piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 22

  I co?!
  I co?!
  Dałam radę!
  No to teraz rozkoszujcie się nowym rozdziałem~ ^^
   Katsumi~!

~

Niedziela... Słodka niedziela... Dawno już nie było tak miło i spokojnie w niedzielę. Atmosfera była niemalże rodzinna. Razem z Fay'em, Syaoranem, Kurogane, Mokoną i księżniczką udaliśmy się do kościoła. Mieli okazję poznać nieco mój świat od tej spokojniejszej strony. O dziwo, Mokona usnęła na pół godziny ukołysana w ramionach młodej monarchini podczas podróży metrem. Wszyscy byli pod wrażeniem małej kaplicy, po mszy zostaliśmy chwilkę w środku i opowiedziałam przybyszom nieco o kulturze chrześcijańskiej. Następnie poszliśmy na lody i do parku. Heiwajima także spędził niedzielę w rodzinnej atmosferze. Od dawna nie czułam się tak szczęśliwa z powodu spokojnego, normalnego dnia. Ale największym szczęściem jakie mnie spotkało tego dnia była wiadomość od mamy. Ze łzami w oczach czytałam kolejne słowa...:

„Cześć córeczko! Dlaczego nie piszesz? Wszystko w porządku? Odpowiedz, martwimy się. Wojtek zdał do trzeciej klasy gimnazjum i chce pisać za rok olimpiadę z angielskiego. My pracujemy, nic się nie dzieje, życie pomału się toczy. Gratulujemy Ci jeszcze raz ukończenia studiów! Teraz tylko znajdź sobie przystojnego lekarza, hihi. Bardzo Cię kochamy, napisz szybko. Mama”

  Z uśmiechem napisałam odpowiedź, niemal popłakałam się prosząc by byli dostępni z samego rana, kiedy ja już będę po zaplanowanej akcji... Uda mi się? Zobaczymy...  Dołączyłam też zdjęcie Shizua i pochwaliłam się posiadaniem kochającego mężczyzny. Tak... Cieszyłam się chwilą, ostateczny pojedynek zbliżał się wielkimi krokami.
  Poniedziałek, najbardziej znienawidzony przez ludzkość dzień tygodnia, rozpoczął się jak każdy inny. Jedyną różnicą było to, że Syaoran i jego drużyna mieli spędzić dzisiejszy dzień na relaksie. W końcu młody archeolog już wystarczająco wymęczył zranioną kostkę jak i przejęty losem księżniczki umysł.
  Przyszłam do pracy, w recepcji jednak nie zastałam Sebastiana, co mnie strasznie zdziwiło. Miałam tylko nadzieję, że nie poszedł odebrać pióra sam…
- Witaj Isozaki-san! – Przywitała mnie Shura.
- Dzień dobry. Masz dzisiaj ranną zmianę?
- Tak. Będę do obiadu. Mąż dzisiaj ma dla mnie jakąś niespodziankę…~ - Mówiła podekscytowana, kiedy zakładałam fartuch. – Jutro mamy rocznicę ślubu, ale mój kochany musi jechać w delegację, więc zapewne zaplanował coś dzisiaj…~ A co u ciebie?
- Pomału dochodzę do siebie. Czuję, że jeszcze trochę i wszystko się skończy.
- To dobrze, wiesz co z Sebastianem? Nasz wzorowy recepcjonista po raz pierwszy spóźniła  się do pracy.
- Wzorowy recepcjonista dostał awans.
  Odwróciłyśmy się.
  Za nami stał Sebastian. Uśmiechał się życzliwie, a na sobie miał schludnie uprasowany fartuch z plakietką: „Asystent: Sebastian Michaelis”.
- Oh! Nie zauważyłam kiedy wszedłeś. Gratulacje.
- On nie wszedł, pojawił się za nami niczym koszmar. – Rzekłam kąśliwie.
  Shura popatrzyła na mnie zaskoczona.
- Nie pytaj. On wie o co mi chodzi.
- Niezmiernie mi przykro, ale przydzielono mnie do twojego gabinetu. – Uśmiech na jego twarzy spowodował, że miałam ochotę trzasnąć go w policzek.
- Pokłóciliście się? – Wtrąciła Shura, lecz zignorowałam jej pytanie.
- Niezmiernie mi przykro, „Asystęcie”, nie zostałam o tym poinformowana przez przełożonego, więc dopóki nie dostanę stosownego pisma…
- Oto ono.
  Wyjął zza pleców świstek papieru, który faktycznie posiadał stosowne pieczątki i podpisy. Przeklęłam po polsku – Co najwyraźniej go rozbawiło – a następnie wyszłam z pokoju. Szybko podążyłam do swojego gabinetu i spojrzałam przelotnie na pacjentów.
- Ktoś z państwa do mnie? – Zapytałam jednocześnie chwytając za klamkę.
- Tak, mój syn i jeszcze tam panie. – Odezwała się cicho kobieta ze zmęczeniem wypisanym na twarzy.
  Obok niej siedział chłopczyk w szkolnym mundurku. Wyglądał na nieco przestraszonego.
- To państwa zapraszam. – Uśmiechnęłam się do chłopca, a gdy jedna ze staruszek już podnosiła się z krzesła aby zaprotestować natychmiast zgromiłam ją wzrokiem. – Pani jest lekarzem?
  Zaskoczona usiadła, a ja szybko zamknęłam drzwi i poleciłam chłopczykowi usiąść na fotelu.
- A będzie długo? – Zapytało zaniepokojone dziecko. – Dzisiaj idziemy do zoo. Chciałbym zdążyć żeby pani nie odjechała beze mnie…
- Zaraz zobaczymy. – Nachyliłam się do chłopca. – Niestety mam bardzo kłopotliwego asystenta! – Zaśmiałam się chcąc rozbawić malca. – Ciągle się spóźnia! A to z niego leń… - Zaraz do gabinetu wszedł Sebastian. – No nareszcie! Ruszaj się! Otwieraj kartę tego młodego pana! Musi zdążyć do zoo! – Z satysfakcją patrzyłam na zaskoczonego demona i rozbawione dziecko. – A jakie zwierzę chciałbyś zobaczyć najbardziej?
- Żyrafy! Żyrafy i słonie!
- Rozumiem! Se… - Zauważyłam, że nawet nie drgną. Stał sparaliżowany zaskoczeniem jakbym nagle zmieniła się w stracha na wróble. – Co ty wyprawiasz?
- Tam na…
- Otwieraj kartę! Na litość boską!
  Dziecko roześmiało się, a na twarzy matki chłopczyka rozpromieniał uśmiech.
  Przez całą obecność chłopca w gabinecie specjalnie stroiłam głupkowate miny przyglądając się jego ząbkom. Rzeczywiście chłopiec potrzebował szybkiego zabiegu, miał do skończenia leczenie kanałowe i musiałam zdjąć tymczasowe wypełnienie nałożone przez innego lekarza i wyciągnąć sączki z kanalików.
  Kiedy wyszli Sebastian oczywiście próbował znowu zagaić rozmowę ale czym prędzej wprosiłam starszą panią, której musiałam wytłumaczyć, że chłopiec śpieszył się na wycieczkę, podczas gdy ona była umówiona tylko na przegląd. Starałam się jak najdłużej przeciągać wizyty kolejnych pacjentów, jednak nie na tyle by wychodzili z gabinetu z obolałą szczęką od długiego trzymania otwartych ust. Na szczęście pacjentów było na tyle dużo, by zajmować się nimi aż do przerwy obiadowej. Tutaj jednak już nie było możliwości uniknięcia konfrontacji z demonem… Nawet jeśli starałam się czym prędzej wybiec z pokoju, on pojawił się jak cień tuż przy drzwiach.
- Czy zanim zejdziemy na obiad możesz poświęcić mi chwilkę uwagi? – Rzekł powoli.
- No dobra… - Westchnęłam z rezygnacją. – Raczej nie mam wyboru.
  Odeszłam na chwilę do biurka, żeby wyłączyć komputer, a czarnowłosa istota błyskawicznie znalazła się za mną. Oczywiście w swej ludzkiej postaci zbliżyła się nader blisko, a będąc zagoniona w przysłowiowy „kozi tóg” czułam się zaniepokojona. Nie mogłam się nawet odwrócić, bo demon przylgnął do mnie jak jakiś wstrętny rzep. Chwycił mnie za ramiona, a także nachylił tak, iż czułam jego oddech na małżowinie usznej.
- Czy mam rozumieć, że nie zamierzasz ze mną współpracować? – Odezwał się niskim tonem.
- Zamknij się, odsuń i poczekaj. Tylko nie rób nic głupiego bo pióra nawet z daleka nie zobaczysz.
  Cichy śmiech wywołał u mnie dreszcze. Tak, zaśmiał się i powoli przesunął swoje dłonie zakryte lateksowymi rękawiczkami na moje łokcie.
  Czy to aby nie podchodzi pod molestowanie seksualne?
- Wydaje mi się, czy użyłaś groźby?
  Przełknęłam głośno ślinę czując jak narastający we mnie niepokój wyzwala pokłady adrenaliny, a moje serce przyśpieszyło rytm pompowania krwi… Demonowi nie wolno ulegać, nie wolno wierzyć w jego słowa…
- Z tego co wiem, to jesteś skrępowany paktem… – Instynktownie poczułam, że powinnam dodać jeszcze…- Jak pies na smyczy. I tylko ja mogę zdjąć ci obrożę. Powinno ci zależeć na tym, co o tobie myślę. Jeśli sprawisz, że będę się ciebie bała to prędzej wyląduję w szpitalu psychiatrycznym niż ci pomogę.
  Poczułam jak jego ciepłe usta muskają moją szyję. Kaskada dreszczy przeszła po mnie wodospadem, próbowałam się wyrwać, ale on tylko chichotał i pozwolił mi jedynie odwrócić się w swoją stronę, a następnie oparł się o ścianę zmuszając mnie do przylgnięcia do jej zimnej struktury. Jego oczy były zimne. Pozbawione uczuć, jednak za chwilę jakby złagodniały i zakryte powiekami przysunęły się do mnie wraz z resztą twarzy. Z przerażeniem odwróciłam głowę w bok i zacisnęłam powieki.
- Zwariowałeś?! M-Mam chłopaka!!!
  Poczułam jego dłonie na swoich biodrach, dotkną swoim nosem mojego, jego miarowy, spokojny oddech owiewa moje usta, podczas gdy cała poczułam, że staję się mniejsza, krucha niczym lalka z porcelany, do tego ze zdenerwowania oddychałam niespokojnie szybko.
- To, że jestem słabszy nie znaczy, że słabszy od ciebie. A to oznacza, że mogę z tobą zrobić co tylko zechcę…
  O BOŻE!
  Miał rację…
  Mógł zrobić co chciał…
  Nieskuteczne próby ucieczki spełzły na niczym, zatem byłam zdana na łaskę bądź niełaskę istoty piekielnej…
- Skrzywdź mnie, a pożegnasz się z wolnością. Nie pomogę ci jeśli dalej będziesz się tak zachowywał, rozumiesz?!
- Kim ty jesteś żeby mi dyktować? Jesteś nic nie wartym człowiekiem. Mogę się teraz tobą zabawić, a na koniec pożywić. Wiesz, jestem kociarzem. A koty uwielbiają bawić się zdobyczą…~
- PUŚĆ MNIE DO CHOLERY!!!
  Patrzyłam na niego dysząc ze strachu i złości jednocześnie. W kącikach oczu poczułam zbierające się łzy. Muszę wytrzymać, nie rozpłaczę się.
- Puszczaj mnie… - Syknęłam unosząc lekko głowę. – Jak cię wyegzorcyzmuję to cię ten twój zasrany panicz nie pozna…
  Przesunął swe dłonie na moją talię, ja tymczasem sztywno trzymałam ręce na jego torsie napięte, nie pozwalając by zbliżył się bardziej, o ile to możliwe… Patrzył na mnie z wyższością, pogardą i chłodem. Jednak zauważyłam w tych oczach także oczekiwanie… Czy on mnie sprawdzał?
- Pomogę ci, ale weź mnie, k***a, zostaw…
  Uśmiechnął się z satysfakcją i odsunął ode mnie.
- Czyli jednak masz odwagę patrzeć śmierci prosto w twarz…
- Śmierć nazywa się Celty Sturluson i jest przemiłą osobą, ah, już nie wspomnę o tym, że zgubiła swoją głowę, więc trochę ciężko spojrzeć jej w twarz.
  Widać było, że go rozbawiłam.
- Uwielbiam twój sarkazm. Pojawia się tak niespodziewanie i jest tak błyskotliwy, że ciężko się nie uśmiechnąć. Nawet klątwa panicza nie zdołała cię zabić.
  W głowie rozbrzmiały mi słowa z tamtego dnia na stacji metra.
  „Czerwień cię zniszczy…”
- A jeśli dostanę okresu to czy moja podpaska mnie udusi?
  Zdziwił się, a ja korzystając z okazji uciekłam z pokoju i czym prędzej pomknęłam na stołówkę. Z uczuciem ulgi stwierdziłam, że powinnam częściej go tak dezorientować w trudnych sytuacjach. W końcu i tak jest kłopotliwy, a teraz zyskałam mały sposób na zaskoczenie do taktycznego odwrotu.
  Ledwo usiadłam do stolika, a dosiadł się Sebastian. Shury już nie było, a inni członkowie naszej ekipy gdzieś zniknęli. Akurat dzisiaj musieli wziąć różne zmiany. Tylko ja i Sebastian mieliśmy stałe godziny pracy, z tym że teraz będziemy pracować razem… Nie bardzo fascynowała mnie perspektywa pracy z demonem…
- Nie molestuj mnie więcej, jeśli możesz. Byłabym wdzięczna.
- Spokojnie, nie zamierzam. Muszę ci przyznać, że przypominasz mi pewną osobę…
- Naprawdę?
- Owszem.
- Ojej, jakiś ty miły nagle. Podlizujesz się?
  Tylko uśmiechnął się i kontynuował jedzenie.
  Zajęłam się na pewien czas jedzeniem, kiedy do głowy wpadło mi następne pytanie.
- Z koro chcesz pióra aby się uwolnić, to po co w tedy na dachu był z tobą ten dzieciak?
  Żuł chwilę mięso w ustach, przełknął i odpowiedział spokojnie.
- Panicz pragnie stać się silniejszym. Jako, że kiedyś był człowiekiem to nędzny z niego demon, w piekle nie bardzo interesują się takimi nędznymi kundelkami. Żyjemy na Ziemi, ponieważ chciano przyjąć jedynie mnie, ale jemu też nie chce się polować na dusze aby stać się silniejszym, więc muszę robić to za niego. A jeśli zdobędzie pióro, to olbrzymie pokłady mocy znajdą się na stałe w jego ciele.
  Wnet dostałam gęsiej skórki. Wizja trzynastoletniego chłopca, będącego w istocie parszywym demonem nie była zbytnio przyjemna…

- Pani doktor? – Zaczepiła mnie jedna z pielęgniarek kiedy wróciłam do holu przed stołówka. – Ma pani gościa. Czeka na korytarzu koło pani gabinetu.
  Podziękowałam i udałam się na górę, a tam stał mój kochany Heiwajima Shizuo. Podbiegłam do niego i przytuliłam się na powitanie.
- Przydzielili mi asystenta. – Powiedziałam od razu. – Shizuo, poznaj Sebastiana. Sebastian, to jest Shizuo, mój chłopak.
- Miło poznać. – Odparł demon.
- Mnie chyba też… - Shizuo mierzył Sebastiana podejrzliwym wzrokiem. – Ty chyba jesteś tym kolesiem, który się codziennie dobijał do jej gabinetu, co nie? Co ty chcesz od mojej dziewczyny?
  O nie… Tylko nie to… Żeby mi się tylko nie pobili… Przynajmniej nie na korytarzu. Musiałam chwilkę pomyśleć jak ich rozdzielić.
- Nie martw się, proszę. Nie zamierzam uwodzić twojej ukochanej.
- I lepiej żeby tak zostało…
- Grozisz mi?
  O nie… Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! On go perfidnie prowokował, szybko stanęłam między nimi i zarzuciłam Shizuo ręce na szyję.
- Spokooojnie~! Nie zwracaj uwagi na Sebastiana, on już tak ma, że… – Tu spojrzałam nań groźnie. – Denerwuje wszystkich na około.
- To ja jeszcze pójdę na chwilkę na dół.
  Odetchnęłam kiedy odszedł i wprowadziłam ochroniarza w stroju barmana do swojego gabunetu.
- Zaraz ci o wszystkim opowiem… Tylko błagam, nie unoś się, ani nie zrób żadnej głupoty… Siadaj na fotelu.
  Zaskoczony zrobił to o co poprosiłam.
- Wiesz… Nie mogę ci niczego obiecać – jeśli o mój gniew chodzi.
  Westchnęłam ponownie. Usiadłam bokiem na jego kolanach i zaczęłam głaskać go czule po głowie. Zdziwił się bardziej, ale zanim cokolwiek powiedział zaczęłam swój mały monolog.
- Sebastian jest demonem. Tylko, że obecnie trzyma go pakt z takim dzieciakiem, co też stał się demonem i musi mu usługiwać przez wieczność w związku z tym, że jest nieśmiertelny. No i obaj chcą zdobyć pióro ze wspomnieniami księżniczki, te o którym ci mówiłam. Sebastian do uwolnienia się, a ten dzieciak do stania się silniejszym. No a w tym piórze jest jakaś tajemnicza wielka moc i Sebastian sam nie mógłby się sam uwolnić i potrzebuje do tego mnie. Jego zdaniem jestem w stanie mu pomóc.
  Mierzył mnie wzrokiem, a ja nadal gładziłam jego mięciutkie blond włoski. W końcu odpowiedział:
- Rozumiem, że czegoś ode mnie oczekujesz w związku z całą tą sytuacją. – Aż się uśmiechną i zaplótł ramiona na piersi.
- Owszem. – Nachyliłam się i ujęłam dłońmi jego głowę. – Izaya ma pióro, a nie możemy go ponownie aresztować bez zarzutów. Nakaz przeszukania biura został zatrzymany na okazje kiedy będziemy mieli więcej czasu na przeszukanie budynku. Z resztą, równie dobrze może wziąć pióro ze sobą.
- Czyli mam dorwać gnoja? – Uśmiechnął się i zaczął masować mnie prawą dłonią po lewej nodze, a prawą ułożył na moim boku.
- Najpierw zrób zamieszanie, albo coś takiego żeby wyszedł. Jak Mokona wyczuje, że ma pióro w kieszeni to ci wszyscy pomogą w złapaniu. Jak nie to rozerwiesz się sam.
- Hmmm… - Mruknął masując mnie po nodze. – A co ja z tego będę miał?
- Uratowałam ci życie, ciołku.
- Tylko żartowałem! – Zaśmiał się.

  Całowaliśmy się chwilę na fotelu zatapiając w swej miłości, lecz w końcu przerwa się skończyła i musiałam wracać do pracy. 

Heiwajima Shizuo by MintRaspberry

Wiem...

  Wiem... Nienawidzicie mnie... Nienawidzicie mnie do samego szpiku kości...
  No bo jak...
  Jak ja mogłam...
  Jak ja mogłam zrobić wam COŚ TAKIEGO?!


  TYLE CZEKANIA!
  TYLE NADZIEI!
  TYLE EMOCJI!
  A TU NADAL : JEDNO WIELKIE, ŚMIERDZĄCE NIC!

  Jestem taka okrutnaaa... ;-; Przepraszam was z głębi mojego zimnego, skutego lodem serca. Niestety tak mnie życie zaplątało, że n ie mogłam się rozplątać!
  Ale teraz...
  Teraaaz...
  Teraaaaaaz...
  TERAZ SIADAM I PRZEPISUJE TEN ROZDZIAŁ 22!!
  (22? Na pewno..? Tak, tak,  22...)
  No to dostałam kopniaka w te moje leniwe dupsko i zabieram się do pracyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!!!!!!!!
  KIBICUJCIE MI!!!

Katsumi/MintRaspberry

RATUJMY POLSKIE RYSIE!!!

piątek, 17 kwietnia 2015

omgomgomg O M G ! ! !

  Czeeeeeeeeeeeeeeeeść ludzie!
  Tak sobie weszłam, ażeby to zobaczyć jak się sprawy mają iii - BUM! - patrzę, a tu prawie 3 000 wyświetleń!

TYSIĄCE

  Ja to aż nie wieżę, że to się dzieje! A ja dalej końca historii nie widzę!!! *przegląda zapisane zeszyty* Matko! Już trzeci skończyłam i zacznę pisać w czwartym zeszycie 25 rozdział!!!
  A rozdział 22 niebawem się ukarze!!!
  Papatki :3

  Katsumiiii~!

Utatane Piko (Vocaloid 2) - znalezione w necie

sobota, 28 marca 2015

Rozdział 21

  Witajcie ludziska!
  Oto nadchodzi długo wyczekiwany rozdział 21!!!
*Fanfary*
  Uprzedzam, cały dzień siedziałam nad przepisywaniem notki, może nie jest długa, ale targały mną takie emocje, że musiałam robić sobie przerwy i długo zastanawiać się jak co napisać, żeby było dobrze! ^^"
  Nie przedłużając... Oto rozdział 21!!!:

~


- E...?! Dz-dzień dobry... - Przywitał mnie zaskoczony Heiwajima.
  Właśnie stałam przed drzwiami jego mieszkania trzymając w rękach dwie siatki z zakupami. Chyba nie spodziewał się mnie o 9:00 – bo wychylał zza drzwi jedynie głowę.
- Dzień dobry! Pomyślałam, że pomogę ci posprzątać i z zrobić obiad. Zrobiłam już zakupy, a Kishitani – san dał mi twój adres.   Powiedział, że nie będziesz miał nic przeciwko i o wszystkim ci powie kiedy będę na zakupach...
- No właśnie nie powiedział ani słowa... - Westchną. - Wejdź. -   Otworzył szerzej drzwi żebym mogła przejść do przedpokoju, który do najczystszych nie należał.
  Upuściłam siatki na podłogę.
  Nie zwróciłam uwagi na Heiwajimę zamykającego drzwi gdyż moją uwagę przykuł wieszak obwieszony przez najprzeróżniejsze części garderoby. Zupełnie jakby poza nim w tym domu mieszkały jeszcze trzy osoby. Do tego buty walały się po ziemi, a lustro było matowe i pełne smug po niedokładnym przecieraniu.
  Spodziewałam się nieco większego porządku... Zaraz spojrzałam na Heiwajimę, który miał na sobie jedynie niebieskie spodnie od piżamy i biały podkoszulek... Odkrywający mięśnie na jego rękach i opinający się na klatce pieeersiowej!!!
- Wszystko w porządku...?
  Kompletnie nie wiedziałam co do mnie mówił. Zagapiłam się, a na dodatek serce zabiło mi jakoś tak mocno i w brzuchu stado motyli odpornych na kwas solny z żołądka wzbiły się do lotu i łaskotały od wewnątrz.
- Kamila – chan! - Zaśmiał się. - Dzwonić po pogotowie?
- Eeee... A po co...? Aj sorki... Ja tylko...
- Tylko co? Zagapiłaś się na mnie? - Uśmiechną się znacząco.
- N-nie! - odkrzyknęłam zawstydzona - To gdzie masz tu kuchnię?
- Idź na prawo korytarzem. - Polecił i wyminą mnie z uśmiechem wymalowanym na ustach.
  Przedpokój miał kształt podłużnego prostokąta, po lewej stronie mieściło się wejście do sypialni Heiwajimy – tam właśnie się udał.   Ja zaś wedle polecenia poszłam na prawo i przez nagi próg wstąpiłam do kuchni. Przede wszystkim zaskoczyły mnie wymiary mieszkania. Kuchnia mieściła się w pomieszczeniu zbudowanym na planie kwadratu, a wszelkie wyposażenie było ustawione ciasno przy ścianie. Lodówka znajdowała się w lewym rogu ściany równoległej ścianie z wejściem do kuchni. Tuż obok niej stał blat stołu kuchennego, a pod nim szafki zakryte drzwiczkami. W prawym rogu zostawiona była przerwa, a w niej stały taborety. Na nich z kolei leżały kartonowe pudełka. Dalej wzdłuż prostopadłej ściany aż do rogu bliższego drzwiom stała kuchenka elektryczna z piekarnikiem oraz dwa zlewy, w których pełno było brudnych talerzy i misek. Za zlewami zawieszona była szafka z wmontowanym ociekaczem do naczyń i półką na suche kubki.
  Blat stołu był nieco przybrudzony, postawiłam na nim siatki z zakupami i otworzyłam drzwi od lodówki. Niewiele w niej było... Zaledwie pojemnik z wędliną, butelka mleka i dwa ogórki.
  Wyjęłam warzywa i zostawiłam do odmrożenia, a resztę produktów włożyłam do środka. Zaraz rozchyliłam drzwiczki i zajrzałam do szafek pod blatem kuchennego stołu. Na dwóch półkach stały ułożone jeden do drugiego garnki, teflonowa patelnia, pół paczuszki cukru i na samym dole kilka pustych słoików. Zamknęłam szafkę i zaczęłam się zastanawiać jak to jest możliwe, żeby ochroniarz komornika miał takie duże i tak ładnie wyposażone mieszkanie. Może i było nieco zaniedbane, ale reszta pomieszczeń z pewnością nie była gorsza od kuchni.
- Przepraszam za ten bałagan. Spodziewałem się ciebie trochę później... Przed chwilą skończyłem jeść śniadanie, a tak to bym trochę posprzątał...
  Zdążył już przebrać się w zwyczajną dla jego codziennego ubioru białą koszulę i materiałowe spodnie, ja zaś miałam na sobie cienki zielony golf i ciemne jeansy rurki. W torebce miałam spakowaną ładniejszą czerwoną bluzkę z większym wycięciem na barkach i przeplataną srebrnymi nitkami układającymi się w kwiatowy wzór. Od czasu spotkania z ludźmi Orihary mam zawsze coś na przebranie pod ręką.
- Rozumiem. - Rzekłam mu z uśmiechem. - Ile mamy czasu do przyjazdu twojego brata? Mam nadzieję, że nie przyjdzie już o 12:00 – uśmiechnęłam się.
- Nieee... - Podrapał się w tył głowy z niepewnym wyrazem twarzy.
- Hm? O co chodzi?
- Wiesz... Wczoraj napisał do mnie. Było już trochę późno i nie chciałem cię budzić...
- Nie przyjedzie? - Zaniepokoiłam się. - Kurcze niepotrzebnie tyle tego kupiłam...
- Nie, nie o to chodzi... Widzisz... Powiedział, że będzie przejeżdżał przez Osakę. Tam mieszkają nasi rodzice. Przyjedzie z nimi.
  Stanęłam jak wryta.
  Rodzice...
  Rodzice Heiwajimy mają przyjechać.
- Cóż... Ehm... Jeśli tak, to-to ja mogę wyjść i spotkamy się w poniedziałek. Nie będę się narzucała, z koro robi się z tego takie spotkanie rodzinne to nie będę przeszkadzała.
- Ty? Nie, nie będziesz nam przeszkadzała, po prostu głupio mi, że nie mogłem cię wcześniej poinformować.
  Poczułam się nieswojo. Patrzyłam na Heiwajimę zmartwiona, a on podszedł i przytulił mnie do siebie czule. Odwzajemniłam uścisk wtulając się w jego ciepłe ciało.
- Nie wiem czy to dobry pomysł...
- Spokojnie, myślę, że im się spodobasz. Jesteś piękna i inteligentna, a do tego wykształcona i zaradna. Uratowałaś mi życie, nie zapominaj o tym.
  Westchnęłam.
- Nie wiem czy nie jest za wcześnie... Jesteśmy ze sobą dosyć krótko...
  Popatrzyłam mu w oczy, a on uśmiechną się i odgarnął grzywkę do tyłu. Jego orzechowe oczy wprost przyciągały mnie do siebie niczym czarna dziura pochłaniająca przestrzeń dookoła.
- No i? Kto wie, może wykluje się z tego naszego związku coś więcej...?
  Zawstydzona odwróciłam wzrok, a blondyn pocałował mnie w usta tak czule, jakby był wiosennym wiatrem muskającym pąki przebiśniegu.
- Pójdę teraz ogarnąć bałagan w salonie. To pomieszczenie tuż obok. Ty rozgość się w kuchni, kochanie...~
- Idź ty już lepiej sprzątać! - Odepchnęłam go czerwieniąc się i podeszłam szybkim krokiem do pudeł na ustawionych na taboretach. - Czym mogę tu ogarnąć...?
- W pudełkach powinna być jakaś chemia. - Rzekł i wyszedł.
Ja tymczasem musiałam nieco ochłonąć. Czy... Czy Heiwajima naprawdę... Naprawdę chciałby czegoś więcej...? Rodziny... Opierając się o te cholerne pudła zaczęłam się zastanawiać czy Heiwajima naprawdę mógłby chcieć zostać moim mężem. Może tylko na to po cichu liczył? Chociaż Rana mówiła, że całe życie szukał książkowej miłości... I wtedy przyszła kolejna zawstydzająca wizja, przez którą stado motyli uwięzionych w moich trzewiach znowu podjęło próbę lotu. Chcąc szybko odwrócić swoją uwagę od dziwnych obrazów widzianych poprzez oczy wyobraźni zaczęłam otwierać kartonowe pudła i szukać środków czystości. Jednak dopiero w ostatnim znalazłam płyn do mycia okien, podłóg, mleczko do czyszczenia kuchenki i kranów oraz kilka rzuconych niedbale szmatek.
  Zabrałam się za porządki. Wysprzątałam całą kuchnię, wytarłam kurze i zmyte ręcznie naczynia umieściłam na ociekaczu. Zabrałam się też za umycie lustra w przedpokoju, a wszystkim tym czynnościom towarzyszył cichy szum odkurzacza. Weszłam do salonu znajdującego się na prawo od kuchni i ujrzałam porządnie odkurzony i okazale prezentujący się pokój. Całą lewą ścianę zakrywała szafa z wnęką i szklanymi szybami ukazującymi ustawione w środku ceramiczne imbryki, zastawę stołową, flakoniki z męskimi perfumami, oprawione w ramki zdjęcia rodziny Heiwajimy oraz imponującą kolekcję muszli. We wnęce stał telewizor, a obok niego odtwarzacz DVD starego typu jaki pamiętałam z czasów dzieciństwa. W prawym pokoju salonu przy oknach stała czarna kanapa narożnikowa, a przy niej okrągły stół, za to na końcu tej jasnoczerwonej ściany widniały lekko uchylone drzwi. Sądząc po widoku pralki – była to łazienka.
- Heiwajima – san? - Zapytałam wchodząc do środka.
- Jestem tutaj.
  Mile zaskoczona zobaczyłam jak szoruje wannę. Prostokątne pomieszczenie wyłożone było pomarańczową płytką, a na podłodze rozłożony był biały, miękki dywan. Blondyn usiadł na klapie od klozetu, który znajdował się tuż obok wąskiej, przystosowanej do siedzenia wanny. Uśmiechnęłam się życzliwie widząc jak poprawia podciągnięte wcześniej pod łokcie rękawy koszuli.
- Skończyłam już sprzątanie, nawiasem mówiąc to całkiem ślicznie mieszkasz. Sam jeden i takie duże mieszkanie...
- Wiesz już czemu rzadko tu bywam... Jako starszy brat miałem się wcześniej ożenić, rodzice kupili mi to mieszkanie żebym nie musiał się ze swoją rodziną tułać po stancjach. Nie byłem w szkole orłem, więc spodziewali się, że szybko założę rodzinę... Ale wyszło jak wyszło. Tylko tu śpię, myje się i trzymam rzeczy. Nie lubię tutaj siedzieć bo można depresji dostać siedząc samemu w tak dużym mieszkaniu. Wolę jeść na mieście, dlatego w lodówce trzymam niewiele rzeczy.
- Przynajmniej nie musiałeś harować tyle co ja, żeby mieć własny dach nad głową.
- Mniejsze mieszkanie łatwiej utrzymać. - Uśmiechną się. - W czystości również. Najczystsza z całego domu to jest moja sypialnia.
- Wow... Masz sypialnię. A ja – biedna pani stomatolog śpię na rozkładanej kanapie w saloniku. - Uśmiechnęłam się sarkastycznie.
Jednak zaraz zobaczyłam dosyć dziwny błysk w oku siedzącego na klopie Azjaty, który podświadomie wzbudził we mnie czujność. Ewidentnie coś sobie myślał i w krępującej ciszy świdrował mnie wzrokiem.
- P-pomóc ci w czymś jeszcze? - Zapytałam skrępowana chcąc zakończyć tę denerwującą ciszę.
- Nieee... Wiesz... Tak sobie myślę... Może zostałabyś na noc? Zamówilibyśmy sobie coś, zjedli romantyczną kolację, we dwoje...~
  Zaskoczona stałam chwilkę czując narastające ciepło w brzuchu i na policzkach. Dlaczego zażenowałam się sama sobą? Może dlatego, że zachowywałam się jak zakochana nastolatka? Po chwili jednak musiałam zreflektować się i dać jakąś odpowiedź.
- Heiwajima – san, echm... Na 18:00 muszę być z powrotem w domu. Wiesz... Syaoran, Fay, Kurogane, Mokona i księżniczka Sakura nadal u mnie mieszkają.
  Wstał patrząc na mnie z lekkim zawodem. Powoli podszedł do mnie, a jego twarz nabrała wyrazy naburmuszonego dziecka.
- Ka-mi-(l)ra – chan! Mów mi po imieniu.
  Zdezorientowana przytaknęłam i nieco bardziej przyparłam do ściany. Ten zaś oparł się nonszalancko o ścianę i znów zaczął hipnotyzować mnie swoimi orzechowymi oczami. Coś się święci... On coś knuje...!!! Czując tą bliskość aż gorąco mi się na twarzy zrobiło!
- Powiedz moje imię. Śmiało. Chyba pamiętasz jak mam na imię, prawda? - Jego niski szept sprawił, że nagle moje jelita zaczęły nerwowo podrygiwać.
  Zdziwiona nagle zdałam sobie sprawę, że nie jestem w stanie wykrztusić z siebie ani słowa. To jedno słowo... Imię mojego ukochanego. Znałam je, i chciałam wypowiedzieć ale wzrok tych orzechowych oczu nie dawał mi spokoju! Paraliżował. Gorąco, oddech, bliskość, szept... Aż musiałam szybciej oddychać. Wzrok Heiwajimy po raz pierwszy paraliżował moje ciało. Podobnie było z Oriharą... Ale jego się bałam. To zupełnie inna sytuacja! Chwila... Dlaczego nagle ich do siebie porównuje...?
  Ujął moje policzki dłońmi skropionymi białą pianą. Wilgotna, puszysta, w połączeniu z ciepłą dłonią Heiwajimy... Nie, Shizua... Czułam jak wszystkie moje zmysły wyostrzają się. Oczy widziały więcej, skóra czuła pełniej, uszy słyszały wyraźniej, nos chłoną woń zarówno chemicznej pianki jak i zapach ciała mężczyzny przede mną... Usta... Jeszcze tylko usta spierzchły... Rozchyliłam je zamykając oczy, czułam się taka słaba...
- Heiwajima Shizuo... Jesteś Heiwajima Shizuo...
- Powtórz... - Poczułam jego oddech na policzku.
- Shizuo...
- Jeszcze raz...
- Shizuo...
- Tak...Shizuo...
  Nasze usta złączyły się w kolejnym słodkim pocałunku. Oderwał się zaraz, a ja po prostu nie rozumiałam, nie mogłam pojąć, dlaczego przestał mnie całować. Wsparłam się o niego lekko nieprzytomna.
- C-co ty robisz...? Czemu tak...?
- Nic takiego~ Po prostu cię uwodzę. - Obdarował mnie pewnym siebie, rozbrajająco seksownym uśmiechem.
- Idiota... -Westchnęłam zawiedziona i odczepiłam się od jego osoby.
  Podał mi ręcznik i popatrzył z rozbawieniem.
- To teraz idziesz robić obiadek~?
- JA idę?! Spadaj! - Rzuciłam w niego owym ręcznikiem i nabzdyczona wyszłam z łazienki.
  Oczywiście żartowałam, nie obraziłam się. Shizuo doskonale o tym wiedział, bowiem wrócił do szorowania wanny. Ja tymczasem przyrządziłam kotlety z piersi kurczaka, mizerię i gotowane ziemniaki ugniotłam z masłem w garnku. Niespodziewanie ktoś zaczepił mnie od tyłu. Oczywiście mam na myśli blondyna, który tak okrutnie przerwał nasze pocałunki.
- Hmmm~! Jak ładnie pachnie~! Co to takiego?
- Polska kuchnia. Mam nadzieję, że wszystkim posmakuje.
- Pachnie obłędnie! - Przytulił mnie i wsadził palec do ziemniaków.
- Ej! - Odepchnęłam jego rękę i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Daj spróbować!
- Zjesz ze wszystkimi.
- Okruuutnaaa...
- Dobra, przestań. Ja idę się jeszcze przebrać, ty też idź bo cuchniesz płynem do czyszczenia wanny!
  Wyrwałam mu się i zabrałam torebkę. Zobaczyłam też jak szybko sięga palcem do garnka i smakuje ziemniaków.
- Shizuo!
- Dobre!
  Popatrzyłam na niego z politowaniem. Szybko wybiegł ze śmiechem, a ja odprowadzałam go wzrokiem do jego sypialni z uśmiechem rozczulenia. Udałam się do łazienki aby zmienić zielony golf na czerwoną koszulkę z długim rękawem. Na niej wyhaftowane były srebrną nicią różnorakie koliste wzorki i kwietne motywy. Zrobiłam też pełny make-up i poprawiłam włosy.
  Kiedy skończyłam jeszcze chwilkę patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Już niedługo... Już zaraz przybędą rodzice Shizua i jego brat. Czy mnie zaakceptują? Są bogaci... W sumie to ja jestem lekarzem, nie powinni być jakoś specjalnie zawiedzeni. Chciałabym, żeby byli dumni z syna. Nie udało mu się wiele rzeczy, wielu ma go za potwora, ale to nie jest prawda. Ja widzę przystojnego, wrażliwego i uroczego mężczyznę, który pragnie spokojnego życia.
Dzzz!!!”
  Usłyszałam dzwonek do drzwi. Pobiegłam szybko do przedpokoju chowając uprzednio wszystkie kosmetyki i wieszając torebkę w przedpokoju. Shizuo poprawiał jeszcze coś w salonie, a ja z bijącym sercem chwyciłam za klamkę i szeroko otworzyłam drzwi przed wchodzącymi do środka gośćmi.
- Dzień dobry. - Uśmiechnęłam się i skłoniłam przed wchodzącymi ludźmi.
  Ku mojemu zdziwieniu elegancka kobieta i mężczyzna minęli mnie i poszli od razu przywitać się z synem. Tylko młody chłopak o ciemnobrązowych włosach zatrzymał się przy mnie z pokerową twarzą odpowiadając na powitanie.
- Witaj Shizuo. Ach, tyle czasu się nie widzieliśmy, synku. Widzę, że dorobiłeś się gosposi.
  W jednej chwili grunt usunął mi się spod nóg. Wręcz nie wiedziałam jak zareagować – Takiego czegoś się po prostu nie spodziewałam.
- Ehm... Mamo... Ja też się cieszę... - Shizuo starał się wyjaśnić nieporozumienie, ale jego ojciec – kompletnie do niego niepodobny okularnik zagadał go kolejnymi pochwałami.
  Na szczęście brat mojego chłopaka okazał się bardziej przytomny.
- Jesteś jego dziewczyną, prawda?
  Przytaknęłam nie wiedząc co więcej mogę dodać.
  Słysząc to państwo Heiwajima spojrzeli najpierw na mnie, potem na syna, a na końcu po sobie.
- Najmocniej przepraszam. - Mężczyzna zmieszany swoim postępkiem skłonił się nisko i aż zaczerwienił ze wstydu. - Prawdę mówiąc nie zauważyłem pani, wchodziłem obok żony. Proszę o wybaczenie.
- Ależ nie ma o czym mówić! - Zaśmiałam się nie mniej zmieszana.
- Och... Dziewczyna... - Pani Heiwajima nie wyglądała na zbyt zadowoloną. - Shizuo, tyle kobiet jest w Tokio, a ty wybierasz emigrantkę?
  ...
  Wściekła aż wyszłam do kuchni. Nie sądziłam... Nie sądziłam, że kiedykolwiek spotkam się z takim... No chamstwem!
- Kamila! - Zawołał za mną Shizuo, a ja spakowałam część jedzenia do pojemników próżniowych, aby zanieść je dla wygłodniałych podróżników. - Kamila, poczekaj!
- Na co?! Na zmieszanie z błotem?! Przepraszam, ale jestem pełnoprawną obywatelką Japonii, mam wykształcenie wyższe i nie zamierzam siedzieć przy obiedzie z osobą, której pojęcie tolerancji jest zupełnie obce! - Patrzyłam na niego z wyrzutem, a zarazem bliska płaczu. - Wracam do domu...
- Kamila, nie... Przepraszam... Zostań... - Jawna desperacja w jego oczach mnie zatrzymała.
  Stanęłam pewna swego patrząc mu w twarz.
- Ty mnie nie masz za co przepraszać.
- Mamo!
  Shizuo wyszedł z kuchni zdenerwowany. Z kuchni słyszałam całą dyskusję.
- Widzisz co zrobiłaś?!
- Nie podnoś na mnie głosu.
- Przeproś ją!
- To ona zachowuje się niedojrzale. Powinna stać tutaj i powiedzieć mi to wszystko w twarz.
- Kochanie, źle zrobiłaś. Przeproś panią i siądziemy do obiadu...
- Też mi wielki powód do obrazy. Po prostu wygląda jak wygląda, a Japonką rodowitą nie jest. Nie wiem co obraźliwego jest w słowie „emigrant”.
- Mamo, chciałbym zwrócić uwagę na to, że powiedziałaś to zdanie w taki sposób, że brzmiało to jak obelga. - Odezwał się spokojny głos brata Shizua.
- Kasuka, nie wymądrzaj się. Najwidoczniej ta dziewczyna jest niedojrzała. Powinna okazywać więcej szacunku rodzicom swojego mężczyzny.
- Wkurzacie mnie!!! Mamo przestań tak mówić o Kamili! Ona uratowała mi życie i gdyby nie ona to przyszłabyś na pogrzeb a nie na obiad!!! Dlatego powinnaś zachować się jak dojrzała kobieta i przeprosić za to, że obraziłaś kogoś komu zawdzięczam życie!!! A jak już to zrobisz, to siądziemy jak rodzina przy stole i zjemy razem obiad!!!
  Nastała chwila ciszy. Z niecierpliwością czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. W końcu kobieta w bało-niebieskiej sukience przyszła do kuchni i skłoniła się przede mną do pasa.
- Proszę o wybaczenie. Ja... Nie wiem co mnie ugryzło. Ogromnie mi głupio.

  Obiad miną w dosyć niezręcznej atmosferze ciszy. Nikt za bardzo ze sobą nie rozmawiał. Zastanawiać mnie zaczął brat Shizua, który cały czas miał ten sam, niezmieniony nawet na sekundę wyraz twarzy. Pierwszy zjadł pan Heiwajima.
- Dziękuję za posiłek. Bardzo mi smakowało. Sama pani gotowała?
- Tak. Dziękuję. - Uśmiechnęłam się.
- Kuchnia polska jest bardzo syta. Dawno się tak nie najadłem!
- Jeszcze lepiej gotuje moja mama. Ja niedawno zaczęłam się uczyć.
- Uczęszczasz na kurs? - Zainteresowała się pani Heiwajima.
- Nie. Uczę się sama w domu. Nie mam czasu na kursy gotowania.
  Znowu zapadła cisza. Wszyscy zjedli i sztućce wylądowały na talerzach. Zabrałam je i wyniosłam do kuchni. Zostałam tam chwilę żeby się rozluźnić... Ech... Skąd się wzięło to uczucie? Ten dyskomfort psychiczny... Wszystko to wyglądało jak scena z kiepskiego serialu. Dlaczego zawsze to ja muszę trafiać na tak dziwne sytuacje? Czy nie mogę spędzić JEDNEGO dnia NORMALNIE? Głęboko odetchnęłam i wróciłam do pokoju z miseczką przyniesionych przez Kasukę przekąsek. Musiało minąć trochę czasu zanim atmosfera się nieco rozluźniła. Shizuo był niezwykle zdeterminowany w swoim postanowieniu spędzenia miłego popołudnia i wyjął butelkę oryginalnego Jacka Danniel'sa. Bez sztucznych syntetyków, na które jestem uczulona! Wypiliśmy trochę i wszystko stało się zupełnie inne. Zaskakujący jest fenomen alkoholu, wystarczy tylko odrobina, aby wszyscy stali się weselsi! No... Może z wyjątkiem Kasuki.
- Kasuka – kun, dlaczego jesteś taki poważny?
- Przecież się uśmiecham.
                                             
  Od razu mówię, że się nie upiłam. Wróciłam szybko do domu, podczas gdy rodzina Heiwajima została aby kontynuować spotkanie. Dzielni podróżnicy szybko zjedli cały przygotowany przeze mnie posiłek w ogólnej atmosferze smutku i zawodu. Znowu chodziło o pióro.
- Ktoś ukrywa fragment wspomnień księżniczki. Nie możemy go namierzyć, a aura wykrywana przez Mokonę co jakiś czas zmienia położenie. - Wyjaśnił Fay.
- Odwaliliście kawał dobrej roboty. Myślę, że powinniście nieco odpocząć. Ja za to mam pewien pomysł. Jeśli się uda to już w środę będziemy mieli pióro.
- Jak chcesz to zrobić? - Zerwał się zaskoczony Syaoran.

- Najpierw muszę zmierzyć się z demonem.

poniedziałek, 16 marca 2015

Przeprosiny

  Hejooo!

  Wybaczcie mi ludzie, że nic nie dodałam ostatnio, ale takie urwanie głowy mam od jakiegoś czasu... Sama z sobą się ogarnąć nie mogę. Byłam też na wymianie uczniowskiej w Niemczech, nawarstwiło się trochę rzeczy przez ostatni tydzień i zobowiązałam się do kilku spraw związanych ze szkołą.
  Eeeh... Życie licealisty.
  Powiem jeszcze, że przestawiłam się ostatnio na rysowanie, a do pisania niby mam pomysł ale mi nie idzie.
  Niedobra Katsumi, niedobra - ;___; - W zasadzie to zastanawiam się, czy by nie zmienić ksywki na MintRaspberry - niby dłóższe, ale jakoś tak funkcjonuje na DeviantART.com i mi się podoba - i nie mieszałoby mi się z pseudonimem artystycznym mojej jasnowłosej pani doktor ^^"
  Jakbyście mieli jakieś pytania to piszcie do mnie na priv na DA, jestem tam codziennie żeby sprawdzić pocztę. :3

  Do usłyszenia!

Katsumi/MintRaspberry

P.S. Postaram się dokończyć ten rozdział 21 jak najszybciej! *.*

MintRaspberry :3 made with game on website with rinmaru games