środa, 4 grudnia 2013

Rozdział 11

  Przez chwilę stałam oszołomiona jego propozycją. Miałam wsiąść z nim na motor i gdzieś pojechać? Od tak sobie? To było zbyt nierealne... Z resztą moje życie i tak jest jedną, wielką przeplatanką dziwnych zdarzeń.
- Mówiłaś, że jeździłaś kiedyś konno.
- A co to ma do rzeczy?
- To koń, nie maszyna. - pogładził kierownicę pojazdu - Będzie dobrze.
  Niepewnie nałożyłam kask na głowę i zapięłam go pod szyją. Heiwajima uczynił to samo i dosiadł motocykla odsuwając stopkę. Siadłam za nim i szczerze mówiąc, nie wiedziałam czy mam go objąć, czy powinnam trzymać się tylnego łęku siedzenia. Wybrałam drugą z opcji, choć pierwsza była bardziej kusząca. Niestety pruderia w Japonii powoduje brak tak dużej swobody jak w Europie, więc nie byłam pewna czy mój chłopak się nie obrazi. Ale ten odwrócił głowę z lekkim zdziwieniem wymalowanym na twarzy.
- Wygodnie ci tak?
- Mhm... - kiwnęłam niepewnie głową.
- Bezpieczniej będzie jeśli mnie obejmiesz.
  Mierzył mnie wzrokiem. Ostrożnie pochyliłam się do przodu, a moje myśli krążyły wokół jego osoby.
- Na pewno mogę? - upewniłam się.
- A czy próbowałem cię pocałować na pierwszym spacerku?
  I w tedy do mnie dotarła moja głupota. Zażenowałam się nią i objęłam Heiwajimę czując gorąco na twarzy. Czułam jak od jego ciała bije przyjemne ciepło, naprawdę miłe doznanie. Ta bliskość kochanej osoby przypomniała mi o domu, o wszystkim co zostawiłam i jak bardzo mi jej brakuje. Tylko kask przeszkadzał trochę w przytulaniu, ale tak - przytuliłam się do niego jakbym bała się, że go stracę. Że zaraz ktoś mi go zabierze. Aż zebrało mi się na łzy w oczach, tymczasem motor ruszył cicho bez najmniejszego dźwięku wydanego przez silnik. Słyszałam jedynie szmer opon stykających się z asfaltową nawierzchnią. Nie wiedziałam jak szybko jedziemy, ale było mi bardzo miło i przyjemnie. I nagle przyszły mi do głowy dwa pytania.
- Heiwajima-san...? Masz prawo jazdy, prawda?
- Nie.
- To z kąt masz motor? - poczułam jak wzbiera we mnie panika - Zatrzymaj się!
- Spokojnie, znajoma mnie nauczyła jeździć i od niej mam motor. - albo mi się wydawało, albo bawiła go zaistniała sytuacja.
  Odetchnęłam chwilkę, żeby się uspokoić i zmieniłam temat na mniej drażliwy. Przy okazji Heiwajima zwiększył prędkość.
- Tak na marginesie tooo, gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
  ,,Ocho, zrobił się tajemniczy... Ciekawe."
  Po kilku minutach jazdy, kiedy mijaliśmy wielu ludzi i wiele ulic, a wszystkie te obrazy rozmazywały się jak pejzaże rozmyte wodą, dotarliśmy do podziemnego parkingu, w którym zatrzymaliśmy się we wnętrzu windy towarowej. Tam Heiwajima przycisnął numer 12 i winda ruszyła w górę.
  Jeszcze chwilkę spędziliśmy we dwoje w windzie, a ja zastanawiałam się, czy on aby nie prowadzi mnie do swojego mieszkania. Ale kiedy zeszliśmy z pojazdu, zdjęliśmy kaski i drzwi się otworzyły - zobaczyłam brązowowłosego faceta, potarganego faceta, z okularami na nosie. Jego twarz zdobił szeroki uśmiech, a cała jego postać wydawała się wesoła jak jednorożec galopujący po tęczy w słoneczny dzień. (xD Ale mam pomysły na porównania!)
- Witaaajcieee~! - skłonił się.
- Drzieńdobry... - zmieszana również się skłoniłam, a Heiwajima rzucił tylko ciche ,,Cześć" i wyprowadził motor, aby zaraz wprowadzić go do przedpokoju jakiegoś mieszkania, do którego prowadziła winda (co mnie zdziwiło).
- Jestem doktor Kishitani Shinra, czuję się zaszczycony mogąc gościć słynną dziewczynę Shizuo w moich skromnych progach~!
- Słynną? - zmieszałam się.
  Ruchem ręki zaprosił mnie do środka, tam zdjęłam buty i poszłam do obszernego salonu, gdzie obficie zastawiony stół uginał się od pyszności. Duże okna łączyły się z balkonem, sofa ustawiona pośrodku graniczyła ze stołem, po drugiej jego stronie dwa fotele, a kuchnię od całości tego wspaniałego, wielkiego pokoju oddzielał dłuższy blat dobudowany do ściany. Była też szafa i telewizor plazmowy zawieszony na ścianie. Wszystkie sprzęty bardzo nowoczesne i jednocześnie utrzymane w dobrym guście.
- Oczywiście! Całe Ikebukuro plotkuje na twój temat! Jesteście teraz najsławniejszą parą! Czy to prawda, że zaimponowałaś mu bijatyką z Oriharą Izayą~?
  Mówił to z takim podziwem i ekscytacją w głosie, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
- Nienawidzę przemocy! Co najwyżej mu raz dogadałam i tyle...
  Heiwajima też się zaśmiał i usiadł na sofie. Uczyniłam to samo po zapraszającym geście Kishitaniego, a następnie otrzymałam polecenie by jeść to, co tylko chcę.
- Przepraszam, ale jestem po obiedzie. Gdyby Heiwajima mnie uprzedził...
- Na twoim miejscu bum jadł. Celty całe południe spędziła w kuchni. - uśmiechnął się - Pewnie robi się dla mnie na bóstwooo~
  Z głupawym uśmieszkiem opadł beztrosko na fotel, a mnie jakby momentalnie wryło. Na całe szczęście Kishitanie zajęty gadaniem o przeróżnych plotkach dotyczących mojego i Heiwajimy związku nie zauważył mojego zaskoczenia. Mój chłopak także, gdyż wsłuchał się w opowieść Kishitaniego nalewając sobie lemoniady z lodem.
  I usłyszałam kroki z korytarza.
  Niepewne, ciche, powolne...
  Osobę, która je stawiała, przepełniał niepokój.
  Mnie z resztą też.
  Zapewne spodziewała się szoku na twarzy nowej znajomej, kiedy ta zobaczy jej oblicze bez twarzy, bez głowy i możliwe, że przypominała sobie zapewnienia Heiwajimy, które na pewno padły wcześniej.
  Również nie wiedziałam jak się zachować. No bo jak ja mam przywitać stworzenie, które w przeszłości jeździło od domu do domu by zabierać dusze z ciała ludzkiego poprzez wylewanie na człowieka wiadra krwi czy czegoś co ją przypominało... Ale zaraz przypomniałam sobie jej głowę zamkniętą w pojemniku i postać dostawczyni pizzy. Połączyłam w myślach te dwa obrazy i pomału zaczęłam się uspokajać. No i nadszedł ten rozanielony głos Kishitaniego.
- O~ Już jesteś, skarbie~
  Obejrzałam się i zobaczyłam Celty, bez kasku, w nieco rozpiętym kombinezonie odsłaniającym kawałek dekoltu jasnego jak marmur. Z czarnej czeluści w szyi wydobywał się znany mi już, czarny dym. Była wysoka i w samych kapciach, szczupła i bardzo kobieca. Uśmiechnęłam się i podeszłam do niej starając się wyobrazić, że ta brązowo-włosa odcięta główka jest umieszczona na szczycie tego stworzenia, które zwie się dullahanem. Wstałam do niej nie zdejmując uśmiechu z ust.
- Isozaki Katsumi, miło mi cię poznać, Celty.
  Z szyi buchnęło nieco więcej dymu, wysunęła z rękawa kombinezonu swój telefon i szybko napisała.
,,Mnie również. Nie sądziłam, że się jeszcze spotkamy."
  Nabrałam więcej odwagi - pierwsze koty za płoty!
- Ja też. Przy okazji, ślicznego masz konia.
  Jej ramiona lekko się uniosły, sylwetka wyprostowała bardziej. Zgadywałam, że pewnie też poczuła się lepiej. Usiadłyśmy na sofie. Chłopaki wydawali się oszołomieni całym zajściem, a zwłaszcza Heiwajima.
- Niesamowite~! W ogóle się nie zdziwiłaś!!! Shizuo miał rację~!
-W zasadzie... - uśmiechnął się speszony - Nie sądziłem, że aż tak lekko to przyjmiesz.
- Mój chłopak wyrywa z betonu znaki drogowe, dlaczego miałabym się dziwić widząc kobietę bez głowy? Przecież ta dzielnica sama w sobie nie jest normalna.
  Rozmowa szła dosyć swobodnie. Godziny szybko przeciekły mi przez palce podczas tego miłego spotkania. Skosztowałam też potraw przygotowanych przez Celty, stwierdzam, że mimo braku oczu czy nosa świetnie przyrządziła sukiyaki (wołowina z warzywami i tofu gotowane z nimi w bulionie z sosu sojowego, słodkiej sake i cukru). Jest to teraz jeden z moich ulubionych przysmaków. Naprawdę bardzo miło spędziłam z nimi czas, a co najważniejsze - spędziłam trochę czasu z Heiwajimą.

---

  Jak zwykle wszystko szło po mojej myśli, dopóki nie zjawiła się ONA. Po raz pierwszy poczułem smak porażki, po raz pierwszy stanąłem twarzą w twarz z kimś równie inteligentnym. Już nie obchodzi mnie Czarny Rynek, Yakuza może poczekać, teraz muszę wyeliminować osobę, która przeszkadza moim planom.
  Nie obchodzi mnie nic innego.
  Tak, hahaha~!
  Zabiję ją, jak resztę~!
  Idioci bez inteligencji, którzy ze mną zaczęli poszli na dno. Tym razem spotkałem kogoś podobnego sobie - ale to nie oznacza przegranej! Przeanalizowałem jej tok myślenia, powiązania, gra trwa nieprzerwanie bez względu na przeciwności, teraz przeszedłem na wyższy poziom. Nie przegram. Teraz wystarczy, by zaczęła tracić grunt pod stopami, oderwać ją od ziemi by nie miała na czym stąpać, a na końcu rzucić o kamień wystający z oceanu nicości...
  Dokonam tego, przysięgam Isozaki - chan...

~

  Ohayo~!
  I jak się podobało? Przepraszam, że tak późno ta notka ale życie nie rozpieszcza. Dodałam pasek z melodyjkami żeby lepiej się czytało, podoba się?
  Hah ^^ Zeszycik się skończył i teraz rozdział 12 przepiszę z drugiego, a tam jeszcze końca nie ma, więc nie obawiajcie się końca opowieści o przygodach mojej postaci <(*^.^*)>
  Pozdrawiam i życzę wszystkim wesołych mikołajek, fajnych prezentów i przede wszystkim - POWODZENIA NA EGZAMINACH PRÓBNYCH DLA WSZYSTKICH III KLASISTÓW Z GIMNAZJUM PISZĄCYCH TESTY Z OPERONUUU!!! (łączę się z wami w bólu i nadziei na lepsze jutro!)
  Katsumi.


(Księżniczka Sakura, Syaoran, Mokona, Kurogane i Fay - "Tsubasa Chronicle")

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz