sobota, 28 marca 2015

Rozdział 21

  Witajcie ludziska!
  Oto nadchodzi długo wyczekiwany rozdział 21!!!
*Fanfary*
  Uprzedzam, cały dzień siedziałam nad przepisywaniem notki, może nie jest długa, ale targały mną takie emocje, że musiałam robić sobie przerwy i długo zastanawiać się jak co napisać, żeby było dobrze! ^^"
  Nie przedłużając... Oto rozdział 21!!!:

~


- E...?! Dz-dzień dobry... - Przywitał mnie zaskoczony Heiwajima.
  Właśnie stałam przed drzwiami jego mieszkania trzymając w rękach dwie siatki z zakupami. Chyba nie spodziewał się mnie o 9:00 – bo wychylał zza drzwi jedynie głowę.
- Dzień dobry! Pomyślałam, że pomogę ci posprzątać i z zrobić obiad. Zrobiłam już zakupy, a Kishitani – san dał mi twój adres.   Powiedział, że nie będziesz miał nic przeciwko i o wszystkim ci powie kiedy będę na zakupach...
- No właśnie nie powiedział ani słowa... - Westchną. - Wejdź. -   Otworzył szerzej drzwi żebym mogła przejść do przedpokoju, który do najczystszych nie należał.
  Upuściłam siatki na podłogę.
  Nie zwróciłam uwagi na Heiwajimę zamykającego drzwi gdyż moją uwagę przykuł wieszak obwieszony przez najprzeróżniejsze części garderoby. Zupełnie jakby poza nim w tym domu mieszkały jeszcze trzy osoby. Do tego buty walały się po ziemi, a lustro było matowe i pełne smug po niedokładnym przecieraniu.
  Spodziewałam się nieco większego porządku... Zaraz spojrzałam na Heiwajimę, który miał na sobie jedynie niebieskie spodnie od piżamy i biały podkoszulek... Odkrywający mięśnie na jego rękach i opinający się na klatce pieeersiowej!!!
- Wszystko w porządku...?
  Kompletnie nie wiedziałam co do mnie mówił. Zagapiłam się, a na dodatek serce zabiło mi jakoś tak mocno i w brzuchu stado motyli odpornych na kwas solny z żołądka wzbiły się do lotu i łaskotały od wewnątrz.
- Kamila – chan! - Zaśmiał się. - Dzwonić po pogotowie?
- Eeee... A po co...? Aj sorki... Ja tylko...
- Tylko co? Zagapiłaś się na mnie? - Uśmiechną się znacząco.
- N-nie! - odkrzyknęłam zawstydzona - To gdzie masz tu kuchnię?
- Idź na prawo korytarzem. - Polecił i wyminą mnie z uśmiechem wymalowanym na ustach.
  Przedpokój miał kształt podłużnego prostokąta, po lewej stronie mieściło się wejście do sypialni Heiwajimy – tam właśnie się udał.   Ja zaś wedle polecenia poszłam na prawo i przez nagi próg wstąpiłam do kuchni. Przede wszystkim zaskoczyły mnie wymiary mieszkania. Kuchnia mieściła się w pomieszczeniu zbudowanym na planie kwadratu, a wszelkie wyposażenie było ustawione ciasno przy ścianie. Lodówka znajdowała się w lewym rogu ściany równoległej ścianie z wejściem do kuchni. Tuż obok niej stał blat stołu kuchennego, a pod nim szafki zakryte drzwiczkami. W prawym rogu zostawiona była przerwa, a w niej stały taborety. Na nich z kolei leżały kartonowe pudełka. Dalej wzdłuż prostopadłej ściany aż do rogu bliższego drzwiom stała kuchenka elektryczna z piekarnikiem oraz dwa zlewy, w których pełno było brudnych talerzy i misek. Za zlewami zawieszona była szafka z wmontowanym ociekaczem do naczyń i półką na suche kubki.
  Blat stołu był nieco przybrudzony, postawiłam na nim siatki z zakupami i otworzyłam drzwi od lodówki. Niewiele w niej było... Zaledwie pojemnik z wędliną, butelka mleka i dwa ogórki.
  Wyjęłam warzywa i zostawiłam do odmrożenia, a resztę produktów włożyłam do środka. Zaraz rozchyliłam drzwiczki i zajrzałam do szafek pod blatem kuchennego stołu. Na dwóch półkach stały ułożone jeden do drugiego garnki, teflonowa patelnia, pół paczuszki cukru i na samym dole kilka pustych słoików. Zamknęłam szafkę i zaczęłam się zastanawiać jak to jest możliwe, żeby ochroniarz komornika miał takie duże i tak ładnie wyposażone mieszkanie. Może i było nieco zaniedbane, ale reszta pomieszczeń z pewnością nie była gorsza od kuchni.
- Przepraszam za ten bałagan. Spodziewałem się ciebie trochę później... Przed chwilą skończyłem jeść śniadanie, a tak to bym trochę posprzątał...
  Zdążył już przebrać się w zwyczajną dla jego codziennego ubioru białą koszulę i materiałowe spodnie, ja zaś miałam na sobie cienki zielony golf i ciemne jeansy rurki. W torebce miałam spakowaną ładniejszą czerwoną bluzkę z większym wycięciem na barkach i przeplataną srebrnymi nitkami układającymi się w kwiatowy wzór. Od czasu spotkania z ludźmi Orihary mam zawsze coś na przebranie pod ręką.
- Rozumiem. - Rzekłam mu z uśmiechem. - Ile mamy czasu do przyjazdu twojego brata? Mam nadzieję, że nie przyjdzie już o 12:00 – uśmiechnęłam się.
- Nieee... - Podrapał się w tył głowy z niepewnym wyrazem twarzy.
- Hm? O co chodzi?
- Wiesz... Wczoraj napisał do mnie. Było już trochę późno i nie chciałem cię budzić...
- Nie przyjedzie? - Zaniepokoiłam się. - Kurcze niepotrzebnie tyle tego kupiłam...
- Nie, nie o to chodzi... Widzisz... Powiedział, że będzie przejeżdżał przez Osakę. Tam mieszkają nasi rodzice. Przyjedzie z nimi.
  Stanęłam jak wryta.
  Rodzice...
  Rodzice Heiwajimy mają przyjechać.
- Cóż... Ehm... Jeśli tak, to-to ja mogę wyjść i spotkamy się w poniedziałek. Nie będę się narzucała, z koro robi się z tego takie spotkanie rodzinne to nie będę przeszkadzała.
- Ty? Nie, nie będziesz nam przeszkadzała, po prostu głupio mi, że nie mogłem cię wcześniej poinformować.
  Poczułam się nieswojo. Patrzyłam na Heiwajimę zmartwiona, a on podszedł i przytulił mnie do siebie czule. Odwzajemniłam uścisk wtulając się w jego ciepłe ciało.
- Nie wiem czy to dobry pomysł...
- Spokojnie, myślę, że im się spodobasz. Jesteś piękna i inteligentna, a do tego wykształcona i zaradna. Uratowałaś mi życie, nie zapominaj o tym.
  Westchnęłam.
- Nie wiem czy nie jest za wcześnie... Jesteśmy ze sobą dosyć krótko...
  Popatrzyłam mu w oczy, a on uśmiechną się i odgarnął grzywkę do tyłu. Jego orzechowe oczy wprost przyciągały mnie do siebie niczym czarna dziura pochłaniająca przestrzeń dookoła.
- No i? Kto wie, może wykluje się z tego naszego związku coś więcej...?
  Zawstydzona odwróciłam wzrok, a blondyn pocałował mnie w usta tak czule, jakby był wiosennym wiatrem muskającym pąki przebiśniegu.
- Pójdę teraz ogarnąć bałagan w salonie. To pomieszczenie tuż obok. Ty rozgość się w kuchni, kochanie...~
- Idź ty już lepiej sprzątać! - Odepchnęłam go czerwieniąc się i podeszłam szybkim krokiem do pudeł na ustawionych na taboretach. - Czym mogę tu ogarnąć...?
- W pudełkach powinna być jakaś chemia. - Rzekł i wyszedł.
Ja tymczasem musiałam nieco ochłonąć. Czy... Czy Heiwajima naprawdę... Naprawdę chciałby czegoś więcej...? Rodziny... Opierając się o te cholerne pudła zaczęłam się zastanawiać czy Heiwajima naprawdę mógłby chcieć zostać moim mężem. Może tylko na to po cichu liczył? Chociaż Rana mówiła, że całe życie szukał książkowej miłości... I wtedy przyszła kolejna zawstydzająca wizja, przez którą stado motyli uwięzionych w moich trzewiach znowu podjęło próbę lotu. Chcąc szybko odwrócić swoją uwagę od dziwnych obrazów widzianych poprzez oczy wyobraźni zaczęłam otwierać kartonowe pudła i szukać środków czystości. Jednak dopiero w ostatnim znalazłam płyn do mycia okien, podłóg, mleczko do czyszczenia kuchenki i kranów oraz kilka rzuconych niedbale szmatek.
  Zabrałam się za porządki. Wysprzątałam całą kuchnię, wytarłam kurze i zmyte ręcznie naczynia umieściłam na ociekaczu. Zabrałam się też za umycie lustra w przedpokoju, a wszystkim tym czynnościom towarzyszył cichy szum odkurzacza. Weszłam do salonu znajdującego się na prawo od kuchni i ujrzałam porządnie odkurzony i okazale prezentujący się pokój. Całą lewą ścianę zakrywała szafa z wnęką i szklanymi szybami ukazującymi ustawione w środku ceramiczne imbryki, zastawę stołową, flakoniki z męskimi perfumami, oprawione w ramki zdjęcia rodziny Heiwajimy oraz imponującą kolekcję muszli. We wnęce stał telewizor, a obok niego odtwarzacz DVD starego typu jaki pamiętałam z czasów dzieciństwa. W prawym pokoju salonu przy oknach stała czarna kanapa narożnikowa, a przy niej okrągły stół, za to na końcu tej jasnoczerwonej ściany widniały lekko uchylone drzwi. Sądząc po widoku pralki – była to łazienka.
- Heiwajima – san? - Zapytałam wchodząc do środka.
- Jestem tutaj.
  Mile zaskoczona zobaczyłam jak szoruje wannę. Prostokątne pomieszczenie wyłożone było pomarańczową płytką, a na podłodze rozłożony był biały, miękki dywan. Blondyn usiadł na klapie od klozetu, który znajdował się tuż obok wąskiej, przystosowanej do siedzenia wanny. Uśmiechnęłam się życzliwie widząc jak poprawia podciągnięte wcześniej pod łokcie rękawy koszuli.
- Skończyłam już sprzątanie, nawiasem mówiąc to całkiem ślicznie mieszkasz. Sam jeden i takie duże mieszkanie...
- Wiesz już czemu rzadko tu bywam... Jako starszy brat miałem się wcześniej ożenić, rodzice kupili mi to mieszkanie żebym nie musiał się ze swoją rodziną tułać po stancjach. Nie byłem w szkole orłem, więc spodziewali się, że szybko założę rodzinę... Ale wyszło jak wyszło. Tylko tu śpię, myje się i trzymam rzeczy. Nie lubię tutaj siedzieć bo można depresji dostać siedząc samemu w tak dużym mieszkaniu. Wolę jeść na mieście, dlatego w lodówce trzymam niewiele rzeczy.
- Przynajmniej nie musiałeś harować tyle co ja, żeby mieć własny dach nad głową.
- Mniejsze mieszkanie łatwiej utrzymać. - Uśmiechną się. - W czystości również. Najczystsza z całego domu to jest moja sypialnia.
- Wow... Masz sypialnię. A ja – biedna pani stomatolog śpię na rozkładanej kanapie w saloniku. - Uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Jednak zaraz zobaczyłam dosyć dziwny błysk w oku siedzącego na klopie Azjaty, który podświadomie wzbudził we mnie czujność. Ewidentnie coś sobie myślał i w krępującej ciszy świdrował mnie wzrokiem.
- P-pomóc ci w czymś jeszcze? - Zapytałam skrępowana chcąc zakończyć tę denerwującą ciszę.
- Nieee... Wiesz... Tak sobie myślę... Może zostałabyś na noc? Zamówilibyśmy sobie coś, zjedli romantyczną kolację, we dwoje...~
  Zaskoczona stałam chwilkę czując narastające ciepło w brzuchu i na policzkach. Dlaczego zażenowałam się sama sobą? Może dlatego, że zachowywałam się jak zakochana nastolatka? Po chwili jednak musiałam zreflektować się i dać jakąś odpowiedź.
- Heiwajima – san, echm... Na 18:00 muszę być z powrotem w domu. Wiesz... Syaoran, Fay, Kurogane, Mokona i księżniczka Sakura nadal u mnie mieszkają.
  Wstał patrząc na mnie z lekkim zawodem. Powoli podszedł do mnie, a jego twarz nabrała wyrazy naburmuszonego dziecka.
- Ka-mi-(l)ra – chan! Mów mi po imieniu.
  Zdezorientowana przytaknęłam i nieco bardziej przyparłam do ściany. Ten zaś oparł się nonszalancko o ścianę i znów zaczął hipnotyzować mnie swoimi orzechowymi oczami. Coś się święci... On coś knuje...!!! Czując tą bliskość aż gorąco mi się na twarzy zrobiło!
- Powiedz moje imię. Śmiało. Chyba pamiętasz jak mam na imię, prawda? - Jego niski szept sprawił, że nagle moje jelita zaczęły nerwowo podrygiwać.
  Zdziwiona nagle zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. To jedno słowo... Imię mojego ukochanego. Znałam je, i chciałam wypowiedzieć ale wzrok tych orzechowych oczu nie dawał mi spokoju! Paraliżował. Gorąco, oddech, bliskość, szept... Aż musiałam szybciej oddychać. Wzrok Heiwajimy po raz pierwszy paraliżował moje ciało. Podobnie było z Oriharą... Ale jego się bałam. To zupełnie inna sytuacja! Chwila... Dlaczego nagle ich do siebie porównuje...?
  Ujął moje policzki dłońmi skropionymi białą pianą. Wilgotna, puszysta, w połączeniu z ciepłą dłonią Heiwajimy... Nie, Shizua... Czułam jak wszystkie moje zmysły wyostrzają się. Oczy widziały więcej, skóra czuła pełniej, uszy słyszały wyraźniej, nos chłoną woń zarówno chemicznej pianki jak i zapach ciała mężczyzny przede mną... Usta... Jeszcze tylko usta spierzchły... Rozchyliłam je zamykając oczy, czułam się taka słaba...
- Heiwajima Shizuo... Jesteś Heiwajima Shizuo...
- Powtórz... - Poczułam jego oddech na policzku.
- Shizuo...
- Jeszcze raz...
- Shizuo...
- Tak...Shizuo...
  Nasze usta złączyły się w kolejnym słodkim pocałunku. Oderwał się zaraz, a ja po prostu nie rozumiałam, nie mogłam pojąć, dlaczego przestał mnie całować. Wsparłam się o niego lekko nieprzytomna.
- C-co ty robisz...? Czemu tak...?
- Nic takiego~ Po prostu cię uwodzę. - Obdarował mnie pewnym siebie, rozbrajająco seksownym uśmiechem.
- Idiota... -Westchnęłam zawiedziona i odczepiłam się od jego osoby.
  Podał mi ręcznik i popatrzył z rozbawieniem.
- To teraz idziesz robić obiadek~?
- JA idę?! Spadaj! - Rzuciłam w niego owym ręcznikiem i nabzdyczona wyszłam z łazienki.
  Oczywiście żartowałam, nie obraziłam się. Shizuo doskonale o tym wiedział, bowiem wrócił do szorowania wanny. Ja tymczasem przyrządziłam kotlety z piersi kurczaka, mizerię i gotowane ziemniaki ugniotłam z masłem w garnku. Niespodziewanie ktoś zaczepił mnie od tyłu. Oczywiście mam na myśli blondyna, który tak okrutnie przerwał nasze pocałunki.
- Hmmm~! Jak ładnie pachnie~! Co to takiego?
- Polska kuchnia. Mam nadzieję, że wszystkim posmakuje.
- Pachnie obłędnie! - Przytulił mnie i wsadził palec do ziemniaków.
- Ej! - Odepchnęłam jego rękę i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Daj spróbować!
- Zjesz ze wszystkimi.
- Okruuutnaaa...
- Dobra, przestań. Ja idę się jeszcze przebrać, ty też idź bo cuchniesz płynem do czyszczenia wanny!
  Wyrwałam mu się i zabrałam torebkę. Zobaczyłam też jak szybko sięga palcem do garnka i smakuje ziemniaków.
- Shizuo!
- Dobre!
  Popatrzyłam na niego z politowaniem. Szybko wybiegł ze śmiechem, a ja odprowadzałam go wzrokiem do jego sypialni z uśmiechem rozczulenia. Udałam się do łazienki aby zmienić zielony golf na czerwoną koszulkę z długim rękawem. Na niej wyhaftowane były srebrną nicią różnorakie koliste wzorki i kwietne motywy. Zrobiłam też pełny make-up i poprawiłam włosy.
  Kiedy skończyłam jeszcze chwilkę patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Już niedługo... Już zaraz przybędą rodzice Shizua i jego brat. Czy mnie zaakceptują? Są bogaci... W sumie to ja jestem lekarzem, nie powinni być jakoś specjalnie zawiedzeni. Chciałabym, żeby byli dumni z syna. Nie udało mu się wiele rzeczy, wielu ma go za potwora, ale to nie jest prawda. Ja widzę przystojnego, wrażliwego i uroczego mężczyznę, który pragnie spokojnego życia.
Dzzz!!!”
  Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam szybko do przedpokoju chowając uprzednio wszystkie kosmetyki i wieszając torebkę w przedpokoju. Shizuo poprawiał jeszcze coś w salonie, a ja z bijącym sercem chwyciłam za klamkę i szeroko otworzyłam drzwi przed wchodzącymi do środka gośćmi.
- Dzień dobry. - Uśmiechnęłam się i skłoniłam przed wchodzącymi ludźmi.
  Ku mojemu zdziwieniu elegancka kobieta i mężczyzna minęli mnie i poszli od razu przywitać się z synem. Tylko młody chłopak o ciemnobrązowych włosach zatrzymał się przy mnie z pokerową twarzą odpowiadając na powitanie.
- Witaj Shizuo. Ach, tyle czasu się nie widzieliśmy, synku. Widzę, że dorobiłeś się gosposi.
  W jednej chwili grunt usunął mi się spod nóg. Wręcz nie wiedziałam jak zareagować – Takiego czegoś się po prostu nie spodziewałam.
- Ehm... Mamo... Ja też się cieszę... - Shizuo starał się wyjaśnić nieporozumienie, ale jego ojciec – kompletnie do niego niepodobny okularnik zagadał go kolejnymi pochwałami.
  Na szczęście brat mojego chłopaka okazał się bardziej przytomny.
- Jesteś jego dziewczyną, prawda?
  Przytaknęłam nie wiedząc co więcej mogę dodać.
  Słysząc to państwo Heiwajima spojrzeli najpierw na mnie, potem na syna, a na końcu po sobie.
- Najmocniej przepraszam. - Mężczyzna zmieszany swoim postępkiem skłonił się nisko i aż zaczerwienił ze wstydu. - Prawdę mówiąc nie zauważyłem pani, wchodziłem obok żony. Proszę o wybaczenie.
- Ależ nie ma o czym mówić! - Zaśmiałam się nie mniej zmieszana.
- Och... Dziewczyna... - Pani Heiwajima nie wyglądała na zbyt zadowoloną. - Shizuo, tyle kobiet jest w Tokio, a ty wybierasz emigrantkę?
  ...
  Wściekła aż wyszłam do kuchni. Nie sądziłam... Nie sądziłam, że kiedykolwiek spotkam się z takim... No chamstwem!
- Kamila! - Zawołał za mną Shizuo, a ja spakowałam część jedzenia do pojemników próżniowych, aby zanieść je dla wygłodniałych podróżników. - Kamila, poczekaj!
- Na co?! Na zmieszanie z błotem?! Przepraszam, ale jestem pełnoprawną obywatelką Japonii, mam wykształcenie wyższe i nie zamierzam siedzieć przy obiedzie z osobą, której pojęcie tolerancji jest zupełnie obce! - Patrzyłam na niego z wyrzutem, a zarazem bliska płaczu. - Wracam do domu...
- Kamila, nie... Przepraszam... Zostań... - Jawna desperacja w jego oczach mnie zatrzymała.
  Stanęłam pewna swego patrząc mu w twarz.
- Ty mnie nie masz za co przepraszać.
- Mamo!
  Shizuo wyszedł z kuchni zdenerwowany. Z kuchni słyszałam całą dyskusję.
- Widzisz co zrobiłaś?!
- Nie podnoś na mnie głosu.
- Przeproś ją!
- To ona zachowuje się niedojrzale. Powinna stać tutaj i powiedzieć mi to wszystko w twarz.
- Kochanie, źle zrobiłaś. Przeproś panią i siądziemy do obiadu...
- Też mi wielki powód do obrazy. Po prostu wygląda jak wygląda, a Japonką rodowitą nie jest. Nie wiem co obraźliwego jest w słowie „emigrant”.
- Mamo, chciałbym zwrócić uwagę na to, że powiedziałaś to zdanie w taki sposób, że brzmiało to jak obelga. - Odezwał się spokojny głos brata Shizua.
- Kasuka, nie wymądrzaj się. Najwidoczniej ta dziewczyna jest niedojrzała. Powinna okazywać więcej szacunku rodzicom swojego mężczyzny.
- Wkurzacie mnie!!! Mamo przestań tak mówić o Kamili! Ona uratowała mi życie i gdyby nie ona to przyszłabyś na pogrzeb a nie na obiad!!! Dlatego powinnaś zachować się jak dojrzała kobieta i przeprosić za to, że obraziłaś kogoś komu zawdzięczam życie!!! A jak już to zrobisz, to siądziemy jak rodzina przy stole i zjemy razem obiad!!!
  Nastała chwila ciszy. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. W końcu kobieta w bało-niebieskiej sukience przyszła do kuchni i skłoniła się przede mną do pasa.
- Proszę o wybaczenie. Ja... Nie wiem co mnie ugryzło. Ogromnie mi głupio.

  Obiad miną w dosyć niezręcznej atmosferze ciszy. Nikt za bardzo ze sobą nie rozmawiał. Zastanawiać mnie zaczął brat Shizua, który cały czas miał ten sam, niezmieniony nawet na sekundę wyraz twarzy. Pierwszy zjadł pan Heiwajima.
- Dziękuję za posiłek. Bardzo mi smakowało. Sama pani gotowała?
- Tak. Dziękuję. - Uśmiechnęłam się.
- Kuchnia polska jest bardzo syta. Dawno się tak nie najadłem!
- Jeszcze lepiej gotuje moja mama. Ja niedawno zaczęłam się uczyć.
- Uczęszczasz na kurs? - Zainteresowała się pani Heiwajima.
- Nie. Uczę się sama w domu. Nie mam czasu na kursy gotowania.
  Znowu zapadła cisza. Wszyscy zjedli i sztućce wylądowały na talerzach. Zabrałam je i wyniosłam do kuchni. Zostałam tam chwilę żeby się rozluźnić... Ech... Skąd się wzięło to uczucie? Ten dyskomfort psychiczny... Wszystko to wyglądało jak scena z kiepskiego serialu. Dlaczego zawsze to ja muszę trafiać na tak dziwne sytuacje? Czy nie mogę spędzić JEDNEGO dnia NORMALNIE? Głęboko odetchnęłam i wróciłam do pokoju z miseczką przyniesionych przez Kasukę przekąsek. Musiało minąć trochę czasu zanim atmosfera się nieco rozluźniła. Shizuo był niezwykle zdeterminowany w swoim postanowieniu spędzenia miłego popołudnia i wyjął butelkę oryginalnego Jacka Danniel'sa. Bez sztucznych syntetyków, na które jestem uczulona! Wypiliśmy trochę i wszystko stało się zupełnie inne. Zaskakujący jest fenomen alkoholu, wystarczy tylko odrobina, aby wszyscy stali się weselsi! No... Może z wyjątkiem Kasuki.
- Kasuka – kun, dlaczego jesteś taki poważny?
- Przecież się uśmiecham.
                                             
  Od razu mówię, że się nie upiłam. Wróciłam szybko do domu, podczas gdy rodzina Heiwajima została aby kontynuować spotkanie. Dzielni podróżnicy szybko zjedli cały przygotowany przeze mnie posiłek w ogólnej atmosferze smutku i zawodu. Znowu chodziło o pióro.
- Ktoś ukrywa fragment wspomnień księżniczki. Nie możemy go namierzyć, a aura wykrywana przez Mokonę co jakiś czas zmienia położenie. - Wyjaśnił Fay.
- Odwaliliście kawał dobrej roboty. Myślę, że powinniście nieco odpocząć. Ja za to mam pewien pomysł. Jeśli się uda to już w środę będziemy mieli pióro.
- Jak chcesz to zrobić? - Zerwał się zaskoczony Syaoran.

- Najpierw muszę zmierzyć się z demonem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz