czwartek, 30 października 2014

Nagroda dla Yumiko~!

  Konnichiwa~!
  Dzisiaj przyznam nagrodę dla niejakiej Yumiko Makudy, która jako druga odważyła się na tak straszliwą rzecz, jaką jest dodanie komentarza~! *aplauz* Wiem, że może przesadzam, ale po prostu bawi mnie taka zabawa ^^" Od razu ostrzegam, że komputer mam niesprawny (dziękuję mojemu tacie za udostępnienie jego maszyny *.* KOCHAM CIĘ TATUSIU - ach... wiem,  że i tak tego nie przeczyta xD).
  Ale przejdźmy do rzeczy...:
  Droga Yumiko, na mocy nadanej mi przez internet nadaję Ci tytuł Złotoustej Komentatorki, albowiem milczenie jest złotem, a ty wyraziłaś dwukropkiem i zerami więcej niż Rafaello~ Oto twoja nagroda:




























  I oto koniec spamiku!
  Zapytacie dlaczego ZNOWU Izaya? No cóóóż... Wybór należał do samej Yumiko~
  Do usłyszenia~!!!

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 18 i info. o FALKONIE!

  Witajcie czytelnicy Przeplatanki Animowej!!!
  Zapewne zauważyliście zmianę muzyki grającej przy otwarciu bloga, prawda? Podoba wam się? Jeśli chcecie mogę ją zmienić! (wystarczy napisać - ahhhhh, to takie straszne - wiem.) Ale nie o to mi chodzi! Postanowiłam napomnieć wam o NAJWIĘKSZYM festiwalu fanów fantastyki po wschodniej stronie Wisły - FALKONIE!!! Tegoroczna edycja odbędzie się w hali Targów Lublin. Oczywiście odbędzie się też konkurs odlotowych strojów KOSplay - w którym razem z Tenshi weźmiemy udział, oraz wiele larpów, konsolówek i wieeeeeeeeeeeeeeeeelu innych takich, łącznie z prelekcjami i stoiskami wieeeeeeeeelu wystawców. Podaję link dla zainteresowanych~!

http://falkon.co/#

  Wasza Katsumi, wraz z Tenshi będzie obecna w NIEDZIELĘ, 9 listopada (PRAWIDŁOWE INFORMACJE, na stronie jest błąd), od około godziny 14:00. Szukajcie takich dwóch wariatek przebranych za fioletowego lisa z rozdwojonym ogonem i dziwnego królika (What's that pokemon?! xD)
  A teraz notka~!
  Miłego czytania~! :3

~

  Wszystko bardzo ładnie się ułożyło! Bardzo ładnie! Panna Lewak postanowiła przystać na moją ofertę pracy - została moją sekretarką, tylko i wyłącznie po to, żeby sprawdzić czy jej ukochana przyjaciółka/siostra (używa tych tytułów zamiennie) stała się taką osobą, jaką jej przedstawiłem. Ku mojemu zaskoczeniu na dachu obok rozegrała się ciekawa scena walki, którą nagrałem. Z moich informacji wynika iż uczestnicy starcia mieszkają obecnie w bloku, w którym mieszka Isozaki - chan, być może nawet ona sama udziela im schronienia... Tak czy inaczej, Isozaki - chan także pojawiła się na miejscu, nieco ubrudziła rączki krwią, a ja wszystko udokumentowałem na zdjęciach. Błogosławiona technologia i pieniądze które mi ją dały! Dzięki tym dowodom mogę przedstawić moją - w tej chwili - najgorszą nemezis jako kogoś, kto jest w stanie zabić... Mmmhaha~
  Lewak - chan miała zacząć pracę od poniedziałku, jednakże zdecydowała się przyjść już w sobotę. Niezmiernie mnie to ucieszyło.
  Jednak nie uprzedzajmy faktów! xD (przepraszam - musiałam to napisać ^^")
  Moją poprzednią sekretarką była Yagiri Naime, była szefowa Yagiri Pharmaceutics - firmy gdzie nielegalnie przeszczepiano organy i wykonywano operacje plastyczne pod przykrywką firmy zajmującej się przemysłem kosmetycznym. Właśnie od Yagiri dostałem głowę Celty, ale teraz ta kobieta nie była mi potrzebna, więc ją zwolniłem. W drugiej kolejności udałem się na badania do szpitala, ale lekarze stwierdzili, że nie ma żadnych powodów do obaw! Ha! Shizuś się ucieszy!
  W sobotni ranek, koło godziny 6:00, zapukano do drzwi mojego biura. Akurat rozmyślałem nad tym czy powinienem zmienić opatrunek teraz, czy zaczekać na moją nową sekretarkę.
- Proszę~
  W drzwiach stanęła Ona.
  Zaczesała włosy w kok, umalowała się, założyła czarną koszulę z żabotem i ołówkową, czarną spódnicę. Na nóżki włożyła szpilki, a przez ramię przewiesiła elegancką, skórzaną torebkę... Voila! Rozbudziła moje zmysły~
- Witam, witam~ Jak ślicznie wyglądasz, Lewak - chan~
- Dzień dobry. - odpowiedziała mi zmieszana.
  Nigdy nie cieszyłem się tak bardzo na widok jednej osoby. Jej mimika twarzy i zachowanie... Bomba rozczulająca. A jej głos? Muzyka dla uszu~ Chodząca słodycz, a najlepsze jest to, że Lewak - chan próbuje zrobić ze mnie swojego ,,siostrzeńca". Chyba też ją rozczulam. Na razie jednak weszła i stanęła przed moim biurkiem nie wiedząc co ze sobą zrobić, co wyczytałem z jej komicznej twarzyczki. Z trudem powstrzymywałem się od śmiechu - nie chciałem jej urazić.
- Gdzie jest moje stanowisko pracy? - zapytała po angielsku.
  Nie wytrzymałem, musiałem się zaśmiać. Nie chodzi o to, co powiedziała, jej osoba sama z siebie wywołuje w mózgu sygnał do zwiększenia produkcji endorfin.
- Przepraszam... - powstrzymywałem chichot. - Wprawiasz mnie w niesamowicie dobry nastrój... A z resztą nieważne... Tam masz stół, rób przy nim co ci się żywnie podoba - tylko nie ruszaj tamtych planszy z pionkami, dobrze?
- Aaa! Dobrze. - dopiero teraz zobaczyła drugą część biura ze stołem i kanapą.
  Chyba zaskoczył ją też widok drugiego piętra z szafami na kartoteki i klasery. Usiadła przy zamkniętym laptopie, obok którego leżał telefon. Zaczęła coś zapisywać w notatniku wyjętym z torebki, a ja korzystając z tego, że do tej pory nie zwróciła uwagi na głowę Celty (która z resztą ciągle wodziła za nią wzrokiem) zasłoniłem ją książką.
- Na czym mniej więcej ma polegać moja praca? Wcześniej pracowałam w policji... Na patrolach.
- Rozumiem. Cóóóż... Odbierasz telefony, zapisujesz kto dzwonił, szukasz dla mnie różnych rzeczy, piszesz raporty, sprawozdania i tak daaalej... Zmienisz mi opatrunek?
- Pewnie.
  Wstałem i sięgnąłem po apteczkę. Niestety z tyłu głowy nadal miałem ogolone włosy, ale na szczęście zaczęły odrastać w zgodzie z zasklepiającą się raną. Usiadłem na kanapie, po przeciwnej stronie, a Lewak - chan podeszła do mnie i nachyliła się aby rozwiązać bandaż.  Zmieniła opatrunek i wrzuciła stary do kosza, a ja postanowiłem zacząć temat piątkowych walk na dachu sąsiadującego z moim wieżowcem bloku.
- Dziękuję. W sumie dobrze, że przyszłaś dzisiaj. Nie muszę czekać do poniedziałku...
- Czekać? Na co?
- No to, żeby pokazać ci kilka interesujących zdjęć, które udało mi się zrobić wczoraj.
- Co się stało?
- Grupa ludzi walczyła na dachu. Poczekaj, pokaże ci gdzie to było. - Wstałem i podszedłem do oszklonej ściany, a z kieszeni bluzy wiszącej na krześle wyciągnąłem małą lornetkę z noktowizorem. - Popatrz.
  Przytwierdziła przedmiot do oczu, starałem się wskazać jej odpowiedni dach. No i zobaczyła, co zobaczyć miała.
- Czy ta czerwona plama to krew?
- Owszem.
- Gangi?
- Obawiam się, że nie... - wyciągnąłem z szuflady wydrukowane fotografie - Tadaaa~!
  Przyglądała się kolejno każdemu ze zdjęć. Po kolei przeglądała je ze skupieniem.
- Widziałam grupę tych ludzi na ulicy... Myślałam, że to cosplay'erzy.
- A widzisz! Ale nie widziałaś jeszcze najlepszego!
- Czekaj, czekaj... Jesteś informatorem... A twoja praca wygląda trochę jak biuro śledcze...
  Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- Wiesz dlaczego cały ten wieżowiec należy do mnie? Dlatego, że z usług mojej firmy korzystają wszyscy... Policja, zwykli mieszkańcy, gangi... W całym mieście mam agentów, którzy zbierają informacje, każdy z nich pracuje nad jakąś sprawą, ale każda z nich musi najpierw przejść przez moje ręce. Ja decyduję kogo warto szpiegować. W końcu, gdybym pozwalał na przyjmowanie zleceń w stylu ,,podejrzewam męża o zdradę", prywatni detektywi nie mieliby co robić... Ale ja tylko obserwuję. Bez względu na to co odkryję, nie zgłaszam tego na policję, rozumiesz?
  Patrzyła na mnie jakby łączyła różne wątki.
- Czy to nie jest wspieranie przestępczości?
- Nie zawsze coś, co jest złe prawnie, jest złe dla obywateli... Na przykład, jesteś w biednej rodzinie, a jedynym źródłem utrzymania jest matka, która pracuje ,,na czarno". Jeden z moich agentów odkrywa to, więc twoja matka i jej pracodawca idą do więzienia. Czy to w porządku w stosunku do dzieci?
  Westchnęła.
- Masz rację... To co jeszcze mam zobaczyć?
  Zadowolony z przekonania do swoich racji kolejnej osoby sięgnąłem do ostatniej szuflady biurka i wyciągnąłem zdjęcie, na którym Isozaki - chan wbija jakiś bliżej nieokreślony kształtem przedmiot w pierś jednego z uczestników walki. Przybrałem poważny wyraz twarzy i wręczyłem jej fotografię. Milczała. Na jej twarzy widziałem przeplatające się oburzenie, niedowierzanie i szok. Niebieski sweterek, który był dosyć charakterystyczną częścią ubioru mojej nemezis nieco zaplamił się krwią... A wszystko uwiecznione na fotografii.
- To fotomontaż... Kamila nie zrobiłaby czegoś takiego... Nie wieże...
- Kiedy ostatnio z nią rozmawiałaś?
- Dawno... Pisałam z nią maile, ale od jakiegoś czasu nie odpisuje na moje wiadomości... Wczoraj oddałam telefon do naprawy, uznałam, że może być coś nie tak z połączeniem sieciowym.
- Rozumiem... Czyli nie wiesz, co się z nią teraz dzieje... Ludzie się zmieniają... Ty też nie jesteś taka jak pięć lat temu, prawda? To normalny proces.
- Nie... Kamila nie mogła się zmienić... Ona przecież... To wszystko co razem przeszłyśmy...
- Wierz mi, ja też wiele przeszedłem...
- I dlatego uprzykrzasz życie jej chłopakowi? Może to przez ciebie się taka stała?
  Wytoczyła ostre argumenty. I to jak ostre. Odwróciłem krzesło i opadłem na nie. Powiedzieć jej prawdę? Zdradzić jej motywy? Nikomu... Nikomu nigdy nie mówiłem co mną kierowało. Zawsze kłamałem, ale dlaczego teraz mam wrażenie, że powinienem powiedzieć prawdę? Może to przez wdzięczność za uratowanie życia...?
- Więc wiesz o mojej nienawiści do Heiwajimy Shizua?
- Tak... Kamila trochę mi o tobie napisała.
  Westchnąłem... Jednak po chwili uświadomiłem sobie, że nawet gdybym powiedział prawdę, to nikt w nią nie uwierzy. Ale jeśli ona uwierzy, to będzie mi współczuła. To u kobiet normalne. A Lewak - chan należała do kobiet emocjonalnych.
- Gadaj! - zniecierpliwiła się.
  Stała przede mną na tle panoramy Ikebukuro. Stanowcza, pewna siebie, seksowna... Uległem jej urokowi.
- Wszystko zaczęło się kiedy miałem 12 lat. Ojciec często nie wracał do domu o właściwej porze. Czasami nie wracał na noc. Martwiłem się, ale dziwiło mnie, że matka nic sobie z tego nie robi. Zawsze była surowa i wymagająca. Chciała żebyśmy odnieśli sukces. Ja i moje młodsze siostry. Pewnego dnia nie poszedłem do szkoły. Postanowiłem śledzić ojca i odkryłem, że spotyka się z jakąś inną kobietą...
- Zdradzał twoją matkę?
- Tak... Byłem wściekły i załamany. Opuściłem cały tydzień szkoły, żeby go śledzić i zebrać dowody. Nie chciałem pochopnie wyciągać wniosków. Ale wszystko na próżno...
- Jak to?
- Mama wiedziała... Pozwalała mu... Co więcej... Tamta kobieta płaciła tacie... Okazało się, że w cale nie mamy pieniędzy, a same długi. Tamta kobieta okryła hańbą moją rodzinę... Utrzymywała nas, zrobiła z mojego ojca... - urwałem.
  Musiałem. Napięcie, które we mnie wzrastało niemal już osiągnęło poziom krytyczny. Nikomu o tym nie mówiłem. Nikomu. Dusiłem to w sobie przez tyle lat...
- Matka zabroniła o tym mówić. Mówiła, żebym się nie przejmował. Że mam się uczyć, żeby nie skończyć jak oni... A potem, potem okazało się, że ojciec ma tej... tej szmacie płacić alimenty...
- C-co?! Jak to?!
- Zaszła w ciążę...
  Nie byłem w stanie powiedzieć nic więcej. Schowałem twarz w dłoniach i poczułem na nich wilgotne łzy.
- Ale co to ma do tego faceta?! Do chłopaka Kamili?!
- ON JEST TYM BACHOREM!!! - krzyknąłem łapiąc ją gwałtownie za ramiona i przyciskając do szyby. - ... Jego matka... Heiwajima Mitsura... Doprowadziła mojego ojca do samobójstwa... A na nas spadły jego długi... Miał je nawet u Yakuzy...
  Puściłem ją i sam oparłem się o szybę. Powoli zsunąłem się na podłogę załamując ręce.
- Trafiliśmy do jednego liceum, więc postanowiłem się zemścić... Mitsura kocha swojego synusia-mutanta. Dlatego zabiję go... Zabiję, żeby wiedziała jak ja cierpiałem, jak wszyscy cierpieliśmy...
  Uklękła obok mnie. Patrzyłem na nią wyczekując na jej reakcję. Wpatrywała się we mnie badawczym wzrokiem. Nie była głupia. Badała, badała czy nie kłamię... Ale wszystko to było najszczerszą prawdą. Podała mi chusteczkę higieniczną.
- Dmuchaj.
  Siedzieliśmy chwilę pod oknem, na tle pięknej panoramy miasta, które już tętniło swoim zwyczajnym życiem.
- Jesteś dupkiem... I to szalonym. Powinieneś się leczyć, wiesz?
- Nie chcę. Lekarze mi nie pomogą... Grunt, że spłaciłem długi ojca, teraz została tylko zemsta. Już prawie go miałem... Ale pojawiła się ta twoja Kamila i wszytko popsuła...
- Ten facet nie jest niczemu winien. Tylko wpędziłeś go w nerwicę. On cię nienawidzi.
- Mam to gdzieś...
- Orihara - kun... Jeszcze nie jest za późno, żeby z tego wyjść...
  Uśmiechnąłem się pod nosem. Wszystko było tak, jak przewidziałem.
- Siedzę w tym bagnie po same uszy...
- Zatem... Złapię cię za nos.
  Uczyniła, co powiedziała, a ja uśmiechnąłem się do siebie, a w mojej klatce piersiowej pojawiło się dziwne ciepło.
- Ale ostrzegam... Jesteś jedyną osobą, która mi ufa...

~

  KONIEC~!
  Mam nadzieję, że się wam podobało~! ;) Do zobaczenia kochani!

  P.S. Pierwotnie dialogi miały być po angielsku, ale uznałam, że to bez sensu, hah...~

piątek, 3 października 2014

PREZENT DLA DOMINIKI~!

  Moja kochana Nishiwaki - jako, że przełamałaś ciszę komentarzową, która ostudzała mój zapał i chęć do pisania, otrzymasz nagrodę~! Jaką??? Ano zaraz zobaczysz jaką~! Nie bój się patrzeć na to co jest niżej, to wraz mojej wdzięczności! A teraz oficjalnie:

- Szanowna Dominiko, oto mianuję cię Samozwańczą Komentatorką Przeplatanki Animowej! Przyjmij oto moje szczere wyrazy uznania w postaci tej skromnej nagrody:

★

★

(╯°□°)╯︵ ┻━┻

(ノ ゜Д゜)ノ ︵ ┻━┻

(ノ ゜Д゜)ノ ︵ ┻━┻

  





  Oto twoja nagroda~! Mała galeryjka zdjęć cosplayerskich Izayii Orihary zaczerpnięta z bloga: http://drrrcosplay.tumblr.com/
  Wiem, że ci się podoba~
  Do zobaczenia ludziska! Zachęcam do komentowania~! 
  Katsumi ;)

P.S. JEST PONAD 2000 WYŚWIETLEŃ~! Arigato gozaimasu~!

środa, 1 października 2014

Rozdział 17

  Fay patrzył na mnie przez chwilę jakby plątał się we własnych myślach. Po chwili westchną, na jego twarzy wymalował się grymas smutku.
- Wybacz mi... Nie mogę ci powiedzieć. Nikomu nie mogę.
  Zirytowałam się.
- Dlaczego ukrywasz swoją prawdziwą naturę? Czy twoi przyjaciele nie zasługują na to by znać prawdę?
- To nie są moi przyjaciele. Nie wolno mi się z nikim wiązać, w żaden sposób.
- Fay... - wycedziłam opanowując emocje. - Bez względu na to gdzie i z kim się znajdziesz, będziesz się do tej osoby przyzwyczajał, przywiązywał.  To, że jesteś magiem z innego świata, nie znaczy, że jesteś innym człowiekiem niż ja, czy ktokolwiek inny w moim świecie. To co robisz tylko wpędzi cię w depresję. Wiem co mówię. też kiedyś izolowałam się od ludzi i do niczego dobrego to nie doprowadziło.
- Kamilo... Mam tego świadomość.
- Dobra, nie szanujesz siebie, ale pomyśl o innych! Nie pomyślałeś, że możesz ranić kogoś zachowując się w ten sposób? Nie wiem jak jest w twoim świecie, ale u mnie to się nazywa dwulicowość!
  Chyba udało mi się wzbudzić w nim trochę poczucia winy, zwiesił głowę i zacisną pięści. Zaraz podniósł wzrok i powiedział:
- Dziękuję za twoją troskę, ale jestem już dorosły, moi towarzysze też. Myślę, że najlepiej będzie jeśli ty zajmiesz się swoimi, a my swoimi sprawami.
  Myślałam, że zaraz wybuchnę. Pchnięta emocjami uderzyłam go otwartą dłonią w policzek.
- Myślisz, że mi nie zależy żebyście znaleźli to cholerne pióro?! Że nie przeżywam tego co się z wami dzieje?! Że nie angażuje się emocjonalnie?! Martwię się o was! Myślę, że zasługuję na odrobinę szczerości! - wyszłam z łazienki zła i obrażona.
  Kurogane chciał coś powiedzieć, ale rzuciłam mu gniewne spojrzenie. Uznał, że lepiej się nie odzywać. Zarządziłam spanie. Samuraj próbował szeptem dowiedzieć się o co nam poszło, ale go uciszyłam. Próbowałam zasnąć, jednak pół nocy wierciłam się w pościeli.
  Cały tydzień chodziłam rozdrażniona. Heiwajima nabrał nawyku nawiedzania mnie podczas przerw w pracy, ale nawet jego obecność zaczęła mnie trochę przytłaczać. Stres i schematyczność każdego dnia doprowadzały mnie do szału, na dodatek nie wiedziałam co się dzieje z Oriharą. Fay uparcie udawał, że nic się nie stało, próbował być wesołym i pogodnym sobą ale spławiałam go i ignorowałam jego wygłupy. Nareszcie jednak nadszedł błogosławiony piątek. Stwierdziłam, że powinnam się trochę odprężyć i weszłam do najbliższej kafejki internetowej o nazwie NetCaffé. Weszłam na chat aby wypłakać się przyjaciółce, może tym razem odpisze...? Niestety tak się nie stało, nie odpowiadali nawet znajomi ze starej pracy. Nie ma to jak czuć się osamotnionym w środku kilkumilionowego miasta... Nagle w pokoju chatu pojawił się niejaki Setton:

Setton: Dzień dobry.
Katsus: Dobry...

  Nie ma to jak czytający w myślach nieznajomy rozmówca!
Zawsze możesz się wypłakać!

Setton: Coś cię martwi?
Katsus: Wiele rzeczy... Zbyt wiele jak na moją biedną głowę.
Setton: To zrozumiałe, nikt nie ma lekko.
Katsus: Tak, ale nie każdy ma problem z prześladowcą i lokatorami... No i żaden znajomy się nie odzywa, nawet rodzina.

 Nastała chwila ciszy.

Setton: Przepraszam... Kamila? To ty?
Katsus: Tak... A ty to kto?
Setton: Celty. Gdzie jesteś?

  Jezu, zapomniałam o Celty. Nordycki kosiarz jako jedyny o mnie pamięta...? 

Katsus: Jestem w NetCaffé w Shinjuku.
Setton: Zaraz po ciebie będę. Wyjdź na ulicę.

  - Setton opóścił pokój -
  - Czatroom jest pusty - 

  Wyszłam z budynku i zaczęłam wypatrywać czarnego motoru. Boziu, chociaż na Celty mogłam liczyć... Nigdy bym się nie spodziewała, że będę pragnęła przyjaźni demonicy. Chociaż... Trudno ją sklasyfikować... Kiedy tak stałam na ulicy nagle zaczęłam zastanawiać się dlaczego interesują się mną raptem trzy osoby: Celty, Heiwajima i Sebastian. No tak! O nim nie wspomniałam. Otóż cały ten tydzień starał się jakoś spotkać ze mną sam na sam, ale za każdym razem kiedy się pojawiał, Heiwajima już był na miejscu. To było dziwne, a mój chłopak w cale nie ukrywał zazdrości i co chwila dopytywał się czy mnie nie nawiedza. Nie mam pojęcia co nagle ugryzło Michaelisa, ale mam niepokojące przeczucie, że mogłam wpaść mu w oko. W tedy to dopiero byłaby wojna w Tokio...
  Pojawiła się! Zatrzymała się przy krawężniku i rzuciła mi drugi kask. Ewidentnie chciała mnie gdzieś zabrać. O nic nie pytając nałożyłam smolisty hełm i usiadłam za nią. Przywitałam się tylko i zapytałam zapinając kask pod brodą:
- Dokąd jedziemy?
  Zaraz wyświetliła na ekranie odpowiedź.
  ,,Do twoich lokatorów. Są w niebezpieczeństwie i tylko ty możesz ją powstrzymać. Kazała po ciebie pojechać."
  ,,Ją"? Jaką znowu ,,Ją"?
  Zanim zadałam to pytanie przód motoru uniósł się niczym koń stający dęba, a w powietrzu rozniosło się echo rżenia. Zupełnie jakby głos zwierzęcia dochodził z zaświatów. Objęłam Celty w pasie i patrzyłam na zamazane obrazy, które mijałyśmy.
  Podczas jazdy zastanawiałam się o co może chodzić z tą tajemniczą postacią, która życzyła sobie mnie przywieźć. Mam nadzieję, że to nie jest kolejna istota obdarzona paranormalnymi mocami, która oświadczy mi, że mam jakieś ważne zadanie do wykonania... Dlaczego właśnie ja? Dlaczego nie Heiwajima, Simon, albo ktokolwiek inny tylko nie ja? Czy będzie mi jeszcze dane zaznać spokoju? Jak nie praca i pogoń za pieniądzem, to tajemnicze postaci chcące mnie zabić... Ciekawe jakim sposobem Celty wytropiła mnie na chatcie... Może demony mają coś takiego w standardzie?
  W końcu po niedługim czasie dotarłyśmy na miejsce. Zsiadłam powoli z maszyny, nieco oszołomiona, a dullahan tymczasem zaparkował wierzchowca za kontenerem w ciemnej uliczce. Spojrzałam na drugą stronę ulicy, a tam wznosił się wysoki budynek, w którym mieściło się biuro Orihary Izayii... Bliskość tego budynku nie wróżyła niczego dobrego.
- Muszę jej jeszcze powiedzieć, że walczą z demonem podobnym do mnie...
  Usłyszałam poddenerwowany, niezwykle kobiecy głos dochodzący zza mnie. Popatrzyłam pytająco na Celty.
- Mówiłaś coś?
  Przestała pisać na klawiaturze telefonu i kask - niby głowa - uniósł się i znowu usłyszałam ten sam głos. Tylko w intonacji rosnącej.
- Ja? Słyszysz mnie?
- Tak... - aż się uśmiechnęłam. - Mokona musi być blisko. Jednym z jej ukrytych talentów jest tłumaczenie mowy wszystkich istot tak, by każdy się z każdym zrozumiał.
- Niesamowite... W każdym razie, lepiej już chodźmy.
  Złapała mnie za rękę i wbiegłyśmy w ciemną uliczkę gdzie przy ścianie bloku pięły się metalowe schody prowadzące aż na dach. Zaczęłyśmy się wspinać, w międzyczasie dopytałam się Celty kim jest przeciwnik.
- To demon, bardzo wygłodzony. Drugi jest młodszy ale i silny. Nie jestem w stanie sobie poradzić z nimi oboma dlatego wezwałam pomoc. Wszyscy walczą o dostęp do jakiegoś cennego pióra.
  Przytaknęłam ze zrozumieniem. Czyli to ta istota, która wcześniej spowodowała u Syaorana kontuzję kostki. Wkroczyłyśmy na dach i ujrzałam obraz walki.
  Kobieta w obcisłym kombinezonie motocyklowym i kasku robiła uniki przed mieczem Kurogane i zwinnymi ciosami Fay'a, księżniczka Sakura siedziała blisko krawędzi z rękami przyłożonymi do serca, a Syaoran odciągał od niej drugą postać... Postać dzieciaka. Tego samego dzieciaka, którego spotkałam pewnego dnia w metrze. Chwilkę... Jak mu było na imię... A! Ciel! A z koro to Ciel, to ową demonicą musi być Sabine.


Krótka analiza mojej obecnej sytuacji:

1. Mam powstrzymać demony.
2. Jeden z demonów jest siostrą mojego kolegi z pracy.
3. On też jest demonem.
4. Nagłe zainteresowanie Sebastiana może być spowodowane głodem.
5. W mieszkaniu braci Belschmidtów prawdopodobnie któreś z nich mieszało mi w głowie.

  Kask podarowany mi przez Celty nagle zmienił kształt. Zdziwiona dostrzegłam, że był to teraz krzyż z ostro zakończonymi ramionami i trzonem. Popatrzyłam na nią pytająco.
- Cóż. Możesz odprawić jakiś egzorcyzm. Krzyż się przyda... Tak myślę.
- ... Ehm... Egzorcyzm?
- Chyba jakiś znasz. Jesteś chrześcijanką, prawda?
- No, no tak... Chwilkę... No tak, jeden pamiętam...
- No to ruszaj.
- Jesteś pewna...? A jeśli tobie coś się stanie?
- Odwróć najpierw ich uwagę, a ja zabiorę twoich przyjaciół na dół.
- Łatwo powiedzieć! Jak mam to zrobić?
- Zaatakuj tą kobietę, jest słabsza. Jeśli tego nie zrobisz to oni zginą...
  Popatrzyłam na walczących. Przebyli tak długą drogę... Determinacja z jaką Syaoran przeciwstawiał się silniejszemu przeciwnikowi wzbudziła mój podziw. Z koro archeolog może, to dentystka też... Zacisnęłam mocno dłonie na trzonku krzyża i zaczęłam biec w kierunku Sabine. Jak najciszej, czułam jak serce podskakuje mi do gardła, jak krew pulsuje w żyłach. Już nie mogłam się cofnąć. Fay zobaczył mnie kiedy byłam tuż za demonicą.
- Nie...! - krzykną.
  Tym samym ostrzegł przeciwniczkę, ta odwróciła się, lecz byłam na tyle blisko by wziąć zamach i uderzyć ją ramieniem krzyża w kask, który pękł i upadł na ziemię. Demonica cofnęła się o krok, patrzyła na mnie czujnymi, błyskającymi fuksją oczami. Poczułam ten przypływ adrenaliny i wcisnęłam ostrą nasadę swej broni w klatkę piersiową potwora i agresywnym szarpnięciem wyciągnęłam ją z jej ciała...
  Krew... Krew trysnęła z tętnicy oblewając całą moją twarz, ręce i ubranie. Stanęłam oszołomiona i patrzyłam na spokojne oblicze demona. Stałam twarzą w twarz z okrutną bestią, która mogła w każdej chwili mnie uśmiercić. Mając czarny krzyż nad sobą impulsywnie jeszcze raz zatopiłam trzonek w ciele przeciwniczki, która tylko skrzywiła się z bólu i nieco zgięła... Dotarło do mnie co zrobiłam. I co ja sobie myślałam? Nic! Nie myślałam! Dałam się ponieść, a teraz zginę! Trzęsącymi się rękoma nadal trzymałam oręż i patrzyłam w oczy, które nagle złagodniały. Rysy twarzy zmieniły się, stały się bardziej męskie. Stałam przed Sebastianem...
- Powiedz... Jak to jest po raz pierwszy zatopić w kimś ostrze?
  Puściłam się i cofnęłam kilka kroków.
- Sebastianie! - usłyszałam krzyk dzieciaka. - Na co czekasz?! Dlaczego ona jeszcze żyje?!
  O nie... Chwila... Miałam coś zrobić, tak, ale co? Coś powiedzieć? Powiedzieć. Ale co? Co mam powiedzieć?! Egzorcyzm!
- ,,Żywy płomieniu niepokalanego serca Maryji oślepiaj szatana"! - krzyknęłam, a potem powtórzyłam to zdanie jeszcze kilka razy cofając się ostrożnie do tyłu. Obserwowałam ich uważnie, nie stało się nic spektakularnego, jedyne co, to zauważyłam, że ich oczy zaszły mgłą.
- Sebastianie! Sebastianie?! Co się dzieje?!
- Spokojnie, paniczu. To tylko egzorcyzm oślepiający.
- Sebastianie pomóż mi!
- Niestety nie widzę cię, paniczu.
  Nie rozumiałam dlaczego uśmiechał się odpowiadając na pytania Ciela. Chłopiec miotał się po dachu, a recepcjonista stał spokojnie i patrzył przed siebie. Czy ja go rozśmieszyłam? Co go tak bawiło? Nie wiedziałam co powinnam zrobić, zaraz jednak ktoś chwycił mnie za ramię. Odwróciłam się, to była Celty.
- Szybko, na dół!
  Zbiegła ze mną po schodach, gdzie czekała już reszta drużyny. Księżniczka łkała w ramionach młodego archeologa, który patrzył na mnie z wdzięcznością, Kurogane skłonił się nisko dziękując, a Fay zdjął z siebie płaszcz i mnie nim otulił.
- Mokona tak się cieszy~! Mokona i przyjaciele uratowani~! Mokya~! - stworzonko wskoczyło mi na ręce i zaczęło wycierać mi twarz chusteczką. - Bohaterka~!
  Uśmiechnęłam się słabo. Fay unikał mojego spojrzenia ze smętną miną, a Syaoran uśmiechną się pewnie.
- Nie martw się. Już jutro zdobędziemy pióro.
  Ucieszyły mnie dobre wieści.
- Wiecie gdzie jest?! Naprawdę?!
  Kurogane wskazał na wysoki, oszklony budynek.
- Mokona tam wyczuła pióro. To jest nasz cel.
  Momentalnie poczułam jak ziemia pęka mi pod stopami. Wskazał bowiem, na biuro Orihary Izayii.

~

  Konnichiwa~!
  Nareszcie napisałam~!
  Wiem, wiem, jesteście pewnie zirytowani, ale mam nadzieję, że wydarzenia ukazane w tym rozdziale zrekompensują wam, wasze dłuuuugie oczekiwania! Niestety nie wiem kiedy ukarze się rozdział 18, ale sama mam nadzieję, że jak najprędzej! *^^*

P.S. Ten egzorcyzm dostałam od księdza proboszcza na wizycie duszpasterskiej, żeby nie było xDDD (chcą mnie egzorcyzmować *3*)

DO ZOBACZENIA!!!

Sebastian Michaelis <3

  

Wracam!!!

  Cześć i czołem! Wybaczcie moją nieobecność, obiecałam dodać notkę, ale niestety liceum mnie nie oszczędza :( Niby poszłam do przeciętnej szkoły, a okazało się, że poziom ma wysoki i trochę tego mam na głowie... No i zaczęłam naukę języka japońskiego w szkole językowej, więc mam co robić :3 Ale nie martwcie się, nadal pisze w zeszycie ciąg dalszy i nie zamierzam opuszczać bloga!!!
  Hmm... Co powinnam jeszcze powiedzieć...? A! No tak!
  Możliwe, że dzisiaj uda mi się dodać 17 rozdział, ale jeszcze zobaczę jak to będzie ^^
  Papaaa~!
  Katsumi :3
Jack Frost & jego siostra :3