sobota, 18 maja 2013

UWAGA!!!

Tutaj wasza Katsumi!

  Mam dla Was smutne wieści - mianowicie:
  Od dnia dzisiejszego 18.05.2013 zawieszam bloga. Dodałam 5 rozdział, a na 6 będziecie musieli poczekać więcej niż na poprzednie. Nie wińcie mnie, wińcie szkołę i nauczycieli, którzy cisnął bardziej niż zwykle... :(
  Do usłyszenia za jakiś tam czas. Mam nadzieję, że już w następnym miesiącu będę mogła znaleźć trochę czasu dla bloga.
  Sayonara!

Rozdział 5

  Obudziłam się o godzinie 10:37. Na śniadanie zrobiłam sobie jajecznicę z szynką i herbatę owocową. Umyłam zęby, ubrałam się w odświętną sukienkę, uczesałam długie do pasa włosy w warkocz
i zabrałam się za sprzątanie.

  Wystarczyło pościelić kanapę i pozmywać po śniadaniu, no bo po co włączać zmywarkę? Wyszłam z domu około godziny 12:00 (jeszcze sprawdzałam ofertę sprzedaży starego mieszkania
i czytałam wirtualną gazetę), a potem poszłam na stację metra.

  Nie było polskiego kościoła, więc uczestniczyłam w mszach niedzielnych na spotkaniach wiernych w anglojęzycznym kościele rzymsko-katolickim oddalonym od centrum stolicy o dobrych kilka kilometrów.
  Niezawodne pociągi japońskiego metra zawsze o czasie, zawsze szybkie. Zdążyłam spokojnie na upragnione spotkanie
z Chrystusem.

  Po mszy czułam się lekka jak piórko i gdyby nie grawitacja ziemska, pewnie fruwałabym pod niebem przeczesując chmury palcami i błądziła po miłosnych galaktykach.
  Zadzwoniłam do Rany, żeby zapytać o wieczór w kinie z Tokim, ale kiedy odebrała miała wielce zaspany głos.
- Katsumi - chan? Ehm... Co tak wcześnie?
- Wcześnie? Jest już po 13:00! Wstawaj leniu śmierdzący, muszę się komuś wygadać bo pęknę z tłumionej euforii!
- Co się stało? - ożywiła się.
- Idę na randkę. - oznajmiłam dumnie, a Rana pisnęła jak nastolatka.
- Co?! Z kim? Gdzie? Kiedy?
  Zaśmiałam się wyobrażając ją sobie siedzącą na łóżku
z podciągniętymi pod brodę kolanami i ciekawską miną. W sumie ma 21 lat, więc taka reakcja jest całkiem prawdopodobna.

- Kojarzysz Heiwajimę Shizuo? - spytałam.
  W słuchawce zapadła cisza.
  Przeszłam przez przejście dla pieszych wraz z pozostałymi ludźmi i kierowałam się do stacji metra.
- Jaja sobie robisz... - usłyszałam zachrypnięty głos Rany.
- Nie, naprawdę. Czy to coś złego?
- Nie... Ale nie spodziewałam się... Jak to w ogóle możliwe?
  I opowiedziałam jej co się działo na karaoke. Najwyraźniej słuchała z zapartym tchem - Kochana Rana, jedyna Japonka, którą na chwilę obecną mogę nazwać przyjaciółką. Niestety zawsze muszę ostrożnie dobierać słowa, bo ma strasznie niewyparzony jęzor.
- Nie wierzę. Masz zrobić sobie z nim fotę. Tylko taką z miłością
w tle.

  W jej głosie rozbrzmiewało najprawdziwsze niedowierzanie. Była w niezłym szoku.
- Dobra, jak chcesz. - odparłam lekko - A jak było z Tokim? - zmieniłam temat, a Rana chętnie go podchwyciła.
- Wariat mówił, że to komedia, a poszliśmy na horror! Bałam się jak cholera! Zrobił to specjalnie żeby obejmować mnie ramieniem
i przytulać podczas seansu! - była oburzona ale się śmiała.

- Dokładnie sobie to przemyślał~ - zaśmiałam się.
- A żebyś wiedziała! Potem, kiedy po filmie go owaliłam, na przeprosiny zabrał mnie do sushi baru - tego nowego, który otworzyli miesiąc temu.
- Wspaniale! - pogratulowałam - Kochany Toki - kun.
- A żebyś wiedziała jak długo czekałam na dzień, w którym razem gdzieś wyskoczymy! A teraz jestem w siódmym niebie! - postanowiła zmienić temat - A gdzie cię zabiera ,,Postrach Ikebukuro"?
  Wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem. To było spontaniczne pytanie. Pewnie spacer i jakiś obiadek na mieście. Myślę, że będzie fajnie.
- No pewnie! Wiesz, że ma 30 lat, a jeszcze nigdy nie miał dziewczyny?
  ,,Chwileczkę... Z kąt ona to wie?"
- Dobrze wiedzieć...
- Podobno wszystkie się go bały, albo zrywał z nimi po pierwszej randce. Słyszałam, że każdej zadawał pytanie, po którym wiedział czy go kocha, czy nie. Facet szuka książkowej miłości.
  Przystanęłam.
- Czyli nie mam się czym cieszyć? Kochana, jak na niego patrzę to nogi się pode mną uginają. Jak mnie zostawi to wpadnę
w depresję...

- Będzie dobrze, ale uważaj. A w szczególności na jego rywala.
- Oriharę Izayę, tak?
- Tak. Może cię skrzywdzić tylko po to, żeby zrobić na złość Heiwajimie... Idę jeść. Do usłyszenia.
- Pa.
  Rozłączyłam się.
  Widać, że ten Orihara to jakiś podejrzany typ. Muszę się pilnować, a na razie powinnam zdążyć na randkę.
  Schodziłam schodami na stację metra i rozglądałam się na boki. Szarzy ludzie wokół mnie śpieszyli do swych celów. Jak zwykle było tłoczno i ruchliwie. Ludzie dookoła wydawali się nudni
i nieciekawi, ale jednak miałam wrażenie, że ktoś bacznie mnie obserwuje. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopca znacznie wyróżniającego się z tłumu.

  Niski, może trzynastoletni chłopak ubrany w krótkie spodenki ciemno-zielonego koloru, czarne skarpety pod kolana i sweterek, też zielony z wyszytymi rąbami w różnych odcieniach tego samego koloru. Na głowie miał czapkę przypominającą jeden z XIX-wiecznych beretów, które nosiły dzieci w Anglii. Ciemno-lazurowe włosy zakrywały mu prawe oko, a tym widocznym wpatrywał się we mnie z kamienną twarzą. Wzrok miał przenikliwy, a tęczówka choć odległa, to błyskała w niej głębia zieleni lasu i błękit tafli jeziora.
  Ręką odgarnął część grzywki za ucho i zobaczyłam, że na drugim oku nosi opatrunek, a zdrowe oko patrzyło na mnie nieruchomo. Zaczął iść w moim kierunku. Jeszcze nigdy nie widziałam tak dziwnego dziecka o europejskiej urodzie...
  Zatrzymał się przede mną, sięgał mi wysokością nieco ponad nos.
- Coś się stało? - zapytałam nie wiedząc jak się zachować - Czy wszystko w porządku?
  Skinął głową twierdząco.
- Na pewno? - dopytałam się - Twoje prawe oko...
- Wszystko z nim w porządku. - powiedział cicho.
  Krępująca cisza.
  Miałam wrażenie, że znalazłam się w horrorze i ten chłopak zaraz mnie przeklnie albo wyciągnie ze spodni broń aby mnie zabić.
- Uważaj na czerwień. - powiedział.
- C-co? Dlaczego?
- Czerwień cię zniszczy.
  Zamurowało mnie.
  Co to miało znaczyć? Schizofrenia? Nie byłam już w Ikebukuro, to była inna część miasta, dlaczego po przeprowadzce spotykały mnie tak dziwne rzeczy...?
- O co ci chodzi, chłopcze? - zapytałam.
  Mrugnął kilka razy i odwrócił wzrok. Popatrzyłam tam gdzie on
i spostrzegłam wysoką kobietę w czarnym kombinezonie motocyklowym.

  Była piękna.
  Miała krótkie, ładnie ostrzyżone włosy, europejską urodę i długą grzywkę rozczesaną na dwa boki. Nie widziałam śladu makijażu,
a wydawała się nienaturalnie piękna. Szczupła, zgrabna, bardzo kobieca.

- Tu jesteś, Ciel. - (czyt. Sziel) rzekła do chłopca i popatrzyła na mnie uśmiechając się życzliwie - Mam nadzieję, że nie sprawił pani kłopotu.
  Śliczny, melodyjny głos.
- Nie. - odparłam - Zaniepokoiłam się widząc go samego. Tokio to ogromne miasto. Myślałam, że się zgubił.
  Wyciągnęła do mnie rękę na powitanie.
- Sabine Michaelis. - (czyt. Mikejlis) przedstawiła się - A to jest mój siostrzeniec, Ciel.
- Miło mi. - uścisnęłam jej dłoń - Kamila Szepniak.
- Mnie również. Dziękuję za opiekę nad Cielem. Do zobaczenia, pani Kamilo.
- Do zobaczenia.
  Oboje odwrócili się i poszli w kierunku wyjścia, ja za to poszłam dalej w stronę peronu i czekałam na pociąg myśląc nad słowami chłopca.
  Zastanawiałam się nad nimi jeszcze jadąc do domu i idąc
w jego kierunku, ale z zamyśleń wyrwała mnie osoba, o której najchętniej bym zapomniała.

- Witaj Isozaki - chan! - przywitał się Orihara rozkładając ręce jakby czekając aż go przytulę.
- Ehm... Witaj, Orihara - san.
- KUN! Orihara - KUN! Jesteśmy w tym samym wieku, nie postarzaj mnie! - udał oburzenie dalej się uśmiechając.
- Orihara - kun. - poprawiłam się - O co chodzi?
  Złapał się pod boki i nachylił nade mną stając niebezpiecznie blisko mojej twarzy z tym irytującym uśmieszkiem.
- A czego mogę chcieć, od kogoś takiego jak ty? - zapytał i figlarnie ruszył brwiami.
  Teraz mogłam zobaczyć dokładnie kolor jego oczu. Były podobne do moich - piwne, a w kącikach bordowe. Zbieg okoliczności? Westchnęłam z zażenowania i ominęłam go. Ten dziwak zachowywał się jak jakaś postać anime lub mangi.
  Wkurzające.

  Wołał za mną jeszcze ale to ignorowałam i szybszym krokiem poszłam pod swoją klatkę. Zdenerwowana kroczyłam ulicą
 i myślałam tylko o tym, żeby spotkać się z Heiwajimą, żeby znowu zobaczyć jego piękne, brązowe oczy. Jednak kiedy stanęłam przed drzwiami do klatki i chciałam je otworzyć, okazało się, że nie mam ze sobą torebki.

- Szlak by to trafił... - powiedziałam do siebie po polsku, kiedy ktoś od tyłu dotknął mojego karku.
  Pisnęłam i stając pod drzwiami jak pod murem odwróciłam się do rozbawionego Orihary, który trzymał w ręku moją torebkę.
- Czegoś zapomniałaś. - zaśmiał się machając moją torbą w tę
i z powrotem jak zabawką dla kota.

  Wyciągnęłam po nią rękę i wzięłam od niego swoją własność,
a ten nadal patrzył się na mnie w ten sam sposób, co zwykle.

- Głuptas z ciebie, Isozaki - chan.
  Westchnęłam.
- Słuchaj, nie mam czasu.
- Chciałem się umówić na wywiad. - zaśmiał się znowu - Jako informator, prowadzę kartoteki. Jak policja. Jesteś nowa więc potrzebuję informacji. To kiedy masz czas?
- Odezwę się. Jutro dostanę dokładną rozpiskę dni pracy, więc będę musiała ustalić sobie grafik.
- Będę czekać. - powiedział i odskoczył od tyłu, a jakiś niezidentyfikowany, duży przedmiot przeleciał między nami - Witaj, Shizu - chan. - rzekł do Heiwajimy, który zmierzał w naszą stronę.
  Miał na nosie ciemne okulary, biała koszula wyłaziła z jego spodni. Nie miał muchy. Jak wczoraj koszula niedopięta przy szyi, a w ręku trzymał nieduży bukiet kwiatów (już zgniecionych).
- Izaaayaaa!!! - krzyknął w stronę bruneta - Zabieraj się z tond nim rozwalę ci łeb!!!
  Orihara uśmiechnął się cwaniacko i powiedział spokojnie.
- Właśnie się żegnaliśmy. - pomachał mi ręką ze słodkim uśmieszkiem - Bye, bye, bee~!
  I biegiem popędził w drugą stronę ulicy.
  Popatrzyłam na Heiwajimę, westchnął głęboko żeby się uspokoić: Nabrał więcej powietrza w płuca i powoli je wypuścił,a ja patrzyłam na niego z rozczuleniem. Przyniósł mi kwiaty~ Popatrzył na mnie zza ciemno-niebieskich szkieł okularów i podał mi zgnieciony bukiet.
- Dzień dobry, Isozaki - san... Przepraszam za to...
- Nie szkodzi. - uśmiechnęłam się do niego ciepło - Przed chwilą wróciłam z kościoła.
- A tak... - powiedział bardziej do siebie i spojrzał na leżący na chodniku rozwalony automat z napojami.
- Wejdź na chwilę. - powiedziałam wkładając klucze do zamka - Spróbuje ocalić te kwiaty...
  Usłyszałam jego cichy chichot. Widać poprawił mu się humor. Czyżby odwzajemniał moje uczucia w aż tak dużym stopniu jak ja?
  Weszliśmy na klatkę schodową, a potem po schodach na drugie piętro. Tam wpuściłam go do przedpokoju i zdjęłam buty aby zaraz zmienić je na ciapy po domu.
  Kiedy ja w kuchni próbowałam odratować kwiaty, on rozglądał się po przedpokoju. Nie zdjął butów i stał w nich na wycieraczce czekając aż wrócę.
  Szybko pobiegłam jeszcze do łazienki, żeby spryskać się perfumami. Wróciłam do Heiwajimy i z powrotem nałożyłam obuwie.
- Już możemy iść. - powiedziałam z uśmiechem.
  Akurat schodziła sąsiadka z góry, która zdziwiła się widząc jak razem idziemy schodami w dół trzymając się pod rękę. Usłyszałam też za chwilę pukanie i podekscytowane szepty.
  Śmieszna, ludzie są czasem śmieszni.
  Za to ich kocham.
  Razem z Heiwajimą długo spacerowaliśmy po parku, który znajdował się blisko centrum dzielnicy. Mijający nas ludzie patrzyli się ze zdziwieniem jak ramie w ramie kroczymy ulicą. Na chwilę usiedliśmy na ławce w cieniu zielonej od liści lipy, która od czasu do czasu szumiała przyjemnie pod wpływem wiatru.
  Objął mnie ramieniem i popatrzył swoimi idealnie brązowymi oczami w moje, które nie miały nawet określonego koloru, Jak u jakiegoś wampira, albo nie wiem czego jeszcze...
  Zdjął okulary z nosa (bo pewnie zaczęło go irytować to, że co jakiś czas zsuwały się niżej), wetknął je sobie w kieszeń na koszuli i lekko nade mną pochylił.
- Dlaczego się zgodziłaś? - zapytał z powagą.
  ,,O matko, to pewnie pytanie sprawdzające... Boże, co powiedzieć...?"
- Bo cię lubię... Bardzo cię polubiłam, Heiwajima - san... - odparłam nieśmiało.
  ,,Kamila! Weź się w garść!"
  Nachylił się bardziej, nasze nosy stykały się ze sobą, czułam na twarzy jego oddech. Położył swoją ciepłą, silną dłoń na moim policzku, a potem powoli zsunął ją na podbródek.
- Ja ciebie też. - powiedział z lekkim uśmiechem i już jego wargi musnęły moje, już chciałam objąć go w pasie, ale usłyszałam długi
i głośny gwizd.

  Razem z blondynem spojrzeliśmy w tym kierunku, z którego roznosił się dźwięk... Nie wierzyłam własnym oczom.
- Uoooo! Jaka namiętność! - krzyknęła po polsku blond włosa kobieta w kurtce z ćwiekami i spodniach opinających jej zgrabne, długie nogi.
  Dokładnie wiedziałam kim ona jest. Tylko ta jedna menda mogła zniszczyć każdą cudowną chwilę w moim życiu - Gabriela Czółenko (znajoma z liceum).
- Co ty tu, do cholery robisz?! - krzyknęłam zrywając się z ławki,
a Gabriela wydęła błyszczące usta jakby była karpiem i złapała się pod boki.

- Ja i mój mąż jesteśmy tu przejazdem. Ma zagrać tu koncert ze swoją kapelą. Teraz jestem z muzykiem. Nie wiedziałaś, że ponownie wyszłam za mąż?
  Myślałam, że jej coś zrobię, akurat nie mam co robić tylko śledzić jej życiorys... Heiwajima zaś nie wiedział jak ma się zachować, bo nie rozumiał zbyt wiele z tego co mówimy. A raczej niczego nie rozumiał...
- Nie zamierzam tracić na ciebie czasu - rzekłam wreszcie
i zwróciłam się do blondyna, który patrzył na całą sytuację z lekkim zirytowaniem - Chodźmy, proszę. Puki jeszcze jej nie zabiłam...

  Wstał i chwycił moją rękę.
  Gabriela rzuciła mi jeszcze pogardliwe spojrzenie i poszła
w przeciwnym kierunku. Nawet teraz, kiedy myślałam, że już nigdy nie spotkam przyczyny moich wszelkich nieszczęść w środowisku licealnym, udało jej się popsuć mój pierwszy pocałunek. Ledwie musnęliśmy się wargami, ale ona musiała nam przeszkodzić... Musiała ZNOWU wszystko zepsuć...

  Byłam zła, ale postanowiłam (jak zwykle) zapomnieć o całej sprawie. Stara, dobra ciotka, która wszystko wybacza... Taka już jestem...
- Kto to był? - zapytał Heiwajima.
  Westchnęłam i popatrzyłam na niego zmęczonymi oczami osoby mocno doświadczonej przez życie.
- Ktoś jak Orihara - kun... Tylko jeszcze głupszy, bardziej kobiecy
i napakowany plastikiem.

  W jego oczach dostrzegłam błysk zrozumienia, domyślam się, że nie było dokładnie tak jak powiedział Orihara. Nie da się spojrzeć na kogoś i od razu chcieć go zabić.
  Wyszliśmy z parku i usłyszałam znajomy rosyjski akcent - na ulicy ten sam Rosjanin o ciemnej karnacji zachęcał ludzi do odwiedzenia ,,Rosyjskiego Sushi Baru". Ku mojemu zdziwieniu (kolejnemu tej niedzieli), owy Rosjanin pomachał do nas.
- O! Shizuo! Jak miło cię widzieć!
- Nawzajem Saimon. - odparł zbliżając się do mężczyzny.
  Trochę dziwnie się poczułam kiedy stanęłam twarzą w twarz
(a raczej twarzą w fartuch gdyż osobnik ten był wyższy od Heiwajimy o głowę i mocno zbudowany)

- O! Widzę, że jesteś z kimś nowym! Witam panią! - zwrócił się do mnie i ukłonił.
- Witaj, Simon. Jestem Kamila, miło poznać.
- Mnie również! - uśmiechnął się szeroko i popatrzył na Heiwajimę - Wydaje mi się, czy jesteś na randce, Shizuo?
  Trafił w sedno.
- Tak... - wydał się trochę zmieszany.
- Ach! Miłość jest piękna! Wzmaga apetyt! Zapraszam do naszego sushi baru! Najtańsze sushi w Tokio!
  Oczywiście nie omieszkał się zareklamować. Mimo wszystko sprawiał wrażenie miłego, choć był nieco straszny...
  W każdym razie i tak nie aż tak straszny, jak Orihara czy ten dzieciak z metra. Jak mu tam było...? A, Ciel.
- Z chęcią. - powiedział mój partner. - Chyba, że nie masz ochoty, Isozaki - san.
- Nie, nie. Zbliża się 15:00. Najwyższy czas na obiad.
  Simon wskazał na drzwi budynku za sobą, życzył smacznego
i wrócił do reklamowania lokalu.

  Weszliśmy do środka i byłam mile zaskoczona. Bar wyglądał tak jak tradycyjny japoński lokal serwujący sushi, mimo, że nosił nazwę rosyjskiego. Nie było wielu ludzi, a jedli przy niskich stolikach siedząc na poduszkach. Drobniejszy od Simona Rosjanin za ladą właśnie nakładał ryż na wodorosty nori, a inny opierający się o ladę skierował na nas swój wzrok (obaj mieli bladą, jasną cerę).
  Heiwajima zaprowadził mnie do stolika przy oknie.
  Usiadłam na kolanach, a mężczyzna, który wcześniej opierał się
o ladę przyniósł nam menu. Wspólnie wybraliśmy zestaw, ale blondyn nie zgodził się żebyśmy zapłacili po połowie. Powiedział, że ocaliłam mu życie, więc nie mam co płacić za posiłek.

  Przemiły.
  Pomyśleć tylko, że wczoraj jeszcze machał komuś przed nosem znakiem ograniczenia prędkości. Teraz ten sam facet patrzy się na mnie z uśmiechem siedząc naprzeciwko mojej skromnej osoby.

~

Witojcie towarzysze! >D
Nareszcie 5 rozdział~
Podoba się? Piszcie w komentarzach! Wszelkie uwagi mile widziane~
Do zobaczenia~