środa, 31 grudnia 2014

Happy New Year! + Rozdział 20

  Witajcie kochani!
  Mam nadzieję, że miło spędzicie Sylwestra i Nowy Rok – ja jeszcze nie wiem do końca jak to będzie… :/ Pewnie większość z was spędzi ten czas przed komputerem nie mając gdzie się podziać, albo z rodziną – ale nie życzę tego nikomu (w sensie ślęczenia przed kompem xD Z rodziną czasem fajnie się bawić.) : Jak macie okazję to wbijajcie się do kumpli~! Grunt to poczuć ten kliman kończącego się roku!
  Moje postanowienia? Mam jedno takie noworoczne… Rozwijać rysowanie! Ostatnio kilka osób stwierdziło, że ,,cheetuję" kartki papieru i ołówek xD No aż tak dobra to nie jestem – naprawdę. Ale jakby ktoś chciał zobaczyć twory tego mojego „oprogramowania w ręce” to zapraszam na moje konto na DeviantART: 

mintraspberry.deviantart.com

  Teraz przejdźmy do życzeń:
  DUŻO zdrówka, dużo weny twórczej, żebyście rozwijali swoje pasje i talenty (nie mówcie mi tylko, że ich nie macie, bo tak nie jest! Każdy ma dar – tylko nie zawsze łatwo go dostrzec), oby nadchodzący rok 2015 był owocny w szkole, w pracy itd. Żebyście znaleźli/utrzymali przyjaźnie i oby ten 2015 rok okazał się ubogi w smutki.
  Przepraszam też, że nie składałam życzeń bożonarodzeniowych, ale miałam tyle roboty w domu przed Wigilią, że chyba nie trzeba pisać – no i nie każdy te święta obchodzi… (Pozdrawiam niewierzących! Naprawdę nic do was nie mam ludzie ;D)

 A teraz – z koro życzenia są już za nami: PORA NA ROZDZIAŁ 20~!

~


  W tamtej sytuacji nie wiedziałam co zrobić. Jakoś tak samoistnie i po ludzku zaproponowałam pomoc Oriharze. Pomyślałam, że byłabym w stanie wyrwać go z tego wszystkiego, naprawdę chciałam żeby przestał myśleć o zemście i zajął się normalnym życiem. Miał niezwykle trudną przeszłość, nie dziwne, że zrobiło mi się go żal… Postanowiłam zabrać go na spacer, tylko że nie znałam Tokio na tyle dobrze… Zatem zaproponowałam aby mnie oprowadził po kilku miejscach.

- Zaczniemy może od ulicy Sunshine? Jest tam Animate, kino, niedaleko park – dosyć przyjemne miejsce.

  W jego głosie coś się zmieniło. Chował opatrunek pod kapturem, więc ciężko mi było zobaczyć jego wyraz twarzy z profilu. Udało mi się jedynie przelotnie dojrzeć nostalgiczny uśmiech zdobiący jego drobne usta.

- Wszystko w porządku? – Zapytałam.

- Tak… - Chciał coś dopowiedzieć, ale najwyraźniej zrezygnował.

- A co jest w tym parku?

- Fontanna, pomnik sowy… Właśnie tam często się umawiają ludzie. Jest charakterystyczny dla Ikebukuro jak pomnik psa Hachiko przy stacji Shinjuku. Jakbyś się kiedyś zgubiła to szukaj tego pomnika. Tam zawsze ktoś jest w pobliżu.

- Słyszałam o tym piesku. Nawet chyba oglądałam film…

- Też go widziałem, bardzo wzruszający.

  Szliśmy obok siebie mijani przez wielu innych, szarych przechodniów. Nie rozmawialiśmy przez cały czas, jakoś tak w momentach ciszy robiło mi się dziwnie. Szliśmy we dwoje, jeszcze ja się tak odstroiłam do pracy… Może tak się cieszył, bo wyglądaliśmy jak… Para…? Zaraz poczułam się bardziej nieswojo. Poczułam jak moje policzki rozgrzewają się i automatycznie jakoś tak się spięłam.

- Wszystko w porządku, Lewak – chan? – Zapytał patrząc na mnie skośnymi oczkami jednocześnie przechylając głowę w bok.

  Wyglądał tak uroczo…

- … Tak. – Skłamałam. – Dlaczego pytasz?

  Uśmiechną się łagodnie.

- Może masz ochotę na film? Już weszło do naszych kin „El Mundo del Amore”, podobno warto obejrzeć.

  On sobie chyba ze mnie jaja robił… Wiedział dlaczego tak się zachowuje… Cholera jasna…

- Sam jesteś Mundo, idziemy zwiedzać?

  Zachichotał trzymając ręce w kieszeniach.

- Jesteś naprawdę urocza, Lewak - chan.

  Poczułam jak coś we mnie wzbiera, jakby fala wrzącej wody, albo raczej która dopiero za chwilę ma przekroczyć granicę 100 stopni Celsjusza. Tak… Jeszcze raz coś palnie, a z uszu wydostanie mi się para i zacznę piszczeć jak czajnik!

- T-to NIE JEST randka. – podkreśliłam idąc dalej zamaszystym krokiem.

- Doprawdy~?

- Zamknij się!

  Zaczął się śmiać, ale nagle usłyszałam gwizd, tuż za sobą. I faktycznie dźwięk gwizdka był zwrócony do nas. Odwróciłam się, a niedaleko od nas, w cieniu budynku stał policjant. Zaraz zapragnęłam żeby tam został – otóż kiedy wyszedł z owego cienia zobaczyłam jego przystojne rysy twarzy, białe włosy, a tęczówki w jego oczach były bordowe…

- Orihara Izaya, jesteś aresztowany.

  Mój szef popatrzył zdziwiony na funkcjonariusza.

- Tak? A pod jakim zarzutem, jeśli można wiedzieć?

  Mężczyzna wyjął kajdanki i zapiął je na nadgarstkach mojego dotychczasowego towarzysza.

- Spokooojnie. Możemy trzymać cię na posterunku bez podania zarzutów przez najbliższe 42 godziny. Oczywiście masz prawo zachować milczenie, w przeciwnym wypadku wszystko co powiesz może być użyte przeciwko tobie.

- Oczywiście, Panie Władzo. – Odburkną ironicznie.

- Morda w kubeł, kłamco jeden…

  Zaraz Orihara znalazł się we wnętrzu radiowozu, który stał nieopodal. Samochód ruszył pozostawiając przystojnego… Ekhem… Policjanta na chodniku. Zaraz z uśmiechem zawołał ludzi stojących po drugiej stronie drogi. Ubrani byli w dosyć nietypowe stroje. Wyglądali niezwykle podobnie do ludzi, których Orihara pokazał mi wcześniej na zdjęciach. Wymienili kilka słów i zbiegli w dół ulicy, a ja stałam patrząc się kompletnie skołowana sytuacją. Na dodatek ten funkcjonariusz był zbyt ładny i jeszcze podszedł do mnie pokazując odznakę.

- Podporucznik Gilbert Belschmidt. Pani jest za pewne tą detektyw: Leną Lewak. Proszę się nie obawiać, pani śledztwo nie ucierpi. Pomagam tylko znajomym znajomej załatwić pewną sprawę.

- Jak to nie wpłynie…? Przecież…!

- Spokojnie, nie będziemy go trzymać tak długo. Wypuszczę go jak tylko ci ludzie załatwią swoją sprawę. Działam na polecenie pani przyjaciółki. Będzie miała jeden problem mniej.

  Odetchnęłam z ulgą.

- Nie rozumiem jednej rzeczy – Prawie jej pan nie zna, dlaczego jej pan pomaga?

  Poprawił czapkę i spojrzał uprzejmym wzrokiem.

- Jestem dobrym człowiekiem, tak myślę. Gdyby pani czegoś potrzebowała… - Wręczył mi swoją wizytówkę. – Będziemy w kontakcie.

- Oczywiście, dziękuję… Czyli z panem mam współpracować, tak?

- O ile mnie pani zechce.

  Uśmiechną się zniewalająco i odwrócił się na pięcie. Przeszedł kilka kroków zostawiając mnie przejętą i lekko zawstydzoną wrażeniem jakie na mnie wywołał – kiedy nagle potkną się o wystającą płytę chodnikową wydając przy tym zabawne chrząknięcie. Nie mogłam powstrzymać śmiechu. Zaraz zakryłam usta dłońmi, a pan Belschmidt  odwrócił się lekko zawstydzony.

- Do widzenia…

- Do widzenia. – tłumiłam chichot.

  Odszedł powoli i wyglądał jakby mówił po drodze coś do siebie i uderzył się w czoło, a ja rozbawiona stałam i patrzyłam jak znika pośród tłumu przechodniów. Dopiero po chwili zrozumiałam, że zostałam sama w środku Tokio…

- - -

- Dlaczego nie mówiłaś, że nie umiesz pływać?!

  Heiwajimę wzięło na wyrzuty sumienia. Nie przewidział, że mogę nie wypłynąć na powierzchnię o własnych siłach.

- Nie wiedziałam, że rzucisz mnie w morze…

- Mogłem cię zabić! Dlaczego ja tak nie myślę?! Jestem jak zwykle do dupy! – Kopną z impetem w piach i odszedł od koców.

  Było mi go żal… Chciałam za nim pójść, ale nie miałam jeszcze siły żeby wstać i się nie wywrócić. Kishitani westchną i poprawił okulary na nosie. Widać było, że też się martwił.

- Chyba było wam bez nas dobrze… Niepotrzebnie namawiałem go, żeby was śledzić…

  Celty pacnęła go po głowie.

- Dobra, dobra, rozumiem. Już do niego idę.

  Nigdy nie zrozumiem jak to jest, że on ją rozumie bez wspomagania się telefonem. Może to jeden z przywilejów prawdziwej miłości? W każdym razie odszedł od nas, a Celty przysunęła się do mnie i objęła mnie ramieniem. Patrzyłam na nią szczelnie otulona ręcznikiem… W zasadzie to wpatrywałam się w czarny dym wydobywający się z szyi.

- Miło, że wpadli, szkoda tylko, że teraz zrobiła nam się przykra sytuacja…

  Demonica jakby westchnęła. Przytuliła mnie do siebie mocniej jak by to uczyniła przyjaciółka. Ciepło i bliskość serca, to było coś czego mi bardzo brakowało… Zwłaszcza, że były osadzone w miękkiej piersi. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w szum fal łagodnie obmywających brzeg. Nie potrwało to długo, gdyż zaraz moja nowa przyjaciółka żywo szturchnęła mnie i wskazała dłonią na chłopaków rozmawiających dalej przy wodzie. Heiwajima stał zgarbiony i smutny. Spoglądał na mnie z półprofilu z jawnym bólem wypisanym na twarzy. Tyłem do nas odwrócony był Kishitani, który starał się go pocieszyć rozmową i poklepywaniem po ramieniu. Obaj w rozpiętych koszulach i z włosami targanymi wiatrem.

- Boże… Co ja narobiłam… Obwinia się teraz przez moją nieporadność…
  Celty pchnęła mnie lekko do przodu, aby jasno zakomunikować hasło „Idź do niego”. Tak też zrobiłam. Wstałam i poprawiając ręcznik podeszłam do Kishitaniego, który widząc mnie odszedł bez słowa. Stanęłam na jego miejscu patrząc prosto w kasztanowe oczy mojego ukochanego… Nie wiedziałam co powiedzieć. W milczeniu patrzyłam na jego twarz i rozwianą, mokrą czuprynę. Wyglądał niewiarygodnie dobrze – w przeciwieństwie do mnie. Pospolitej, brązowowłosej kobietki z poczochraną, mokrą głową.
- Nie wiem co bym zrobił, gdybym cię stracił…
  Nagle odezwał się powoli. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam łzy w kącikach oczu człowieka, który uchodzi za najsilniejszą osobę w Ikebukuro, a może i nawet w całym Tokio. Pomyśleć, że jeszcze tego samego dnia rano mogłam pomyśleć: „Że też głupia się zakochałam!”. Ogarną mnie wstyd, a jednocześnie wstręt do samej siebie.

  „Jak mogłam być taka samolubna…?”

  Skłoniłam się przed nim aż do pasa. Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju. Zaczęłam mówić cicho wpatrując się w piasek podmywany przez koleją morską falę.

- Przepraszam… Naprawdę mi przykro… Ja po prostu nie daję rady… Nie chodzi o pływanie, ale o to co myślałam pod prysznicem… Chciałam wracać… Przepraszam… - Łzy same pociekły mi z oczu, wyprostowałam się patrząc na niego z twarzą tak żałosną, jak tylko się dało. – Już nigdy więcej nie będę taka samolubna… Wybacz mi…

  Stał chwilę zaskoczony nie wiedząc co powiedzieć. Najwyraźniej nie spodziewał się takiej reakcji z mojej strony. Zaraz jego usta rozciągnęły się w łagodnym uśmiechu. Otarł dłonią słone łzy spływające po policzkach i nachylił ku mnie.

- Wybaczam.

  Jego dłonie przesunęły się z policzków na ramiona, z których gwałtownym ruchem zrzuciłam ręcznik. Nie mogłam już dłużej czekać. Nabrałam powietrza w płuca, objęłam go mocno i wpiłam się namiętnie w jego wargi. W jednej chwili poczułam nowe, zupełnie inne uczucie, jakim było rosnące pożądanie bliskości mężczyzny. Pocałunek był co prawda nieporadny, miałam wrażenie, że oboje robimy to po raz pierwszy, a jednocześnie wypełniała go taka słodycz i uczucie jakiej nie da się opisać. Odwzajemniając pocałunki ścisnęłam dłońmi jego koszulę, zaś Heiwajima jedną ręką ściskał i miętosił ramie, a palce drugiej dłoni wplótł w moje wilgotne włosy. W krótkich przerwach między pocałunkami szybko łapałam powietrze i łapczywie dosięgałam ponownie jego ust. Czułam się taka nienasycona, taka spragniona, a jednocześnie zatracona w tym co robiłam.

  Jego ciepły oddech, bliskość ciała, chłodna bryza, ciche westchnienia, dotyk, to było jakby na kilka chwil czas zatrzymał się specjalnie dla nas. Tylko dla nas. W pewnym momencie zabrakło mi tchu. Oderwaliśmy od siebie usta oddychając szybko z nosami wetkniętymi jeden przy drugim. W końcu oparłam głowę na jego silnym ramieniu, Heiwajima zaś wtulił mnie w siebie mocno i westchną szeptem:

- Aishiteiru, Kamila – chan.

  Moment, w którym usłyszałam te proste słowa był niezwykle wzruszający. Co róż słyszeliśmy te proste słowa od rodziny, niekiedy od przyjaciół, ale usłyszeć „Kocham cię” od ukochanej osoby, to najpiękniejsze słowa jakie można usłyszeć w całym życiu. Zdążyłam jeszcze odszeptać: „Ja ciebie też”. Ale piękno chwili popsuł dźwięk charakterystyczny dla aparatu robiącego zdjęcie.

  Zobaczyłam Celty stojącą ze swoim telefonem i uśmiechającego się znacząco Kishitaniego.

- Oprawimy wam w ramkę i podarujemy w prezencie ślubnym~!

  Celty pokręciła… Tak jakby głową, a ja prawie ich nie słuchałam, bo byłam szczęśliwa. Naprawdę bardzo szczęśliwa. I w tedy wszystko popsuł dźwięk dzwoniącego telefonu.

„Ano ne motto ipai matte choodai (…)!”

  Pobiegłam ożywiona do torebki i zaczęłam szukać płaskiej, ceglastej nokii. W końcu złapałam go w rękę i spojrzałam na wyświetlacz pokazujący napis: ,,Numer Prywatny".
- Halo?
- Her Kamila? Das Gilbert.
- A! Gilbert! I jak?
- Aresztowałem Oriharę, mamy też pozwolenie na przeszukanie mieszkania i biura. Niestety ta cała no... Mokona - nie wyczuwa już pióra w obrębie budynku.
- Szlak... Pewnie zabrał je ze sobą. Wie, że to nie byle co. Tak czy inaczej - wielkie dzięki.
- Nie ma sprawy! W zasadzie powinienem ci podziękować.
- A za co? - Zapytałam szczerze zaskoczona.
- Razem z Oriharą była jego nowa sekretarka. Szli dokądś kiedy ich namierzyłem... Była taka seksownaaa, cholera, mam nadzieję, że da się zaprosić na kawkę.
- Orihara ma nową sekretarkę? Uważaj, to może być podstępna żmija...
- Spokojnie! To tylko przykrywka. Tak naprawdę jest detektywem z zagranicy. Mamy współprrracować~!
- Ciekawe co przeskrobał, że go z zagranicy ścigają...
- A! Właśnie! Udało nam się odblokować twoją skrzynkę mailową!
- Odblokowaliście? Aaa... Czyli to dlatego nie mogłam kontaktować się z rodziną...
- Bingo! Wracam do pracy.
- Cz - czekaj! A co z nakazami przeszukania?
- Zostawimy go sobie na inny dzień. Trzeba wszystko od nowa zaplanować. Niestety muszę wypuścić tego gnoja.
- Spokojnie, na pewno go jeszcze zamkniesz. Rasowy z ciebie Niemiec!
- Uważaj bo się zarumienię! Dobra, kończę. Pozdrów swojego blond barmana.
- Okej. Do zobaczenia!
  Rozłączyłam się i spojrzałam na ciekawskich towarzyszy, któży zebrali się obok na kocu.
- Dzwonił znajomy z policji. - Wyjaśniłam.
- Uooo~! Isozaki - chan! Ale masz znajomości!
- Cicho Shinra, daj jej powiedzieć. - Uciszał go ciekawski Heiwajima. - No mów dalej.
- Aresztowali Oriharę, ale pióra nie było w budynku więc bez sensu byłoby trzymanie go na siłę.
  W pierwszej chwili twarz mojego ukochanego rozpromieniała, ale zaraz zmarszczył brwi i wysyczał:
- Głupi ma szczęście...
  Przytuliłam go czule do siebie.
- Nie martw się... Jeszcze wrzucisz go do celi z wielkimi facetami, którzy zajmą się nim jak strażnik nie będzie patrzył.
  Po tych słowach wszyscy - łącznie ze mną - wybuchliśmy głośnym śmiechem. Heiwajima aż się popłakał i zaczął wycierać łzy wierzchem dłoni, a Kishitani wyciągną się jak długi na pisaku rechocząc głupio.
- Kocham cię! - Zawołał Heiwajima. - Po prostu kocham! Musisz do mnie jutro przyjść!
- Jutro? A to dlaczego? - Zapytałam nadal się śmiejąc.
- Shizuo chce dokończyć całuski~! A może coś więcej~? - Zaraz Shinra dostał po głowie od Celty, w wyniku czego z powrotem wylądował na piachu.
- Mój brat ma przyjechać w odwiedziny. Chciałbym żebyś go poznała. Myślę, że polubisz Kasukę.
- Zobaczymy. Ale mam nadzieję, że nie będziemy siorbać zupy z kubków. - Zaśmiałam się.
- O nie nie! Nie pozwól mu gotować! - Zaczął wykrzykiwać Kishitani. - Spali całą kuchnię!
- Sama się tym zajmę! Podszkoliłam się troszkę i mogłabym podać jakiś polski obiad. - Uśmiechnęłam się w stronę blondwłosego przystojniaka.
 Celty zaraz pokazała szybko tekst napisany na telefonie.
,,Ty się zajmij gotowaniem bo Shizuo serwuje tylko rybę z frytkami po angielsku~ " 
  Heiwajima zrobił naburmuszoną minę.
- No weź się nie dąsaj. Kobieta zawsze lepiej wygląda w kuchni!
- Kishitani - kun, nie dołuj mi go, bo zaraz poznasz mój gniew.
  Celty zaklaskała, a blondyn uśmiechną się rozczulony moją postawą.
- Z taką kobietą to depresja mi nie grozi. - Popatrzył na mnie znacząco i położył mi dłoń na udzie.
- C - co?! A idź pan!!! - Zawstydzona podsunęłam się do dullahana, a ten nadal molestował mnie wzrokiem. - Celty! Zrób coś!
  Zaraz zaczęła pstrykać kośćmi palców nachylając się złowieszczo ku Heiwajimie. Ja za to objęłam ją pod brzuchem aby schować twarz za czarnym dymem unoszącym się luźno z jej szyi.
- To nie fair! A mnie tak nie bronisz! - Jękną Kishitani pretęsjonalnie,
- Zjem sobie kanapkę. - Blondyn uśmiechną się prowokacyjnie sięgając jedną ręką do torby plażowej. - Ale Kasuka to już cię przede mną nie obroni...~
  I tak w kółko Macieju, aż do powrotu do domu przekomarzaliśmy się ze sobą. Jednak w tamtej chwili mój chłopak wydał mi się jakoś strasznie podobny do Orihary. Na samą myśl o nim poczułam się nieswojo. Po raz pierwszy widziałam takiego Heiwajimę... Naprawdę - albo jestem głupia, albo naprawdę są do siebie podobni... Mnie odwiozła Celty, a nasi chłopcy wrócili autobusem. Dzisiejszy wypad na plażę przywrócił mi siły do dalszego działania!
  Weszłam do domu i ściągnęłam buty. Przygotowałam szybko obiad, a kiedy Syaoran, Fay, Kurogane, księżniczka i Mokona powrócili z poszukiwań - wlazłam pod prysznic. Kiedy wyszłam z łazienki wszyscy już zjedli i leżeli poobijani i zmęczeni. Wszystko dlatego, że znowu musieli walczyć z Sebastianem, który na usługach młodego demonicznego hrabiego pragnie zniwelować przeciwników. Oczywiście nie ma wyboru... Znowu zabrzmiały mi w głowie słowa tego szatańskiego pomiota...

,, Proszę... Będziesz miała moją wdzięczność na całe życie."

,, Nie... - Myślałam. - To demon. Nie mogę mu pomóc. Zastraszał mnie, Kamila ogarnij się zanim zrobisz coś głupiego... Dlaczego ja muszę być taka naiwna... Na pewno chce mnie tylko wykorzystać... Tak... Zignoruj go Kamila, zignoruj."
  Długo wierciłam się w łóżku nie mogąc zasnąć w spokoju. Co chwila miałam wrażenie, że kiedy się obudzę moje życie nagle straci sens. Mówił coś o jakiejś katastrofie... Że jest blisko... Miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś blisko jest niebezpieczeństwo. Ah! Gdyby tylko Heiwajima był obok... Chociaż... Znamy się chyba 2 tygodnie... Może 3... Nie no pogubiłam się... W każdym razie to jeszcze za mało, żeby już z nim mieszkać. Automatycznie zawstydziłam się myślą, że mogłabym leżeć teraz obok niego, w jego łóżku... O czymś więcej nawet nie chciałam myśleć bo wiercąc się zaraz obudziłabym śpiącą obok księżniczkę Sakurę. Spojrzałam na nią, była taka spokojna i niewinna, a przy tym piękna. Wprost zazdrościłam jej tych wszystkich przygód. Ja całą młodość poświęciłam na ślepe gonienie za marzeniami - i co mi to dało? Czy jestem szczęśliwym człowiekiem? Czy moje życie można uważać za godne uwagi? Nie... nie powinnam o tym myśleć... Mam dopiero 28 lat, to jeszcze zbyt młody wiek na robienie bilansu życia. Nie powinnam myśleć jak ktoś, kto jedną nogą jest w grobie. Całe życie przede mną! Nie ważne co mnie czeka... Muszę być silna i nie dać się złamać. Do samego końca.

~

  Tak oto dobiega końca ostatnia notka w 2014 roku! Co o niej myślicie? Osobiście jestem dumna z opisu pocałunku xD Następna notka - być może - pojawi się w styczniu, ale jeszcze nie wiem. Muszę nadgonić z historią! Trzeci zeszyt mi się kończy a jescze nie skończyłam pisać na brudno 24 rozdziału!!!
  O tak! Będzie więcej przygód! Zdradzę tylko, że Rozdział 24 będzie jako jedyny nosił tytuł - Koniec początku, początek końca.
  Rośnie wam apetyt? TuT
  Zatem postaram się nie zawieść i przyśpieszyć pisanie!!!
  Do zobaczenia, kochani! Jeszcze raz życzę - Szczęśliwego Nowego Roku!!! 


Tak mniej więcej wyglądam ja xD