piątek, 5 grudnia 2014

Rozdział 19

  Cały sobotni poranek spędziłam na debatowaniu z drużyną Syaorana. Tematem przewodnim było pióro ze wspomnieniami księżniczki Sakury i jego położenie. Jako, że byłam już u Orihary w biurze, przedstawiłam im drogę jaką dostałam się do środka.
- Lokalizacja jest niedogodna. - Stwierdził Kurogane. - Nie dość, że trzeba iść do sąsiedniej dzielnicy, to budynek praktycznie przeźroczysty. Wszyscy nas zobaczą.
- To nie jedyne problemy. W środku jest od groma ochroniarzy i dobrze rozplanowany system monitoringu. - Sprostowałam.
- Twierdza... - Westchną podirytowany Syaoran. - Ale musimy ją jakoś przeszukać! Musi być sposób!
  Księżniczka patrzyła na niego pełnym zatroskania wzrokiem, a Fay namyślał się siedząc po turecku przy ścianie z Mokoną w nogach. Ta z kolei parodiowała jego wyraz twarzy.
- Sposób jest, tylko trzeba go znaleźć. Zaszliśmy już zbyt daleko żeby się poddać. Na pewno w końcu coś wymyślimy... - Księżniczka w swej wielkiej dobroci pocieszała młodego archeologa, który wysilał swój umysł aby znaleźć rozwiązanie.
- Chyba wiem kto może nam pomóc. - Oznajmiłam.
  Wszyscy popatrzyli na mnie zainteresowani.
- Trzeba udać się do braci Belschmidtów.
- Masz na myśli tych, co cię uratowali?
- Tak. Ludwig jest wojskowym, a Gilbert podporucznikiem w policji, ich doświadczenie na pewno się przyda. - Zapisałam im na kartce odpowiedni adres. - Powiedzcie, że mnie znacie. Potem księżniczka ślicznie się uśmiechnie i poprosi o pomoc. Jej nie da się odmówić. - Uśmiechnęłam się.
  Podziękowali i wyszli, ja za to chwyciłam za telefon aby zadzwonić do Rany. Znowu jednak nie odbierała, dopiero Toki wysłał mi wiadomość z wyjaśnieniem, że ta chwilowo przebywa zagranicą. Musiała wyjechać do Chin, gdzie mieszka jej brat. Pojechali we dwójkę, więc z nim także nie mogłam się spotkać. Otworzyłam laptop pocieszając się w myślach, że może w końcu dostanę wiadomość z Polski... Niestety ani Lena, ani rodzice nie dali znaku życia.
  Jakoś nie miałam ochoty wychodzić na randki... Właściwie odczułam niesamowite pragnienie aby spędzić czas z kimś o tej samej płci. Z przyjaciółką... Niestety nie mogłam na to za bardzo liczyć, gdyż z jakiegoś powodu w kręgu moich znajomych zdecydowanie dominowali mężczyźni. Pchnięta dziwnym uczuciem rozpaczy weszłam do kuchni aby wyjąć wałek do ciasta i uderzyć nim o blat drewnianej deski do krojenia. Schowałam zaraz wszystko na miejsce i siadłam zła na kanapie nie wiedząc co ze sobą zrobić. Ostatecznie wylądowałam w łazience myjąc zęby, a potem jeszcze zdecydowałam cię na prysznic.
  Weszłam do kabiny, zamknęłam ją i odkręciłam wodę. Oparłam się o ścianę i usiadłam, a krople wody szybko zlatywały na dół zaczepiając się o moje zmęczone ciało. Cienkimi stróżkami spływały niby po górskim zboczu zbudowanym z jasnych skał wapiennych. Potrzebowałam wyciszenia, wsłuchałam się w szum i patrzyłam przed siebie niewidzącym wzrokiem. Wyłączyłam się, tymczasem szyby na drzwiczkach kabiny pojawiła się para. Nagle ożywiła mnie myśl o przyszłości:
  ,,Jak ja mam dalej żyć, Boże? Naznaczona magicznymi tatuażami jak więzień, samotna, czy powinnam wrócić do domu?" - Myślałam na wpół się modląc.
  Niestety nikt mi nie odpowiedział, a dobra rada by się przydała. I to bardzo. Najmocniej na świecie, w tamtej chwili, pragnęłam zjeść pyszny rosół mojej mamy, przytulić do siebie brata, który kończy w tym roku 15 lat, a drugiego zdrowo zjechać za grzebanie w moich rzeczach i poskarżyć się tacie.
  Tak to kiedyś było... Może faktycznie powinnam studiować medycynę w kraju i po ukończeniu edukacji zaciągnąć kredyt na otwarcie własnego, małego gabinetu w Lublinie? Ale z drugiej strony... Tam nie ma Heiwajimy. Że też, głupia się się zakochałam. Mogłabym rzucić wszystko i wracać do Polski. Do świętego spokoju, przyziemnych problemów, kościoła na tyle blisko by iść do niego piechotą, do polskiej flagi... Co prawda rzadko bywam w kościele, ale teraz to już w ogóle...
  Moje rozważania przeszły też w temat demonów. Gdyby nie ten egzorcyzm, który jako piętnastolatka dostałam od proboszcza na wizycie duszpasterskiej, zapewne bym nie żyła. Nawet nie wiem po jaką cholerę wbiłam mu ten krzyż w pierś... Może żeby się wyżyć? A może moja dusza już tak się zepsuła, że podświadomie mam ochotę kogoś zabić?
  Powróciły obrazy poprzedniego dnia. Krew, krew i jeszcze więcej krwi. Nagle miałam wrażenie, że woda wokół mnie jest czerwona, że każda kropla, która na mnie spada zostaje na moim ciele i odznacza się krwawą smugą powoli spływając w dół pchnięta przez następną i następną... Oblizałam spieszchnięte usta i poczółam na języku te charakterystyczny, słodkawy smak. Miałam nieodparte wrażenie, że w wodociągu ktoś zamienił wodę na krew. Jakiś drugi Mojżesz, tylko zamiast Nilu upatrzył sobie właśnie rury prowadzące do mojego mieszkania. Do tego para wodna naokoło mnie stała się różowsza.
  Z bijącym sercem zakręciłam kran, oparłam się o niego i westchnęłam głęboko patrząc na spływającą do odpływu czerwoną wodę...  Po chwili kolory wróciły do normy, a ja odetchnęłam z ulgą. Moj wzrok przyciągną teraz tatułaż, blizna, czy cokolwiek to było. Patrzyłam też na blizny pozostawionych za sobą lat.
  Objęłam się i oparłam o drzwiczki od kabiny prysznicowej aby spojrzeć na drobną szafeczkę przytwierdzoną do ściany wewnątrz kabiny. Były w niej wszelakie płyny do mycia i akcesoria pielęgnacyjne. Między innymi były tam też nożyczki. Chwyciłam je i zgarnęłam włosy na bok, następnie pchnięta dziwnym uczuciem zaczęłam je ścinać. Nie obchodziło mnie, że robię to krzywo, nie było mi szkoda długich, grubych, puszących się kudłów. Miałam wrażenie, że razem z odciętymi włosami pozbędę się napięcia jakie mną targało.
  Zebrałam mokre kosmyki z odpływu i położyłam na szafce aby potem je wyżucić, a nożyczki spakowałam do kosmetyczki. Moje włosy obecnie na długość odpowiadały łopatkom, długo je zapuszczałam, ale mówi się trudno. Wole pozbyć się zbędnych włosów nić zostawiać rany na ciele... W każdym razie umyłam się i postanowiłam wyjść, ale poprzez zaparowaną szybę dostrzegłam czyjąś postać.
  Może to złudzenie?
  Może dostałam schizofrenii?
  Zamknęłam oczy z nadzieją, że postać zniknie, ale na nic to się zdało. Przetarłam więc szybę dłonią i zobaczyłam Sebastiana...
- CHRYSTE!!! - Pisnęłam, a ten wybiegł z łazienki.
  Wybiegłam za nim obwiązując się niedbale ręcznikiem. Zastałam go siedzącego na rogu stołu. Nie mogłam zrozumieć jakim cudem on jest w moim mieszkaniu. Zamknęłam wszystkie okna, drzwi także. Zszokowana krzyknęłam:
- Masz 10 sekund żeby mi to wyjaśnić!!!
  Uśmiechną się patrząc na mnie.
- Ach~ Jednak się nie myliłem~
- C-co? O czym ty mówisz?! Se-sebastian co ty robisz w moim mieszkaniu?!
- Spodziewałem się, że jeszcze nie doszłaś do prawdy. Ubierz się proszę i porozmawiamy. Chyba, że nagość ci nie przeszkadza.
  Spaliłam buraka i wyszłam do łazienki po szlafrok. wytarłam też powieszchownie włosy i wróciłam do włamywacza wzdychając.
- Dobra... Gadaj. Albo nie! - Zmieniłam zdanie pod wpływem wściekłości. - Po cholerę wam pióro ze wspomnieniami księżniczki?! Ona ich potrzebuje! To jej pamięć! A wam po co one?!
  Zobaczyłam w jego oczach uznanie. Demon przemówił do mnie po polsku.
- Każdy z nas potrzebuje go do własnych celów... Czyli jednak się domyśliłaś mojej tożsamości.
- Bo trzeba być idiotą, żeby nie wpaść na to, że ktoś kto stoi i mówi normalnie z krzyżem wbitym w pierś nie jest człowiekiem. Twojej siostrze się dostało.
- To byłem ja... Wielokrotnie wspominałem paniczowi, że to nie ma najmniejszego sęsu, ale woli pokazywać się ze mną kiedy jestem w kobiecej postaci... Nawet nie masz pojęcia z czym borykałem się od 1889 roku! Z tąd moje najście... I nie martw się, nie gniewam się za to.
  Stałam jak wmurowana w podłogę. Musiałam przemyśleć dokładnie co powiedzieć w odpowiedzi.
- Słuchaj... Powiedz czego ode mnie chcesz... To ty wywołałeś te wizje kiedy byłam pod prysznicem?
- Owszem... Ale najwyraźniej widzisz mnie nawet kiedy się maskuję. Zaskoczyłaś mnie tym.
- Czyli też chciałeś mnie opętać albo coś w ten deseń, prawda?
  Uśmiechną się z uznaniem.
- Chciałem się tobą posłużyć. Ale z tego co widzę, jest to niemożliwe. Zatem zmuszony jestem płaszczyć się po raz kolejny przed człowiekiem i … I prosić o pomoc.
- Poczekaj… - Podeszłam do szafy wnękowej i wyjęłam z jej wnętrza małą butelkę z wodą święconą. – Mów dalej.
  Popatrzył nieco zaskoczony. Chyba się tego nie spodziewał.
- No chyba nie myślisz, że ci ufam? Chciałeś mnie opętać. Nie zawaham się wylać na ciebie całej butelki…
  Westchną i wstał. Cały czas czujnie obserwował rękę w której trzymałam odkręconą już butelkę.
- Wszystko zaczęło się w 1885 roku, w Anglii. Zawarłem pakt z sierotą-arystokratą, którym był właśnie Ciel. Pragną on zemsty na ludziach, którzy porwali go, torturowali i zabili jego rodzinę. Miałem mu pomóc, ale w wyniku wielu różnych zdarzeń losowych on także przemienił się w demona.
- Aaach~ Już rozumiem! Od tamtej pory gówniarz się rządzi i cię poniża, a ty chcesz użyć pióra, żeby zerwać wiążący was wieczny pakt. Zgadłam?
  Przytakną.
- Jak tak na ciebie patrzę, to mam nieodparte wrażenie, że cię to bawi.
- I to bardzo~ Trafiła kosa na kamień~ I teraz chcesz żebym cię uwolniła~ No jeszcze czego? Uwolnię cię, a ty w zamian będziesz szalał po całym Tokio! Nic z tego!
- Nie…
- Hahahaha~ - Zaczęłam się śmiać, zapewne brzmiałam jak jakaś psychopatka. – Nie pomogę ci! Po za tym nawet nie wiem jak miałabym ten pakt zerwać. A z tego co widziałam jesteś mu winny całkowite posłuszeństwo.
- Miałem dostać w zamian jego duszę…
  Popatrzyłam na niego z udawanym współczuciem.
- Biedny Sebastianku… A ten Ciel chce pióro żeby stać się silniejszym, tak?
  Popatrzył na mnie już nieco bardziej rozchmurzony. Najwyraźniej zamierzał się podzielić ze mną jakąś wesołą historią związaną z planami Ciela.
- Zamarzyło mu się mieszkanie w piekle, ale nas wydalili. Znaczy – mnie nie, ale jemu kazali się wynosić. Uznali iż przynosi hańbę wszystkim demonom i nie akceptują go do tej pory. Wymyślił sobie zatem, że jeśli posiądzie więcej mocy to go zaakceptują. Chociaż jest demonem to nadal myśli w ludzkich kategoriach. Nie może przyjąć do wiadomości, że Kundle nie mają wstępu do piekła. Biedaczek~
  Westchnęłam.
- Nie pomyślałeś czasem o nawróceniu? Wieeesz, ja nawet nie mam pojęcia jak mogłabym ci to pióro przekazać. Pracuję kiedy Syaoran i reszta szuka pióra.
- Na pewno znajdziesz sposób. „Na sposoby, są sposoby”, nieprawdaż?
- Nie cytuj mi tu „Szatana z siódmej klasy”, dobra? Nie wiem… Zastanowię się, może być? Ale oczekuje czegoś w zamian.
- No dobrze… Czyli umowa stoi?
- Nie ma żadnej umowy. Spróbuję, nie daję gwarancji. Może da ci to do myślenia i zostaniesz aniołkiem.
  Uśmiechną się rozczulony.
- Zobaczymy. Jeśli ci się uda, przyżekam pomóc tobie i wybranym przez ciebie osobom przetrwać nadchodzącą katastrofę. Radziłbym się śpieszyć, jeśli masz coś do załatwienia. W krótce świat jaki znasz przestanie istnieć.
  Poprawił kamizelkę i rozpłyną się w powietrzu pod postacią czarnego dymu, podobnego do tego, który unosił się nad szyją Celty. Właśnie ten dym mi o niej przypomniał. Wysłałam więc do niej wiadomość. W końcu to kobieta, może i demon ale miły i nie chce mnie skrzywdzić – a to już jest coś!
  ,,Cześć Celty! Tu Kamila, masz ochotę się spotkać? Możemy sobie zrobić takie małe, babskie pogaduchy. Co ty na to?”
  Nie czekałam długo na odpowiedź.
  ,,Z chęcią. Przyjechać po ciebie? Znam fajne, odludne miejsce nad morzem.”
  Uśmiechnęłam się, w końcu coś mogło się udać! W tym wypadku mogłam liczyć na koleżeństwo ze strony samotnego dullahana.
  ,,Tak, pamiętasz gdzie mieszkam, prawda? Już się szykuję.”
  ,,Będę za 10 minut.”
  Porwałam mały plecak podróżny i włożyłam do niego wszystkie niezbędne rzeczy. Morze! Jak miło będzie popatrzeć na fale! W końcu wyrwę się z miasta i trochę odpocznę… Wykręciłam jeszcze włosy z wody w kabinie prysznicowej i szczepiłam je w ciasnego koka. To nic, że były mokre. Zaraz i tak miałam założyć na głowę smolisto-czarny kask.
  Chwyciłam plecak i poprawiłam dłońmi niebieską sukienkę plażową, sięgającą na długość aż do kostek. Celty czekała już na dole i trzymała w ręce przeznaczony dla mnie kask. Szybko go chwyciłam i siadłam za nią, aby równie szybko zapiąć się pod szyją i objąć motocyklistkę w talii.
- Wielkie dzięki. – Szepnęłam do niej. – To będzie wspaniały dzień…~
  Po 30 minutach jazdy dotarłyśmy w końcu na drogę wiodącą wzdłuż klifowego brzegu. Patrzyłam z zachwytem na pieniące się fale, które agresywnie atakowały skały zbocza. Celty już jechała bez swojego żółtego kasku, nie trzymała kierownicy. Wspaniały, pełen dostojeństwa motor-widmo mkną szarawą, asfaltową ulicą jednokierunkową aż w końcu wjechałyśmy na nim do lasu. Tam zjechałyśmy z górki wydeptaną ścieżką i zatrzymałyśmy się dopiero na piaszczystym gruncie zmieszanym z podszytem. Powoli szłyśmy wąską ścieżką przez gęstwinę leśną, co róż odgarniając sterczące, cienkie gałęzie pachnących świerków i starych, omszałych dębów, aż w końcu przeistoczyły się one w smukłe, białokore brzózki otoczone wyższą trawą charakterystyczną dla wydm. Motor pozostawiłyśmy w cieniu jednej z nich, a czarna maź ześlizgnęła się z wraku i powoli uformowała się w kare końskie ciało nie posiadające głowy. Wokoło zieleń, ciepły piasek, w oddali ciemne może, na którym malowały się białe bałwanki fal. Spokojny szum, morska bryza i jod w powietrzu wywołały u mnie stan błogiego spokoju.
  Spojrzałam na Celty. Przeciągnęła się z rozkoszą, leniwie, a cień na jej ciele z kombinezonu przybrał postać seksownego, czarnego bikini. Wyglądała pięknie, duże piersi (takie, jakie chciałabym mieć, ale się nie doczekałam) zwracały uwagę przez kontrast bladej cery. Nachyliła się nade mną kiedy siadłam w sukience na kocu, który spakowałam do plecaka. Chwile się na mnie przyglądała.
- Mogłam zabrać Mokonę… Teraz będziesz szukać co chwila telefonu…
  Podniosła mnie i położyła mi palec na ustach, zdezorientowana patrzyłam nie wiedząc o co chodzi. Objęła mnie za szyją i rozplątała sznurki trzymające sukienkę na mojej szyi.
- Celty…? Co ty robisz?
  Materiał opadł, zostałam obnażona. Mogła już dostrzec jaka ze mnie prosta, nieciekawa kobieta. Stałam w jednoczęściowym stroju kąpielowym, który jakoś nie sprawiał, że czuję się kobieco. Przy idealnym ciele demonicy każda kobieta dostałaby kompleksów. Nie było mnie stać na nic lepszego… Do tej pory byłam spłukana. Musiałam spłacić kredyt i jeszcze mam do wyżywienia pięć żołądków (Mokona w brew pozorom je całkiem sporo). Piaskowy kolor kostiumu niemal zlewał się z moją cerą. Czułam się w jej obecności jak dziecko na badaniach u pielęgniarki w szkole.
  Kompletnie zbaraniałam. Ustawiła mnie prosto, położyła moje dłonie na biodrach i ugięła mi nogę. Oddaliła się ponownie aby przykucnąć i ułożyć palce w ekran, jakby miała robić mi zdjęcia. Aż się zaczęłam śmiać z tego wszystkiego.
- Celty, dobrze się czujesz?
  Przechyliła się do przodu i do tyłu, a jej ramiona radośnie podrygiwały. Śmiała się razem ze mną. Za chwilę pobiegła w stronę morza z uniesionymi w euforii rękoma. Chyba dostała głupawki, a ja razem z nią. Zaczęłyśmy chlapać się jak przedszkolaki, które po raz pierwszy przyszły bawić się nad wodą. Zaraz skoczyła na mnie i zanurzyła mi głowę w słonej wodzie. Chociaż nie słyszałam jej śmiechu, to miałam nieodparte wrażenie, że chichocze tak samo jak ja. Wynurzyłam się spod wody wypluwając wodę, która dostała się do moich ust. Zaraz obie zostałyśmy ochlapane przez masywne kare zwierzę, które wbiegło do wody rozbryzgując ją na wszystkie strony. Zasłoniłam twarz rękami i zobaczyłam jak Celty wskakuje na potężnego, bezgłowego konia.
- Też chcesz się z nami bawić? – zapytałam rozczulona, głaskając mokrą sierść irlandzkiego wieszchowca.
  Demonica wyciągnęła do mnie rękę.
- Że niby mam wsiąść…? – zapytałam zaskoczona.
  Ochlapała mnie i pociągnęła do siebie.
- Już dobrze, dobrze… Nie poobijam mu nerek?
  Tym razem klepnęła mnie w czoło.
- Już wsiadam!
  Wgramoliłam się z jej pomocą na grzbiet mitycznego, bezgłowego konia. Wylądowałam na zadzie, więc musiałam się przysuwać, aby zająć odpowiednie miejsce. Zwierzę ruszyło stępem przez fale, Celty chwyciła się za grzywę, a ja objęłam ją w pasie. Wyszłyśmy na płyciznę i z pomocą cienia dullahan pochwycił telefon pozostawiony w moim plecaku.
  ,,Jeździłaś kiedyś?” – zapytała.
- Tak… Z tym, że ostatni raz siedziałam na koniu jako licealistka. Chyba nie zapomniałam jak się jeździ.
  ,,Krzycz jeśli będziesz spadać, poszalejemy! "
- Tak jest~!
  Odłożyła telefon na miejsce i zwróciła konia w stronę fal. Kłusem podjechałyśmy do nich, ku mojemu zdziwieniu w cale nie obiłam się o kręgosłup zwierzaka przy rytmicznych podskokach, a zaraz po tym jak koń zamoczył z powrotem pęciny rozpoczęłyśmy przejażdżkę galopem.
  Po raz pierwszy galopowałam z kimś.
  Po raz pierwszy patrzyłam na Japonię z końskiego grzbietu.
  Po raz pierwszy zobaczyłam i poczułam wolność jaką czują jeźdźcy na filmach.
  Nie wiem ile czasu spędziłyśmy galopując wspólnie. Tylko my dwie, śpiew mew i dyszące płuca konia. Cieszyłam się chwilą, słuchałam plusków i szumu wody, ale najważniejsza była satysfakcja i spokój ducha. Tego mi było trzeba. W końcu wróciłyśmy, gdyby nie to, że zgłodniałam pewnie galopowałybyśmy całą wieczność. Jednakże czekała na nas niespodzianka…
- Gdzie nasze rzeczy?!
  Z pewnością nie poznałybyśmy tego miejsca gdyby nie wrak motocyklu leżący w cieniu traw porastających wydmę. Pierwsza zeskoczyłam z konia aby przyjrzeć się miejscu zbrodni. To był ewidentny skandal! Jak ja teraz wrócę do miasta?! Na pewno nie w samym stroju kąpielowym! Do tego zabrali też telefon Celty!
- Chryste! I co teraz?! Jak ja wrócę do domu?!
  Celty objęła mnie czule i poklepała po plecach. Ja zaś smutna odwzajemniłam uścisk. I w tedy stało się:
- Piękne panie tak bez nas plażują?!
  Zza drzewa wyszedł Kishitani – san w hawajskiej koszuli i szortach, a za nim mój drogi Heiwajima z moim plecakiem i kocem na ramieniu. Obaj głupio cieszyli się na nasz widok. Spłoszona schowałam się za demonicą, a ta spięła się i stała jak słup.
- Hahaha~! Ale macie miny~! – Zaśmiał się Kishitani.
- Ale Celty nie ma twarzy…
  Zaraz obaj otrzymali od niej piękne uderzenia wymierzone w brzuch. Zgięli się w pół, a ja westchnęłam zirytowana.
- Macie pojęcie jak się wystraszyłam?! Jesteście idiotami!
- Spokooojnie~! To tylko żarty! Celty uciekła ode mnie bo za bardzo ją zawstydzałem w do…- Po raz drugi dostał w brzuch. – Potraktuję to jako wyraz miłości! Ugh… Miłość boli…
  Westchnęłam i w ramach buntu siadłam do nich tyłem na wilgotnym piasku podmywanym przez fale. Podkuliłam pod siebie nogi i objęłam je chowając głowę. Postanowiłam teatralnie obrazić się, żeby wymusić wyrzuty sumienia. Zaraz ktoś siadł obok mnie i chwycił mnie za ramię.
- No nie mów, że się gniewasz… Przepraszam. Shinra zadzwonił i poskarżył się, że uciekacie na plażę. Chciał żebym z nim pojechał...
- No coś ty? Nastraszyliście mnie, to tyle. Cieszę się, że jesteście. Miałam rano kiepski humor, ale dzięki Celty mi go poprawiła.
- Taaak. Zna się na tym. Często robi za mojego psychologa. Kiedy jestem z Tomem na mieście mogę się jej wygadać ze wszystkiego…
  Zaniepokoiłam się. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, że taka piękna, bezgłowa i tajemnicza kobieta jest dużo lepsza ode mnie pod każdym względem. Poczułam się zazdrosna, ale przy tym niesamowicie spadła moja samoocena. Taka prosta dziewczyna jak ja z pewnością nie ma szans przy takiej piękności jak Celty… Co z tego, że nie ma głowy? Ma piękne, powabne i seksowne ciało. Na dodatek jest pełna empatii i … Zaraz… Boże jaka ja głupia jestem. Przecież już dawno by z nią chodził… Zaczęłam się śmiać sama z siebie. Heiwajima zaniepokoił się i szturchną mnie abym zwróciła na niego uwagę.
- Co się stało, Isozaki-chan?
- Niiic~ Głupia jestem i tyle~
  Cisza. Jeszcze bardziej rozbawiła mnie jego mina. Zaczęłam śmiać się jeszcze głośniej, a on przytulił mnie i krzykną do swojego kumpla:
- Doktorze Shinra! Isozaki – chan chyba źle się czuje! Proszę o diagnozę!
  Podszedł do nas i przyjrzał się mi poprawiając okulary. Nie mogłam przestać chichotać. Jego mina była rozbrajająca.
- Hmmm~ Ciężki przypadek głupawkowca pospolitego. Zalecam terapię słoną kąpielą~~~!
  I tak oto wylądowałam w wodzie. Szkoda tylko, że Heiwajima zapomniał o swojej sile, bo wylądowałam trochę daleko od brzegu. Czy wspomniałam, że nie umiem pływać?

~

  Oto w końcu rozdział 19!
  Wiem, długo mi zeszło z przepisaniem... Niestety liceum nie rozpieszcza... Wręcz przeciwnie. Najgorsza jest nauczycielka od hiszpańskiego... Ale za to polubiłam matematykę (pozdrowienia dla mojego kochanego matematyka w okularach!). No i zabrałam się za poważną naukę japońskiego. Polecam szkołę językową ICHIGO :3

  Postaram się dodać następną notkę jeszcze w tym roku! Hahah ;)

  さようなら!

Sebastian Michaelis - kadr z Kuroshitsuji - Book of Murder
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz