Wstałam przed 6:00. Musiałam wziąć chłodny prysznic żeby otrzeźwieć po nocy. Ubrałam się w rajstopy pół-matowe, czarną spódnicę przed kolana przylegającą do ud, białą koszulę, do niej czarny krawat i zrobiłam lekki makijaż. Włosy upięłam w luźnego koka za pomocą cieniutkiej czarnej gumki do włosów i większej spinki ze sztucznymi kamieniami.
Stereotypowa ,,Pani doktor".
Zarzuciłam torebkę na ramie, wyszłam z mieszkania nakładając czarne botki i zamknęłam za sobą drzwi na klucz. Schodząc po schodach natknęłam się na dwójkę dzieci. Dziewczynka i chłopiec w podobnym wieku siedzieli na schodach z posępnymi minami.
- Dzień dobry. - powiedzieli równo, aczkolwiek nieśmiało.
- Dzień dobry. Co wy tu robicie? - odparłam.
- Czekamy na tatę. - rzekła dziewczynka, a jej brat dopowiedział szybko:
- Ma nas zawieźć do szkoły.
- Rozumiem. - uśmiechnęłam się do nich i zaczęłam schodzić w dół, ale zatrzymała mnie ta dziewczynka.
- Kim pani jest? Nigdy pani nie widziałam.
- Niedawno się wprowadziłam. - oznajmiłam - Jestem Katsumi Isozaki.
- A ja jestem Jun Sayomura! - zawołał chłopiec.
- Michiru Sayomura. Miło nam.
Wstali, żeby się ukłonić podczas przedstawiania imion.
- Mnie również. Przepraszam, ale śpieszę się do pracy. - wyjaśniłam, a rodzeństwo Sayomura rzuciło szybkie ,,Do widzenia" i wyszłam z budynku.
Ulica była dosyć ruchliwa. Idąc na stację metra z biletem miesięcznym w torebce mijałam śpieszących się do pracy i na spotkania szarych, dorosłych i pomykającą do szkoły młodzież. Jakby z powodu początku dni roboczych życie nagle wróciło na ulicę. Oczywiście minęłam też kilka grupek podejrzanych typów ubranych w różne kolory. Jedna grupka miała zawsze coś zielonego na sobie, inna coś niebieskiego, jeszcze inni - coś czerwonego.
Kolorowe gangi.
,,Czy wczoraj przyszła do mnie propozycja dołączenia do jednego z nich?"
Na stacji było pełno ludzi, wielki tłok i zgiełk, wszędzie słychać było jakieś odgłosy typowe dla każdego metra na świecie. Stałam między ludźmi i czekałam na pociąg.
Jadąc do Shinjuku patrzyłam w okno na tokijskie drogi. Spory ruch, jak to w Tokio bywa. Gdzieniegdzie korek, ludzie chodzą w tą i z powrotem. Ptaki swobodnie płyną po niebie, słoneczko miło grzeje, lekki wiaterek kołysze roślinami...
Wyszłam z pociągu i spojrzałam na zegarek. Dochodziła 8:00, bez problemu dotarłam do wieżowca z wielkimi, szklanymi oknami (bo szkło ostatnio zmienia się na specjalnie obrobioną mieszankę różnych skał, która jest dużo twardsza i wytrzymalsza.) Weszłam i podbiłam Kartę Pracownika z pomocą specjalnego automatu stojącego na korytarzu. Było już trochę pacjentów, zastanawiałam się czy są jacyś do mnie. Najpierw jednak podeszłam do okienka recepcji. Siedział tam czarnowłosy mężczyzna z fryzurą do złudzenia przypominającą mi uczesanie pani Sabine Michaelis, rysy twarzy też podobne, ale bardziej męskie niż kobiece. Czyżby brat bliźniak? Pisał coś chwilę na komputerze, po czym spojrzał na mnie oczami identycznymi jak oczy pani Sabine.
- Dzień dobry. Przyszłam do pracy.
- Ach, tak. Witam. - rzekł podnosząc się z krzesła.
Był wyższy od Heiwajimy, normalnie nie sądziłam, że spotkam tu kogoś jeszcze wyższego. Ile on może mieć wzrostu? Metr 90? A może 2 metry? Moje 178 centymetrów nie wystarczyło, żeby patrzeć na niego po prostej, po raz pierwszy rozmawiając z kimś w Japonii musiałam patrzeć w górę.
- Proszę za mną. - odezwał się znowu otwierając drzwiczki od recepcji, ruchem ręki wskazał żebym weszła.
Dżentelmen.
Weszłam, recepcja wyglądała od tej strony jak korytarzyk, w którym przy okienkach ustawiono dwa biurka z wyposażeniem, trochę kwiatów po kątach, dywanik na podłodze i wieszak na płaszcze, kapelusze i tak dalej.
Po lewej były drzwi, które otworzył wysoki recepcjonista, znów nakazując wejść. Tak też zrobiłam i zapaliłam światło.
- To szatnia lekarzy. - wyjaśnił - Niech pani założy fartuch z plakietką i weźmie klucz od gabinetu z tamtego kołka.
- Dziękuję. - powiedziałam wyciągając rękę do uścisku dłoni - Jestem Kamila Szepniak.
- Miło mi, Sebastian Michaelis. - rzekł i ujął mój nadgarstek aby zaraz ucałować wierzch dłoni.
,,Bez jaj... Angielski dżentelmen."
- Przepraszam, ale muszę wrócić na stanowisko pracy. - kontynuował wypowiedź - W razie pytań, proszę zwracać się do mnie. - zakończył z lekkim uśmiechem i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
Przystojny Anglik.
Matko, gdybym dostała od rodziców tak piękne geny, to zostałabym modelką. A ta dwójka? Piekielnie piękne bliźniaki.
Podeszłam do szafki przypominającej jedną z tych, które można znaleźć w wielu amerykańskich szkołach. Swoją poznałam po przywieszonej do drzwiczek kartce z napisem ,,Doktor Magister Stomatologii Kamila Szepniak". Cóż, klinika pana Tanaki to nie byle co. Jedna z lepszych w Tokio, a ja miałam w niej pracować świeżo po studiach.
Szczyt marzeń.
Otworzyłam szafkę i zobaczyłam wnętrze.
Był tam wieszak z fartuchem, a na drzwiach lustro i półeczka z plakietką. Czułam się jakbym dostąpiła największego z zaszczytów tego świata nakładając na siebie fartuch, a plakietkę przypięłam do kieszeni na piersi.
,,Jezu... Czy to się dzieje naprawdę?"
Boże, jakie to szczęście!
Nie wiem dlaczego praca wywołała u mnie taki zachwyt i euforię. Zdejmując klucz do gabinetu starałam się ochłonąć, bo nagle poczułam, że zrobiło się jakoś ciepło.
Torebkę zostawiłam w szafce, zamknęłam ją zamkiem szyfrowym i wyszłam z szatni. Zauważyłam, że w okienku obok siedziała starsza pani o włosach przeplatanych silną siwizną.
- Dzień dobry. - przywitałam się, a ona odwróciła się do mnie na krześle.
Patrzyła wrogo, obwisłe policzki przykryto sporą ilością różu, a rzęsy z pewnością były doklejane.
- Na co czekasz? Pacjenci czekają.
Okej... Chciałam być miła...
Sebastian obdarował mnie współczującym wzrokiem i wrócił do pisania czegoś na komputerze. Ja zaś bez słowa wyszłam z pokoju recepcji i korytarzem udałam się do windy.
Klinika miała jedenaście pięter, bardziej był to szpital, ale pan Tanaka upierał się przy klinice. Na każdym piętrze był inny oddział, stomatologia umiejscowiona została na piętrze piątym, zaś nad nią mieścił się oddział chirurgii plastycznej.
Wyszłam z windy.
Na kluczach widniał numer 157.
Korytarz był pusty, bez problemu przeszłam nim do odpowiedniego miejsca, przekręciłam klucz w zamku, powoli, wyjęłam go i chwyciłam za klamkę...
Weszłam do środka zamykając drzwi.
Na ścianie już wisiał mój dyplom oprawiony w ładną ramkę, po za nim na przeciwległej ścianie wisiała roślina zawieszona w doniczce, która linami przytwierdzona została do haczyka w suficie. Była też szafa z książkami, biurko z komputerem, oraz oczywiście specjalistyczny fotel dentystyczny...
Jeden z najnowszych modeli, nad nim specjalna lampa i obok stojak z narzędziami. Wiertła aż błyszczały metalicznie w słońcu dostającym się do środka przez okno. Tylko czekały by ich użyć! Wymienne końcówki do wierteł, lustereczko, szczypki, pęseta...! Do fotela przytwierdzono umywalkę, fotel cały obity miękkim i wygodnym materiałem, a na siedzeniu dodatkowo poduszka. Obok stała też szafka, w której były strzykawki, waciki, płyny w butelkach i większe przyrządy do leczenia uzębienia.
W szufladzie biurka było trochę opakowań gumy do żucia, długopisy, zszywacz, kartki xero i akta trzech pacjentów. Na razie tylko trzech.
Włączyłam komputer aby zobaczyć ilu mam pacjentów i w jakich godzinach mam ich przyjąć.
,,Hmm... 8:15 - Pan Daisuke Ono, przegląd. ... Co? Daisuke Ono?!"
Albo mi się znaczki pomyliły, albo to zbieg okoliczności przy nazwiskach... Ten wielki, jeden z najlepszych, mój idol z nastoletnich lat, mój ulubiony seyuu (aktor głosowy), z którym zawsze chciałam się spotkać miał przyjść do mnie na comiesięczną kontrolę uzębienia?! Ten sam, który otrzymał dwie nagrody na festiwalu w Tokio za dubbing do mojej najulubieńszej postaci z anime w 2010 roku?!?!
Jeszcze kilka razy czytałam to nazwisko, żeby się upewnić. Pozostało tylko czekać aż przyjdzie na wizytę... Prywatną.
Moim pierwszym pacjentem miał być sam Daisuke Ono? Boże, kocham cię! Kocham cię poniedziałku! Grunt to nie pozwolić by włączył mi się tzw. Fan Girl i zachowywać się naturalnie.
,, Ale czy nie powinien mieć stałego lekarza prowadzącego...? Ehm... To pewnie nie on... Szkoda...".
Popatrzyłam na zegarek zawieszony na ścianie przy oknie zasuniętym żaluzjami. Była już 8:13. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je powoli.
- Zapraszam do gabinetu. - powiedziałam do pustego korytarza.
Zaraz też usłyszałam kroki. Zobaczyłam, że ktoś idzie w stronę moich drzwi. To był ON. Poznałam go od razu. Przybyło mu jedynie siwizny. Wydawał się zakłopotany.
- Dzień dobry. - skłonił się - Przepraszam, ale przed chwilą dowiedziałem się, że mój dentysta przeszedł na emeryturę. Mam nadzieję, że jestem o czasie.
Trochę dziwnie się czułam, kiedy mój idol patrzył na mnie ze skruchą wymalowaną na twarzy.
- Nic się nie stało. Zapraszam do środka. - odparłam zmieszana.
Weszliśmy do gabinetu.
Mój pacjent usiadł na krześle naprzeciwko mnie przy biurku. Wypełniłam w karcie podstawowe informacje (data badania itp.). Stresujące było to, że pan Ono zdał się na moją łaskę zasiadając na fotelu dentystycznym, a gdy otworzył usta i miałam zajrzeć do jego jamy ustnej, myślałam że nie powinnam tego robić.
(Postawcie się na moim miejscu. Macie grzebać w ustach osobie, o której spotkaniu nawet nie śmieliście marzyć! Ehm... Dziwne uczucie, prawda?)
Poszło gładko. Jedynie drobne przebarwienia na dwóch zębach. Zajęłam się nimi i wróciliśmy do formalności. Została nam jedynie drobna ankieta, którą znalazłam między papierami w karcie pacjenta. Głupie statystyki...
- Jeszcze tylko wypełnimy małą ankietę, dobrze?
- No dobrze, nie śpieszy mi się. - rzekł lekko.
Jego głos... Głos znany mi tylko z klipów na you tube i z anime, niektóre oglądałam tylko ze względu na jego dubbing.
- Zatem... Jakiej pasty pan używa?
- Colgate. Ludzie kojarzą mnie z reklam tej pasty.
Zapisałam i uśmiechnęłam się do niego.
- Ja tam kojarzę pana z dubbingów do anime.
Wyglądał na zaskoczonego.
- Naprawdę? Ogląda pani anime?
- Od dawna tego nie robiłam, ale bardzo podoba mi się pański warsztat.
Zaśmiał się.
- To dlatego była pani taka spięta! Teraz już rozumiem. - Boże, co za wesoły facet.
Przybyło mu lat, ale nie ubyło humoru.
- Tak... - było mi już lżej na sercu, a jednocześnie głupio. Pewnie zarumieniłam się jak typowa fanka... Zaraz zadałam kolejne pytanie z ankiety - Jak często myje pan zęby? A - codziennie, B - co jakiś czas, C - prawie nigdy.
- A, śmieszne te pytania.
- Prawda... - zaznaczyłam ,,A" i zadałam trzecie pytanie - Czy jest pan zadowolony ze swojej pasty?
Znowu się zaśmiał.
- Nie, nienawidzę jej i najchętniej spuściłbym ją w toalecie!
Trafiony sarkazm. Ze śmiechem zaznaczyłam ,,Tak" i przeczytałam ostatnie pytanie:
- Czy poleciłby pan swoją pastę znajomym?
- Nie, to co że ją reklamuję.
Boże...Uwielbiam tego gościa!
Znowu zaznaczyłam ,,Tak" i schowałam ankietę do szuflady biurka. Zauważyłam też, że pan Ono wziął jedną z kartek do wypisywania recepty i z kieszeni wyciągnął długopis. Napisał coś na niej i wyjął z portfela pieniądze. Podał mi i kartkę i odliczoną sumę.
- To dla pani.
Autograf...
Autograf od Daisuke Ono...
Dał mi go sam z siebie, bez proszenia...
Ten dzień jest zbyt fajny...
- Dziękuję... - wzięłam pieniądze i położyłam je na biurku, a kartkę trzymałam w dłoni.
Znowu się uśmiechną.
- Przyjemność po mojej stronie.
Wstał i wyszedł. Odprowadziłam go za drzwi.
- Do zobaczenia. - powiedział jeszcze i odszedł korytarzem w stronę windy, pochłonął go cień ściany.
Na krzesłach siedziało już kilka osób, a ja miałam wrażenie, że stoję tam sama, skąpana w świetle słonecznym padającym z okna trzymając w dłoni autograf od samego Daisuke Ono - Wspaniałego seyuu, sympatycznego człowieka i mojego idola...
~
Hello~!
Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was zbytnio tą notką. Oby przypadła do gustu ^^
Do zobaczenia, wkrótce rozdział 8 !!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz