwi, ale braku poszkodowanego. Martwiłam się całą noc o tego idiotę... Martwiłam się o człowieka który nasłał na mnie bandę chłopów, którzy mieli mnie zabić... Boże! Ja naprawdę jestem najbardziej naiwną osobą na świecie. Ktoś inny by się cieszył, ale nie ja. Nie chcę mieć na sumieniu niczyjej śmierci... Gdyby karetka przyjechała wcześniej... (czytaj: Gdybym się wcześniej ogarnęła co się stało) Wiedziałabym czy ten kretyn żyje, czy nie.
  Jak to się stało, że nie wiedziałam co się dzieje? Sama nie wiem. Nagle obraz się zamazał, jakby w aparacie zmniejszyć ostrość o 50% on normy. Dźwięki rozmywały się w uszach i tworzyły nakładające się na siebie echa. Czułam się jakby moją duszę na chwilę odrywano od ciała, czułam, że coś mówię, że coś się dzieje, ale byłam nieobecna duchem. Na dodatek co chwila migały mi dwa fuksjowo-czerwone ślepia niczym dwie lampki migających światełek. Czułam taki błogi spokój, nagłą falę przyjemnych uczuć, które wzięły się nie wiadomo z kąt. Film nagle się urwał, a potem obudziłam się w pokoju z rozbitą szybą i Heiwajimą tuż obok mnie. Dopiero po chwili mi o wszystkim opowiedział. A było już ciemno. Nim zorientowałam się, że powinnam zadzwonić po karetkę zadzwoniłam do samego Orihary. Odebrał, ale zaraz stracił przytomność. Posprzeczałam się trochę z chłopakiem, bo on chciał go zostawić, a ja chciałam go uratować.
- Chcesz mu pomóc?! Przecież chciał cię zabić!!!
- Ale ja nie chcę jego śmierci! Nie chcę mieć go na sumieniu!
- To oszust, morderca, manipulant, a ty go chronisz?!
- Chronię! Bo nie jestem taka jak on!
  Zamilkł, a ja wybuchłam płaczem. Te emocje we mnie wezbrały jak nigdy, aż Gilbert przyszedł z drugiego pokoju zobaczyć co się dzieje. Potem, kiedy się uspokoiłam, Heiwajima zadzwonił do Kishitaniego, który przysłał po nas Celty. W międzyczasie ja wezwałam pogotowie. Dullahan odwiozła mnie do domu, weszłam na klatkę schodową, a tam czekała kolejna niespodzianka. Na schodach czekał Syaoran ze śpiącą księżniczką opartą o jego ramię, wkurzony Kurogane, zmartwiony Fay i chrapiąca w jego objęciach Mokona.
- Gdzie ty tyle byłaś?! - szepną nerwowo samurai.
  Być może nie wrzasną mając na uwadze dobro pozostałych mieszkańców, a ci jeszcze spali, było bowiem w pół do czwartej rano. Podkuśtykałam do nich i spojrzałam po nich przepraszającym wzrokiem.
- Wybaczcie... też miałam ciężki dzień.
  I w tedy Fay pokazał, że nie jest zaledwie przygłupim magiem latającym wszędzie w białym płaszczu zimowym. Oddał Mokonę w ręce Kurogane i wziął mnie na ręce. Lekko zdziwiona patrzyłam na jego śmiertelnie poważną twarz. Bez słowa wniósł mnie na drugie piętro. Po wejściu do domu wyłożyłam im na stole chleb i wędlinę.
- Zróbcie sobie kanapki...
  Miałam na sobie pożyczone od Gilberta ubrania, więc zaraz poszłam do łazienki przebrać się w piżamę. Kiedy wyszłam łóżko było już rozścielone, więc położyłam się obok śpiącej księżniczki.
Fay zmienił mi opatrunek na kostce i przygryzł kciuk. Krwią nakreślił na bandażu jakieś symbole, a potem to samo uczynił z brzuchem, gdzie miałam ranę postrzałową. Krew zabłysła na błękitno, poczułam pieczenie i jęknęłam cicho zaciskając zęby. Zaraz jednak zjawiła się ulga i spokój tak wielki, że ponownie zapadłam w sen.
  Obudziłam się przez dziwne uczucie szarpania za włosy. Podniosłam głowę i dostrzegłam, że siedzę na krześle. Po odwróceniu się dostrzegłam uśmiechniętą księżniczkę Sakurę ze szczotką do włosów w dłoni.
- Wybacz, po raz pierwszy czeszę czyjeś włosy...
  Zamrugałam zdezorientowana i przetarłam oczy. Nic mnie nie bolało, księżniczka pustynnego narodu z innego świata rozczesuje mi włosy i budzę się w łazience, a nie w łóżku. Młoda księżniczka kontynuowała czesanie i na koniec zaplotła mi z włosów prostego warkocza.
- Księżniczko... O co w tym wszystkim chodzi?
- Fay powiedział, że przydarzyły ci się bardzo straszne rzeczy, dlatego powinniśmy odwdzięczyć się za twoją dobroć. Naprawdę, bardzo ci współczuję...
- Jejku... To strasznie miłe z waszej strony...- aż mnie przytkało.
- Fay prasuje ci ubrania, a Kurogane i Mokona robią śniadanie. Jest ci teraz pewnie bardzo ciężko... Syaoran też pomaga. Zajął się sprzątaniem. - uśmiechnęła się pokrzepiająco, a jej uśmiech był jedną z najpiękniejszych rzeczy jakie mogłam w życiu zobaczyć.
- Dziękuję... - aż mi się na płacz zebrało, przez to wzruszenie. - To naprawdę miłe.
  Odłożyła szczotkę na miejsce, a Fay wniósł ubrania do łazienki. Były ładnie poskładane i biło od nich przyjemne ciepełko. Niestety nie było go na twarzy Fay'a. Jak nigdy przedtem jego usta i oczy nie wyglądały radośnie. Z błękitnych tęczówek aż wyciekał chłód.
- Dobrze spałaś?
- T-tak... - trochę mnie przeraził tym grobowym nastrojem.
  Poczułam się jakby szykowano mnie na mój własny pogrzeb. Nieprzyjemne uczucie, nie chcecie go poznać...
- Jeśli pozwolisz, to zostanę z tobą na stałe, dobrze?
  Zdziwiona jeszcze bardziej musiałam zadać nurtujące mnie pytanie.
- Czemu zmieniłeś zdanie...?
- Zanim przybyłem do Wymiarowej Wiedzmy, która dała nam Mokonę, miałem na plecach pewien tatuaż. Obiecałem, że bez niego nie będę rzucał zaklęć, ale był on zarazem najważniejszą rzeczą w moim życiu, a Wiedźma zabrała go jako zapłatę za podróże. Niestety użyłem silnej magii by szybko zregenerować twoje rany. Jestem za ciebie odpowiedzialny, tym bardziej, że nigdy nie miałaś do czynienia z magią. Może dojść do różnych powikłań...
- Zostań...
  Patrzył na mnie bardziej przepraszająco. Widać było, że ta sytuacja była ostatecznością, bo gdybym przestała chodzić do pracy, nie mogłabym ich dłużej utrzymywać.
- Tatuaż był czymś w rodzaju opornika, tak? - dopytałam.
- ... Czym?
- Zatrzymywał część mocy, żeby nikogo nie skrzywdzić, tak?
  Skiną głową i wyszedł bym mogła się przebrać. To też uczyniłam, ale moja psychika poważnie na tym ucierpiała. W miejscu, w którym uprzednio znajdowała się rana postrzałowa, znajdowały się tajemnicze znaki, w kolorze fioletowo-bordowym. Wyglądały, jakby ktoś wypalił mi je na skórze, te same symbole miałam i na kostce. Dotknęłam obu, ale wszystko wydawało się być w porządku. Niestety pierwszą rzeczą, o której pomyślałam widząc te blizny był tatuaż. W Japonii są one zakazane, w społeczeństwie mocno zakorzeniły się bowiem stereotypy naznaczonego tatuażem więźnia i członków mafii (głównie mówię o Yakuzie).
  ,,I jak ja się pokarzę na plaży...? Na basenie...? Boże..."
  Westchnęłam i nałożyłam na siebie białą koszulę ze stojącym kołnierzykiem i niebieski sweterek. Bliznę na nodze chciałam zakryć nieco matowymi rajstopami, ale nie dało to dużego efektu. Z rezygnacją naciągnęłam na siebie niebieską spódnice i wyszłam zjeść śniadanie. Po niej powtórzył się codzienny schemat z poprzedniego tygodnia.
  ,,Tatuaż" ukryłam pod botkami, metrem dotarłam do pracy i weszłam do budynku. Przywitałam się z kilkoma osobami na korytarzu, a potem powitałam Sebastiana i jego starsza przodowniczkę pracy., która i tak mi nie odpowiedziała. Nałożyłam kitel i powędrowałam do gabinetu, aby zaraz zająć się pacjentką umówioną na leczenie kanałowe. Dzień mijał mi spokojnie, jak zwykle. Aż w końcu przyszła pora na przerwę obiadową, więc poszłam na stołówkę po kawę i sałatkę z kurczakiem. Nie miałam ochoty udzielać się towarzysko i udawać, że nic się nie stało. Nie miałam też zamiaru paplać wszystkim jak to jest mi źle. Dlatego siadłam przy osobnym stoliku z dala od wszystkich spożywających, aby to puścić się w rozważania o wartości mojego życia. Niespodziewanie na stół padł czyiś cień, więc spojrzałam w stronę rzucającej go osoby. To był Sebastian ze swoją herbatą i pachnącym mięsem z warzywami.
- Czy mogę się dosiąść? - zapytał.
- Proszę. - usiadł i dodałam. - Coś się stało?
- O to samo chciałem cię zapytać. Zwykle siadaliśmy przy stoliku razem. Coś cię martwi.
- Twoje zdolności dedukcji robią wrażenie. - rzekłam sarkastycznie. - Nie brakuje mi zmartwień, jak z resztą każdemu normalnemu dorosłemu.
- Stało się coś poważnego? - zapytał kiedy przełknął mięso.
- W sumie to tak, ale nie chcę o tym rozmawiać. Wieeesz... W zasadzie to tak osobiste, że i tak bym ci nie powiedziała. Znamy się zaledwie tydzień. No i masz własne zmartwienia...
- Rozumiem, ale mógłbym może trochę pomóc, doradzić - tylko powiedz z czym masz problem. Może jeden rozwiążę.
  Taaak... Bez słowa kontynuowałam spożywanie posiłku, Sebastian uczynił to samo, kiedy o stolik uderzył tacką nasz kumpel, dietetyk.
- E, e, eee~! Kto ci pozwolił na flirt w pracy, Sebastian - kun? - zaśmiał się, poprawił okulary i przeczesał rude włosy palcami. - Ja tu jestem odpowiedzialny za takie rzeczy~
  Rozweselił mnie trochę, Sebastian zaś wydawał się zniesmaczony.
- Spokojnie, spokojnie, tylko chciałem trochę rozluźnić atmosferę. - zjadł trochę ryżu. - A tak poważnie, to czemu tak sami siedzicie?
- Pani Polka ukrywa przed nami swoje zmartwienia.
- Uuu~ Sekreciki. To zawołam Shurę, będzie zaszczycona mogąc dołączyć do naszego kółka wzajemnej adoracji~
- Tsukiteru - san...- westchnęła, ale zaraz pomachał do Shury, która przysiadła się do stolika.
- Co się stało?
- Isozaki - san ma tajemnicę~
- I chce się nią podzielić, czy ją zmuszacie?
- Zmuszamy. - Sebastian rozciągną usta w przesadnie uprzejmym uśmiechu.
- Biedna... - popatrzyła na mnie współczująco.
- Za dużo mężczyzn w koło... - westchnęłam - Przytłaczacie mnie...
  Rudzielec zaśmiał się, a Anglik wyraźnie się rozczulił. Boże, co za ludzie...
- Ktoś tu ma branie. - uśmiechnęła się Shura.
- Nie, nie o to...
- Hahaha~! Całe życie szara myszka i teraz jest ciężko, prawdaaa~? - rozbawienie dietetyka sprawiło, że się coś we mnie zagotowało.
  Wstałam zostawiając tacę i wyszłam ze stołówki wprost na korytarz i stanęłam przy oknie żeby zapalić. Przy automacie z napojami gazowanymi i słodyczami stała grupka pielęgniarek plotkująca o swoich mężach, a zaraz zza nich wybiegła Shura. Stanęła obok mnie i popatrzyła ze współczuciem.
- Nie to miałaś na myśli, prawda? Chłopcy się zdezorientowali i myślą co powiedzieli źle. Może chociaż mi wyjaśnisz?
- Nie mogę. - rzekłam i zaciągnęłam się dymem.
  To chwilowe odtlenienie mózgu działa zaskakująco kojąco. Zaczęłam palić na studiach kiedy chciałam się odstresować, ale przyznam, że to nie była najlepsza decyzja jaką podjęłam w życiu... Ale na coś trzeba umrzeć. Dlatego pozostałam przy tradycyjnych mimo tego, że teraz większość ludzi wdycha smakowy dym z e-papierosów. To też zaraz poczyniła Shura, w powietrzu rozlał się zapach wanilii.
- Znamy się tydzień, rozumiem. - poprawiła czarne włosy. - Ale zachowuj się jak dorosła, a nie dziecko, które nie chce przyznać się do winy i ucieka.
- Łatwo ci mówić, ciebie nikt nie chce zabić...
  Wyrwało mi się...
  Pięknie... Teraz będzie mnie żałować.
- Prześladowca? A może wpadłaś na Nożownika, czy coś w tym stylu?
  Ach, no tak... Jeszcze musi się upewnić.
- Nic z tych rzeczy... Pewien palant robi z mojego życia sztukę na miarę szekspirowskiej tragedii...
  Wydmuchała trzymany w ustach waniliowy dym.
- Grubo. Japonia cię nie rozpieszcza. Nie bój się, nikomu nie wygadam.
- Dziękuję. Po za tym mam na głowie wiele innych spraw, wszystko się skumulowało i mnie przygniata...
- Było zostać w Polsce. Z tego co wiem, to tam spokój tak wielki, że bezrobocie rośnie.
  Uśmiechnęłam się pobłażliwie.
- Ojciec pierwszy mnie pchał za granicę. Najpierw miałam jechać do USA, do cioci. Potem do Kanady, Anglii, ale wybrałam Japonię. Teraz już nie narzekam na brak wrażeń.
- A widzisz. Masz co chciałaś.
- Taaak... - no i pojawiły się wspomnienia.
- Pewnie było ciężko się zaaklimatyzować, nie? W Europie jest zupełnie inaczej.
- To prawda. Ale od dziecka się fascynowałam japońską kulturą, więc z tym nie było za wiele problemów. Zostało mi przywyknąć do ciężkiej pracy, potem do samotności... Imprezy na studiach omijały mnie przez pracę i zamiłowanie do nauki.
- Sebastian mógłby ci pomóc z tym cwaniakiem. Jest silny, chociaż na to nie wygląda, do tego piekielnie inteligentny. No i ma zakaz gry w gry loteryjne.
- A to dlaczego?
- Zawsze rozbija bank. - zaśmiała się. - Kasy ma po czubek nosa.
- Hmm... Interesujące. A co się stało z panem Taro? Nie widziałam go dzisiaj.
- Z tego co wiem to jest na urlopie.
  I tak rozmawiałyśmy chwileczkę, aż zobaczyłyśmy wychodzącego Sebastiana i Tsukiteru. Pognałyśmy na stołówkę, żeby dokończyć obiad w spokojnej atmosferze i chwilę rozprawiałyśmy.
  Przyjęłam tego dnia jeszcze pięć osób. Resztę dnia dyżurowałam i słałam smutne SMSy do Rany, ale ta najwyraźniej nie miała dla mnie czasu. Strasznie przejmowała się Tokim i nie interesowało ją co się dzieje z innymi. Tak więc nadal smutna wyszłam z budynku, kiedy zobaczyłam Heiwajimę wraz z Tomem. Ten dyskutował z jakimś mężczyzną, a MÓJ Heiwajima był obejmowany przez jakąś cycastą, wymalowaną kobietę, która EWIDENTNIE uwodziła go i wachlowała mu twarz rzęsami.
  Stał tyłem, więc nie widziałam jego twarzy, ale i tak poczułam ukłucie w sercu i coś na kształt fali gorąca uderzającej do głowy. Co gorsza ta kobieta była Gabrielą. Tą samą, która w tedy przerwała nam pocałunek.
  Nieee...
  Tego nie mogłam jej darować!
- Gabriela! - wydarłam się przekrzykując tłum.
  Kilkoro ludzi zatrzymało się, a ja szłam wprost do niej, do Heiwajimy i marzyłam, żeby wepchać jej ten nalakierowany łeb do studzienki ściekowej.
- Gabriela! - krzyknęłam ponownie będąc bliżej.
  I w tedy mnie zobaczyła.
  Ledwie blondyn się odwrócił, gdy ja zrzuciłam szarpnięciem jej dłonie z jego barków i odepchnęłam z furią do tyłu.
- Iso...! - próbował wykrztusić, ale byłam głośniejsza.
- Co TO miało być?! Jakim prawem śmiesz dotykać w taki sposób mojego chłopaka?! - krzyczałam po polsku do oburzonej kobiety naprzeciwko.
- To on cię jeszcze nie rzucił? Z kąt miałam wiedzieć, że jeszcze jest z taką nudziarą jak ty. Na pewno cię zdradza.
- Liczę do trzech i masz mi z tond zniknąć!
- Bo co?! - wydęła usta. - Uderzysz mnie?! Myślisz, że jak przeskoczyłaś liceum to będę ci się kłaniała?!
- Zemszczę się za wszystko co mi zrobiłaś... WSZYSTKO... - wysyczałam, złapałam ją za ramiona i kontynuowałam szeptem. - Tokio to MOJE miasto. Mam tu tyle znajomości, że wylądujesz pod mostem bez grosza przy duszy... Jeszcze raz go tknij, a poznasz mój gniew.
  Widać przestraszyło ją to, jak pewna siebie się zrobiłam. Kroczyłam w jej stronę przytłaczając ją wściekłym spojrzeniem.
- Ale on sam ze mną flirtował!
- Możesz mówić co chcesz, nigdy nie daruję ci tego co zrobiłaś. Poczekaj tylko... Dostaniesz po dupie...
  Obrażona szybkim krokiem oddaliła się, a nim Heiwajima zdążył ogarnąć zszokowanie chwyciłam go za rękę i pociągnęłam do najbliższego murku i posadziłam go na nim mocno wspierając się na nim. Zanim wypowiedział słowo, zamknęłam mu usta czułym i namiętnym pocałunkiem.
- Teraz jesteś mój, rozumiesz? Tylko mój. Jak cię jeszcze raz zobaczę... - do oczu zaczęły napływać mi łzy - Zobaczę z jakąś inną... Będziesz miał przerąbane jak Pinokio w Krainie Termitów, jasne?
  Był tak zszokowany, że nie wiedział w pierwszej chwili jak zareagować. Ale zaraz odetchną z ulgą i przytulił mnie do siebie. Albo on się do mnie... Nie ważne.
- Nie zdradzę cię... Opowiem ci o wszystkim później, teraz... Jestem w pracy.
- Rozumiem. - odkleiłam się, a on poprawił muszkę i popatrzył na mnie poważnie.
- I wytłumaczysz mi, jak to jest, że nie kulejesz po wczorajszym...
  Westchnęłam i puściłam go wolno. Zobaczyłam na twarzy Toma dumę, kiedy patrzył na wracającego do niego ochroniarza. Ten złapał klienta za kołnierz koszuli i zaczął nim nerwowo potrząsać. Sama zaś udałam się w kierunku metra. W zasadzie cały dzień (w porównaniu do poprzedniego) był bardzo spokojny. Heiwajima potem oddzwonił i wyjaśnił całe zajście. Gabriela ,,na swój sposób", próbowała pomóc negocjować inny termin zwrócenia długów kumpla jej chłopaka. A ja opowiedziałam mu o uleczeniu z pomocą magii Fay'a.
  Syaoran i jego ferajna za to przynieśli mi do domu sporą sumkę pieniędzy. Mag ostatnio zaczął przejawiać skłonności przywódcze i zarządził zarabianie w czasie poszukiwań. Wystarczyło, że popisywali się swoimi umiejętnościami. Serdecznie ich wszystkich uściskałam, a potem poszłam porozmawiać z Fay'em o bliznach. Właśnie przez to, że magia była silna znaki wypaliły się na skórze. Normalnie, nie zostałby żaden ślad. Posmarował mi je jeszcze maścią wyciągniętą z wnętrza puchatego płaszcza. Troszkę dziwnie się czułam, kiedy na jego twarzy nie było uśmiechu. Czyżby taki był PRAWDZIWY Fay?
  Ale czemu udawał kogoś, kim nie jest?
  Cała ta sytuacja była strasznie skomplikowana. Wszystko splątało się w supeł, którego nie byłam w stanie (na razie) rozwiązać. Skradziona głowa, dullahan, dwulicowy mag, zaginione pióro pełne wspomnień, miłość, brak kontaktu z rodziną... Pora w końcu zabrać się za rozplątywanie zagadek.
- Fay... - zaczęłam. - Co to wszystko miało na celu?

~

  No i Koniec :) 
  Do następnego razuuuu!!! No i miłych wakacji *^^*
Fay D. Flourite by twapa on DeviantART