niedziela, 26 października 2014

Rozdział 18 i info. o FALKONIE!

  Witajcie czytelnicy Przeplatanki Animowej!!!
  Zapewne zauważyliście zmianę muzyki grającej przy otwarciu bloga, prawda? Podoba wam się? Jeśli chcecie mogę ją zmienić! (wystarczy napisać - ahhhhh, to takie straszne - wiem.) Ale nie o to mi chodzi! Postanowiłam napomnieć wam o NAJWIĘKSZYM festiwalu fanów fantastyki po wschodniej stronie Wisły - FALKONIE!!! Tegoroczna edycja odbędzie się w hali Targów Lublin. Oczywiście odbędzie się też konkurs odlotowych strojów KOSplay - w którym razem z Tenshi weźmiemy udział, oraz wiele larpów, konsolówek i wieeeeeeeeeeeeeeeeelu innych takich, łącznie z prelekcjami i stoiskami wieeeeeeeeelu wystawców. Podaję link dla zainteresowanych~!

http://falkon.co/#

  Wasza Katsumi, wraz z Tenshi będzie obecna w NIEDZIELĘ, 9 listopada (PRAWIDŁOWE INFORMACJE, na stronie jest błąd), od około godziny 14:00. Szukajcie takich dwóch wariatek przebranych za fioletowego lisa z rozdwojonym ogonem i dziwnego królika (What's that pokemon?! xD)
  A teraz notka~!
  Miłego czytania~! :3

~

  Wszystko bardzo ładnie się ułożyło! Bardzo ładnie! Panna Lewak postanowiła przystać na moją ofertę pracy - została moją sekretarką, tylko i wyłącznie po to, żeby sprawdzić czy jej ukochana przyjaciółka/siostra (używa tych tytułów zamiennie) stała się taką osobą, jaką jej przedstawiłem. Ku mojemu zaskoczeniu na dachu obok rozegrała się ciekawa scena walki, którą nagrałem. Z moich informacji wynika iż uczestnicy starcia mieszkają obecnie w bloku, w którym mieszka Isozaki - chan, być może nawet ona sama udziela im schronienia... Tak czy inaczej, Isozaki - chan także pojawiła się na miejscu, nieco ubrudziła rączki krwią, a ja wszystko udokumentowałem na zdjęciach. Błogosławiona technologia i pieniądze które mi ją dały! Dzięki tym dowodom mogę przedstawić moją - w tej chwili - najgorszą nemezis jako kogoś, kto jest w stanie zabić... Mmmhaha~
  Lewak - chan miała zacząć pracę od poniedziałku, jednakże zdecydowała się przyjść już w sobotę. Niezmiernie mnie to ucieszyło.
  Jednak nie uprzedzajmy faktów! xD (przepraszam - musiałam to napisać ^^")
  Moją poprzednią sekretarką była Yagiri Naime, była szefowa Yagiri Pharmaceutics - firmy gdzie nielegalnie przeszczepiano organy i wykonywano operacje plastyczne pod przykrywką firmy zajmującej się przemysłem kosmetycznym. Właśnie od Yagiri dostałem głowę Celty, ale teraz ta kobieta nie była mi potrzebna, więc ją zwolniłem. W drugiej kolejności udałem się na badania do szpitala, ale lekarze stwierdzili, że nie ma żadnych powodów do obaw! Ha! Shizuś się ucieszy!
  W sobotni ranek, koło godziny 6:00, zapukano do drzwi mojego biura. Akurat rozmyślałem nad tym czy powinienem zmienić opatrunek teraz, czy zaczekać na moją nową sekretarkę.
- Proszę~
  W drzwiach stanęła Ona.
  Zaczesała włosy w kok, umalowała się, założyła czarną koszulę z żabotem i ołówkową, czarną spódnicę. Na nóżki włożyła szpilki, a przez ramię przewiesiła elegancką, skórzaną torebkę... Voila! Rozbudziła moje zmysły~
- Witam, witam~ Jak ślicznie wyglądasz, Lewak - chan~
- Dzień dobry. - odpowiedziała mi zmieszana.
  Nigdy nie cieszyłem się tak bardzo na widok jednej osoby. Jej mimika twarzy i zachowanie... Bomba rozczulająca. A jej głos? Muzyka dla uszu~ Chodząca słodycz, a najlepsze jest to, że Lewak - chan próbuje zrobić ze mnie swojego ,,siostrzeńca". Chyba też ją rozczulam. Na razie jednak weszła i stanęła przed moim biurkiem nie wiedząc co ze sobą zrobić, co wyczytałem z jej komicznej twarzyczki. Z trudem powstrzymywałem się od śmiechu - nie chciałem jej urazić.
- Gdzie jest moje stanowisko pracy? - zapytała po angielsku.
  Nie wytrzymałem, musiałem się zaśmiać. Nie chodzi o to, co powiedziała, jej osoba sama z siebie wywołuje w mózgu sygnał do zwiększenia produkcji endorfin.
- Przepraszam... - powstrzymywałem chichot. - Wprawiasz mnie w niesamowicie dobry nastrój... A z resztą nieważne... Tam masz stół, rób przy nim co ci się żywnie podoba - tylko nie ruszaj tamtych planszy z pionkami, dobrze?
- Aaa! Dobrze. - dopiero teraz zobaczyła drugą część biura ze stołem i kanapą.
  Chyba zaskoczył ją też widok drugiego piętra z szafami na kartoteki i klasery. Usiadła przy zamkniętym laptopie, obok którego leżał telefon. Zaczęła coś zapisywać w notatniku wyjętym z torebki, a ja korzystając z tego, że do tej pory nie zwróciła uwagi na głowę Celty (która z resztą ciągle wodziła za nią wzrokiem) zasłoniłem ją książką.
- Na czym mniej więcej ma polegać moja praca? Wcześniej pracowałam w policji... Na patrolach.
- Rozumiem. Cóóóż... Odbierasz telefony, zapisujesz kto dzwonił, szukasz dla mnie różnych rzeczy, piszesz raporty, sprawozdania i tak daaalej... Zmienisz mi opatrunek?
- Pewnie.
  Wstałem i sięgnąłem po apteczkę. Niestety z tyłu głowy nadal miałem ogolone włosy, ale na szczęście zaczęły odrastać w zgodzie z zasklepiającą się raną. Usiadłem na kanapie, po przeciwnej stronie, a Lewak - chan podeszła do mnie i nachyliła się aby rozwiązać bandaż.  Zmieniła opatrunek i wrzuciła stary do kosza, a ja postanowiłem zacząć temat piątkowych walk na dachu sąsiadującego z moim wieżowcem bloku.
- Dziękuję. W sumie dobrze, że przyszłaś dzisiaj. Nie muszę czekać do poniedziałku...
- Czekać? Na co?
- No to, żeby pokazać ci kilka interesujących zdjęć, które udało mi się zrobić wczoraj.
- Co się stało?
- Grupa ludzi walczyła na dachu. Poczekaj, pokaże ci gdzie to było. - Wstałem i podszedłem do oszklonej ściany, a z kieszeni bluzy wiszącej na krześle wyciągnąłem małą lornetkę z noktowizorem. - Popatrz.
  Przytwierdziła przedmiot do oczu, starałem się wskazać jej odpowiedni dach. No i zobaczyła, co zobaczyć miała.
- Czy ta czerwona plama to krew?
- Owszem.
- Gangi?
- Obawiam się, że nie... - wyciągnąłem z szuflady wydrukowane fotografie - Tadaaa~!
  Przyglądała się kolejno każdemu ze zdjęć. Po kolei przeglądała je ze skupieniem.
- Widziałam grupę tych ludzi na ulicy... Myślałam, że to cosplay'erzy.
- A widzisz! Ale nie widziałaś jeszcze najlepszego!
- Czekaj, czekaj... Jesteś informatorem... A twoja praca wygląda trochę jak biuro śledcze...
  Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- Wiesz dlaczego cały ten wieżowiec należy do mnie? Dlatego, że z usług mojej firmy korzystają wszyscy... Policja, zwykli mieszkańcy, gangi... W całym mieście mam agentów, którzy zbierają informacje, każdy z nich pracuje nad jakąś sprawą, ale każda z nich musi najpierw przejść przez moje ręce. Ja decyduję kogo warto szpiegować. W końcu, gdybym pozwalał na przyjmowanie zleceń w stylu ,,podejrzewam męża o zdradę", prywatni detektywi nie mieliby co robić... Ale ja tylko obserwuję. Bez względu na to co odkryję, nie zgłaszam tego na policję, rozumiesz?
  Patrzyła na mnie jakby łączyła różne wątki.
- Czy to nie jest wspieranie przestępczości?
- Nie zawsze coś, co jest złe prawnie, jest złe dla obywateli... Na przykład, jesteś w biednej rodzinie, a jedynym źródłem utrzymania jest matka, która pracuje ,,na czarno". Jeden z moich agentów odkrywa to, więc twoja matka i jej pracodawca idą do więzienia. Czy to w porządku w stosunku do dzieci?
  Westchnęła.
- Masz rację... To co jeszcze mam zobaczyć?
  Zadowolony z przekonania do swoich racji kolejnej osoby sięgnąłem do ostatniej szuflady biurka i wyciągnąłem zdjęcie, na którym Isozaki - chan wbija jakiś bliżej nieokreślony kształtem przedmiot w pierś jednego z uczestników walki. Przybrałem poważny wyraz twarzy i wręczyłem jej fotografię. Milczała. Na jej twarzy widziałem przeplatające się oburzenie, niedowierzanie i szok. Niebieski sweterek, który był dosyć charakterystyczną częścią ubioru mojej nemezis nieco zaplamił się krwią... A wszystko uwiecznione na fotografii.
- To fotomontaż... Kamila nie zrobiłaby czegoś takiego... Nie wieże...
- Kiedy ostatnio z nią rozmawiałaś?
- Dawno... Pisałam z nią maile, ale od jakiegoś czasu nie odpisuje na moje wiadomości... Wczoraj oddałam telefon do naprawy, uznałam, że może być coś nie tak z połączeniem sieciowym.
- Rozumiem... Czyli nie wiesz, co się z nią teraz dzieje... Ludzie się zmieniają... Ty też nie jesteś taka jak pięć lat temu, prawda? To normalny proces.
- Nie... Kamila nie mogła się zmienić... Ona przecież... To wszystko co razem przeszłyśmy...
- Wierz mi, ja też wiele przeszedłem...
- I dlatego uprzykrzasz życie jej chłopakowi? Może to przez ciebie się taka stała?
  Wytoczyła ostre argumenty. I to jak ostre. Odwróciłem krzesło i opadłem na nie. Powiedzieć jej prawdę? Zdradzić jej motywy? Nikomu... Nikomu nigdy nie mówiłem co mną kierowało. Zawsze kłamałem, ale dlaczego teraz mam wrażenie, że powinienem powiedzieć prawdę? Może to przez wdzięczność za uratowanie życia...?
- Więc wiesz o mojej nienawiści do Heiwajimy Shizua?
- Tak... Kamila trochę mi o tobie napisała.
  Westchnąłem... Jednak po chwili uświadomiłem sobie, że nawet gdybym powiedział prawdę, to nikt w nią nie uwierzy. Ale jeśli ona uwierzy, to będzie mi współczuła. To u kobiet normalne. A Lewak - chan należała do kobiet emocjonalnych.
- Gadaj! - zniecierpliwiła się.
  Stała przede mną na tle panoramy Ikebukuro. Stanowcza, pewna siebie, seksowna... Uległem jej urokowi.
- Wszystko zaczęło się kiedy miałem 12 lat. Ojciec często nie wracał do domu o właściwej porze. Czasami nie wracał na noc. Martwiłem się, ale dziwiło mnie, że matka nic sobie z tego nie robi. Zawsze była surowa i wymagająca. Chciała żebyśmy odnieśli sukces. Ja i moje młodsze siostry. Pewnego dnia nie poszedłem do szkoły. Postanowiłem śledzić ojca i odkryłem, że spotyka się z jakąś inną kobietą...
- Zdradzał twoją matkę?
- Tak... Byłem wściekły i załamany. Opuściłem cały tydzień szkoły, żeby go śledzić i zebrać dowody. Nie chciałem pochopnie wyciągać wniosków. Ale wszystko na próżno...
- Jak to?
- Mama wiedziała... Pozwalała mu... Co więcej... Tamta kobieta płaciła tacie... Okazało się, że w cale nie mamy pieniędzy, a same długi. Tamta kobieta okryła hańbą moją rodzinę... Utrzymywała nas, zrobiła z mojego ojca... - urwałem.
  Musiałem. Napięcie, które we mnie wzrastało niemal już osiągnęło poziom krytyczny. Nikomu o tym nie mówiłem. Nikomu. Dusiłem to w sobie przez tyle lat...
- Matka zabroniła o tym mówić. Mówiła, żebym się nie przejmował. Że mam się uczyć, żeby nie skończyć jak oni... A potem, potem okazało się, że ojciec ma tej... tej szmacie płacić alimenty...
- C-co?! Jak to?!
- Zaszła w ciążę...
  Nie byłem w stanie powiedzieć nic więcej. Schowałem twarz w dłoniach i poczułem na nich wilgotne łzy.
- Ale co to ma do tego faceta?! Do chłopaka Kamili?!
- ON JEST TYM BACHOREM!!! - krzyknąłem łapiąc ją gwałtownie za ramiona i przyciskając do szyby. - ... Jego matka... Heiwajima Mitsura... Doprowadziła mojego ojca do samobójstwa... A na nas spadły jego długi... Miał je nawet u Yakuzy...
  Puściłem ją i sam oparłem się o szybę. Powoli zsunąłem się na podłogę załamując ręce.
- Trafiliśmy do jednego liceum, więc postanowiłem się zemścić... Mitsura kocha swojego synusia-mutanta. Dlatego zabiję go... Zabiję, żeby wiedziała jak ja cierpiałem, jak wszyscy cierpieliśmy...
  Uklękła obok mnie. Patrzyłem na nią wyczekując na jej reakcję. Wpatrywała się we mnie badawczym wzrokiem. Nie była głupia. Badała, badała czy nie kłamię... Ale wszystko to było najszczerszą prawdą. Podała mi chusteczkę higieniczną.
- Dmuchaj.
  Siedzieliśmy chwilę pod oknem, na tle pięknej panoramy miasta, które już tętniło swoim zwyczajnym życiem.
- Jesteś dupkiem... I to szalonym. Powinieneś się leczyć, wiesz?
- Nie chcę. Lekarze mi nie pomogą... Grunt, że spłaciłem długi ojca, teraz została tylko zemsta. Już prawie go miałem... Ale pojawiła się ta twoja Kamila i wszytko popsuła...
- Ten facet nie jest niczemu winien. Tylko wpędziłeś go w nerwicę. On cię nienawidzi.
- Mam to gdzieś...
- Orihara - kun... Jeszcze nie jest za późno, żeby z tego wyjść...
  Uśmiechnąłem się pod nosem. Wszystko było tak, jak przewidziałem.
- Siedzę w tym bagnie po same uszy...
- Zatem... Złapię cię za nos.
  Uczyniła, co powiedziała, a ja uśmiechnąłem się do siebie, a w mojej klatce piersiowej pojawiło się dziwne ciepło.
- Ale ostrzegam... Jesteś jedyną osobą, która mi ufa...

~

  KONIEC~!
  Mam nadzieję, że się wam podobało~! ;) Do zobaczenia kochani!

  P.S. Pierwotnie dialogi miały być po angielsku, ale uznałam, że to bez sensu, hah...~

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz