niedziela, 9 czerwca 2013

Rozdział 6

  Do domu wróciłam cała w skowronkach. Obiad w rosyjskim sushi barze był bardzo przyjemnym doświadczeniem. Od dawna nie jadłam sushi, nie jet to w cale tak tanie, by biedna studentka, teraz świeżo upieczona stomatolog mogła sobie pozwolić na tego rodzaju przyjemności...
  Japonia to piękny kraj, ale trudno stale mieć na wszystko pieniądze jeśli pracuje się jako kelnerka w restauracji i trzeba utrzymać mieszkanie, oraz zbierać na studia. W tym celu dorywczo pisywałam artykuły do gazety, co ratowało mi życie..
  Podczas obiadu dowiedzieliśmy się czegoś więcej o sobie. Otóż Heiwajima Shizuo nie jest ,,potworem" - jak go nazwał Orihara. Jako dziecko nie przechodził żadnej traumy, ma młodszego brata, który pracuje jako aktor i jest jego przeciwieństwem. Gdy chodził do podstawówki był bardzo nerwowy, denerwował się z byle powodu i reagował agresją. Bójki, rzucanie krzesłami, przedmiotami, które miał pod ręką. Jednak kiedyś podczas bójki z bratem niespodziewanie podniósł lodówkę.
- Naprawdę nie sądziłem, że ją podniosę... To było dziwne... Zaraz jednak przygniotła mnie i wylądowałem w szpitalu...
  Od tamtego czasu stawał się coraz silniejszy psychicznie. Wierząc, że może podnieść co tylko nawinie mu się pod rękę demolował ulice gdy tylko ktoś deptał mu na odcisk. Przez to był odrzucony przez społeczeństwo, a jednocześnie wyniszczał własny organizm. Często większą krzywdę robił sobie niż innym. Wielokrotnie lądował na oddziale chirurgicznym, chodził w gipsie i o kulach.
- Pewnego dnia, kiedy razem z bratem wracaliśmy ze szkoły spotkaliśmy panią, która prowadziła mały sklep. Powiedziała: ,,O, to ty jesteś tym chłopcem, który cały czas ma złamane kości. Poczekaj chwilę." i wróciła do nas z butelkami mleka. Kazała mi je pić codziennie. Tak też robiłem, a kiedy się denerwowałem, mój brat podsuwał mi jedną z butelek. Był zawsze opanowany i nigdy się mnie nie bał, po prostu mi ufał.
  Od tamtej pory stan psychiczny i fizyczny Heiwajimy zaczął się poprawiać. Aż do liceum kiedy po raz pierwszy spotkał Oriharę Izayę.
- Poznałem go kiedy skończyłem spuszczać łomot bandzie kolesi na boisku... Nie pamiętam o co w tedy poszło. Nagle usłyszałem klaskanie i zobaczyłem Izayę i mojego znajomego Shinrę siedzących na murku. Shinra mi go przedstawił, a ja od razu widząc jak siedzi i jak się uśmiecha nie poczułem do niego sympatii. Powiedziałem w prost, że go nie lubię. Z resztą jako jedyna osoba w liceum nie nosił mundurka. Pieprzony buntownik...
  Przerwałam mu opowieść widząc jak ściska w rękach pałeczki mało ich nie łamiąc.
- Heiwajima - san... Spokojnie... Nie musisz o nim mówić, jeśli nie chcesz.
- Racja... Dziękuję.
- Za co?
- Za wyrozumiałość.
  Uśmiechnęłam się.
- Muszę się ciebie o coś zapytać.
- O co? - zaskoczyłam go.
- Dlaczego tak szybko, w zasadzie wczoraj się poznaliśmy... Dlaczego od razu zaprosiłeś mnie...? No wiesz...
  Zmieszał się i lekko zarumienił.
- Nie wiem. Po prostu czułem taką potrzebę. I chyba powinniśmy się jeszcze raz spotkać w innym terminie.
  Zaskoczył mnie. Czyli jednak spełniam jego warunki? Jednak będę jego pierwszą, a on moim pierwszym...? Aż mnie zatkało. Nie zrywa, a umawia się ponownie! Euforia przepełniła moje ciało.
- Z największą przyjemnością! ... Przepraszam, poniosło mnie...
  Zaśmiał się widząc moje podekscytowanie.
- Nie szkodzi.
  Odprowadził mnie, jak poprzednio i kiedy przekroczyłam próg domu postanowiłam rozpocząć własne, małe śledztwo dotyczące relacji Heiwajimy i Orihary. Rozebrałam się do bielizny i z lenistwa nie nałożyłam na siebie nic więcej. siadłam przed laptopem i włączyłam przeglądarkę internetową.
  ,,Ikebukuro"...
  Wyskoczyło sporo haseł związanych z tą dzielnicą, ale nic na temat człowieka demolującego miasto i jego rywala. Zaraz jednak zauwarzyłam stronę lokalnego dziennika. Tam znalazłam archiwum artykułów.
  ,,Z koro Orihara jest w moim wieku, to powinnam zacząć przeglądać tytuły wydane po 98 roku." - myślałam.
  Rocznikami śledziłam kolejne wyniki, zajęło mi to trochę, w sumie mogłam zapytać Oriharę, ale on pracuje jako informator. Na pewno za historię swojego konfliktu z Heiwajimą chciałby sporą sumkę.
  O 18:00 skończyłam spisywać tytuły, w wolnej chwili udam się do biblioteki. Jednak może być tak, że są to jedynie ich prywatne sprawy i nie znajdę nic wielkiego. Warto poszukać jakiegoś życiorysu...
  ,,Heiwajima Shizuo"...
  Zaciekawił mnie wynik w grafice, którego propozycje wyświetliły się między hasłami. Zatem kliknęłam na zakładkę ,,grafika" i wyskoczyło ponad 10 stron fotek mojego chłopaka. Większość przedstawiało go na zdjęciach robionych aparatem w komórce (poznałam po jakości). Przedstawiały go najczęściej kiedy spacerował ulicą, lub z kimś się bił. Aż się nimi rozczuliłam i z rozmarzeniem patrzyłam na kolejne pozycje.
  Nie ma co, poderwałam niezłe ciacho.
  Najwidoczniej nie tylko ja tak uważałam. Kiedy kliknęłam na jedno ze zdjęć by lepiej się przyjrzeć, zobaczyłam na dole link do strony: ,,Heiwajima's fans".
  ,,Sory dziewczyny, on jest mój." - pomyślałam i moją uwagę zwróciła fotografia klasowa.
  Od razu poznałam Heiwajimę. Już w liceum farbował włosy, ponadto przewyższał resztę kolegów i stał w ostatnim rzędzie.
  Raira - miejscowe liceum w Ikebukuro, które z daleka pokazywał mi Orihara. Na zdjęciu klasowym chłopak w okularach i z rozczochraną czupryną trzymał tabliczkę z napisem ,,III C".
  Zanotowałam i weszłam na stronę internetową szkoły, a następnie do zakładki "Nasi absolwenci".
  Najpierw znalazłam Oriharę Izayę. Ukończył liceum z wyróżnieniem, tak jak ja. Heiwajima Shizuo miał wynik przeciętny. Wróciłam na stronę główną i zaczęłam przeglądać wydarzenia. Nagle trafiłam na wielki nagłówek ,,REMONT ZAKOŃCZONY" - napisano tam, że sala gimnastyczna zniszczona podczas konfliktu ,,pewnych uczniów" została odremontowana i nadaje się do użytku.
  Westchnęłam.
  Za wiele to się nie dowiedziałam.
  Wróciłam do strony wyszukiwarki i wpisałam kolejne hasło.
  ,,Orihara Izaya"...
 
Tutaj było dużo więcej informacji - głównie na temat kariery zawodowej. Biznes informatora zaczął już jako licealista. Odznaczał się niezwykłym talentem do logicznego wiązania faktów i dostarcza informacji nie tylko zwykłym ludziom, a też policji, prokuraturze czy wysoko postawionym urzędnikom państwowym. Pomógł rozwiązać wiele zagadek związanych z porwaniami, morderstwami i innymi tego typu sprawami. Stał się jedną z najbardziej szanowanych postaci w Tokio, nawet znalazłam wywiad!
- Panie Orihara, wiele ludzi nie ma do pana zaufania. Jak Pan myśli? Czy pańska praca się do tego przyczyniła? - zapytała dziennikarka.
- Ludzie boją się wszystkiego co nowe. Zachowując cenną dziecięcą wrażliwość i rozwijając swój intelekt stałem się dla nich czymś nowym, czego nie rozumieją.
- Dziecięcą wrażliwość? Co ona Panu dała w tym zawodzie?
- (śmiech) Jak to ,,co"? Przecież dzieci widzą dużo więcej niż dorośli. Nieustannie pytają. Są jak wścibscy dziennikarze, któży wszędzie wtykają nos!
  Aż sama się zaśmiałam widząc jak na filmie dziennikarka nerwowo się zaśmiała.
- Coż... A dlaczego został pan akurat informatorem?
- Ludzie od zawsze mnie fascynowali. Żyję z własnego hobby i mam z tego niezłą zabawę. Nawet nie ma pani pojęcia jak fajnie jest śledzić ludzkie życie z lornetką w dłoniach stojąc przy oknie w moim biurze! Nie ma nic lepszego.
  Tyle mi wystarczyło.
  Zrobiłam kolejne notatki.
  Ten podstępny człowiek niewątpliwie stosuje manipulację, do tego swoim zachowaniem specjalnie skłania ludzi do odpowiednich reakcji. Zna wszystkich na wylot, prowadząc kartoteki niczym policjant lub detektyw. Prawdziwy Sherlock Holmes XXI wieku! Kto by pomyślał? Nagle na myśl przyszedł mi obraz Orihary przesiadującego nad planszą do gry w szachy i przestawiającego pionki, niczym król.
  Czy ja też jestem jednym z pionków?
  W takim razie muszę starannie przygotować się do wywiadu, żeby nie palnąć czegoś, czego mógłby potem użyć przeciwko mnie. Pracując jako dziennikarka dowiedziałam się jak to wygląda, więc powinnam przyszykować się na ciężkie i dociekliwe pytania. Z jego mimiką twarzy ten wywiad mógłby nawet przypominać przesłuchanie policyjne... Grunt to nie dać głaskać się pod włos, a nawet podać trochę fałszywych informacji tak, by sprawić wrażenie szarego społeczniaka.
  Straszne, koleś z pewnością ma swoje sposoby na wyciągnięcie prawdy. Teraz jednak muszę pójść pod prysznic, żeby się uspokoić i do łóżka. Jutro czeka mnie pierwszy dzień w pracy.
  Już chciałam wyłączyć laptop, kiedy w oknie komunikatora sieciowego wyświetlił mi się komunikat ,,Masz wiadomość". Otworzyłam ją i zobaczyłam pytanie:
Boss1358kitty: ,,Czy chcesz dołączyć do Dollarów?"
 
Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam co na to odpowiedzieć i przez chwilę wpatrywałam się w ekran komputera niewidzącymi oczyma. Ostatecznie zamknęłam laptop nie kasując wiadomości i mając serdecznie dosyć wszystkiego dookoła z powodu senności. Zrobiłam więc co postanowiłam wcześniej, przebrałam w koszulę nocną i położyłam spać.


~

  Haha~! Ale zdolna jestem!
  Udało mi się przepisać notkę tego samego dnia, co odwołać zawieszenie~! Vivat ja~! *kłania się*
  Ło Jezu, mam nadzieję, że dalej czekacie z niecierpliwością na kolejne notki. W razie jakichkolwiek zastrzeżeń lub pomysłów z anime, które mogę wpleść do tej zwariowanej przeplatanki - PISZCIE KOMENTARZE!
  Naprawdę zależy mi na komentarzach, sprawiają, że chce mi się przepisywać dla Was te wszystkie notki.\
  Do zobaczenia~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz