niedziela, 8 grudnia 2013

SPECIAL 1 ,,Co by było gdyby...?"

~
  Witajcie!
  To jest notka specjalna. Nie łączy się nijak z fabułą opowieści, jest jedynie czymś w rodzaju rozważań typu: ,,Co by było gdyby Izaya i Shizuo przenieśli się do prawdziwego świata?". Miłego czytania!
~

  Z nieba spadł śnieg, nie było go zbyt wiele bo sięgał zaledwie do kostek. Izaya Orihara stał przed wieżowcem, z którego wyszedł po załatwieniu ważnej umowy z klientem. Jednak kiedy wyszedł na ulicę niedaleko kina Sunshine wszystko było jakby inne. Zapiął bluzę - temperatura poniżej zera nie sprzyjała jego ubiorowi ,,na cebulkę", gdyż jeszcze przed chwilą zaczęła się połowa czerwca. Tak - na pewno był to czerwiec, gdyż jego nowa rywalka niedawno skończyła studia. Nałożył też kaptur na głowę i cieszył się, że ma wszyte futerko, bo zamarzłby całkowicie. Wszystko niby takie same jak zawsze, ale pokryte śniegiem. Na ulicy widać było tak samo wielu ludzi, brudny, lepki śnieg zalegał przy krawężnikach, a chodniki posypano solą. Szkoda, że miał na sobie letnie półbuty, teraz łatwo mógł je przemoczyć a i tak było strasznie zimno. Kupił bilet do metra i pojechał do Shinjuku aby skryć się w cieple swojego gabinetu i móc na spokojnie wszystko przemyśleć. Jednak zdezorientował się ogromnie kiedy spostrzegł, że biurowiec, w którym miał swoje biuro zniknął, a na jego miejsce wstawiono zupełnie inny budynek. Rozejrzał się czujnie próbując całą sytuację jakoś obliczyć. Może to sen? Może to złudzenie? Nie był niczego pewny. I w tedy zobaczył ten wielki baner reklamujący otwarcie nowej sieci sklepów i związanej z nią promocją:
,,(...)Oferta promocyjna ważna do końca 2013 roku"!
  W tedy zrozumiał co prawdopodobnie się stało. Znalazł się w przeszłości, kiedy to miał 15 lat i kończył szkołę gimnazjalną. Czy to możliwe? Może to tylko jakiś sprytny ruch ze strony rywalki? Jeśli to oszustwo, to co ten chłód i śnieg robią na tak wielkim obszarze jak Tokio? Niezwykle podejrzana sprawa. Postanwił to zbadać, kiedy nagle usłyszał znajomy głos, który - o dziwo - ucieszył go.
- Iiizaaayaaa!!!
  Kiedy się odwrócił spostrzegł swojego zaprzysiężonego wroga, którego dręczył dla zabawy od czasu rozpoczęcia liceum. Blond włosy Azjata imieniem Shizuo Heiwajima zbliżał się do niego pomału, z trzęsącymi się z zimna mięśniami pod cienką koszulą.
- Witaj, Shizusiu! Widzę, że nagle pory roku się zmieniły! Wiesz coś o tym?
- Nawet nie udawaj niewiniątka... Wiem, że to twoja sprawka!
  Izaya był wielce niepocieszony postawą blondyna. Jak zwykle nie myślał trzeźwo i obwiniał go o każdą, najmniejszą złą rzecz jaka się mu przytrafiła.
- Porozmawiajmy na spokojnie, Shizuś. Myślę, że oboje jakimś cudem znaleźliśmy się w dosyć kłopotliwej sytuacji.
- TY jesteś jedynym kłopotem w moim życiu! - po wykrzyczeniu tego zdania natarł na bruneta, który zrobił szybki unik unikając ciosu.
  Niestety agresor poślizgnął się na lodzie i upadł na oblodzony, niedokładnie obsypany solą chodnik i podniósł się powoli dysząc ze złości. Wiedział, że nie może pozwolić Izayi ujść z życiem, ale kiedy się odwrócił zaniepokoiła go powaga na twarzy przeciwnika.
- Proszę, porozmawiajmy RAZ jak ludzie. Ta sytuacja naprawdę i mi się nie podoba.
  Postanowił ten jeden, jedyny raz mu odpuścić. Kiedy wyszedł z mieszkania zadłużonego klienta nagle jego pracodawca, Tom zniknął. No i wszystko dookoła pokryło się śniegiem i lodem. I jeszcze ci wszyscy ludzie na ulicy patrzyli na niego jak na idiotę kiedy rozcierał zamarzające ramiona.
- Dobra... Ale najpierw znajdźmy Isozaki - san.
  Oczywiście martwił się nie tyle o siebie, co o jedyną w tej chwili osobę, na której życiu zależało mu bardziej niż na swoim. Uratowała go, więc był jej dłużnikiem, a takiego długu nie będzie się mógł wypłacić zbyt szybko, więc postanowił, że będzie ją chronił w miarę możliwości.
- Znajdźmy jakieś cieplejsze miejsce... - zaproponował Orihara rozglądając się, kiedy to zobaczył małą kawiarenkę internetową.
  Obaj weszli tam jak najszybciej. W środku było ciepło i przyjemnie, ale ludzie i tak patrzyli wielce zdezorientowani na ich postaci ubrane w letnie rzeczy. Siedli przy stoliku naprzeciwko siebie, kiedy kelnerka podeszła pytając o zamówienie obaj podziękowali uprzejmie i Izaya włączył swoją komórkę. Kiedy sprawdzał różne informacje w sieci Heiwajima starał się opanować rządzę pomsty na wrogu, który prześladował go od pierwszego spotkania. Miał ochotę podnieść stół i rzucić nim prosto w niego. Nawet to, że był on przytwierdzony do podłogi by nie pomogło, ale pomyślał o swojej ukochanej osobie i wyobrażał sobie jej twarz, jej głos mówiący: ,,Dasz radę, liczę na Ciebie."
  W końcu brunet pokazał już w pełni spokojnemu Shizuowi, to co znalazł przeszukując internet. Mianowicie były to strony z datą dnia dzisiejszego (9 grudnia 2013 rok) oraz wyniki wyszukiwania w grafice Google. Jako hasło wpisał ich imiona, a w następstwie ukazało im się sporo zdjęć z nimi razem. Były to rysunki przedstawiające ich obu w scenach walki, w scenach podchodzących pod YAOI i w scenach definitywnie będących częścią tego zwyrodniałego procederu fanek relacji męsko-męskich.
  Shizuo patrzył na to z tak wielkim szokiem, że nie wiedział co powiedzieć. Izaya był bardziej zniesmaczony, ale i wściekły co było widać po złowieszczym błysku w oku. Zaraz nachylił się i szepnął:
- Moja wersja jest taka - jesteśmy w innym świecie, który jest zarazem przeszłością. Możliwe, że nasze dotychczasowe życie jest tutaj pokazane jako twór fikcyjny znany jako anime czy manga.
- A... A co z Isozaki - chan?
- Zaraz sprawdzę. - rzekł brunet i z powrotem zagłębił się w poszukiwaniach.
  Heiwajima nie mógł tego znieść, zwłaszcza tych obrazków, w których ktoś narysował go obmacującego Izayę, całował go w usta lub na odwrót - co jeszcze bardziej go drażniło. Zastanawiał się właśnie jak wytropić osoby, które to narysowały i wyrzucić im komputery z programami do tworzenia grafik komputerowych, aby więcej nie tworzyły czegoś takiego. Z drugiej strony, jeśli jest postacią z wymysłu czyjejś wyobraźni, to czy Katsumi też nim jest. I czy ona też jest w tym świecie?
  Brunet odchrząknął i zaczął rozmowę.
- Nie mogę jej znaleźć... Nie ma o niej informacji. Tylko konto Google jakiejś blogerki z Polski, ale nie wiem czy to ona, bo na awatarze ma jakąś rysunkową postać.
- To musi być ona... Musi... Przecież to bardzo orginalny pseudonim. Tylko ona go ma.
- Wszystko co pisze na blogu jest po polsku, jestem rusycystą, nie polonistą. Niestety nie przetłumaczę tego.
- Włącz tłumacza.
- Wiesz jakie bzdury z tego wyjdą?
- Ale coś może zrozumiemy.
  Po chwili namysłu uczynił to, co zaproponował brązowooki i westchnął.
- Trzeba chwilę poczekać... Sporo tego tekstu, domyślam się, że pewnie pisze tu jakieś opowiadanie.
- Mam nadzieję, że nie łączy nas w paringu...
  Przeraził się na myśl o tym, że jego ukochana może rumienić się i zachwycać czymś tak perfidnie okrutnym. Gdyby mógł to wszystkich tych zwyrodnialców powbijałby na naostrzone pale. Albo nie... Nienaostrzone byłyby lepsze - będzie bardziej boleć.
  Bodrowooki Azjata patrzył ze zniecierpliwieniem w ekran telefonu i zastanawiał się dokładnie nad tym samym. Czy lepiej powystrzelać te rzesze yaoistów i yaoistek, czy może poćwiartować na części i sprzedać Yakuzie na Czarnym Rynku?
  I stało się.
  Tekst nagle zmienił się i zamiast alfabetu polskiego, zobaczył alfabet japoński. Uśmiechnął się z ulgą i zaczął czytać szeptem kolejne fragmenty tekstu. Nawet rozczulił się tym jak bardzo w swoich przemyśleniach domniemana Katsumi boi się jego osoby przy pierwszych spotkaniach, a Shizuo niezwykle zafascynował się opisami jej uczuć po odprowadzeniu z baru karaoke.
- Opowiadanie...
- Opowiadanie opisujące nasze życie od momentu poznania Isozaki - chan. Niezwykle intrygujące...
- To znaczy... Że ona jest...
- Jest nastoletnią otaku mieszkającą na drugiej półkuli. Raczej się nie spotkamy.
- ... Wiec co robimy?
- Może najpierw trzeba będzie zgłosić na policję te paringi. Masz przy sobie dowód osobisty?
- Taaa... Czyli pozbędziemy się ich wszystkich, co nie?
  Brunet zachichotał.
- Pożałują! Wszyscy pożałują tej zniewagi!!!

---

  Jakiś czas potem dziewczyna siedząca przed ekranem telewizora wraz z rodziną przełączyła kanał na jeden z kanałów Telewizji Polskiej aby obejrzeć wiadomości. Prezenter przedstawiał tematy, które będą poruszane w reportażach, kiedy zobaczyła zdjęcie ludzi przypominających znajome postaci z anime, przed mównicą sądową. Prowadząca kobieta zaczęła zaś mówić.
- (...) Oraz dwoje przyjaciół z Japonii pozywających kolejnych ludzi za przedstawianie ich wizerunku w sieci w postaci chorych, homoseksualnych związków zwanych YAOI.
  Teraz była pewna, że to nie przypadek. Nawet jej mama popatrzyła na nią ze zdziwieniem.
- Kamila, czy ten jeden nie wygląda całkiem jak ten twój Shizruo?
  Zignorowała to i schowała zawstydzoną twarz w poduszce z różowo-włosą Luką Megurine.
- Weź mamo... To jakieś... To jest tak dziwne, że... że...
- Uuu~! Jest ,,Iiiiiiiizaaaaayaaaaaa!!!" - zakrzyknął brat nastolatki uradowany widokiem lubianej postaci w telewizji - On żyjeee!!!
- Weź przestań! Dajcie posłuchać! - uspokajał ojciec starający się odnaleźć jak najwięcej zrozumiałych słów w całym hałasie.
  Oglądali tak aż przyszła pora na ten wspaniały reportaż o dwojgu postaci, które TEORETYCZNIE nie powinny istnieć. Wymieniono w nim imiona i nazwiska zgodne z tytułowymi postaciami, kilkoro ludzi piszących obrażające ich opowiadania i rysujące ich razem w jednoznacznych sytuacjach już trafiło do aresztu przez wyszukanie ich autorów po adresie IP komputerów. Dziewczę przeraziło się, że będzie jedną z pozwanych, że nie spodoba im się to, co o nich napisała, ale na całe szczęście pokazano fragment wywiadu ze znanymi teraz na całym świecie ludźmi.
- Osoby piszące normalne opowiadania nie będą odpowiadać przed sądem. - mówił Orihara Izaya - Chodzi nam jedynie o to, by wszystkie obraźliwe treści zniknęły z internetu.
- Nie życzę sobie, żeby jakieś małolaty wcielały się w moją osobę i pisały niby moje myśli na temat Orihary Izayii czy jakiegokolwiek innego mężczyzny. Jeszcze te paringi z kobietami mogą być, ale te gejowskie porno i pedofilskie bajki mają zniknąć z przestrzeni publicznej. - rzekł na koniec Heiwajima Shizuo.

~

  Tadaaam!
  Ale wymyśliłam >P
  Takie tam moje prywatne wyobrażenie, jeśli chcecie podjąć dyskusję, to śmiało! Piszcie do mnie na maila katsumiisozaki111@gmail.com
  Bye bye beeee~!

(Nerwowy Shizuś <3)

środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 11

  Przez chwilę stałam oszołomiona jego propozycją. Miałam wsiąść z nim na motor i gdzieś pojechać? Od tak sobie? To było zbyt nierealne... Z resztą moje życie i tak jest jedną, wielką przeplatanką dziwnych zdarzeń.
- Mówiłaś, że jeździłaś kiedyś konno.
- A co to ma do rzeczy?
- To koń, nie maszyna. - pogładził kierownicę pojazdu - Będzie dobrze.
  Niepewnie nałożyłam kask na głowę i zapięłam go pod szyją. Heiwajima uczynił to samo i dosiadł motocykla odsuwając stopkę. Siadłam za nim i szczerze mówiąc, nie wiedziałam czy mam go objąć, czy powinnam trzymać się tylnego łęku siedzenia. Wybrałam drugą z opcji, choć pierwsza była bardziej kusząca. Niestety pruderia w Japonii powoduje brak tak dużej swobody jak w Europie, więc nie byłam pewna czy mój chłopak się nie obrazi. Ale ten odwrócił głowę z lekkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
- Wygodnie ci tak?
- Mhm... - kiwnęłam niepewnie głową.
- Bezpieczniej będzie jeśli mnie obejmiesz.
  Mierzył mnie wzrokiem. Ostrożnie pochyliłam się do przodu, a moje myśli krążyły wokół jego osoby.
- Na pewno mogę? - upewniłam się.
- A czy próbowałem cię pocałować na pierwszym spacerku?
  I w tedy do mnie dotarła moja głupota. Zażenowałam się nią i objęłam Heiwajimę czując gorąco na twarzy. Czułam jak od jego ciała bije przyjemne ciepło, naprawdę miłe doznanie. Ta bliskość kochanej osoby przypomniała mi o domu, o wszystkim co zostawiłam i jak bardzo mi jej brakuje. Tylko kask przeszkadzał trochę w przytulaniu, ale tak - przytuliłam się do niego jakbym bała się, że go stracę. Że zaraz ktoś mi go zabierze. Aż zebrało mi się na łzy w oczach, tymczasem motor ruszył cicho bez najmniejszego dźwięku wydanego przez silnik. Słyszałam jedynie szmer opon stykających się z asfaltową nawierzchnią. Nie wiedziałam jak szybko jedziemy, ale było mi bardzo miło i przyjemnie. I nagle przyszły mi do głowy dwa pytania.
- Heiwajima-san...? Masz prawo jazdy, prawda?
- Nie.
- To z kąt masz motor? - poczułam jak wzbiera we mnie panika - Zatrzymaj się!
- Spokojnie, znajoma mnie nauczyła jeździć i od niej mam motor. - albo mi się wydawało, albo bawiła go zaistniała sytuacja.
  Odetchnęłam chwilkę, żeby się uspokoić i zmieniłam temat na mniej drażliwy. Przy okazji Heiwajima zwiększył prędkość.
- Tak na marginesie tooo, gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
  ,,Ocho, zrobił się tajemniczy... Ciekawe."
  Po kilku minutach jazdy, kiedy mijaliśmy wielu ludzi i wiele ulic, a wszystkie te obrazy rozmazywały się jak pejzaże rozmyte wodą, dotarliśmy do podziemnego parkingu, w którym zatrzymaliśmy się we wnętrzu windy towarowej. Tam Heiwajima przycisnął numer 12 i winda ruszyła w górę.
  Jeszcze chwilkę spędziliśmy we dwoje w windzie, a ja zastanawiałam się, czy on aby nie prowadzi mnie do swojego mieszkania. Ale kiedy zeszliśmy z pojazdu, zdjęliśmy kaski i drzwi się otworzyły - zobaczyłam brązowowłosego faceta, potarganego faceta, z okularami na nosie. Jego twarz zdobił szeroki uśmiech, a cała jego postać wydawała się wesoła jak jednorożec galopujący po tęczy w słoneczny dzień. (xD Ale mam pomysły na porównania!)
- Witaaajcieee~! - skłonił się.
- Drzieńdobry... - zmieszana również się skłoniłam, a Heiwajima rzucił tylko ciche ,,Cześć" i wyprowadził motor, aby zaraz wprowadzić go do przedpokoju jakiegoś mieszkania, do którego prowadziła winda (co mnie zdziwiło).
- Jestem doktor Kishitani Shinra, czuję się zaszczycony mogąc gościć słynną dziewczynę Shizuo w moich skromnych progach~!
- Słynną? - zmieszałam się.
  Ruchem ręki zaprosił mnie do środka, tam zdjęłam buty i poszłam do obszernego salonu, gdzie obficie zastawiony stół uginał się od pyszności. Duże okna łączyły się z balkonem, sofa ustawiona pośrodku graniczyła ze stołem, po drugiej jego stronie dwa fotele, a kuchnię od całości tego wspaniałego, wielkiego pokoju oddzielał dłuższy blat dobudowany do ściany. Była też szafa i telewizor plazmowy zawieszony na ścianie. Wszystkie sprzęty bardzo nowoczesne i jednocześnie utrzymane w dobrym guście.
- Oczywiście! Całe Ikebukuro plotkuje na twój temat! Jesteście teraz najsławniejszą parą! Czy to prawda, że zaimponowałaś mu bijatyką z Oriharą Izayą~?
  Mówił to z takim podziwem i ekscytacją w głosie, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Nienawidzę przemocy! Co najwyżej mu raz dogadałam i tyle...
  Heiwajima też się zaśmiał i usiadł na sofie. Uczyniłam to samo po zapraszającym geście Kishitaniego, a następnie otrzymałam polecenie by jeść to, co tylko chcę.
- Przepraszam, ale jestem po obiedzie. Gdyby Heiwajima mnie uprzedził...
- Na twoim miejscu bum jadł. Celty całe południe spędziła w kuchni. - uśmiechnął się - Pewnie robi się dla mnie na bóstwooo~
  Z głupawym uśmieszkiem opadł beztrosko na fotel, a mnie jakby momentalnie wryło. Na całe szczęście Kishitanie zajęty gadaniem o przeróżnych plotkach dotyczących mojego i Heiwajimy związku nie zauważył mojego zaskoczenia. Mój chłopak także, gdyż wsłuchał się w opowieść Kishitaniego nalewając sobie lemoniady z lodem.
  I usłyszałam kroki z korytarza.
  Niepewne, ciche, powolne...
  Osobę, która je stawiała, przepełniał niepokój.
  Mnie z resztą też.
  Zapewne spodziewała się szoku na twarzy nowej znajomej, kiedy ta zobaczy jej oblicze bez twarzy, bez głowy i możliwe, że przypominała sobie zapewnienia Heiwajimy, które na pewno padły wcześniej.
  Również nie wiedziałam jak się zachować. No bo jak ja mam przywitać stworzenie, które w przeszłości jeździło od domu do domu by zabierać dusze z ciała ludzkiego poprzez wylewanie na człowieka wiadra krwi czy czegoś co ją przypominało... Ale zaraz przypomniałam sobie jej głowę zamkniętą w pojemniku i postać dostawczyni pizzy. Połączyłam w myślach te dwa obrazy i pomału zaczęłam się uspokajać. No i nadszedł ten rozanielony głos Kishitaniego.
- O~ Już jesteś, skarbie~
  Obejrzałam się i zobaczyłam Celty, bez kasku, w nieco rozpiętym kombinezonie odsłaniającym kawałek dekoltu jasnego jak marmur. Z czarnej czeluści w szyi wydobywał się znany mi już, czarny dym. Była wysoka i w samych kapciach, szczupła i bardzo kobieca. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niej starając się wyobrazić, że ta brązowo-włosa odcięta główka jest umieszczona na szczycie tego stworzenia, które zwie się dullahanem. Wstałam do niej nie zdejmując uśmiechu z ust.
- Isozaki Katsumi, miło mi cię poznać, Celty.
  Z szyi buchnęło nieco więcej dymu, wysunęła z rękawa kombinezonu swój telefon i szybko napisała.
,,Mnie również. Nie sądziłam, że się jeszcze spotkamy."
  Nabrałam więcej odwagi - pierwsze koty za płoty!
- Ja też. Przy okazji, ślicznego masz konia.
  Jej ramiona lekko się uniosły, sylwetka wyprostowała bardziej. Zgadywałam, że pewnie też poczuła się lepiej. Usiadłyśmy na sofie. Chłopaki wydawali się oszołomieni całym zajściem, a zwłaszcza Heiwajima.
- Niesamowite~! W ogóle się nie zdziwiłaś!!! Shizuo miał rację~!
-W zasadzie... - uśmiechnął się speszony - Nie sądziłem, że aż tak lekko to przyjmiesz.
- Mój chłopak wyrywa z betonu znaki drogowe, dlaczego miałabym się dziwić widząc kobietę bez głowy? Przecież ta dzielnica sama w sobie nie jest normalna.
  Rozmowa szła dosyć swobodnie. Godziny szybko przeciekły mi przez palce podczas tego miłego spotkania. Skosztowałam też potraw przygotowanych przez Celty, stwierdzam, że mimo braku oczu czy nosa świetnie przyrządziła sukiyaki (wołowina z warzywami i tofu gotowane z nimi w bulionie z sosu sojowego, słodkiej sake i cukru). Jest to teraz jeden z moich ulubionych przysmaków. Naprawdę bardzo miło spędziłam z nimi czas, a co najważniejsze - spędziłam trochę czasu z Heiwajimą.

---

  Jak zwykle wszystko szło po mojej myśli, dopóki nie zjawiła się ONA. Po raz pierwszy poczułem smak porażki, po raz pierwszy stanąłem twarzą w twarz z kimś równie inteligentnym. Już nie obchodzi mnie Czarny Rynek, Yakuza może poczekać, teraz muszę wyeliminować osobę, która przeszkadza moim planom.
  Nie obchodzi mnie nic innego.
  Tak, hahaha~!
  Zabiję ją, jak resztę~!
  Idioci bez inteligencji, którzy ze mną zaczęli poszli na dno. Tym razem spotkałem kogoś podobnego sobie - ale to nie oznacza przegranej! Przeanalizowałem jej tok myślenia, powiązania, gra trwa nieprzerwanie bez względu na przeciwności, teraz przeszedłem na wyższy poziom. Nie przegram. Teraz wystarczy, by zaczęła tracić grunt pod stopami, oderwać ją od ziemi by nie miała na czym stąpać, a na końcu rzucić o kamień wystający z oceanu nicości...
  Dokonam tego, przysięgam Isozaki - chan...

~

  Ohayo~!
  I jak się podobało? Przepraszam, że tak późno ta notka ale życie nie rozpieszcza. Dodałam pasek z melodyjkami żeby lepiej się czytało, podoba się?
  Hah ^^ Zeszycik się skończył i teraz rozdział 12 przepiszę z drugiego, a tam jeszcze końca nie ma, więc nie obawiajcie się końca opowieści o przygodach mojej postaci <(*^.^*)>
  Pozdrawiam i życzę wszystkim wesołych mikołajek, fajnych prezentów i przede wszystkim - POWODZENIA NA EGZAMINACH PRÓBNYCH DLA WSZYSTKICH III KLASISTÓW Z GIMNAZJUM PISZĄCYCH TESTY Z OPERONUUU!!! (łączę się z wami w bólu i nadziei na lepsze jutro!)
  Katsumi.


(Księżniczka Sakura, Syaoran, Mokona, Kurogane i Fay - "Tsubasa Chronicle")

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 10

  Czuliście się kiedyś jakby ktoś przeniósł was do filmu? Właśnie tak czułam się w tamtym okresie życia,  głowa na półce w gabinecie Orihary jeszcze pogłębiła to uczucie.
- Znasz mitologię irlandzką? - zapytał kiedy siedziałam na czerwonej kanapie trzymając w dłoniach tą Celty.
- Trochę się w tym orientuję... Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to głowa Valkirii?
- Nie. - uśmiechnął się NORMALNIE (po raz pierwszy jak go znam) - Według dawnych wierzeń tamtych regionów Valkirie były aniołami strzegącymi pokoju między niebem, a ziemią. Ale po za nimi były też istoty panujące nad śmiercią.
  Popatrzyłam prosto w twarz Celty.
- Masz na myśli Dullahana, prawda? Bezgłowi jeźdźcy, ujeżdżający bezgłowe konie. Cienie trzymające swoją głowę w rękach podczas szaleńczego galopu przez dzikie równiny, a podczas postoju zajmujący się zabieraniem dusz ludzkich na ,,tamten świat"?
- Sporo wiesz. - przyznał zaintrygowany - Jeden z tych stworów znalazł się w Japonii i zgubił głowę. Trzymam ją tutaj dla bezpieczeństwa.
  Okeeej... Nie było mowy, żeby dalej panikować. Mieszkają u mnie przybysze z innych światów, dlaczego więc miałabym dziwić się temu, że rozwścieczony potwór z irlandzkich legend szuka w całym mieście swojej zagubionej głowy?!
- ... A co zrobisz, jeśli właścicielka przyjdzie po swoją głowę? Pozbawi cię życia za przetrzymywanie jej własności?
  Zaśmiał się, niestety nie był to już normalny śmiech, a taki do jakiego przywykłam - tajemniczy i pełen przekory.
- Znam ją osobiście. Celty pracuje jako dostawca, a ja opiekuje się jej głową.
  Nagle coś mi zaczęło łączyć się w całość.
  Czyżby wczorajszego wieczora Dullahan dostarczył mi pizzę do domu? Dlaczego, od kiedy mieszkam w Ikebukuro spotyka mnie tak wiele dziwnych rzeczy, zahaczających o szaleństwo? Chyba nigdy tego nie pojmę...
- Czyyyliii... Zajmujesz się głową Dullahana, który pracuje jako dostawca, tak?
- Wiem, że to dziwne ale tak jest.
- To dlaczego jej jeszcze nie oddałeś?! Przecież ona z pewnością cię zabije jak się dowie!
- Bo w tedy zniszczyłbym romans mojego dobrego kolegi.
  Zamarłam.
  Orihara - kun, ma kolegę.
  Kolega Orihary, romansuje z Dullahanem.
  Orihara potrafi być miły dla osoby innej niż on sam.
  Dlaczego mi się to nie podoba?!
  Patrzył z uśmiechem na drugą stronę stołu.
  Teraz dopiero zauważyłam, że siedzimy na dwuczęściowej sofie, w kształcie kanciastej litery ,,U". Stół stał w środku i na drugim jego końcu stały plansze do gier planszowych: szachownica plansza do gry ,,GO" i kostki używane do gry w Majonga.
  Czyżby moje niedawne przypuszczenia dotyczące samotnych rozmyślań Orihary nad planszami gier strategicznych właśnie się potwierdziły?
  ,,Zaraz... Dlaczego on mi to wszystko mówi? ... Chyba, że to wcale nie miał być wywiad..."
  Patrzył teraz na moją osobę z rozbawieniem i wziął ode mnie głowę Dullahana. Poobracał ją chwilę w dłoniach i patrzącw zamknięte powieki na twarzy stwora z niekrytą lubością, powiedział do mnie:
- Podejrzewam, że domyśliłaś się już moich intencji.
- Przyznam, że jesteś dobry... Ładnie to tak wciągać nieświadomych niczego ludzi do tej twojej chorej gry?
  Zaśmiał się serdecznie.
- Bingo! Po co mi wywiad z koro wszystkie niezbędne informacje do kartotek mam w internecie i w aktach na uniwerku. To przecież oczywiste.
  Westchnęłam i patrzyłam na niego z niepewnością.
  ,,Czego on chce...?"
  Z powrotem włożył głowę do pojemnika z zieloną cieczą, odstawił go na półkę i usiadł przy pionkach po mojej prawej stronie. Ruchem ręki nakazał bym się przesunęła, co zrobiłam, lecz nieśpiesznie, wpatrując się w pionki szachowe.
- Czarny skoczek na tej pozycji może zbić białego hetmana. - mówiłam cicho do siebie analizując położenie figur - Jednocześnie jest w polu bicia białej wieży...
- Właśnie. Patrz... - przesunął wierzę na miejsce czarnego skoczka, a następnie przesunął do hetmana - Jeden niespodziewany ruch rozsypał długie lata starań i obmyślania strategii, przy okazji mieszając położenie pozostałych figur... To miał być TEN dzień... Dzień, w którym Heiwajima Shizuo miał odejść...
  I wszystko jasne.
  Moje pojawienie się w Ikebukuro pokrzyżowało jego plany. Wszystkie osoby na świecie są ze sobą powiązane niewidzialnymi nićmi zależności, przez co ruch jednej osoby, wpływa na położenie i sytuację pozostałych. A ten skubaniec jest tak doświadczony w tej dziedzinie, że na podstawie tego jednego ruchu potrafi przewidzieć poczynania pozostałych pionków. Zupełnie nieświadomie wpływamy na życie osób, których nawet nie znamy...
- Po co mi to wszystko pokazujesz? - zapytałam podnosząc wzrok znad planszy.
  Pożałowałam. Wzrok Orihary pełny był chłodu i nienawiści. Wzrok ten przeszył na wskroś moją przerażoną duszę. Sprawił, że poczułam się zagrożona. Wsparł się łokciami na stole, a głowę podtrzymywał dłońmi. Mocniej ścisnęłam torebkę w dłoni gotowa w razie czego do ucieczki.
- Odpowiesz mi?
  Wstałam i zaczęłam odchodzić w kierunku wyjścia, ale coś świsnęło mi tuż przy uchu i zobaczyłam jak nóż sprężynowy (a nie scyzoryk, jak wcześniej mniemałam) wbija się w framugę wielkiego okna przede mną. Stałam jak wryta, a on stanął tuż za mną. Chwycił moje dłonie, na uchu czułam jego spokojny, miarowy oddech, jego ciało było bardzo blisko mojego. Tak blisko, że poczułam jakby coś w rodzaju naruszenia przestrzeni osobistej. Podniósł nasze ręce o 90 stopni w stosunku do ciała i powiedział cicho:
- Jesteś jedyną osobą, z którą mogę stoczyć równy pojedynek intelektualny. Powiedz mi tylko, gdzie podziała się ta dziewczynka, która marzyła o walce w ręcz z demonami? Gdzie ta wariatka się podziała?
  Teraz to już zdębiałam. CZYTAŁ MOJE STARE BLOGI?!
- Pisałaś wspaniałe opowieści, szkoda, że przestałaś. Ale myślę, że twoja wyobraźnia mnie nie zawiedzie.
  Wyrwałam mu się i patrzyłam na jego spokojną twarz jak na twarz szaleńca.
- Po pierwsze: Jestem dorosłą kobietą i nie mam czasu na pisanie blogów z opowiadaniami ku uciesze internautów. A po drugie: Nie zamierzam się z tobą bawić w tę twoje pokręcone gierki.
  Jego twarz przybrała wyraz szyderczy.
- Za późno. Niestety, weszłaś już na arenę amfiteatru i musisz zmierzyć się z niezwyciężonym gladiatorem. Kraty są zamknięte. Zasady są proste: Zabijasz lub jesteś zabita.
  Chciałam zaprzeczyć, ale miał rację.
- Czyli teraz będziesz starał się mnie zabić jak Heiwajimę, tak? Dobra... Niech ci będzie. Ale wiedz, że przez cały ten czas działałam niespecjalnie. Więc kiedy coś zaplanuje, to twoje ego ułożone w domek karciany rozpadnie się i zgnijesz w czeluściach piekła.
  Uśmiechnął się szerzej.
- Świetnie! Na to właśnie czekałem! - zaśmiał się, a w śmiechu tym słychać było wyraźną psychozę - Dzisiaj wieczorem dam ci sygnał rozpoczynający grę. Masz czas na przygotowania.
- Jaki znowu sygnał?
- Jaki tylko chcesz. - wzruszył ramionami.
- Wyrecytujesz mi przez telefon polski łamaniec językowy.
  Zamrugał zdziwiony.
- Polski?
- Tak. Na przykład - ,,W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie."
  Zaśmiał się nerwowo.
- No bez jaj, nie powiem czegoś takiego. Coś dla kogoś, kto zna rosyjski.
  Przewróciłam oczami.
- No to, może...: ,,Chłop pcha pchłę, pchłę pcha chłop."
  Zanotował to sobie fonetycznie i pożegnał mnie ciepłym uśmiechem.
- Zatem, do zobaczenia.
  Opuściłam budynek i poszłam na zakupy. Myśli o Oriharze nie dawały mi spokoju, po prost nie mogłam przestać myśleć w jaki sposób wpędzić go do grobu kiedy przy sięganiu po główkę kalafiora odezwała się moja chrześcijańska cząstka mnie. Nie mogłam go zabić, po prostu nie mogłam. Zatem zadecydowałam, że zmuszę go jedynie do poddania się, a z tego będę miała większą satysfakcję.
  Wróciłam z zakupami do domu, zrobiłam obiadek składający się z gotowanego kalafiora posypanego bułką tartą z dodatkiem ziemniaków i zjadłam swoją część. Resztę schowałam w pojemnikach hermetycznie zamykanych i zatrzymujących ciepło posiłku. Świetny wynalazek.
  Teraz, miałam chwilę czasu dla siebie, żeby zadzwonić do mojego chłopaka.
- Halo? - usłyszałam głos w telefonie - Isozaki - san?
- Tak, to ja. Masz chwilkę?
- Tak. Dlaczego nie odzywałaś się przez cały tydzień? Praca dentysty jest aż tak zajmująca?
- Nie, nie... Przepraszam. Przyjechali do mnie znajomi... z Polski. I tymczasowo są na moim utrzymaniu. Szukają jednej rzeczy i dopóki jej nie znajdą, muszę im pomagać.
- Chociaż miałaś coś do roboty. - jego głos był lekko znudzony.
- A ty co robiłeś? Też mogłeś się odezwać.
- Przepraszam... Jak zwykle pracowałem na dwie zmiany, w przerwach próbowałem zabić Izayę, spałem i jadłem.
- Też ciekawie.
- Prawda? Od kilku lat moje życie tak wygląda.
- To może się dzisiaj spotkamy?
- Chętnie. Chcesz gdzieś iść?
- W zasadzie to mi wszystko jedno.
- W takim razie przedstawię cię moim najlepszym przyjaciołom. Zaraz podjadę pod twój blok.
- Podjedziesz? - zdziwiłam się.
- Tak~ - jego rozbawiony głos wskazywał na konkretną niespodziankę.
  Tak więc przebrałam się w jeansowe rurki i szarawą bluzkę z nadrukowaną czarno-białą grafiką konia. Do tego nałożyłam jeszcze sweter z czarnej tkaniny zapinany na guziki i lekki jak jesienna kurtka. Poprawiłam makijaż, zabrałam co trzeba do torebki i usłyszałam dźwięk domofonu.
- Słucham? - podniosłam słuchawkę.
- To ja. Możesz schodzić.
  Na chwilkę zastygłam w bezruchu widząc co ten wariat zrobił. Przyjechał na czarnym, smolistym motorze. Ale był to całkowicie czarny motor. Każda rura, każda felga zalana była czernią jak czarnym atramentem. Sam Heiwajima miał na głowie podobnie czarny kask i rzucił w moją stronę drugi.
- Ma pani ochotę na przejażdżkę~?

~

  Tadaaam!
  I jest notka >3
  Przepraszam, że tak długo ale miałam do załatwienia sporo spraw w życiu prywatnym. Obecnie pracować będę nad książką, którą MOŻE wydam.
  Dodatkowo będę zajęta opracowywaniem scenariusza do filmu na temat obozu koncentracyjnego na Majdanku, więc proszę o wyrozumiałość. 
  Jeśli macie pytania to piszcie w komentarzach albo na skrzynkę prywatną. Liczę, że notka spełniła Wasze oczekiwania.
  Pozdrawiam, Katsumi <(^3^)>

Foto by: Kikori-kun (Nejiro 2013)

piątek, 13 września 2013

Rozdział 9

  Kolejny tydzień był wolny od nudy. Cały czas miałam co robić. Rano wstawałam jako pierwsza i robiłam wszystkim śniadanie. Potem razem wychodziliśmy i w czasie kiedy pracowałam, Syaoran ze swoją świtą szukał pióra będącego fragmentem pamięci księżniczki Sakury. Dawałam im jeszcze prowiant na drogę i rozstawaliśmy się przy wyjściu z klatki. W gabinecie czas spędzałam na badaniach, wypełnianiu papierów i w wolniejszych chwilach szykowałam się do wywiadu z Oriharą. Nawet podczas przerwy na kawę myślałam nad różnymi rzeczami, które robiłam w życiu i wybierałam co mogę powiedzieć, a czego nie.
  Dochodziły też wydatki związane z wyżywieniem nowych lokatorów, a w szczególności chodziło o Kurogane. Ten facet zjada dwa obiady i narzeka, że jest głodny! Myślałam nad tym długo, aż wymyśliłam, że zacznę robić jadłospisy. Zawściekłam się i i zamiast całego obiadu w piątek zamówiłam pizzę.
  Jako, że wracam po 18:00, a moi współlokatorzy koło 19:30 miałam czas na tą kulinarną niespodziankę, nastawienie psychiczne na spotkanie z Kurogane i napisanie maila do rodziców, przyjaciółki i krótką rozmowę z Tokim i jego dziewczyną.
  Przyjechał dostawca.
  Kobieta w czarnym kombinezonie motocyklowym - a raczej czarno - granatowym, bo kostium ten wyglądał jakby na skórę tejże osoby wylano kilka puszek atramentu - trzymała w rękach dwa pudełka pachnące ciastem, sosem pomidorowym, mięsem, serem, ziołami i ananasem. Na głowie miała kask motocyklowy. Był żółciutki z przodu, niebieski z tyłu, u szczytu umieszczono wypuklenia przypominające kocie uszy i pod lewym uchem tegoż kasku widniała niebieska jak tył kasku, ozdobna litera ,,S". Szyba była przyciemniona, przez co nie widziałam twarzy tej postaci o pięknych krągłościach. W ogóle zdziwiło mnie, że nie zdjęła kasku.
- Dziękuję. - powiedziałam i zabrałam od niej pudełka, szybko odłożyłam je na stół i wróciłam z portfelem - Ile płacę?
  Kobieta wyciągnęła z rękawa komórkę z klawiaturą QUETRY i zaczęła na niej pisać. Zaraz pokazała mi ekran, na którym napisane było: ,,1095.74 yen" (*ok. 35 zł).
  Nieco zdezorientowana odliczyłam pieniądze i podałam je dostawczyni. Podziękowałam za szybką dostawę i patrzyłam jak postać schodzi po schodach bez pożegnania.
  Dziwne... Nawet bardzo.
  Zamknęłam drzwi, ale zaraz do domofonu zadzwonił Fay ze swoim radosnym ,,Wróciliśmy~!"
  Siadłam na stołku przy biurku, pudełka z ciepłą pizzą były zamknięte, z twarzą poważną jak u żołnierza szykującego się do obrony bazy czekałam na to, aż Syaoran, Fay, Mokona, Kurogane i księżniczka wejdą do środka.
  Weszli.
- Witajcie, jak było?
- Dobrze, Mokonie udało się wyczuć moc pióra ale nie udało nam się go znaleźć - odparł z zawiedzioną miną Syaoran.
  Zasiedli na kanapie.
- Co to? - zapytał ze znudzoną twarzą samurai.
- To jest pizza. Zanim zjemy muszę wam coś powiedzieć.
- Co takiego? - zdziwił się Fay.
- Co? Co? - ponaglała Mokona podskakując koło mnie na blacie biurka.
- Nie wiem jak jest u was, ale tutaj za wszystko się płaci. Przez ten tydzień - a się jeszcze nie skończył - wydałam na nas wszystkich więcej niż wydaję na siebie przez miesiąc. Dlatego ogłaszam surową dietę. Jemy to, co ja podam, bez dokładek i wybrzydzania. Czasy są ciężkie, a dopiero co zaczęłam nową pracę, więc na zaliczkę liczyć nie mogę. Jest nas sześcioro, dlatego każde z nas może zjeść najwyżej dwa kawałki pizzy.
- Co takiego?! - obruszył się Kurogane - Chyba sobie żartujesz! Jak mam być gotowy do walki będąc niedożywionym?!
  Westchnęłam z politowaniem.
- No niestety, ja w przeciwieństwie do ciebie, zjadłam dzisiaj na śniadanie tylko jedną kanapkę. Przykro mi, że nie jestem bogata. Chyba, że chcesz podjąć pracę i mi pomóc w zarabianiu na waszą piątkę. Same płatki dla Mokony wychodzą mnie ponad 300 jenów.
  Zamilkł.
  W ciszy zjedliśmy całe dwa placki, a Mokonie nasypałam jej płatków (żeby zaoszczędzić kupiłam jej w środę dużą paczkę płatek kukurydzianych i jogurty). Ciszę przerwała księżniczka patrząc na mnie zbolałym i pełnym zawstydzenia wzrokiem.
- Przepraszam, nie chcę sprawiać kłopotu...
- Właśnie, ja też nie chcę. - przytaknął Syaoran - Jak możemy ci wynagrodzić twoją dobroć?
- Szybko znajdźcie to pióro. Po za tym, to Kurogane - san jest największym wrzodem, nie wy.
  Westchnęłam.
- Co?! - zbulwersował się znowu.
- Haha~ Kuro - pon jest wrzodem~! - zaśpiewała Mokona, a ten złapał ją za uszy i targał nią na wszystkie strony wrzeszcząc donośnie pogróżki.
  Fay miał z nich świetny ubaw, Sakura pogrążona w swoich smutnych zamyśleniach błądziła wzrokiem po podłodze, a Syaoran z troską spoglądał w jej stronę.
  Co do mnie - miałam ochotę wyrzucić samuraja i Mokonę przez okno i przywalić im latarnią, która dalej leżała przewalona na chodniku... Nie ma to jak mieszkać z furiatem i chodzącym uosobieniem irytacji...
  W sobotę rano na śniadanie zrobiłam (po raz kolejny) kanapki z szynką i serem. - poszedł na to cały bochenek, ser i wędlina. Czyli znowu czekały mnie zakupy...
  Ehh...
  Ubrałam się w to, co jako pierwsze leżało w szafie, zrobiłam makijaż, uczesałam się i zaczęłam powtarzać sobie w głowie wszystko, co ustaliłam przez ostatnich pięć dni rozmyślań.
  Kurogane zajął się sprzątaniem, Sakura jak zwykle gdzieś odpłynęła w swoich myślach, a Syaoran patrząc gdzieś w niebo za oknem szeptał coś do siebie z poważną miną. Tylko wiecznie radosny Fay i wesolutka Mokona śpiewali cicho jakąś piosenkę, którą słyszeli na mieście.
  9:30 wszyscy opuściliśmy mieszkanie i umówiliśmy się, że spotkamy się jak zwykle - koło 19:30. Szłam w kierunku centrum, kiedy zadzwoniła moja komórka.
- Słucham?
- Witam, witam~! Czy mam już grzać herbatkę~? A może wolisz kawkę, Isozaki - chan~? - odezwał się Orihara tym swoim pełnym arogancji tonem.
- Jestem w drodze, nie bój się. - odpowiedziałam.
- To dobrze. W razie wątpliwości - bo sekretarek na week endzie nie ma w firmie - pokój 666 na ostatnim piętrze.
- Dobrze, pamiętam. Nie mam z tym problemów.
  Ten układ cyfr jakoś mi do niego pasował...
  Zaśmiał się - co mnie zirytowało już ,,na dzień dobry".
- Czekam~
  Rozłączył się.
  ,, Co za idiota..."
  Dzień był bardzo ładny, słonko przyjemnie grzało, wiaterek równie przyjemnie powiewał w cieniu. Simon rozdawał ulotki promujące sushi bar z promiennym uśmiechem, a rodzice z dziećmi spacerowali po skwerach.
  Wolałabym spotkać się z Heiwajimą zamiast siedzieć w jednym pomieszczeniu z Oriharą, jak więzień przesłuchiwany przez NKWD... Mam tylko nadzieję, że nie będzie mnie tłukł pałką, batem, kijem, podtapiał czy stosował przemoc psychiczną...
  ,,Boże, dlaczego tak się go boję?"
  To pytanie zmobilizowało mnie do zachowania spokoju, bo co taki chudy chłopina może mi zrobić? Pogrozi mi scyzorykiem?
  Dotarłam do wysokiego wieżowca, a raczej drapacza chmur. Z daleka wyglądał jakby był całkowicie zbudowany ze szkła i połyskiwał w słońcu jak wielki klejnot. W rzeczywistości był to nowoczesny budynek z białymi ścianami i szerokimi, wysokimi oknami. Wejścia, rozległego i ozdobionego przy krawędziach doniczkami z roślinnością wijącą się po cienkich kolumienkach, pilnowało dwóch mężczyzn z szerokimi barkami.
- W jakiej sprawie? - zapytał mnie jeden z nich, kiedy podeszłam bliżej.
- Jestem umówiona z panem Oriharą.
  Bez słowa ustąpili miejsca.
- Dziękuję. - rzuciłam i weszłam do środka.
  Hol był dość pokaźnych rozmiarów. Zbudowany na planie koła, wyścielony czerwonym dywanem i z recepcją na środku. Weszłam do stalowej windy i wcisnęłam guzik z liczbą 15. Z głośnika wydobywała się cicha muzyka fletu co mnie jeszcze bardziej rozluźniło. Wyszłam z windy i ruszyłam korytarzem w stronę gabinetu 666 mijając po drodze kilku ochroniarzy.
  Puk, puk, puk.
- Proszę! - rozległ się stłumiony głos.
  Nacisnęłam na klamkę i przekroczyłam próg.
  ...
  Gabinet Orihary Izayii był większy niż moje mieszkanie! Ba! To były cztery moje mieszkania! Wielkie pomieszczenie, dwupiętrowe, z wielkimi oknami rozpościerającymi się na panoramę miasta. Przy większości ścian stały półki obładowane książkami, drugie piętro nad nami pozbawiono podłogi, a przy ścianach pełnych regałów z różnymi katalogami i księgami biegł zawieszony w powietrzu korytarz z barierką. Przy oknach stało spore biurko z laptopem, lampką, klaserami i notatkami, a na krześle obrotowym siedział Orihara z wielce rozbawioną miną.
- Witam w moich skromnych progach. - powiedział spokojnie i wstał - Podoba ci się?
  Zamrugałam.
  Zanim zdążyłam odpowiedzieć moją uwagę przyciągnął spory pojemnik wypełniony zielonym płynem, a w nim ludzka głowa... Odcięta, kobieca głowa, stojąca między książkami na półce.
- C-co to jest?! - zapytałam cicho.
  I całą wcześniejszą odwagę szlak jasny trafił.
  Popatrzył na to, na co ja się właśnie gapiłam w osłupieniu i z bladością na twarzy.
- To tylko Celty. Przestraszyła cię? - wyglądał na poważnego, nie żartował - Piękna co? - popatrzył na mnie - Zbladłaś, wszystko w porządku?
  I nagle jakoś poczułam, że robi mi się słabo.
- Isozaki - chan? - zmartwiony ton głosu, objął mnie ramieniem i posadził na czerwonej kanapie w drugiej części pomieszczenia - Zaraz dam ci wody. - odszedł.
 Oparłam się i zaczęłam głęboko oddychać próbując nie wpadać w panikę...
  Ten facet trzyma na półce odciętą głowę?! Ludzką na dodatek?! Niczym trofeum widnieje na półce z zamkniętymi oczyma i pływa w zielonej cieczy!
  Oparłam się teraz łokciami o stół przede mną i złapałam za własną głowę, musiałam zebrać myśli, opanować się jakoś.
  ,,To tylko Celty..." - powtarzałam sobie w myślach aż Orihara wrócił z kubkiem zimnej wody. Napiłam się i poczułam się nieco lepiej, siadł koło mnie.
- Wszystko w porządku?
- Jak - ma być w porządku...? - zapytałam - Jak...?
  Wyglądał na nieco zirytowanego.
- Słuchaj, wiem co myślisz, ale to nie jest ludzka głowa.
- Nieeee... konia! - wyrwało mi się.
  Zaraz wstał i przyniósł pojemnik. Otworzył ją i wyjął z niego głowę. Wytarł ją papierowym ręcznikiem i mi podał, a ja trzęsącymi się rękoma chwyciłam ją w okolice skroni. Trzymałam w rękach CIEPŁĄ głowę kobiety.
- Popatrz na szyję. - polecił zirytowanym tonem.
  Odwróciłam ,,Celty" i zobaczyła, że zamiast mięsa, kręgów czy czegoś innego co widziałam w prosektorium na studiach, nie ma tam nic. Czarna przestrzeń, z której wydobywał się czarny dym bez żadnego zapachu. Niczym cień, w niewielkich ilościach wydostawał się na zewnątrz i rozpływał w powietrzu. A skóra była ciepła i delikatnie różowa, jak u żyjącej istoty.
  Popatrzyłam na Oriharę pytająco.
- Czym jest ta Celty?

~

  Udało się! Przepisałaaaaam~!
  Mam nadzieję, że się podobało i chcecie więcej ^w^
  Niestety nie wiem kiedy uda mi się dodać następny i proszę o cierpliwooooość ^^.
  Do zobaczeniaaa~!
  Katsumi ;)
Shizuo Heiwajima

czwartek, 12 września 2013

Zawieszenie anulowane!

Witam!
Oficjalnie ogłaszam, że zawieszenie bloga na czas nieokreślony zostaje anulowane~! Niestety ze względu na nowy rok szkolny i zbliżające się wielkimi krokami egzaminy nie będę w stanie dodawać notek tak często, jak bym chciała. :C
Postaram się w najbliższym czasie dodać Rozdział 9 i zadowolić Wasze spragnione dziwnych przygód umysły~
Do usłyszenia, Katsumi ;)

piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 8

  Reszta dnia była dosyć nudna. Przydzielono mi trójkę stałych pacjentów - Pana Ono i dwie starsze panie, które nie przyszły dzisiaj na wizytę. Po za Panem Ono było też kilka innych osób nieufnie podchodzących do fotela dentystycznego. Zapewne przez mój brak doświadczenia jako świeżej absolwentki. Podczas przerwy obiadowej Sebastian przedstawił mnie reszcie personelu - i tak wszystkich nie zapamiętałam.
  Ta ,,dusza towarzystwa", która tak ciepło przywitała mnie po wyjściu z szatni lekarzy to Pani Ruka Sakibara - wdowa o nieprzyjemnym charakterze i kochająca muzykę klasyczną. Jako, że chciałam być miła zapytałam o jej ulubionego kompozytora (swego czasu słuchałam etiud, sonat i innych utworów tego rodzaju muzyki), a ona odpowiedziała:
- Dziecko, nawet nie wiesz kto to jest. Ktoś taki jak ty nie ma pojęcia o PRAWDZIWEJ muzyce.
- Tak? - podjęłam dyskusję - To zdziwię panią faktem, że mój dawny znajomy jest pianistą i razem z nim dyskutowaliśmy o kompozytorach i muzyce klasycznej.
  (Pozdrowienia dla Eivinda ;])
- To powiedz mi, skąd był Fryderyk Chopin?
- Oczywiście, że był Polakiem i urodził się w miasteczku nieopodal Warszawy.
- Bzdura! - zaśmiała się, a ja zdziwiłam się ogromnie. - Był Francuzem i mieszkał w Paryżu! Co za głupoty! Polak, ha!
  Chciałam zaprotestować ale Sebastian mnie powstrzymał. Widać należało puszczać mimo uszu uwagi pani Sakibary i się nimi nie przejmować.
  Poznałam też:
Shurę Yamamoto - czarnowłosa położna.
Mite Taro - chirurg pozbawiony owłosienia i bogaty w tłuszcz.
Yuujiego Tsukiteru - Młodego dietetyka z rudą, sterczącą czupryną i z okularami w cienkiej oprawce.
  Tylko ich zapamiętałam, resztę kojarzę z wyglądu i niektórych cech charakteru.
  Dostałam też plan pracy na cały tydzień. Pięć dni w tygodniu po 10 godzin pracy od 8:00 do 18:00 z półgodzinną przerwą obiadową o 14:00.
  Wywiad z Oriharą musiał poczekać do week endu. I dobrze, w tym czasie mogę się solidnie przygotować i zająć przeglądaniem kartotek pacjentów i czytaniem gdy na nich czekam. Warto byłoby odwiedzić ,,Animate", czyli inaczej tzw. ,,9 pięter czystej mangi" na ulicy Promyka.
  Nieważne...
  Wyszłam z budynku około godziny 18:30. Słońce zniknęło za wieżowcami rzucając na niebo perłowy róż przemieszany z fioletem i błękitem. Na drodze duży ruch, z trudem szłam między przechodniami śpiesząc się na pociąg. Musiałam zdążyć przed przerwą na dworcu metra bo inaczej spędzę w Shinjuku dodatkowe pół godziny. Zbiegam po schodach tak szybko jak to możliwe, zobaczyłam, że do pociągu wsiadają ludzie. Tak! To był mój pociąg!
  Odjechał zanim dobiegłam na peron...
  Usłyszałam też syrenę policyjną i weszłam na górę.
  Kobieta na czarnym motorze, czarnym, smolistym motorze, który był równie atramentowy jak kombinezon kobiety stała otoczona przez dwa wozy policyjne i trzy skutery. Zaraz odezwał się policjant w okularach:
(Cytat z anime)
- Często myślę o tym, że ludzie tacy jak my w literaturze zawsze stanowimy słaby kontrast dla sław takich jak ty. Zawsze, gdy pojawia się główny bohater posiadający jakieś moce, leżymy w kałuży krwi, aby uwydatnić jego moc. W porządku. Wszystko sprowadza się do tego jak postrzegają nas potężni ludzie. To ustalone, więc nie za wiele możemy zrobić. Ale zawsze chciałem powiedzieć jedną rzecz. Jeśli pojawi się jakiś potwór, diabeł, android czy ninja… Wtedy chciałbym powiedzieć tylko jedną rzecz. Nie ignoruj drogówki, potworze! Powtórzę to. Zwykły potwór nie powinien ignorować drogówki.
  To było bardziej niż dziwne. Motocyklistka przestraszona jadąc pod prąd zaczęła uciekać przed ścigającą ją drogówką.
  ,,Ok... Tutaj nawet policja jest dziwna..."
  Wróciłam do tunelu i wpatrzyłam się w pustą przestrzeń przede mną, a ta zaczęła wirować i świecić.
  Przewidzenie?
  Nie, z wirującej przestrzeni wyskoczyła czwórka ludzi i białe, puchate stworzenie, PROSTO NA MNIE!
 - Pyu~! - zawołało zwierzątko, które uniknęło jakoś zderzenia z moją twarzą - Jesteśmy na miejscu~!
  Leżałam przygnieciona przez cztery inne osoby. Drobną dziewczynę o dużych, brązowych oczach, trochę większego, brązowowłosego chłopaka, chudego blondyna w białym, futrzanym płaszczu z niebieskimi wzorami i potężnego, opalonego bruneta ubranego jak jakiś samurai w czarnym płaszczu. Wydał z siebie jakieś słowa skierowane do puchatego stworzonka, wstał i złapał je za długie uszy, blondyn pomógł mi wstać i uśmiechnął się do mnie serdecznie, a brązowowłosy uczynił to samo względem drobnej dziewczyny.
- Czekajcie! - zawołało stworzonko - Mokona musi użyć kolejnej ze stu dziesięciu sekretnych zdolności! - czerwony klejnocik na czole króliko-podobnego futrzaka zabłysło oślepiającym światłem.
  Kiedy otworzyłam oczy zrozumiałam wrzaski bruneta w czarnej pelerynie.
- Pogięło cię, futrzaku?! Przestań jebać mi tym światłem w oczy!
- Uoooo~ Nie ładnie Kuro - pipi~ - powiedział blondyn - Panie cię słuchają~
- Nazywam się KUROGANE, idioto!!!
  Blondyn w ogóle się nie przeją i odpowiedział z beztroskim uśmiechem:
- Nie złość się Kuro - tan~
  W czasie kiedy tamci się kłócili, podszedł do mnie brązowowłosy.
- Jestem Syaoran, a to księżniczka Sakura..., - pokazał na dziewczynę po czym wskazał blondyna - ...Fay i Kurogane. Podróżujemy po światach szukając fragmentów pamięci księżniczki.
  ,, Aha... Robi się coraz dziwniej..."
  Ostatecznie postanowiłam im pomóc. Siadłam z nimi na ławce i dowiedziałam się conieco o ich misji. Syaoran jest synem archeologa, sam też wykonuje ten zawód. Kiedyś podczas wykopalisk natknął się na komnatę, w której jakimś cudem znalazła się księżniczka niesiona na wielkich, białych skrzydłach. Zaczęła spadać i gdy Syaoran ją złapał jej skrzydła rozpadły się i pióra (fragmenty pamięci) wzleciały do nieba. Nadworny mag przeniusł ich do Wymiarowej Wiedzmy, gdzie spotkali Fay'a - maga, któremu zagraża pewna osoba i musi znaleźć się jak najdalej od swojego świata, a Kurogane gdy stał się najsilniejszym wojownikiem w swoim wymiarze został podstępem przeniesiony do domu Wymiarowej Wiedźmy i pragnie wrócić do domu. Ona dała wszystkim za przewodnika Mokonę, która jest jednocześnie ich tłumaczem.
  Bardzo miło nam się rozmawiało, ostatecznie postanowiłam wesprzeć ich misję i pozwoliłam im u siebie zamieszkać. Pojechaliśmy na zakupy (bo nie byłam przygotowana na gości) i w domu zrobiłam domowy rosół. Serce się radowało kiedy chwalili moje kulinarne wypociny - naprawdę nie sądziłam, że smacznie gotuję (w ogóle nie wiedziałam, czy pamiętam przepis...). Ustaliliśmy, że ja i księżniczka Sakura będziemy spały razem w jednym łóżku z Mokoną, a chłopcy zajęli podłogę. Oczywiście dałam im koce, poduszki i coś na zmianę do spania.
  Księżniczka tonęła w mojej starej koszuli nocnej, Syaoranowi dałam flanelową koszulę, a Kurogane i Fay musieli zadowolić się T-shirtami z nadrukiem.

~

  Witajcieee!!!
  Jeszcze przed wyjazdem udało mi się skończyć notkę >3
  Zacznę kolejną za ok. tydzień. Ale nie martwcie się - rozpoczęłam drugi zeszyt z opowiadaniem o Waszej "ukochanej" (choć nwm czy na pewno) pani stomatolog. 
  Miłych wakacji, czekania na kolejny rozdział i cierpliwości do moich licznych błędów ;)
  Pozdrowionkaaa!!!

P.S Jak wam się podoba nowy wygląd bloga?

Przerwa!!!

  W związku z moim tygodniowym wyjazdem nad Morze Bałtyckie blog zostaje czasowo zawieszony w działaniu. Proszę o wyrozumiałość.
Wasza kochana - Katsumi111

czwartek, 25 lipca 2013

Rozdział 7

  Wstałam przed 6:00. Musiałam wziąć chłodny prysznic żeby otrzeźwieć po nocy. Ubrałam się w rajstopy pół-matowe, czarną spódnicę przed kolana przylegającą do ud, białą koszulę, do niej czarny krawat i zrobiłam lekki makijaż. Włosy upięłam w luźnego koka za pomocą cieniutkiej czarnej gumki do włosów i większej spinki ze sztucznymi kamieniami.
  Stereotypowa ,,Pani doktor".
  Zarzuciłam torebkę na ramie, wyszłam z mieszkania nakładając czarne botki i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Schodząc po schodach natknęłam się na dwójkę dzieci. Dziewczynka i chłopiec w podobnym wieku siedzieli na schodach z posępnymi minami.
- Dzień dobry. - powiedzieli równo, aczkolwiek nieśmiało.
- Dzień dobry. Co wy tu robicie? - odparłam.
- Czekamy na tatę. - rzekła dziewczynka, a jej brat dopowiedział szybko:
- Ma nas zawieźć do szkoły.
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się do nich i zaczęłam schodzić w dół, ale zatrzymała mnie ta dziewczynka.
- Kim pani jest? Nigdy pani nie widziałam.
- Niedawno się wprowadziłam. - oznajmiłam - Jestem Katsumi Isozaki.
- A ja jestem Jun Sayomura! - zawołał chłopiec.
- Michiru Sayomura. Miło nam.
  Wstali, żeby się ukłonić podczas przedstawiania imion.
- Mnie również. Przepraszam, ale śpieszę się do pracy. - wyjaśniłam, a rodzeństwo Sayomura rzuciło szybkie ,,Do widzenia" i wyszłam z budynku.
  Ulica była dosyć ruchliwa. Idąc na stację metra z biletem miesięcznym w torebce mijałam śpieszących się do pracy i na spotkania szarych, dorosłych i pomykającą do szkoły młodzież. Jakby z powodu początku dni roboczych życie nagle wróciło na ulicę. Oczywiście minęłam też kilka grupek podejrzanych typów ubranych w różne kolory. Jedna grupka miała zawsze coś zielonego na sobie, inna coś niebieskiego, jeszcze inni - coś czerwonego.
  Kolorowe gangi.
  ,,Czy wczoraj przyszła do mnie propozycja dołączenia do jednego z nich?"
  Na stacji było pełno ludzi, wielki tłok i zgiełk, wszędzie słychać było jakieś odgłosy typowe dla każdego metra na świecie. Stałam między ludźmi i czekałam na pociąg.
  Jadąc do Shinjuku patrzyłam w okno na tokijskie drogi. Spory ruch, jak to w Tokio bywa. Gdzieniegdzie korek, ludzie chodzą w tą i z powrotem. Ptaki swobodnie płyną po niebie, słoneczko miło grzeje, lekki wiaterek kołysze roślinami...
  Wyszłam z pociągu i spojrzałam na zegarek. Dochodziła 8:00, bez problemu dotarłam do wieżowca z wielkimi, szklanymi oknami (bo szkło ostatnio zmienia się na specjalnie obrobioną mieszankę różnych skał, która jest dużo twardsza i wytrzymalsza.) Weszłam i podbiłam Kartę Pracownika z pomocą specjalnego automatu stojącego na korytarzu. Było już trochę pacjentów, zastanawiałam się czy są jacyś do mnie. Najpierw jednak podeszłam do okienka recepcji. Siedział tam czarnowłosy mężczyzna z fryzurą do złudzenia przypominającą mi uczesanie pani Sabine Michaelis, rysy twarzy też podobne, ale bardziej męskie niż kobiece. Czyżby brat bliźniak? Pisał coś chwilę na komputerze, po czym spojrzał na mnie oczami identycznymi jak oczy pani Sabine.
- Dzień dobry. Przyszłam do pracy.
- Ach, tak. Witam. - rzekł podnosząc się z krzesła.
  Był wyższy od Heiwajimy, normalnie nie sądziłam, że spotkam tu kogoś jeszcze wyższego. Ile on może mieć wzrostu? Metr 90? A może 2 metry? Moje 178 centymetrów nie wystarczyło, żeby patrzeć na niego po prostej, po raz pierwszy rozmawiając z kimś w Japonii musiałam patrzeć w górę.
- Proszę za mną. - odezwał się znowu otwierając drzwiczki od recepcji, ruchem ręki wskazał żebym weszła.
  Dżentelmen.
  Weszłam, recepcja wyglądała od tej strony jak korytarzyk, w którym przy okienkach ustawiono dwa biurka z wyposażeniem, trochę kwiatów po kątach, dywanik na podłodze i wieszak na płaszcze, kapelusze i tak dalej.
  Po lewej były drzwi, które otworzył wysoki recepcjonista, znów nakazując wejść. Tak też zrobiłam i zapaliłam światło.
- To szatnia lekarzy. - wyjaśnił - Niech pani założy fartuch z plakietką i weźmie klucz od gabinetu z tamtego kołka.
- Dziękuję. - powiedziałam wyciągając rękę do uścisku dłoni - Jestem Kamila Szepniak.
- Miło mi, Sebastian Michaelis. - rzekł i ujął mój nadgarstek aby zaraz ucałować wierzch dłoni.
  ,,Bez jaj... Angielski dżentelmen."
- Przepraszam, ale muszę wrócić na stanowisko pracy. - kontynuował wypowiedź - W razie pytań, proszę zwracać się do mnie. - zakończył z lekkim uśmiechem i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
  Przystojny Anglik.
  Matko, gdybym dostała od rodziców tak piękne geny, to zostałabym modelką. A ta dwójka? Piekielnie piękne bliźniaki.
  Podeszłam do szafki przypominającej jedną z tych, które można znaleźć w wielu amerykańskich szkołach. Swoją poznałam po przywieszonej do drzwiczek kartce z napisem ,,Doktor Magister Stomatologii Kamila Szepniak". Cóż, klinika pana Tanaki to nie byle co. Jedna z lepszych w Tokio, a ja miałam w niej pracować świeżo po studiach.
  Szczyt marzeń.
  Otworzyłam szafkę i zobaczyłam wnętrze.
  Był tam wieszak z fartuchem, a na drzwiach lustro i półeczka z plakietką. Czułam się jakbym dostąpiła największego z zaszczytów tego świata nakładając na siebie fartuch, a plakietkę przypięłam do kieszeni na piersi.
  ,,Jezu... Czy to się dzieje naprawdę?"
  Boże, jakie to szczęście!
  Nie wiem dlaczego praca wywołała u mnie taki zachwyt i euforię. Zdejmując klucz do gabinetu starałam się ochłonąć, bo nagle poczułam, że zrobiło się jakoś ciepło.
  Torebkę zostawiłam w szafce, zamknęłam ją zamkiem szyfrowym i wyszłam z szatni. Zauważyłam, że w okienku obok siedziała starsza pani o włosach przeplatanych silną siwizną.
- Dzień dobry. - przywitałam się, a ona odwróciła się do mnie na krześle.
  Patrzyła wrogo, obwisłe policzki przykryto sporą ilością różu, a rzęsy z pewnością były doklejane.
- Na co czekasz? Pacjenci czekają.
  Okej... Chciałam być miła...
  Sebastian obdarował mnie współczującym wzrokiem i wrócił do pisania czegoś na komputerze. Ja zaś bez słowa wyszłam z pokoju recepcji i korytarzem udałam się do windy.
  Klinika miała jedenaście pięter, bardziej był to szpital, ale pan Tanaka upierał się przy klinice. Na każdym piętrze był inny oddział, stomatologia umiejscowiona została na piętrze piątym, zaś nad nią mieścił się oddział chirurgii plastycznej.

  Wyszłam z windy.
  Na kluczach widniał numer 157.
  Korytarz był pusty, bez problemu przeszłam nim do odpowiedniego miejsca, przekręciłam klucz w zamku, powoli, wyjęłam go i chwyciłam za klamkę...
  Weszłam do środka zamykając drzwi.
  Na ścianie już wisiał mój dyplom oprawiony w ładną ramkę, po za nim na przeciwległej ścianie wisiała roślina zawieszona w doniczce, która linami przytwierdzona została do haczyka w suficie. Była też szafa z książkami, biurko z komputerem, oraz oczywiście specjalistyczny fotel dentystyczny...
  Jeden z najnowszych modeli, nad nim specjalna lampa i obok stojak z narzędziami. Wiertła aż błyszczały metalicznie w słońcu dostającym się do środka przez okno. Tylko czekały by ich użyć! Wymienne końcówki do wierteł, lustereczko, szczypki, pęseta...! Do fotela przytwierdzono umywalkę, fotel cały obity miękkim i wygodnym materiałem, a na siedzeniu dodatkowo poduszka. Obok stała też szafka, w której były strzykawki, waciki, płyny w butelkach i większe przyrządy do leczenia uzębienia.
  W szufladzie biurka było trochę opakowań gumy do żucia, długopisy, zszywacz, kartki xero i akta trzech pacjentów. Na razie tylko trzech.
  Włączyłam komputer aby zobaczyć ilu mam pacjentów i w jakich godzinach mam ich przyjąć.
  ,,Hmm... 8:15 - Pan Daisuke Ono, przegląd. ... Co? Daisuke Ono?!"
  Albo mi się znaczki pomyliły, albo to zbieg okoliczności przy nazwiskach... Ten wielki, jeden z najlepszych, mój idol z nastoletnich lat, mój ulubiony seyuu (aktor głosowy), z którym zawsze chciałam się spotkać miał przyjść do mnie na comiesięczną kontrolę uzębienia?! Ten sam, który otrzymał dwie nagrody na festiwalu w Tokio za dubbing do mojej najulubieńszej postaci z anime w 2010 roku?!?!
  Jeszcze kilka razy czytałam to nazwisko, żeby się upewnić. Pozostało tylko czekać aż przyjdzie na wizytę... Prywatną.
  Moim pierwszym pacjentem miał być sam Daisuke Ono? Boże, kocham cię! Kocham cię poniedziałku! Grunt to nie pozwolić by włączył mi się tzw. Fan Girl i zachowywać się naturalnie.
  ,, Ale czy nie powinien mieć stałego lekarza prowadzącego...? Ehm... To pewnie nie on... Szkoda...".
  Popatrzyłam na zegarek zawieszony na ścianie przy oknie zasuniętym żaluzjami. Była już 8:13. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je powoli.
- Zapraszam do gabinetu. - powiedziałam do pustego korytarza.
  Zaraz też usłyszałam kroki. Zobaczyłam, że ktoś idzie w stronę moich drzwi. To był ON. Poznałam go od razu. Przybyło mu jedynie siwizny. Wydawał się zakłopotany.
- Dzień dobry. - skłonił się - Przepraszam, ale przed chwilą dowiedziałem się, że mój dentysta przeszedł na emeryturę. Mam nadzieję, że jestem o czasie.
  Trochę dziwnie się czułam, kiedy mój idol patrzył na mnie ze skruchą wymalowaną na twarzy.
- Nic się nie stało. Zapraszam do środka. - odparłam zmieszana.
  Weszliśmy do gabinetu.
  Mój pacjent usiadł na krześle naprzeciwko mnie przy biurku. Wypełniłam w karcie podstawowe informacje (data badania itp.). Stresujące było to, że pan Ono zdał się na moją łaskę zasiadając na fotelu dentystycznym, a gdy otworzył usta i miałam zajrzeć do jego jamy ustnej, myślałam że nie powinnam tego robić.
  (Postawcie się na moim miejscu. Macie grzebać w ustach osobie, o której spotkaniu nawet nie śmieliście marzyć! Ehm... Dziwne uczucie, prawda?)
  Poszło gładko. Jedynie drobne przebarwienia na dwóch zębach. Zajęłam się nimi i wróciliśmy do formalności. Została nam jedynie drobna ankieta, którą znalazłam między papierami w karcie pacjenta. Głupie statystyki...
- Jeszcze tylko wypełnimy małą ankietę, dobrze?
- No dobrze, nie śpieszy mi się. - rzekł lekko.
  Jego głos... Głos znany mi tylko z klipów na you tube i z anime, niektóre oglądałam tylko ze względu na jego dubbing.
- Zatem... Jakiej pasty pan używa?
- Colgate. Ludzie kojarzą mnie z reklam tej pasty.
  Zapisałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Ja tam kojarzę pana z dubbingów do anime.
  Wyglądał na zaskoczonego.
- Naprawdę? Ogląda pani anime?
- Od dawna tego nie robiłam, ale bardzo podoba mi się pański warsztat.
  Zaśmiał się.
- To dlatego była pani taka spięta! Teraz już rozumiem. - Boże, co za wesoły facet.
  Przybyło mu lat, ale nie ubyło humoru.
- Tak... - było mi już lżej na sercu, a jednocześnie głupio. Pewnie zarumieniłam się jak typowa fanka... Zaraz zadałam kolejne pytanie z ankiety - Jak często myje pan zęby? A - codziennie, B - co jakiś czas, C - prawie nigdy.
- A, śmieszne te pytania.
- Prawda... - zaznaczyłam ,,A" i zadałam trzecie pytanie - Czy jest pan zadowolony ze swojej pasty?
  Znowu się zaśmiał.
- Nie, nienawidzę jej i najchętniej spuściłbym ją w toalecie!
  Trafiony sarkazm. Ze śmiechem zaznaczyłam ,,Tak" i przeczytałam ostatnie pytanie:
- Czy poleciłby pan swoją pastę znajomym?
- Nie, to co że ją reklamuję.
  Boże...Uwielbiam tego gościa!
  Znowu zaznaczyłam ,,Tak" i schowałam ankietę do szuflady biurka. Zauważyłam też, że pan Ono wziął jedną z kartek do wypisywania recepty i z kieszeni wyciągnął długopis. Napisał coś na niej i wyjął z portfela pieniądze. Podał mi i kartkę i odliczoną sumę.
- To dla pani.
  Autograf...
  Autograf od Daisuke Ono...
  Dał mi go sam z siebie, bez proszenia...
  Ten dzień jest zbyt fajny...
- Dziękuję... - wzięłam pieniądze i położyłam je na biurku, a kartkę trzymałam w dłoni.
  Znowu się uśmiechną.
- Przyjemność po mojej stronie.
  Wstał i wyszedł. Odprowadziłam go za drzwi.
- Do zobaczenia. - powiedział jeszcze i odszedł korytarzem w stronę windy, pochłonął go cień ściany.
  Na krzesłach siedziało już kilka osób, a ja miałam wrażenie, że stoję tam sama, skąpana w świetle słonecznym padającym z okna trzymając w dłoni autograf od samego Daisuke Ono - Wspaniałego seyuu, sympatycznego człowieka i mojego idola...

~

  Hello~!
  Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was zbytnio tą notką. Oby przypadła do gustu ^^
  Do zobaczenia, wkrótce rozdział 8 !!!

Przeprosiny

Witajcie, kochani!

  Przepraszam Was ogromnie za tak długą i niezapowiedzianą nieobecność. Niestety miałam dość sporo spraw na głowie, do tego doszedł obóz jeździecki i po prostu nie dałam rady. Od teraz postaram się jak najczęściej dodawać notki i liczę na to, że będziecie zadowoleni.
  Przy okazji - Zaczęłam też grać w kilka gierek sieciowych, więc jeśli macie jakieś pytania, albo po prostu chcecie mnie poznać to możecie mnie śmiało zapraszać do znajomych i ze mną pisać na PW.
  Oto lista gier, na których można mnie złapać:
- Doggi-game.pl
- Howrse.pl
- Słodki Flirt.pl
(Na wszystkich stronach stacjonuje jako Katumi111)

  P.S
Gdyby ktoś miał ochotę popatrzeć na moje artystycznie plastyczne prace, to zapraszam na moje konto na DeviantART.com. (Tam też jestem jako Katsumi111)

  Do usłyszenia!!!

niedziela, 9 czerwca 2013

Zapytanie do czytelników.

  Witajcie~!
  Piszę bo mam małe pytanie do WAS. Tak do Ciebie i do Ciebie i do Wszystkich, którzy czytują tego bloga, a mianowicie:
  Czy styl czcionki w postach nie przeszkadza Wam w czytaniu?

  Czekam na odpowiedzi.

Rozdział 6

  Do domu wróciłam cała w skowronkach. Obiad w rosyjskim sushi barze był bardzo przyjemnym doświadczeniem. Od dawna nie jadłam sushi, nie jet to w cale tak tanie, by biedna studentka, teraz świeżo upieczona stomatolog mogła sobie pozwolić na tego rodzaju przyjemności...
  Japonia to piękny kraj, ale trudno stale mieć na wszystko pieniądze jeśli pracuje się jako kelnerka w restauracji i trzeba utrzymać mieszkanie, oraz zbierać na studia. W tym celu dorywczo pisywałam artykuły do gazety, co ratowało mi życie..
  Podczas obiadu dowiedzieliśmy się czegoś więcej o sobie. Otóż Heiwajima Shizuo nie jest ,,potworem" - jak go nazwał Orihara. Jako dziecko nie przechodził żadnej traumy, ma młodszego brata, który pracuje jako aktor i jest jego przeciwieństwem. Gdy chodził do podstawówki był bardzo nerwowy, denerwował się z byle powodu i reagował agresją. Bójki, rzucanie krzesłami, przedmiotami, które miał pod ręką. Jednak kiedyś podczas bójki z bratem niespodziewanie podniósł lodówkę.
- Naprawdę nie sądziłem, że ją podniosę... To było dziwne... Zaraz jednak przygniotła mnie i wylądowałem w szpitalu...
  Od tamtego czasu stawał się coraz silniejszy psychicznie. Wierząc, że może podnieść co tylko nawinie mu się pod rękę demolował ulice gdy tylko ktoś deptał mu na odcisk. Przez to był odrzucony przez społeczeństwo, a jednocześnie wyniszczał własny organizm. Często większą krzywdę robił sobie niż innym. Wielokrotnie lądował na oddziale chirurgicznym, chodził w gipsie i o kulach.
- Pewnego dnia, kiedy razem z bratem wracaliśmy ze szkoły spotkaliśmy panią, która prowadziła mały sklep. Powiedziała: ,,O, to ty jesteś tym chłopcem, który cały czas ma złamane kości. Poczekaj chwilę." i wróciła do nas z butelkami mleka. Kazała mi je pić codziennie. Tak też robiłem, a kiedy się denerwowałem, mój brat podsuwał mi jedną z butelek. Był zawsze opanowany i nigdy się mnie nie bał, po prostu mi ufał.
  Od tamtej pory stan psychiczny i fizyczny Heiwajimy zaczął się poprawiać. Aż do liceum kiedy po raz pierwszy spotkał Oriharę Izayę.
- Poznałem go kiedy skończyłem spuszczać łomot bandzie kolesi na boisku... Nie pamiętam o co w tedy poszło. Nagle usłyszałem klaskanie i zobaczyłem Izayę i mojego znajomego Shinrę siedzących na murku. Shinra mi go przedstawił, a ja od razu widząc jak siedzi i jak się uśmiecha nie poczułem do niego sympatii. Powiedziałem w prost, że go nie lubię. Z resztą jako jedyna osoba w liceum nie nosił mundurka. Pieprzony buntownik...
  Przerwałam mu opowieść widząc jak ściska w rękach pałeczki mało ich nie łamiąc.
- Heiwajima - san... Spokojnie... Nie musisz o nim mówić, jeśli nie chcesz.
- Racja... Dziękuję.
- Za co?
- Za wyrozumiałość.
  Uśmiechnęłam się.
- Muszę się ciebie o coś zapytać.
- O co? - zaskoczyłam go.
- Dlaczego tak szybko, w zasadzie wczoraj się poznaliśmy... Dlaczego od razu zaprosiłeś mnie...? No wiesz...
  Zmieszał się i lekko zarumienił.
- Nie wiem. Po prostu czułem taką potrzebę. I chyba powinniśmy się jeszcze raz spotkać w innym terminie.
  Zaskoczył mnie. Czyli jednak spełniam jego warunki? Jednak będę jego pierwszą, a on moim pierwszym...? Aż mnie zatkało. Nie zrywa, a umawia się ponownie! Euforia przepełniła moje ciało.
- Z największą przyjemnością! ... Przepraszam, poniosło mnie...
  Zaśmiał się widząc moje podekscytowanie.
- Nie szkodzi.
  Odprowadził mnie, jak poprzednio i kiedy przekroczyłam próg domu postanowiłam rozpocząć własne, małe śledztwo dotyczące relacji Heiwajimy i Orihary. Rozebrałam się do bielizny i z lenistwa nie nałożyłam na siebie nic więcej. siadłam przed laptopem i włączyłam przeglądarkę internetową.
  ,,Ikebukuro"...
  Wyskoczyło sporo haseł związanych z tą dzielnicą, ale nic na temat człowieka demolującego miasto i jego rywala. Zaraz jednak zauwarzyłam stronę lokalnego dziennika. Tam znalazłam archiwum artykułów.
  ,,Z koro Orihara jest w moim wieku, to powinnam zacząć przeglądać tytuły wydane po 98 roku." - myślałam.
  Rocznikami śledziłam kolejne wyniki, zajęło mi to trochę, w sumie mogłam zapytać Oriharę, ale on pracuje jako informator. Na pewno za historię swojego konfliktu z Heiwajimą chciałby sporą sumkę.
  O 18:00 skończyłam spisywać tytuły, w wolnej chwili udam się do biblioteki. Jednak może być tak, że są to jedynie ich prywatne sprawy i nie znajdę nic wielkiego. Warto poszukać jakiegoś życiorysu...
  ,,Heiwajima Shizuo"...
  Zaciekawił mnie wynik w grafice, którego propozycje wyświetliły się między hasłami. Zatem kliknęłam na zakładkę ,,grafika" i wyskoczyło ponad 10 stron fotek mojego chłopaka. Większość przedstawiało go na zdjęciach robionych aparatem w komórce (poznałam po jakości). Przedstawiały go najczęściej kiedy spacerował ulicą, lub z kimś się bił. Aż się nimi rozczuliłam i z rozmarzeniem patrzyłam na kolejne pozycje.
  Nie ma co, poderwałam niezłe ciacho.
  Najwidoczniej nie tylko ja tak uważałam. Kiedy kliknęłam na jedno ze zdjęć by lepiej się przyjrzeć, zobaczyłam na dole link do strony: ,,Heiwajima's fans".
  ,,Sory dziewczyny, on jest mój." - pomyślałam i moją uwagę zwróciła fotografia klasowa.
  Od razu poznałam Heiwajimę. Już w liceum farbował włosy, ponadto przewyższał resztę kolegów i stał w ostatnim rzędzie.
  Raira - miejscowe liceum w Ikebukuro, które z daleka pokazywał mi Orihara. Na zdjęciu klasowym chłopak w okularach i z rozczochraną czupryną trzymał tabliczkę z napisem ,,III C".
  Zanotowałam i weszłam na stronę internetową szkoły, a następnie do zakładki "Nasi absolwenci".
  Najpierw znalazłam Oriharę Izayę. Ukończył liceum z wyróżnieniem, tak jak ja. Heiwajima Shizuo miał wynik przeciętny. Wróciłam na stronę główną i zaczęłam przeglądać wydarzenia. Nagle trafiłam na wielki nagłówek ,,REMONT ZAKOŃCZONY" - napisano tam, że sala gimnastyczna zniszczona podczas konfliktu ,,pewnych uczniów" została odremontowana i nadaje się do użytku.
  Westchnęłam.
  Za wiele to się nie dowiedziałam.
  Wróciłam do strony wyszukiwarki i wpisałam kolejne hasło.
  ,,Orihara Izaya"...
 
Tutaj było dużo więcej informacji - głównie na temat kariery zawodowej. Biznes informatora zaczął już jako licealista. Odznaczał się niezwykłym talentem do logicznego wiązania faktów i dostarcza informacji nie tylko zwykłym ludziom, a też policji, prokuraturze czy wysoko postawionym urzędnikom państwowym. Pomógł rozwiązać wiele zagadek związanych z porwaniami, morderstwami i innymi tego typu sprawami. Stał się jedną z najbardziej szanowanych postaci w Tokio, nawet znalazłam wywiad!
- Panie Orihara, wiele ludzi nie ma do pana zaufania. Jak Pan myśli? Czy pańska praca się do tego przyczyniła? - zapytała dziennikarka.
- Ludzie boją się wszystkiego co nowe. Zachowując cenną dziecięcą wrażliwość i rozwijając swój intelekt stałem się dla nich czymś nowym, czego nie rozumieją.
- Dziecięcą wrażliwość? Co ona Panu dała w tym zawodzie?
- (śmiech) Jak to ,,co"? Przecież dzieci widzą dużo więcej niż dorośli. Nieustannie pytają. Są jak wścibscy dziennikarze, któży wszędzie wtykają nos!
  Aż sama się zaśmiałam widząc jak na filmie dziennikarka nerwowo się zaśmiała.
- Coż... A dlaczego został pan akurat informatorem?
- Ludzie od zawsze mnie fascynowali. Żyję z własnego hobby i mam z tego niezłą zabawę. Nawet nie ma pani pojęcia jak fajnie jest śledzić ludzkie życie z lornetką w dłoniach stojąc przy oknie w moim biurze! Nie ma nic lepszego.
  Tyle mi wystarczyło.
  Zrobiłam kolejne notatki.
  Ten podstępny człowiek niewątpliwie stosuje manipulację, do tego swoim zachowaniem specjalnie skłania ludzi do odpowiednich reakcji. Zna wszystkich na wylot, prowadząc kartoteki niczym policjant lub detektyw. Prawdziwy Sherlock Holmes XXI wieku! Kto by pomyślał? Nagle na myśl przyszedł mi obraz Orihary przesiadującego nad planszą do gry w szachy i przestawiającego pionki, niczym król.
  Czy ja też jestem jednym z pionków?
  W takim razie muszę starannie przygotować się do wywiadu, żeby nie palnąć czegoś, czego mógłby potem użyć przeciwko mnie. Pracując jako dziennikarka dowiedziałam się jak to wygląda, więc powinnam przyszykować się na ciężkie i dociekliwe pytania. Z jego mimiką twarzy ten wywiad mógłby nawet przypominać przesłuchanie policyjne... Grunt to nie dać głaskać się pod włos, a nawet podać trochę fałszywych informacji tak, by sprawić wrażenie szarego społeczniaka.
  Straszne, koleś z pewnością ma swoje sposoby na wyciągnięcie prawdy. Teraz jednak muszę pójść pod prysznic, żeby się uspokoić i do łóżka. Jutro czeka mnie pierwszy dzień w pracy.
  Już chciałam wyłączyć laptop, kiedy w oknie komunikatora sieciowego wyświetlił mi się komunikat ,,Masz wiadomość". Otworzyłam ją i zobaczyłam pytanie:
Boss1358kitty: ,,Czy chcesz dołączyć do Dollarów?"
 
Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam co na to odpowiedzieć i przez chwilę wpatrywałam się w ekran komputera niewidzącymi oczyma. Ostatecznie zamknęłam laptop nie kasując wiadomości i mając serdecznie dosyć wszystkiego dookoła z powodu senności. Zrobiłam więc co postanowiłam wcześniej, przebrałam w koszulę nocną i położyłam spać.


~

  Haha~! Ale zdolna jestem!
  Udało mi się przepisać notkę tego samego dnia, co odwołać zawieszenie~! Vivat ja~! *kłania się*
  Ło Jezu, mam nadzieję, że dalej czekacie z niecierpliwością na kolejne notki. W razie jakichkolwiek zastrzeżeń lub pomysłów z anime, które mogę wpleść do tej zwariowanej przeplatanki - PISZCIE KOMENTARZE!
  Naprawdę zależy mi na komentarzach, sprawiają, że chce mi się przepisywać dla Was te wszystkie notki.\
  Do zobaczenia~