piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 22

  I co?!
  I co?!
  Dałam radę!
  No to teraz rozkoszujcie się nowym rozdziałem~ ^^
   Katsumi~!

~

Niedziela... Słodka niedziela... Dawno już nie było tak miło i spokojnie w niedzielę. Atmosfera była niemalże rodzinna. Razem z Fay'em, Syaoranem, Kurogane, Mokoną i księżniczką udaliśmy się do kościoła. Mieli okazję poznać nieco mój świat od tej spokojniejszej strony. O dziwo, Mokona usnęła na pół godziny ukołysana w ramionach młodej monarchini podczas podróży metrem. Wszyscy byli pod wrażeniem małej kaplicy, po mszy zostaliśmy chwilkę w środku i opowiedziałam przybyszom nieco o kulturze chrześcijańskiej. Następnie poszliśmy na lody i do parku. Heiwajima także spędził niedzielę w rodzinnej atmosferze. Od dawna nie czułam się tak szczęśliwa z powodu spokojnego, normalnego dnia. Ale największym szczęściem jakie mnie spotkało tego dnia była wiadomość od mamy. Ze łzami w oczach czytałam kolejne słowa...:

„Cześć córeczko! Dlaczego nie piszesz? Wszystko w porządku? Odpowiedz, martwimy się. Wojtek zdał do trzeciej klasy gimnazjum i chce pisać za rok olimpiadę z angielskiego. My pracujemy, nic się nie dzieje, życie pomału się toczy. Gratulujemy Ci jeszcze raz ukończenia studiów! Teraz tylko znajdź sobie przystojnego lekarza, hihi. Bardzo Cię kochamy, napisz szybko. Mama”

  Z uśmiechem napisałam odpowiedź, niemal popłakałam się prosząc by byli dostępni z samego rana, kiedy ja już będę po zaplanowanej akcji... Uda mi się? Zobaczymy...  Dołączyłam też zdjęcie Shizua i pochwaliłam się posiadaniem kochającego mężczyzny. Tak... Cieszyłam się chwilą, ostateczny pojedynek zbliżał się wielkimi krokami.
  Poniedziałek, najbardziej znienawidzony przez ludzkość dzień tygodnia, rozpoczął się jak każdy inny. Jedyną różnicą było to, że Syaoran i jego drużyna mieli spędzić dzisiejszy dzień na relaksie. W końcu młody archeolog już wystarczająco wymęczył zranioną kostkę jak i przejęty losem księżniczki umysł.
  Przyszłam do pracy, w recepcji jednak nie zastałam Sebastiana, co mnie strasznie zdziwiło. Miałam tylko nadzieję, że nie poszedł odebrać pióra sam…
- Witaj Isozaki-san! – Przywitała mnie Shura.
- Dzień dobry. Masz dzisiaj ranną zmianę?
- Tak. Będę do obiadu. Mąż dzisiaj ma dla mnie jakąś niespodziankę…~ - Mówiła podekscytowana, kiedy zakładałam fartuch. – Jutro mamy rocznicę ślubu, ale mój kochany musi jechać w delegację, więc zapewne zaplanował coś dzisiaj…~ A co u ciebie?
- Pomału dochodzę do siebie. Czuję, że jeszcze trochę i wszystko się skończy.
- To dobrze, wiesz co z Sebastianem? Nasz wzorowy recepcjonista po raz pierwszy spóźniła  się do pracy.
- Wzorowy recepcjonista dostał awans.
  Odwróciłyśmy się.
  Za nami stał Sebastian. Uśmiechał się życzliwie, a na sobie miał schludnie uprasowany fartuch z plakietką: „Asystent: Sebastian Michaelis”.
- Oh! Nie zauważyłam kiedy wszedłeś. Gratulacje.
- On nie wszedł, pojawił się za nami niczym koszmar. – Rzekłam kąśliwie.
  Shura popatrzyła na mnie zaskoczona.
- Nie pytaj. On wie o co mi chodzi.
- Niezmiernie mi przykro, ale przydzielono mnie do twojego gabinetu. – Uśmiech na jego twarzy spowodował, że miałam ochotę trzasnąć go w policzek.
- Pokłóciliście się? – Wtrąciła Shura, lecz zignorowałam jej pytanie.
- Niezmiernie mi przykro, „Asystęcie”, nie zostałam o tym poinformowana przez przełożonego, więc dopóki nie dostanę stosownego pisma…
- Oto ono.
  Wyjął zza pleców świstek papieru, który faktycznie posiadał stosowne pieczątki i podpisy. Przeklęłam po polsku – Co najwyraźniej go rozbawiło – a następnie wyszłam z pokoju. Szybko podążyłam do swojego gabinetu i spojrzałam przelotnie na pacjentów.
- Ktoś z państwa do mnie? – Zapytałam jednocześnie chwytając za klamkę.
- Tak, mój syn i jeszcze tam panie. – Odezwała się cicho kobieta ze zmęczeniem wypisanym na twarzy.
  Obok niej siedział chłopczyk w szkolnym mundurku. Wyglądał na nieco przestraszonego.
- To państwa zapraszam. – Uśmiechnęłam się do chłopca, a gdy jedna ze staruszek już podnosiła się z krzesła aby zaprotestować natychmiast zgromiłam ją wzrokiem. – Pani jest lekarzem?
  Zaskoczona usiadła, a ja szybko zamknęłam drzwi i poleciłam chłopczykowi usiąść na fotelu.
- A będzie długo? – Zapytało zaniepokojone dziecko. – Dzisiaj idziemy do zoo. Chciałbym zdążyć żeby pani nie odjechała beze mnie…
- Zaraz zobaczymy. – Nachyliłam się do chłopca. – Niestety mam bardzo kłopotliwego asystenta! – Zaśmiałam się chcąc rozbawić malca. – Ciągle się spóźnia! A to z niego leń… - Zaraz do gabinetu wszedł Sebastian. – No nareszcie! Ruszaj się! Otwieraj kartę tego młodego pana! Musi zdążyć do zoo! – Z satysfakcją patrzyłam na zaskoczonego demona i rozbawione dziecko. – A jakie zwierzę chciałbyś zobaczyć najbardziej?
- Żyrafy! Żyrafy i słonie!
- Rozumiem! Se… - Zauważyłam, że nawet nie drgną. Stał sparaliżowany zaskoczeniem jakbym nagle zmieniła się w stracha na wróble. – Co ty wyprawiasz?
- Tam na…
- Otwieraj kartę! Na litość boską!
  Dziecko roześmiało się, a na twarzy matki chłopczyka rozpromieniał uśmiech.
  Przez całą obecność chłopca w gabinecie specjalnie stroiłam głupkowate miny przyglądając się jego ząbkom. Rzeczywiście chłopiec potrzebował szybkiego zabiegu, miał do skończenia leczenie kanałowe i musiałam zdjąć tymczasowe wypełnienie nałożone przez innego lekarza i wyciągnąć sączki z kanalików.
  Kiedy wyszli Sebastian oczywiście próbował znowu zagaić rozmowę ale czym prędzej wprosiłam starszą panią, której musiałam wytłumaczyć, że chłopiec śpieszył się na wycieczkę, podczas gdy ona była umówiona tylko na przegląd. Starałam się jak najdłużej przeciągać wizyty kolejnych pacjentów, jednak nie na tyle by wychodzili z gabinetu z obolałą szczęką od długiego trzymania otwartych ust. Na szczęście pacjentów było na tyle dużo, by zajmować się nimi aż do przerwy obiadowej. Tutaj jednak już nie było możliwości uniknięcia konfrontacji z demonem… Nawet jeśli starałam się czym prędzej wybiec z pokoju, on pojawił się jak cień tuż przy drzwiach.
- Czy zanim zejdziemy na obiad możesz poświęcić mi chwilkę uwagi? – Rzekł powoli.
- No dobra… - Westchnęłam z rezygnacją. – Raczej nie mam wyboru.
  Odeszłam na chwilę do biurka, żeby wyłączyć komputer, a czarnowłosa istota błyskawicznie znalazła się za mną. Oczywiście w swej ludzkiej postaci zbliżyła się nader blisko, a będąc zagoniona w przysłowiowy „kozi tóg” czułam się zaniepokojona. Nie mogłam się nawet odwrócić, bo demon przylgnął do mnie jak jakiś wstrętny rzep. Chwycił mnie za ramiona, a także nachylił tak, iż czułam jego oddech na małżowinie usznej.
- Czy mam rozumieć, że nie zamierzasz ze mną współpracować? – Odezwał się niskim tonem.
- Zamknij się, odsuń i poczekaj. Tylko nie rób nic głupiego bo pióra nawet z daleka nie zobaczysz.
  Cichy śmiech wywołał u mnie dreszcze. Tak, zaśmiał się i powoli przesunął swoje dłonie zakryte lateksowymi rękawiczkami na moje łokcie.
  Czy to aby nie podchodzi pod molestowanie seksualne?
- Wydaje mi się, czy użyłaś groźby?
  Przełknęłam głośno ślinę czując jak narastający we mnie niepokój wyzwala pokłady adrenaliny, a moje serce przyśpieszyło rytm pompowania krwi… Demonowi nie wolno ulegać, nie wolno wierzyć w jego słowa…
- Z tego co wiem, to jesteś skrępowany paktem… – Instynktownie poczułam, że powinnam dodać jeszcze…- Jak pies na smyczy. I tylko ja mogę zdjąć ci obrożę. Powinno ci zależeć na tym, co o tobie myślę. Jeśli sprawisz, że będę się ciebie bała to prędzej wyląduję w szpitalu psychiatrycznym niż ci pomogę.
  Poczułam jak jego ciepłe usta muskają moją szyję. Kaskada dreszczy przeszła po mnie wodospadem, próbowałam się wyrwać, ale on tylko chichotał i pozwolił mi jedynie odwrócić się w swoją stronę, a następnie oparł się o ścianę zmuszając mnie do przylgnięcia do jej zimnej struktury. Jego oczy były zimne. Pozbawione uczuć, jednak za chwilę jakby złagodniały i zakryte powiekami przysunęły się do mnie wraz z resztą twarzy. Z przerażeniem odwróciłam głowę w bok i zacisnęłam powieki.
- Zwariowałeś?! M-Mam chłopaka!!!
  Poczułam jego dłonie na swoich biodrach, dotkną swoim nosem mojego, jego miarowy, spokojny oddech owiewa moje usta, podczas gdy cała poczułam, że staję się mniejsza, krucha niczym lalka z porcelany, do tego ze zdenerwowania oddychałam niespokojnie szybko.
- To, że jestem słabszy nie znaczy, że słabszy od ciebie. A to oznacza, że mogę z tobą zrobić co tylko zechcę…
  O BOŻE!
  Miał rację…
  Mógł zrobić co chciał…
  Nieskuteczne próby ucieczki spełzły na niczym, zatem byłam zdana na łaskę bądź niełaskę istoty piekielnej…
- Skrzywdź mnie, a pożegnasz się z wolnością. Nie pomogę ci jeśli dalej będziesz się tak zachowywał, rozumiesz?!
- Kim ty jesteś żeby mi dyktować? Jesteś nic nie wartym człowiekiem. Mogę się teraz tobą zabawić, a na koniec pożywić. Wiesz, jestem kociarzem. A koty uwielbiają bawić się zdobyczą…~
- PUŚĆ MNIE DO CHOLERY!!!
  Patrzyłam na niego dysząc ze strachu i złości jednocześnie. W kącikach oczu poczułam zbierające się łzy. Muszę wytrzymać, nie rozpłaczę się.
- Puszczaj mnie… - Syknęłam unosząc lekko głowę. – Jak cię wyegzorcyzmuję to cię ten twój zasrany panicz nie pozna…
  Przesunął swe dłonie na moją talię, ja tymczasem sztywno trzymałam ręce na jego torsie napięte, nie pozwalając by zbliżył się bardziej, o ile to możliwe… Patrzył na mnie z wyższością, pogardą i chłodem. Jednak zauważyłam w tych oczach także oczekiwanie… Czy on mnie sprawdzał?
- Pomogę ci, ale weź mnie, k***a, zostaw…
  Uśmiechnął się z satysfakcją i odsunął ode mnie.
- Czyli jednak masz odwagę patrzeć śmierci prosto w twarz…
- Śmierć nazywa się Celty Sturluson i jest przemiłą osobą, ah, już nie wspomnę o tym, że zgubiła swoją głowę, więc trochę ciężko spojrzeć jej w twarz.
  Widać było, że go rozbawiłam.
- Uwielbiam twój sarkazm. Pojawia się tak niespodziewanie i jest tak błyskotliwy, że ciężko się nie uśmiechnąć. Nawet klątwa panicza nie zdołała cię zabić.
  W głowie rozbrzmiały mi słowa z tamtego dnia na stacji metra.
  „Czerwień cię zniszczy…”
- A jeśli dostanę okresu to czy moja podpaska mnie udusi?
  Zdziwił się, a ja korzystając z okazji uciekłam z pokoju i czym prędzej pomknęłam na stołówkę. Z uczuciem ulgi stwierdziłam, że powinnam częściej go tak dezorientować w trudnych sytuacjach. W końcu i tak jest kłopotliwy, a teraz zyskałam mały sposób na zaskoczenie do taktycznego odwrotu.
  Ledwo usiadłam do stolika, a dosiadł się Sebastian. Shury już nie było, a inni członkowie naszej ekipy gdzieś zniknęli. Akurat dzisiaj musieli wziąć różne zmiany. Tylko ja i Sebastian mieliśmy stałe godziny pracy, z tym że teraz będziemy pracować razem… Nie bardzo fascynowała mnie perspektywa pracy z demonem…
- Nie molestuj mnie więcej, jeśli możesz. Byłabym wdzięczna.
- Spokojnie, nie zamierzam. Muszę ci przyznać, że przypominasz mi pewną osobę…
- Naprawdę?
- Owszem.
- Ojej, jakiś ty miły nagle. Podlizujesz się?
  Tylko uśmiechnął się i kontynuował jedzenie.
  Zajęłam się na pewien czas jedzeniem, kiedy do głowy wpadło mi następne pytanie.
- Z koro chcesz pióra aby się uwolnić, to po co w tedy na dachu był z tobą ten dzieciak?
  Żuł chwilę mięso w ustach, przełknął i odpowiedział spokojnie.
- Panicz pragnie stać się silniejszym. Jako, że kiedyś był człowiekiem to nędzny z niego demon, w piekle nie bardzo interesują się takimi nędznymi kundelkami. Żyjemy na Ziemi, ponieważ chciano przyjąć jedynie mnie, ale jemu też nie chce się polować na dusze aby stać się silniejszym, więc muszę robić to za niego. A jeśli zdobędzie pióro, to olbrzymie pokłady mocy znajdą się na stałe w jego ciele.
  Wnet dostałam gęsiej skórki. Wizja trzynastoletniego chłopca, będącego w istocie parszywym demonem nie była zbytnio przyjemna…

- Pani doktor? – Zaczepiła mnie jedna z pielęgniarek kiedy wróciłam do holu przed stołówka. – Ma pani gościa. Czeka na korytarzu koło pani gabinetu.
  Podziękowałam i udałam się na górę, a tam stał mój kochany Heiwajima Shizuo. Podbiegłam do niego i przytuliłam się na powitanie.
- Przydzielili mi asystenta. – Powiedziałam od razu. – Shizuo, poznaj Sebastiana. Sebastian, to jest Shizuo, mój chłopak.
- Miło poznać. – Odparł demon.
- Mnie chyba też… - Shizuo mierzył Sebastiana podejrzliwym wzrokiem. – Ty chyba jesteś tym kolesiem, który się codziennie dobijał do jej gabinetu, co nie? Co ty chcesz od mojej dziewczyny?
  O nie… Tylko nie to… Żeby mi się tylko nie pobili… Przynajmniej nie na korytarzu. Musiałam chwilkę pomyśleć jak ich rozdzielić.
- Nie martw się, proszę. Nie zamierzam uwodzić twojej ukochanej.
- I lepiej żeby tak zostało…
- Grozisz mi?
  O nie… Nie! Nie! Nie! Nie! Nie! On go perfidnie prowokował, szybko stanęłam między nimi i zarzuciłam Shizuo ręce na szyję.
- Spokooojnie~! Nie zwracaj uwagi na Sebastiana, on już tak ma, że… – Tu spojrzałam nań groźnie. – Denerwuje wszystkich na około.
- To ja jeszcze pójdę na chwilkę na dół.
  Odetchnęłam kiedy odszedł i wprowadziłam ochroniarza w stroju barmana do swojego gabunetu.
- Zaraz ci o wszystkim opowiem… Tylko błagam, nie unoś się, ani nie zrób żadnej głupoty… Siadaj na fotelu.
  Zaskoczony zrobił to o co poprosiłam.
- Wiesz… Nie mogę ci niczego obiecać – jeśli o mój gniew chodzi.
  Westchnęłam ponownie. Usiadłam bokiem na jego kolanach i zaczęłam głaskać go czule po głowie. Zdziwił się bardziej, ale zanim cokolwiek powiedział zaczęłam swój mały monolog.
- Sebastian jest demonem. Tylko, że obecnie trzyma go pakt z takim dzieciakiem, co też stał się demonem i musi mu usługiwać przez wieczność w związku z tym, że jest nieśmiertelny. No i obaj chcą zdobyć pióro ze wspomnieniami księżniczki, te o którym ci mówiłam. Sebastian do uwolnienia się, a ten dzieciak do stania się silniejszym. No a w tym piórze jest jakaś tajemnicza wielka moc i Sebastian sam nie mógłby się sam uwolnić i potrzebuje do tego mnie. Jego zdaniem jestem w stanie mu pomóc.
  Mierzył mnie wzrokiem, a ja nadal gładziłam jego mięciutkie blond włoski. W końcu odpowiedział:
- Rozumiem, że czegoś ode mnie oczekujesz w związku z całą tą sytuacją. – Aż się uśmiechną i zaplótł ramiona na piersi.
- Owszem. – Nachyliłam się i ujęłam dłońmi jego głowę. – Izaya ma pióro, a nie możemy go ponownie aresztować bez zarzutów. Nakaz przeszukania biura został zatrzymany na okazje kiedy będziemy mieli więcej czasu na przeszukanie budynku. Z resztą, równie dobrze może wziąć pióro ze sobą.
- Czyli mam dorwać gnoja? – Uśmiechnął się i zaczął masować mnie prawą dłonią po lewej nodze, a prawą ułożył na moim boku.
- Najpierw zrób zamieszanie, albo coś takiego żeby wyszedł. Jak Mokona wyczuje, że ma pióro w kieszeni to ci wszyscy pomogą w złapaniu. Jak nie to rozerwiesz się sam.
- Hmmm… - Mruknął masując mnie po nodze. – A co ja z tego będę miał?
- Uratowałam ci życie, ciołku.
- Tylko żartowałem! – Zaśmiał się.

  Całowaliśmy się chwilę na fotelu zatapiając w swej miłości, lecz w końcu przerwa się skończyła i musiałam wracać do pracy. 

Heiwajima Shizuo by MintRaspberry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz