Mężczyzna imieniem Ludwig, lekko opalony, dobrze zbudowany, z blond włosami na żel zaczesanymi do tyłu ruszył w stronę pięciorga bandytów. Ubrany w czarną koszulkę bez rękawków przykrywaną przez ciemno-zieloną lekką kurtkę chwycił wielkich mężczyzn za przedramiona i gwałtownym zamachem przyciągną do siebie, w wyniku czego padli na beton. W tym czasie jego brat, ten z niezwykle jasnymi włosami i ... czerwonymi oczami zaczął biec w kierunku drzwi, które uprzednio zastawiłam krzesłem. Czyli w kierunku Ludwiga. Ten wymierzył kopniaka w łydkę młodemu podlotkowi i łapiąc go za koszulkę zamachną się i rzucił nim w kierunku łysego lidera nadbiegającego z lewej strony. Został jeszcze gruby i niski człowieczek z bronią palną w ręku. Zaczął strzelać z drżącymi rękoma. Ku mojemu zdziwieniu, chodź wymierzał prosto we mnie, biegnący czerwono-oki Niemiec sprytnie unikał kul. Co chwila skakał, toczył się ze mną lub wybijając się na leżącym przed nim człowieku (powalonym uprzednio przez Ludwiga) leciał ze mną w ramionach ponad kulami. W momencie, kiedy znaleźliśmy się tuż przy nim, tylko naciskał na klikający spust i patrzył panicznie.
- I co? - zapytał Niemiec sycząc do przestraszonego grubasa - Kuleczki się skończyły?
Przerażony upuścił broń i podniósł ręce do góry na znak poddaństwa. Pot spływał mu po czole, kiedy uniósł ręce zobaczyłam plamy potu pod jego pachami. Czyżby niewykonanie zadania miało nieść za sobą jakieś straszne konsekwencje? A może był po prostu tchórzem? spokojnie wyminął go i szedł dalej w kierunku drzwi. Zaraz usłyszałam też uderzenie i krzyk, a potem Ludwig wyprzedził nas i otworzył drzwi abyśmy mogli spokojnie przejść. Korytarzem wyszliśmy na klatkę schodową, na której wyrwałam się bandziorom. Skręcili na schody i położyli mnie dopiero po wejściu do mieszkania. Było nieduże. Z małego przedpokoju zanieśli mnie do saloniku i położyli na sofie. Ludwig rozwiązał moją tunikę i wziął od brata środek dezynfekujący. Kiedy przyłożył mi gazę do rany myślałam, że zaraz umrę. Ból był piekący i niezwykle uciążliwy, w międzyczasie jego brat przemywał zimną wodą spuchniętą i obolałą kostkę. W międzyczasie rozmawiali chwilę po niemiecku, aż nałożyli mi ładny bandaż na ranę i posmarowali kostkę żelem.
- Wie ist Ihr Name? (Jak masz na imię?) - zapytał Ludwig.
- Ich bin Kamila... - powiedziałam cicho i pokazałam palcem na torebkę.
Białowłosy chwycił ją i mi ją podał, a ja z nogą wspartą na taborecie wyjęłam z niej dowód osobisty.
- ... Polen? - zdziwił się Ludwig kiedy go zobaczył. - Sind Sie Polnisch?
- Ja... Mein Deutsch ist nicht gut... (Mój niemiecki nie jest dobry)
- Wolisz rozmawiać po japońsku? - zapytał czerwono-oki mężczyzna.
- Tak. - skinęłam głową.
- Jestem Gilbert Belschmidt, a to mój brat Ludwig.
- Miło mi... Jeszcze raz dziękuję. Naprawdę...
- Spokojnie. - powiedział Ludwig kładąc mi dłoń na ramieniu. - Powiedz co się stało.
Zastanowiłam się chwilkę, nie wiedziałam czy powinnam mieszać w swoje sprawy niewinnych Niemców. Z drugiej strony - Gilbert na pewno nie jest normalny... Zatem opowiedziałam im o całym zdarzeniu, a oni słuchali siedząc na fotelach naprzeciwko sofy. Generalnie to leżąc w ich mieszkaniu poczułam się jakoś lepiej. Wszystko wyglądało tak... Tak znajomo. Meble, wzory na dywanie, obraz zamku w Malborku na ścianie. Europa...
- Masz jakiś wrogów? - rzekł Ludwig z zamyśleniem. - Kogoś, kogo mogłabyś podejrzewać o nasłanie tej bandy? A może znałaś kogoś z nich?
- Nie znałam ich, ale wiem kto ich nasłał. Orihara Izaya...
Gilbert zamrugał wielokrotnie, Ludwig także, z tym że białowłosy zaśmiał się nerwowo i popatrzył na mnie tak, jakbym za czasów II Wojny Światowej zaczęła śpiewać ,,Mazurka Dąbrowskiego" tuż przed siedzibą GESTAPO.
- Nie żartuj w taki sposób. Dlaczego miałby ci o zrobić?
- Bo jestem dziewczyną jego wroga.
Ludwig popatrzył znacząco na Gilberta, który przeklął po niemiecku i schował twarz w dłoniach.
- Fajnego masz kolegę. - powiedział do niego, a ten obruszył się zaraz.
- Morda w kubeł, bruder! Tylko raz poszliśmy na piwo!
- To teraz wypadałoby, żebyś znalazł Heiwajimę. Powinien ją zabrać.
- N-nie! - z nerwów zaczął się jąkać. - Zadzwonimy po pogotowie.
- Ma opatrunek, wyjąłem kulę, gówno jej zrobią. Idź po jej chłopaka. Na pewno ze skóry wyłazi.
- Jaaa! Ich komme wieder! (zaraz wracam) - rzucił zły, zasznurował glany i wyszedł trzaskając drzwiami.
Jego zachowanie było trochę dziwne. Zupełnie tak, jakby liczył na to, że Orihara będzie dobrym kumplem, a okazał się... A z resztą wiadomo. Ludwig przeprosił za brata i przeniósł mnie do pokoju obok. tam położył na łóżku i podłożył mi pod nogę poduszkę.
- Jesteś głodna?
- Napiłabym się czegoś...
- Dobrze, poczekaj.
Kiedy wyszedł poczułam się bardziej osłabiona niż poprzednio. Uczułam też dziwny ból towarzyszący okolicom klatki piersiowej, porównywalny do tego, który czasem odczuwa się po długim czasie niebytu w kościele. Choroba duszy... Tak to się chyba nazywało. Ale dlaczego właśnie teraz się pojawiła?
---
- Jesteście bezużyteczni! Podałem wam ją na srebrnym półmisku, a wy daliście jej uciec?!
Banda Iruzumy okazała niekompetencję. Chyba jasno się wyraziłem mówiąc, że mają ją upokorzyć i unieszkodliwić, prawda? Oczywiście, że jasno, ale ci idioci nie mogą przytrzymać biednej kobietki, żeby im nie uciekła! Co za banda idiotów!
- Panie Katsuka! Proszę nas oszczędzić! - błagał na kolanach ten łysy szczur - Mamy rodziny!
- ,,Katsuka" nawet nie jest moim prawdziwym nazwiskiem. A umowa, to umowa. Zbyt wiele razy wam pobłażałem...
Wyjąłem z kieszeni pilot zapalający ładunki wybuchowe, którymi obwiązani byli moi najemnicy. Podjęli się tej roboty znając ryzyko. Już trzeci raz mnie zawiedli. Wcześniej odnośnie Heiwajimy - to było jeszcze zrozumiałe - ale kobieta? I to taka jak Isozaki - chan? Byłbym nie fair gdybym nie dotrzymał słowa. Nacisnąłem przycisk i rozległ się wrzask stłumiony przez dźwięk wybuchu. Spojrzałem w dół na uliczkę, aby upewnić się, że nic z nich nie zostało. Na dole, pod śmietnikiem było widać tylko rozległe plamy krwi i porozrywane fragmenty ciał, które jarzyły się ogniem. Odszedłem od krawędzi bloku i schowałem telefon do kieszeni. Nienawidzę tego uczucia, kiedy pionki spartaczą sprawę. Z ciężkim sercem muszę je eliminować. Kocham ludzi... Naprawdę ich kocham, a oni robią tyle głupot, jak na złość. Gdybym ich teraz zostawił przy życiu mogliby przekazać wieść o moim akcie miłosierdzia innym. W tedy zaczęliby kombinować, a ja nie mogę sobie na to pozwolić. Pozostaje mi tylko znaleźć Isozaki - chan i upewnić się, że mnie nie podejrzewa. Pomysł z podszywaniem się za 15-latka był niezły, ale jeśli skojarzyła postać chłopca z tym, który był razem z bandą... Mogłaby mnie podejrzewać? Zapewniłem sobie alibi w razie gdyby zgłosiła sprawę na policję, ale zawsze coś mogło mi umknąć... W sumie to jestem jej jedynym wrogiem, ma prawo mnie podejrzewać, Shizuś jeszcze ją pewnie na to nakręci. Obwinia mnie o wszystko.
Udałem się do klatki schodowej z której uciekła Isozaki - chan. Na ścianie zobaczyłem trochę krwi, a na podłodze ślady prochu. Tutaj ją postrzelono. Mówili, że ci mężczyźni nieśli ją w tę stronę, co oznacza, że mieszkają w tym bloku. W innym wypadku wybiegli by z parkingu. Na podłodze zobaczyłem tylko obłocone ślady układające się niewyraźnie w podeszwę. Rozmiar koło 40, zarysowanie na podłodze świadczyło o tym, że w podeszwie było coś twardego i ostrego... Glany. To, że śruby glanów zarysowały podłogę świadczy o tym, że właściciel niósł coś ciężkiego. W tym bloku znam tylko jedną osobę, która nosi takie buty. Gilbert Belschmidt. Niech go szlak... A taki fajny facet... Oni wszyscy podświadomie robią mi na złość?! Wszedłem po schodach i stanąłem koło drzwi od ich mieszkania. Jak to rozegrać, jak to rozegrać, jak tam wejść...? Jeśli Gilbert jest obecny, będzie łatwiej... Mogę powiedzieć, że po prostu wpadłem z wizytą... Ale jeśli jego brat jest teraz sam w domu... Cholera... Ludwig mnie nie lubi, widać to. Nie wpuści mnie od tak... Cholera, cholera, choleraaa...! Nienawidzę takiej improwizacji! Zapukałem, nie ma co czekać.
Drzwi otworzył Ludwig. Jak zwykle patrzył na mnie z góry tymi niebieskimi oczami.
- Cześć. Jest Gilbert?
- Nie, nie ma.
- Oooh... Dawno wyszedł?
- Godzinę temu, bo co?
- To pewnie zaraz wróci. Mogę na niego poczekać, czy będę ci przeszkadzał?
Westchną, najwyraźniej nie wiedział co powiedzieć żebym się odczepił. Taaak! Odsłonił wejście i wszedłem do przedpokoju. Zdjąłem buty i usiadłem w salonie.
- Co cię sprowadza? - zapytał Ludwig zamykając drzwi.
- Chciałem go wyciągnąć na piwko. Wiesz gdzie poszedł?
- Nie. - nienawidzę powagi na jego twarzy, przez nią nigdy nie wiadomo co facet sobie myśli. Nienawidzę żołnierzy.
Usłyszałem kobiecy głos. Trafiłem w dziesiątkę!
- Coś się stało, Ludwig?
- Nic, nic. Wypoczywaj. - powiedział odchylając drzwi do drugiego pokoju.
Zobaczyłem ją, a ona mnie. Ludwig zmieszany odwrócił się do mnie.
- Mam nadzieję, że nie kojarzysz sobie jakoś dziwnie tego widoku...
- Nieee... - uśmiechnąłem się - Jest sobota, a dziewczyna Shizusia leży z rozmazanym makijażem w łóżku brata mojego kumpla! W cale mi się nie kojarzy~ Zdrady się zdarzają~
- Nic nie zaszło! - wrzasną Ludwig - To tylko...
Zawahał się. Genialne posunięcie~ Teraz mnie do niej wpuści, żeby udowodnić jej wierność. Inaczej Heiwajima miałby przesrane.
- Tylko co...? Tylko sex?
- Ludwig, niech wejdzie... - Isozaki - chan patrzyła na to zmęczonym i zażenowanym wzrokiem.
Wszedłem uśmiechając się i usiadłem na brzegu łóżka, w którym leżała Isozalki - chan. Przykryta kołderką, z nóżką w górze, trochę rozczochrana i z rozmazanym tuszem na twarzy.
- Co ci się stało? - zapytałem unosząc jedną brew.
- Wiesz co mi się stało. Nie myślałam, że wyjedziesz tak z grubej rury...
- C-co? - zamrugałem wielokrotnie ze zdziwienia. - To, że przydarzyło ci się coś złego nie musi być od razu moją winą. Zaczynasz zachowywać się jak Shizuś.
Patrzyła chwilkę jakby przez mgłę, ale zaraz świadomość jej powróciła.
- Ty byłeś tym chłopcem...? Tym, który ze mną rano pisał...? Nie kłam...
Westchnąłem, obejrzałem się, drzwi były rozchylone, ale Ludwig od nich odszedł jakiś czas temu.
- Tak... - szepnąłem. - Mam nadzieję, że nie pozostaniesz mi dłużna.
- Czyli naprawdę nie masz skrupułów...
- Prowadzimy wojnę. Naszą własną, osobistą wojnę. A podczas wojny są ofiary śmiertelne.
- ... Zabiłeś ich...?
... Jakim sposobem ona tak szybko łączy fakty? Niesamowite... Naprawdę jest godnym przeciwnikiem...
- Te pionki już więcej mnie nie zawiodą.
Oczy znowu zaszły jej mgłą, nabrała więcej powietrza, wypuściła je i powiedziała cicho.
- Chciałabym cię o coś poprosić...
- O co?
- Nie chcę by ludzie ginęli z mojego powodu. Kocham ludzi i nie chcę aby przez kogoś takiego jak ja ich życie kończyło się wcześniej niż powinno. Unikaj zabijania... Ich śmierć nie była potrzebna...
Nagle jakoś znowu przestała być obecna. Wtuliła głowę w poduszkę i z zamglonymi oczyma patrzyła na mnie z uśmiechem.
- Orihara - kun...?
- Słucham...?
Ile ona krwi musiała stracić, że tak łatwo traci przytomność? I czemu się uśmiecha, do cholery? Odpowiedź przyszła szybciej niż myślałem...
- Wolisz żebym cię nadział na słup, czy rozpieprzył o beton?!
Głos Shizusia sprawił, że automatycznie zerwałem się na nogi i spojrzałem w jego stronę.
- Więc to tak... - popatrzyłem z nienawiścią na Isozaki - chan. - Dlatego ci do śmiechu?
Za Shizusiem w drzwiach stał Gilbert. Więc to po niego poszedł...
- Kurna... - podszedłem pomału do okna wyciągając nóż sprężynowy z wewnętrznej kieszeni bluzy.
Ona wiedziała! Zrobiła wszystko umyślnie! Kiedy na nią znowu spojrzałem, na twarzy dalej miała ten irytujący uśmiech... Czy ona właśnie prowokuje mnie jak ja Shizusia?! Jak mogłem się tak złapać?! Czy ta mgła w oczach też jest celowa?! Nigdy nie byłem tak wściekły... Zupełnie tak, jakbym miał walczyć z żeńską wersją samego siebie...
Shizuś zbliżył się do mnie pstrykając kośćmi palców.
- Zabiję cię... - wysyczał z wściekłością.
Rzuciłem nożem, unikną ciosu i nim otworzyłem okno, ten uderzył mnie prosto w twarz. Wypadając przez okno zbiłem szybę, czułem jak jej odłamki wbijają się we mnie, ujrzałem rozmazany obraz nieba, a następnie bloków, chłód powietrza. Nagły ból tyłu głowy wywołał okrzyk bólu. Potem tylko zimny i twardy beton, o który uderzyłem bokiem ciała. Było ciemno... Zacieniona uliczka stała się miejscem, w którym straciłem przytomność...
---
Leki przeciwbólowe zaczęły działać, więc mówienie nie było aż takim problemem, jak poprzednio. Ale nie zamierzałam mówić, po prostu patrzyłam na mojego chłopaka, który wydawał się najszczęśliwszą osobą w całym świecie. Nachylił się siedząc na krześle i pocałował mnie w czoło odgarniając moją grzywkę do tyłu, na poduszkę.
- Kocham cię. - szepną patrząc na mnie z czułym uśmiechem. - Jak dobrze, że żyjesz...
Chwyciłam jego policzek.
- Też się cieszę. - odszeptałam.
Cały romantyzm prysł, kiedy wszedł Ludwig z jawnym zadowoleniem na twarzy.
- Nieźle go załatwiliśmy. Szkoda tylko, że taki szczur jak on zawsze spada na cztery łapy.
- Z chęcią zejdę na dół i skręcę mu kark... - Heiwajima skrzywił się na samą myśl o Oriharze.
- Heiwajima...
Popatrzył na mnie i zaraz się uśmiechną.
- Jak ja ci się odwdzięczę? Uratowałaś mi życie, a ja nadal nie wiem jak spłacić dług.
Głupawy śmiech Gilberta znowu rozproszył zalęgający się romantyzm.
- Ślubem i gromadką dzieci demolujących przedszkole~
Ludwig pacną go w te jego białe włosy z pogardliwym grymasem, ja zaś zaśmiałam się rozczulona. Najfajniejsze było właśnie to, że Ludwig choć młodszy, był poważniejszy i wyższy niż Gilbert. Heiwajima słysząc ten tekst wyprostował się i odwrócił głowę do ściany. Czyżby się zawstydził...?
- Czemu nie? - podchwyciłam z uśmiechem, a Heiwajima zszokowany zamrugał wielokrotnie i wytrzeszczył oczy.
- ...P-poważnie?
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu, Gilbert z resztą też. Zaraz jednak dopadł mnie kaszel. Aryjczyk wyszedł na znak dezaprobaty, a jego brat poleciał za nim śmiejąc się dalej i mówiąc coś po niemiecku. Zostawili nas samych. W końcu mogłam zadać nurtujące mnie pytanie.
- Heiwajima... Tak właściwie, to co tu się stało?
Zdziwiony przyglądał mi się chwilę, aż zapytał:
- Nie pamiętasz?
~
Tak oto końca dobiega kolejna notka! Podobała się, mam nadzieję ^^ Weekend majowy jest idealną okazją na poczytanie głupot, jakie tu wypisuje. Mój kolega, Kikori, poddał pomysł stworzenia Audiobooka na podstawie tego bloga. Nie wiem, czy to by wypaliło... Niedługo wychodzi drugi sezon ,,Durarary!!", trzeci ,,Kuroshitsuji" i dalej napływają tomy ,,Hetalii", więc nie wiem, czy coś takiego nie byłoby łamaniem praw autorskich...
Jeśli chcielibyście słuchać audiobooka z moimi głupotami, to piszcie. Nigdy nie myślałam o czymś takim, ale myślę, że byłoby to całkiem fajne (tylko te prawa autorskie... Może przeszłoby jako fanfiction?). Piszcie co o tym myślicie w komentarzach!
Oczywiście rozumiem, że mimo tak licznych wejść nikomu nie chce się się pisać... Dlatego polecam mojego tumbrla:
Neverending strange life
Oraz zachęcam do pisania na adres e-mail:
katsumiisozaki111@gmail.com
Do usłyszenia!
![]() |
| Ludwig i Gilbert Belschmidt jako aniołowie. Nie wiem czyje, ale fajne :) |
