piątek, 9 sierpnia 2013

Rozdział 8

  Reszta dnia była dosyć nudna. Przydzielono mi trójkę stałych pacjentów - Pana Ono i dwie starsze panie, które nie przyszły dzisiaj na wizytę. Po za Panem Ono było też kilka innych osób nieufnie podchodzących do fotela dentystycznego. Zapewne przez mój brak doświadczenia jako świeżej absolwentki. Podczas przerwy obiadowej Sebastian przedstawił mnie reszcie personelu - i tak wszystkich nie zapamiętałam.
  Ta ,,dusza towarzystwa", która tak ciepło przywitała mnie po wyjściu z szatni lekarzy to Pani Ruka Sakibara - wdowa o nieprzyjemnym charakterze i kochająca muzykę klasyczną. Jako, że chciałam być miła zapytałam o jej ulubionego kompozytora (swego czasu słuchałam etiud, sonat i innych utworów tego rodzaju muzyki), a ona odpowiedziała:
- Dziecko, nawet nie wiesz kto to jest. Ktoś taki jak ty nie ma pojęcia o PRAWDZIWEJ muzyce.
- Tak? - podjęłam dyskusję - To zdziwię panią faktem, że mój dawny znajomy jest pianistą i razem z nim dyskutowaliśmy o kompozytorach i muzyce klasycznej.
  (Pozdrowienia dla Eivinda ;])
- To powiedz mi, skąd był Fryderyk Chopin?
- Oczywiście, że był Polakiem i urodził się w miasteczku nieopodal Warszawy.
- Bzdura! - zaśmiała się, a ja zdziwiłam się ogromnie. - Był Francuzem i mieszkał w Paryżu! Co za głupoty! Polak, ha!
  Chciałam zaprotestować ale Sebastian mnie powstrzymał. Widać należało puszczać mimo uszu uwagi pani Sakibary i się nimi nie przejmować.
  Poznałam też:
Shurę Yamamoto - czarnowłosa położna.
Mite Taro - chirurg pozbawiony owłosienia i bogaty w tłuszcz.
Yuujiego Tsukiteru - Młodego dietetyka z rudą, sterczącą czupryną i z okularami w cienkiej oprawce.
  Tylko ich zapamiętałam, resztę kojarzę z wyglądu i niektórych cech charakteru.
  Dostałam też plan pracy na cały tydzień. Pięć dni w tygodniu po 10 godzin pracy od 8:00 do 18:00 z półgodzinną przerwą obiadową o 14:00.
  Wywiad z Oriharą musiał poczekać do week endu. I dobrze, w tym czasie mogę się solidnie przygotować i zająć przeglądaniem kartotek pacjentów i czytaniem gdy na nich czekam. Warto byłoby odwiedzić ,,Animate", czyli inaczej tzw. ,,9 pięter czystej mangi" na ulicy Promyka.
  Nieważne...
  Wyszłam z budynku około godziny 18:30. Słońce zniknęło za wieżowcami rzucając na niebo perłowy róż przemieszany z fioletem i błękitem. Na drodze duży ruch, z trudem szłam między przechodniami śpiesząc się na pociąg. Musiałam zdążyć przed przerwą na dworcu metra bo inaczej spędzę w Shinjuku dodatkowe pół godziny. Zbiegam po schodach tak szybko jak to możliwe, zobaczyłam, że do pociągu wsiadają ludzie. Tak! To był mój pociąg!
  Odjechał zanim dobiegłam na peron...
  Usłyszałam też syrenę policyjną i weszłam na górę.
  Kobieta na czarnym motorze, czarnym, smolistym motorze, który był równie atramentowy jak kombinezon kobiety stała otoczona przez dwa wozy policyjne i trzy skutery. Zaraz odezwał się policjant w okularach:
(Cytat z anime)
- Często myślę o tym, że ludzie tacy jak my w literaturze zawsze stanowimy słaby kontrast dla sław takich jak ty. Zawsze, gdy pojawia się główny bohater posiadający jakieś moce, leżymy w kałuży krwi, aby uwydatnić jego moc. W porządku. Wszystko sprowadza się do tego jak postrzegają nas potężni ludzie. To ustalone, więc nie za wiele możemy zrobić. Ale zawsze chciałem powiedzieć jedną rzecz. Jeśli pojawi się jakiś potwór, diabeł, android czy ninja… Wtedy chciałbym powiedzieć tylko jedną rzecz. Nie ignoruj drogówki, potworze! Powtórzę to. Zwykły potwór nie powinien ignorować drogówki.
  To było bardziej niż dziwne. Motocyklistka przestraszona jadąc pod prąd zaczęła uciekać przed ścigającą ją drogówką.
  ,,Ok... Tutaj nawet policja jest dziwna..."
  Wróciłam do tunelu i wpatrzyłam się w pustą przestrzeń przede mną, a ta zaczęła wirować i świecić.
  Przewidzenie?
  Nie, z wirującej przestrzeni wyskoczyła czwórka ludzi i białe, puchate stworzenie, PROSTO NA MNIE!
 - Pyu~! - zawołało zwierzątko, które uniknęło jakoś zderzenia z moją twarzą - Jesteśmy na miejscu~!
  Leżałam przygnieciona przez cztery inne osoby. Drobną dziewczynę o dużych, brązowych oczach, trochę większego, brązowowłosego chłopaka, chudego blondyna w białym, futrzanym płaszczu z niebieskimi wzorami i potężnego, opalonego bruneta ubranego jak jakiś samurai w czarnym płaszczu. Wydał z siebie jakieś słowa skierowane do puchatego stworzonka, wstał i złapał je za długie uszy, blondyn pomógł mi wstać i uśmiechnął się do mnie serdecznie, a brązowowłosy uczynił to samo względem drobnej dziewczyny.
- Czekajcie! - zawołało stworzonko - Mokona musi użyć kolejnej ze stu dziesięciu sekretnych zdolności! - czerwony klejnocik na czole króliko-podobnego futrzaka zabłysło oślepiającym światłem.
  Kiedy otworzyłam oczy zrozumiałam wrzaski bruneta w czarnej pelerynie.
- Pogięło cię, futrzaku?! Przestań jebać mi tym światłem w oczy!
- Uoooo~ Nie ładnie Kuro - pipi~ - powiedział blondyn - Panie cię słuchają~
- Nazywam się KUROGANE, idioto!!!
  Blondyn w ogóle się nie przeją i odpowiedział z beztroskim uśmiechem:
- Nie złość się Kuro - tan~
  W czasie kiedy tamci się kłócili, podszedł do mnie brązowowłosy.
- Jestem Syaoran, a to księżniczka Sakura..., - pokazał na dziewczynę po czym wskazał blondyna - ...Fay i Kurogane. Podróżujemy po światach szukając fragmentów pamięci księżniczki.
  ,, Aha... Robi się coraz dziwniej..."
  Ostatecznie postanowiłam im pomóc. Siadłam z nimi na ławce i dowiedziałam się conieco o ich misji. Syaoran jest synem archeologa, sam też wykonuje ten zawód. Kiedyś podczas wykopalisk natknął się na komnatę, w której jakimś cudem znalazła się księżniczka niesiona na wielkich, białych skrzydłach. Zaczęła spadać i gdy Syaoran ją złapał jej skrzydła rozpadły się i pióra (fragmenty pamięci) wzleciały do nieba. Nadworny mag przeniusł ich do Wymiarowej Wiedzmy, gdzie spotkali Fay'a - maga, któremu zagraża pewna osoba i musi znaleźć się jak najdalej od swojego świata, a Kurogane gdy stał się najsilniejszym wojownikiem w swoim wymiarze został podstępem przeniesiony do domu Wymiarowej Wiedźmy i pragnie wrócić do domu. Ona dała wszystkim za przewodnika Mokonę, która jest jednocześnie ich tłumaczem.
  Bardzo miło nam się rozmawiało, ostatecznie postanowiłam wesprzeć ich misję i pozwoliłam im u siebie zamieszkać. Pojechaliśmy na zakupy (bo nie byłam przygotowana na gości) i w domu zrobiłam domowy rosół. Serce się radowało kiedy chwalili moje kulinarne wypociny - naprawdę nie sądziłam, że smacznie gotuję (w ogóle nie wiedziałam, czy pamiętam przepis...). Ustaliliśmy, że ja i księżniczka Sakura będziemy spały razem w jednym łóżku z Mokoną, a chłopcy zajęli podłogę. Oczywiście dałam im koce, poduszki i coś na zmianę do spania.
  Księżniczka tonęła w mojej starej koszuli nocnej, Syaoranowi dałam flanelową koszulę, a Kurogane i Fay musieli zadowolić się T-shirtami z nadrukiem.

~

  Witajcieee!!!
  Jeszcze przed wyjazdem udało mi się skończyć notkę >3
  Zacznę kolejną za ok. tydzień. Ale nie martwcie się - rozpoczęłam drugi zeszyt z opowiadaniem o Waszej "ukochanej" (choć nwm czy na pewno) pani stomatolog. 
  Miłych wakacji, czekania na kolejny rozdział i cierpliwości do moich licznych błędów ;)
  Pozdrowionkaaa!!!

P.S Jak wam się podoba nowy wygląd bloga?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz