Oto nadchodzi długo wyczekiwany rozdział 21!!!
*Fanfary*
Uprzedzam, cały dzień siedziałam nad przepisywaniem notki, może nie jest długa, ale targały mną takie emocje, że musiałam robić sobie przerwy i długo zastanawiać się jak co napisać, żeby było dobrze! ^^"
Nie przedłużając... Oto rozdział 21!!!:
~
-
E...?! Dz-dzień dobry... - Przywitał mnie zaskoczony Heiwajima.
Właśnie
stałam przed drzwiami jego mieszkania trzymając w rękach dwie
siatki z zakupami. Chyba nie spodziewał się mnie o 9:00 – bo
wychylał zza drzwi jedynie głowę.
-
Dzień dobry! Pomyślałam, że pomogę ci posprzątać i z zrobić
obiad. Zrobiłam już zakupy, a Kishitani – san dał mi twój
adres. Powiedział, że nie będziesz miał nic przeciwko i o
wszystkim ci powie
kiedy będę na zakupach...
-
No właśnie nie powiedział ani słowa... - Westchną. - Wejdź. - Otworzył szerzej drzwi żebym mogła przejść do przedpokoju, który
do najczystszych nie należał.
Upuściłam
siatki na podłogę.
Nie
zwróciłam uwagi na Heiwajimę zamykającego drzwi gdyż moją uwagę
przykuł wieszak obwieszony przez najprzeróżniejsze części
garderoby. Zupełnie jakby poza nim w tym domu mieszkały jeszcze
trzy osoby. Do tego buty walały się po ziemi, a lustro było matowe
i pełne smug po niedokładnym przecieraniu.
Spodziewałam się nieco
większego porządku... Zaraz spojrzałam na Heiwajimę, który miał
na sobie jedynie niebieskie spodnie od piżamy i biały
podkoszulek... Odkrywający mięśnie na jego rękach i opinający
się na klatce pieeersiowej!!!
-
Wszystko w porządku...?
Kompletnie
nie wiedziałam co do mnie mówił. Zagapiłam się, a na dodatek
serce zabiło mi jakoś tak mocno i w brzuchu stado motyli odpornych
na kwas solny z żołądka wzbiły się do lotu i łaskotały od
wewnątrz.
- Kamila
– chan! - Zaśmiał się. - Dzwonić po pogotowie?
- Eeee...
A po co...? Aj sorki... Ja tylko...
- Tylko
co? Zagapiłaś się na mnie? - Uśmiechną się znacząco.
- N-nie!
- odkrzyknęłam zawstydzona - To gdzie masz tu kuchnię?
- Idź
na prawo korytarzem. - Polecił i wyminą mnie z uśmiechem
wymalowanym na ustach.
Przedpokój
miał kształt podłużnego prostokąta, po lewej stronie mieściło
się wejście do sypialni Heiwajimy – tam właśnie się udał. Ja
zaś wedle polecenia poszłam na prawo i przez nagi próg wstąpiłam
do kuchni. Przede wszystkim zaskoczyły mnie wymiary mieszkania.
Kuchnia mieściła się w pomieszczeniu zbudowanym na planie
kwadratu, a wszelkie wyposażenie było ustawione ciasno przy
ścianie. Lodówka znajdowała się w lewym rogu ściany równoległej
ścianie z wejściem do kuchni. Tuż obok niej stał blat stołu
kuchennego, a pod nim szafki zakryte drzwiczkami. W prawym rogu
zostawiona była przerwa, a w niej stały taborety. Na nich z kolei
leżały kartonowe pudełka. Dalej wzdłuż prostopadłej ściany aż
do rogu bliższego drzwiom stała kuchenka elektryczna z
piekarnikiem oraz dwa zlewy, w których pełno było brudnych talerzy i
misek. Za zlewami zawieszona była szafka z wmontowanym ociekaczem
do naczyń i półką na suche kubki.
Blat
stołu był nieco przybrudzony, postawiłam na nim siatki z zakupami
i otworzyłam drzwi od lodówki. Niewiele w niej było... Zaledwie
pojemnik z wędliną, butelka mleka i dwa ogórki.
Wyjęłam warzywa
i zostawiłam do odmrożenia, a resztę produktów włożyłam do
środka. Zaraz rozchyliłam drzwiczki i zajrzałam do szafek pod
blatem kuchennego stołu. Na dwóch półkach stały ułożone jeden
do drugiego garnki, teflonowa patelnia, pół paczuszki cukru i na
samym dole kilka pustych słoików. Zamknęłam szafkę i zaczęłam
się zastanawiać jak to jest możliwe, żeby ochroniarz komornika
miał takie duże i tak ładnie wyposażone mieszkanie. Może i było
nieco zaniedbane, ale reszta pomieszczeń z pewnością nie była
gorsza od kuchni.
- Przepraszam
za ten bałagan. Spodziewałem się ciebie trochę później... Przed
chwilą skończyłem jeść śniadanie, a tak to bym trochę
posprzątał...
Zdążył
już przebrać się w zwyczajną dla jego codziennego ubioru białą
koszulę i materiałowe spodnie, ja zaś miałam na sobie cienki
zielony golf i ciemne jeansy rurki. W torebce miałam spakowaną
ładniejszą czerwoną bluzkę z większym wycięciem na barkach i
przeplataną srebrnymi nitkami układającymi się w kwiatowy wzór.
Od czasu spotkania z ludźmi Orihary mam zawsze coś na przebranie
pod ręką.
- Rozumiem.
- Rzekłam mu z uśmiechem. - Ile mamy czasu do przyjazdu twojego
brata? Mam nadzieję, że nie przyjdzie już o 12:00 – uśmiechnęłam
się.
- Nieee...
- Podrapał się w tył głowy z niepewnym wyrazem twarzy.
- Hm?
O co chodzi?
- Wiesz...
Wczoraj napisał do mnie. Było już trochę późno i nie chciałem
cię budzić...
- Nie
przyjedzie? - Zaniepokoiłam się. - Kurcze niepotrzebnie tyle tego
kupiłam...
- Nie,
nie o to chodzi... Widzisz... Powiedział, że będzie przejeżdżał
przez Osakę. Tam mieszkają nasi rodzice. Przyjedzie z nimi.
Stanęłam
jak wryta.
Rodzice...
Rodzice
Heiwajimy mają przyjechać.
- Cóż...
Ehm... Jeśli tak, to-to ja mogę wyjść i spotkamy się w
poniedziałek. Nie będę się narzucała, z koro robi się z tego
takie spotkanie rodzinne to nie będę przeszkadzała.
- Ty?
Nie, nie będziesz nam przeszkadzała, po prostu głupio mi, że nie
mogłem cię wcześniej poinformować.
Poczułam
się nieswojo. Patrzyłam na Heiwajimę zmartwiona, a on podszedł i
przytulił mnie do siebie czule. Odwzajemniłam uścisk wtulając się
w jego ciepłe ciało.
- Nie
wiem czy to dobry pomysł...
- Spokojnie,
myślę, że im się spodobasz. Jesteś piękna i inteligentna, a do
tego wykształcona i zaradna. Uratowałaś mi życie, nie zapominaj
o tym.
Westchnęłam.
- Nie
wiem czy nie jest za wcześnie... Jesteśmy ze sobą dosyć krótko...
Popatrzyłam
mu w oczy, a on uśmiechną się i odgarnął grzywkę do tyłu. Jego
orzechowe oczy wprost przyciągały mnie do siebie niczym czarna
dziura pochłaniająca przestrzeń dookoła.
- No
i? Kto wie, może wykluje się z tego naszego związku coś
więcej...?
Zawstydzona
odwróciłam wzrok, a blondyn pocałował mnie w usta tak czule,
jakby był wiosennym wiatrem muskającym pąki przebiśniegu.
- Pójdę
teraz ogarnąć bałagan w salonie. To pomieszczenie tuż obok. Ty
rozgość się w kuchni, kochanie...~
- Idź
ty już lepiej sprzątać! - Odepchnęłam go czerwieniąc się i
podeszłam szybkim krokiem do pudeł na ustawionych na taboretach. -
Czym mogę tu ogarnąć...?
- W
pudełkach powinna być jakaś chemia. - Rzekł i wyszedł.
Ja
tymczasem musiałam nieco ochłonąć. Czy... Czy Heiwajima
naprawdę... Naprawdę chciałby czegoś więcej...? Rodziny... Opierając się o te cholerne pudła zaczęłam się zastanawiać czy
Heiwajima naprawdę mógłby chcieć zostać moim mężem. Może
tylko na to po cichu liczył? Chociaż Rana mówiła, że całe życie
szukał książkowej miłości... I wtedy przyszła kolejna
zawstydzająca wizja, przez którą stado motyli uwięzionych w moich
trzewiach znowu podjęło próbę lotu. Chcąc szybko odwrócić
swoją uwagę od dziwnych obrazów widzianych poprzez oczy wyobraźni
zaczęłam otwierać kartonowe pudła i szukać środków czystości.
Jednak dopiero w ostatnim znalazłam płyn do mycia okien, podłóg,
mleczko do czyszczenia kuchenki i kranów oraz kilka rzuconych
niedbale szmatek.
Zabrałam
się za porządki. Wysprzątałam całą kuchnię, wytarłam kurze i
zmyte ręcznie naczynia umieściłam na ociekaczu. Zabrałam się też
za umycie lustra w przedpokoju, a wszystkim tym czynnościom
towarzyszył cichy szum odkurzacza. Weszłam do salonu znajdującego
się na prawo od kuchni i ujrzałam porządnie odkurzony i okazale
prezentujący się pokój. Całą lewą ścianę zakrywała szafa z
wnęką i szklanymi szybami ukazującymi ustawione w środku
ceramiczne imbryki, zastawę stołową, flakoniki z męskimi
perfumami, oprawione w ramki zdjęcia rodziny Heiwajimy oraz
imponującą kolekcję muszli. We wnęce stał telewizor, a obok
niego odtwarzacz DVD starego typu jaki pamiętałam z czasów
dzieciństwa. W prawym pokoju salonu przy oknach stała czarna kanapa
narożnikowa, a przy niej okrągły stół, za to na końcu tej
jasnoczerwonej ściany widniały lekko uchylone drzwi. Sądząc po
widoku pralki – była to łazienka.
- Heiwajima
– san? - Zapytałam wchodząc do środka.
- Jestem
tutaj.
Mile
zaskoczona zobaczyłam jak szoruje wannę. Prostokątne pomieszczenie
wyłożone było pomarańczową płytką, a na podłodze rozłożony
był biały, miękki dywan. Blondyn usiadł na klapie od klozetu,
który znajdował się tuż obok wąskiej, przystosowanej do
siedzenia wanny. Uśmiechnęłam się życzliwie widząc jak poprawia
podciągnięte wcześniej pod łokcie rękawy koszuli.
- Skończyłam
już sprzątanie, nawiasem mówiąc to całkiem ślicznie mieszkasz.
Sam jeden i takie duże mieszkanie...
- Wiesz
już czemu rzadko tu bywam... Jako starszy brat miałem się
wcześniej ożenić, rodzice kupili mi to mieszkanie żebym nie
musiał się ze swoją rodziną tułać po stancjach. Nie byłem w
szkole orłem, więc spodziewali się, że szybko założę
rodzinę... Ale wyszło jak wyszło. Tylko tu śpię, myje się i
trzymam rzeczy. Nie lubię tutaj siedzieć bo można depresji dostać
siedząc samemu w tak dużym mieszkaniu. Wolę jeść na mieście,
dlatego w lodówce trzymam niewiele rzeczy.
- Przynajmniej
nie musiałeś harować tyle co ja, żeby mieć własny dach nad
głową.
- Mniejsze
mieszkanie łatwiej utrzymać. - Uśmiechną się. - W czystości
również. Najczystsza z całego domu to jest moja sypialnia.
- Wow...
Masz sypialnię. A ja – biedna pani stomatolog śpię na
rozkładanej kanapie w saloniku. - Uśmiechnęłam się
sarkastycznie.
Jednak
zaraz zobaczyłam dosyć dziwny błysk w oku siedzącego na klopie
Azjaty, który podświadomie wzbudził we mnie czujność. Ewidentnie
coś sobie myślał i w krępującej ciszy świdrował mnie wzrokiem.
- P-pomóc
ci w czymś jeszcze? - Zapytałam skrępowana chcąc zakończyć tę
denerwującą ciszę.
- Nieee...
Wiesz... Tak sobie myślę... Może zostałabyś na noc?
Zamówilibyśmy sobie coś, zjedli romantyczną kolację, we
dwoje...~
Zaskoczona
stałam chwilkę czując narastające ciepło w brzuchu i na
policzkach. Dlaczego zażenowałam się sama sobą? Może dlatego, że
zachowywałam się jak zakochana nastolatka? Po chwili jednak
musiałam zreflektować się i dać jakąś odpowiedź.
- Heiwajima
– san, echm... Na 18:00 muszę być z powrotem w domu. Wiesz...
Syaoran, Fay, Kurogane, Mokona i księżniczka Sakura nadal u mnie
mieszkają.
Wstał
patrząc na mnie z lekkim zawodem. Powoli podszedł do mnie, a jego
twarz nabrała wyrazy naburmuszonego dziecka.
- Ka-mi-(l)ra
– chan! Mów mi po imieniu.
Zdezorientowana
przytaknęłam i nieco bardziej przyparłam do ściany. Ten zaś
oparł się nonszalancko o ścianę i znów zaczął hipnotyzować
mnie swoimi orzechowymi oczami. Coś się święci... On coś
knuje...!!! Czując tą bliskość aż gorąco mi się na twarzy
zrobiło!
- Powiedz
moje imię. Śmiało. Chyba pamiętasz jak mam na imię, prawda? -
Jego niski szept sprawił, że nagle moje jelita zaczęły nerwowo
podrygiwać.
Zdziwiona
nagle zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie wykrztusić z
siebie ani słowa. To jedno słowo... Imię mojego ukochanego. Znałam
je, i chciałam wypowiedzieć ale wzrok tych orzechowych oczu nie
dawał mi spokoju! Paraliżował. Gorąco, oddech, bliskość,
szept... Aż musiałam szybciej oddychać. Wzrok Heiwajimy po raz
pierwszy paraliżował moje ciało. Podobnie było z Oriharą... Ale
jego się bałam. To zupełnie inna sytuacja! Chwila... Dlaczego
nagle ich do siebie porównuje...?
Ujął
moje policzki dłońmi skropionymi białą pianą. Wilgotna,
puszysta, w połączeniu z ciepłą dłonią Heiwajimy... Nie,
Shizua... Czułam jak wszystkie moje zmysły wyostrzają się. Oczy
widziały więcej, skóra czuła pełniej, uszy słyszały wyraźniej,
nos chłoną woń zarówno chemicznej pianki jak i zapach ciała
mężczyzny przede mną... Usta... Jeszcze tylko usta spierzchły...
Rozchyliłam je zamykając oczy, czułam się taka słaba...
- Heiwajima
Shizuo... Jesteś Heiwajima Shizuo...
- Powtórz...
- Poczułam jego oddech na policzku.
- Shizuo...
- Jeszcze
raz...
- Shizuo...
- Tak...Shizuo...
Nasze
usta złączyły się w kolejnym słodkim pocałunku. Oderwał się
zaraz, a ja po prostu nie rozumiałam, nie mogłam pojąć, dlaczego
przestał mnie całować. Wsparłam się o niego lekko nieprzytomna.
- C-co
ty robisz...? Czemu tak...?
- Nic
takiego~ Po prostu cię uwodzę. - Obdarował mnie pewnym siebie,
rozbrajająco seksownym uśmiechem.
- Idiota...
-Westchnęłam zawiedziona i odczepiłam się od jego osoby.
Podał
mi ręcznik i popatrzył z rozbawieniem.
- To
teraz idziesz robić obiadek~?
- JA
idę?! Spadaj! - Rzuciłam w niego owym ręcznikiem i nabzdyczona
wyszłam z łazienki.
Oczywiście
żartowałam, nie obraziłam się. Shizuo doskonale o tym wiedział,
bowiem wrócił do szorowania wanny. Ja tymczasem przyrządziłam
kotlety z piersi kurczaka, mizerię i gotowane ziemniaki ugniotłam z
masłem w garnku. Niespodziewanie ktoś zaczepił mnie od tyłu.
Oczywiście mam na myśli blondyna, który tak okrutnie przerwał
nasze pocałunki.
- Hmmm~!
Jak ładnie pachnie~! Co to takiego?
- Polska
kuchnia. Mam nadzieję, że wszystkim posmakuje.
- Pachnie
obłędnie! - Przytulił mnie i wsadził palec do ziemniaków.
- Ej!
- Odepchnęłam jego rękę i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Daj
spróbować!
- Zjesz
ze wszystkimi.
- Okruuutnaaa...
- Dobra,
przestań. Ja idę się jeszcze przebrać, ty też idź bo cuchniesz
płynem do czyszczenia wanny!
Wyrwałam
mu się i zabrałam torebkę. Zobaczyłam też jak szybko sięga
palcem do garnka i smakuje ziemniaków.
- Shizuo!
- Dobre!
Popatrzyłam
na niego z politowaniem. Szybko wybiegł ze śmiechem, a ja
odprowadzałam go wzrokiem do jego sypialni z uśmiechem rozczulenia.
Udałam się do łazienki aby zmienić zielony golf na czerwoną
koszulkę z długim rękawem. Na niej wyhaftowane były srebrną
nicią różnorakie koliste wzorki i kwietne motywy. Zrobiłam też pełny make-up i
poprawiłam włosy.
Kiedy
skończyłam jeszcze chwilkę patrzyłam na swoje odbicie w lustrze.
Już niedługo... Już zaraz przybędą rodzice Shizua i jego brat.
Czy mnie zaakceptują? Są bogaci... W sumie to ja jestem lekarzem,
nie powinni być jakoś specjalnie zawiedzeni. Chciałabym, żeby
byli dumni z syna. Nie udało mu się wiele rzeczy, wielu ma go za
potwora, ale to nie jest prawda. Ja widzę przystojnego, wrażliwego
i uroczego mężczyznę, który pragnie spokojnego życia.
„Dzzz!!!”
Usłyszałam
dzwonek do drzwi. Pobiegłam szybko do przedpokoju chowając
uprzednio wszystkie kosmetyki i wieszając torebkę w przedpokoju.
Shizuo poprawiał jeszcze coś w salonie, a ja z bijącym sercem
chwyciłam za klamkę i szeroko otworzyłam drzwi przed wchodzącymi
do środka gośćmi.
- Dzień
dobry. - Uśmiechnęłam się i skłoniłam przed wchodzącymi
ludźmi.
Ku
mojemu zdziwieniu elegancka kobieta i mężczyzna minęli mnie i
poszli od razu przywitać się z synem. Tylko młody chłopak o
ciemnobrązowych włosach zatrzymał się przy mnie z pokerową
twarzą odpowiadając na powitanie.
- Witaj
Shizuo. Ach, tyle czasu się nie widzieliśmy, synku. Widzę, że
dorobiłeś się gosposi.
W
jednej chwili grunt usunął mi się spod nóg. Wręcz nie wiedziałam
jak zareagować – Takiego czegoś się po prostu nie spodziewałam.
- Ehm...
Mamo... Ja też się cieszę... - Shizuo starał się wyjaśnić
nieporozumienie, ale jego ojciec – kompletnie do niego niepodobny
okularnik zagadał go kolejnymi pochwałami.
Na
szczęście brat mojego chłopaka okazał się bardziej przytomny.
- Jesteś
jego dziewczyną, prawda?
Przytaknęłam
nie wiedząc co więcej mogę dodać.
Słysząc
to państwo Heiwajima spojrzeli najpierw na mnie, potem na syna, a na
końcu po sobie.
- Najmocniej
przepraszam. - Mężczyzna zmieszany swoim postępkiem skłonił się
nisko i aż zaczerwienił ze wstydu. - Prawdę mówiąc nie
zauważyłem pani, wchodziłem obok żony. Proszę o wybaczenie.
- Ależ
nie ma o czym mówić! - Zaśmiałam się nie mniej zmieszana.
- Och...
Dziewczyna... - Pani Heiwajima nie wyglądała na zbyt zadowoloną. -
Shizuo, tyle kobiet jest w Tokio, a ty wybierasz emigrantkę?
...
...
Wściekła
aż wyszłam do kuchni. Nie sądziłam... Nie sądziłam, że
kiedykolwiek spotkam się z takim... No chamstwem!
- Kamila!
- Zawołał za mną Shizuo, a ja spakowałam część jedzenia do
pojemników próżniowych, aby zanieść je dla wygłodniałych
podróżników. - Kamila, poczekaj!
- Na
co?! Na zmieszanie z błotem?! Przepraszam, ale jestem pełnoprawną
obywatelką Japonii, mam wykształcenie wyższe i nie zamierzam
siedzieć przy obiedzie z osobą, której pojęcie tolerancji jest
zupełnie obce! - Patrzyłam na niego z wyrzutem, a zarazem bliska
płaczu. - Wracam do domu...
- Kamila,
nie... Przepraszam... Zostań... - Jawna desperacja w jego oczach
mnie zatrzymała.
Stanęłam
pewna swego patrząc mu w twarz.
- Ty
mnie nie masz za co przepraszać.
- Mamo!
Shizuo
wyszedł z kuchni zdenerwowany. Z kuchni słyszałam całą dyskusję.
- Widzisz
co zrobiłaś?!
- Nie
podnoś na mnie głosu.
- Przeproś
ją!
- To
ona zachowuje się niedojrzale. Powinna stać tutaj i powiedzieć mi
to wszystko w twarz.
- Kochanie,
źle zrobiłaś. Przeproś panią i siądziemy do obiadu...
- Też
mi wielki powód do obrazy. Po prostu wygląda jak wygląda, a
Japonką rodowitą nie jest. Nie wiem co obraźliwego jest w słowie
„emigrant”.
- Mamo,
chciałbym zwrócić uwagę na to, że powiedziałaś to zdanie w
taki sposób, że brzmiało to jak obelga. - Odezwał się spokojny
głos brata Shizua.
- Kasuka,
nie wymądrzaj się. Najwidoczniej ta dziewczyna jest niedojrzała.
Powinna okazywać więcej szacunku rodzicom swojego mężczyzny.
- Wkurzacie
mnie!!! Mamo przestań tak mówić o Kamili! Ona uratowała mi życie
i gdyby nie ona to przyszłabyś na pogrzeb a nie na obiad!!! Dlatego
powinnaś zachować się jak dojrzała kobieta i przeprosić za to,
że obraziłaś kogoś komu zawdzięczam życie!!! A jak już to
zrobisz, to siądziemy jak rodzina przy stole i zjemy razem obiad!!!
Nastała
chwila ciszy. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój
wydarzeń. W końcu kobieta w bało-niebieskiej sukience przyszła do
kuchni i skłoniła się przede mną do pasa.
- Proszę
o wybaczenie. Ja... Nie wiem co mnie ugryzło. Ogromnie mi głupio.
Obiad
miną w dosyć niezręcznej atmosferze ciszy. Nikt za bardzo ze sobą
nie rozmawiał. Zastanawiać mnie zaczął brat Shizua, który cały
czas miał ten sam, niezmieniony nawet na sekundę wyraz twarzy.
Pierwszy zjadł pan Heiwajima.
- Dziękuję
za posiłek. Bardzo mi smakowało. Sama pani gotowała?
- Tak.
Dziękuję. - Uśmiechnęłam się.
- Kuchnia
polska jest bardzo syta. Dawno się tak nie najadłem!
- Jeszcze
lepiej gotuje moja mama. Ja niedawno zaczęłam się uczyć.
- Uczęszczasz
na kurs? - Zainteresowała się pani Heiwajima.
- Nie.
Uczę się sama w domu. Nie mam czasu na kursy gotowania.
Znowu
zapadła cisza. Wszyscy zjedli i sztućce wylądowały na talerzach.
Zabrałam je i wyniosłam do kuchni. Zostałam tam chwilę żeby
się rozluźnić... Ech... Skąd się wzięło to uczucie? Ten
dyskomfort psychiczny... Wszystko to wyglądało jak scena z
kiepskiego serialu. Dlaczego zawsze to ja muszę trafiać na tak
dziwne sytuacje? Czy nie mogę spędzić JEDNEGO dnia NORMALNIE?
Głęboko odetchnęłam i wróciłam do pokoju z miseczką
przyniesionych przez Kasukę przekąsek. Musiało minąć trochę
czasu zanim atmosfera się nieco rozluźniła. Shizuo był niezwykle
zdeterminowany w swoim postanowieniu spędzenia miłego popołudnia i
wyjął butelkę oryginalnego Jacka Danniel'sa. Bez sztucznych
syntetyków, na które jestem uczulona! Wypiliśmy trochę i wszystko
stało się zupełnie inne. Zaskakujący jest fenomen alkoholu,
wystarczy tylko odrobina, aby wszyscy stali się weselsi! No... Może
z wyjątkiem Kasuki.
- Kasuka
– kun, dlaczego jesteś taki poważny?
- Przecież
się uśmiecham.

Od
razu mówię, że się nie upiłam. Wróciłam szybko do domu,
podczas gdy rodzina Heiwajima została aby kontynuować spotkanie.
Dzielni podróżnicy szybko zjedli cały przygotowany przeze mnie
posiłek w ogólnej atmosferze smutku i zawodu. Znowu chodziło o
pióro.
- Ktoś
ukrywa fragment wspomnień księżniczki. Nie możemy go namierzyć,
a aura wykrywana przez Mokonę co jakiś czas zmienia położenie. -
Wyjaśnił Fay.
- Odwaliliście
kawał dobrej roboty. Myślę, że powinniście nieco odpocząć. Ja
za to mam pewien pomysł. Jeśli się uda to już w środę będziemy
mieli pióro.
- Jak
chcesz to zrobić? - Zerwał się zaskoczony Syaoran.
- Najpierw
muszę zmierzyć się z demonem.

