- Znasz mitologię irlandzką? - zapytał kiedy siedziałam na czerwonej kanapie trzymając w dłoniach tą Celty.
- Trochę się w tym orientuję... Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to głowa Valkirii?
- Nie. - uśmiechnął się NORMALNIE (po raz pierwszy jak go znam) - Według dawnych wierzeń tamtych regionów Valkirie były aniołami strzegącymi pokoju między niebem, a ziemią. Ale po za nimi były też istoty panujące nad śmiercią.
Popatrzyłam prosto w twarz Celty.
- Masz na myśli Dullahana, prawda? Bezgłowi jeźdźcy, ujeżdżający bezgłowe konie. Cienie trzymające swoją głowę w rękach podczas szaleńczego galopu przez dzikie równiny, a podczas postoju zajmujący się zabieraniem dusz ludzkich na ,,tamten świat"?
- Sporo wiesz. - przyznał zaintrygowany - Jeden z tych stworów znalazł się w Japonii i zgubił głowę. Trzymam ją tutaj dla bezpieczeństwa.
Okeeej... Nie było mowy, żeby dalej panikować. Mieszkają u mnie przybysze z innych światów, dlaczego więc miałabym dziwić się temu, że rozwścieczony potwór z irlandzkich legend szuka w całym mieście swojej zagubionej głowy?!
- ... A co zrobisz, jeśli właścicielka przyjdzie po swoją głowę? Pozbawi cię życia za przetrzymywanie jej własności?
Zaśmiał się, niestety nie był to już normalny śmiech, a taki do jakiego przywykłam - tajemniczy i pełen przekory.
- Znam ją osobiście. Celty pracuje jako dostawca, a ja opiekuje się jej głową.
Nagle coś mi zaczęło łączyć się w całość.
Czyżby wczorajszego wieczora Dullahan dostarczył mi pizzę do domu? Dlaczego, od kiedy mieszkam w Ikebukuro spotyka mnie tak wiele dziwnych rzeczy, zahaczających o szaleństwo? Chyba nigdy tego nie pojmę...
- Czyyyliii... Zajmujesz się głową Dullahana, który pracuje jako dostawca, tak?
- Wiem, że to dziwne ale tak jest.
- To dlaczego jej jeszcze nie oddałeś?! Przecież ona z pewnością cię zabije jak się dowie!
- Bo w tedy zniszczyłbym romans mojego dobrego kolegi.
Zamarłam.
Orihara - kun, ma kolegę.
Kolega Orihary, romansuje z Dullahanem.
Orihara potrafi być miły dla osoby innej niż on sam.
Dlaczego mi się to nie podoba?!
Patrzył z uśmiechem na drugą stronę stołu.
Teraz dopiero zauważyłam, że siedzimy na dwuczęściowej sofie, w kształcie kanciastej litery ,,U". Stół stał w środku i na drugim jego końcu stały plansze do gier planszowych: szachownica plansza do gry ,,GO" i kostki używane do gry w Majonga.
Czyżby moje niedawne przypuszczenia dotyczące samotnych rozmyślań Orihary nad planszami gier strategicznych właśnie się potwierdziły?
,,Zaraz... Dlaczego on mi to wszystko mówi? ... Chyba, że to wcale nie miał być wywiad..."
Patrzył teraz na moją osobę z rozbawieniem i wziął ode mnie głowę Dullahana. Poobracał ją chwilę w dłoniach i patrzącw zamknięte powieki na twarzy stwora z niekrytą lubością, powiedział do mnie:
- Podejrzewam, że domyśliłaś się już moich intencji.
- Przyznam, że jesteś dobry... Ładnie to tak wciągać nieświadomych niczego ludzi do tej twojej chorej gry?
Zaśmiał się serdecznie.
- Bingo! Po co mi wywiad z koro wszystkie niezbędne informacje do kartotek mam w internecie i w aktach na uniwerku. To przecież oczywiste.
Westchnęłam i patrzyłam na niego z niepewnością.
,,Czego on chce...?"
Z powrotem włożył głowę do pojemnika z zieloną cieczą, odstawił go na półkę i usiadł przy pionkach po mojej prawej stronie. Ruchem ręki nakazał bym się przesunęła, co zrobiłam, lecz nieśpiesznie, wpatrując się w pionki szachowe.
- Czarny skoczek na tej pozycji może zbić białego hetmana. - mówiłam cicho do siebie analizując położenie figur - Jednocześnie jest w polu bicia białej wieży...
- Właśnie. Patrz... - przesunął wierzę na miejsce czarnego skoczka, a następnie przesunął do hetmana - Jeden niespodziewany ruch rozsypał długie lata starań i obmyślania strategii, przy okazji mieszając położenie pozostałych figur... To miał być TEN dzień... Dzień, w którym Heiwajima Shizuo miał odejść...
I wszystko jasne.
Moje pojawienie się w Ikebukuro pokrzyżowało jego plany. Wszystkie osoby na świecie są ze sobą powiązane niewidzialnymi nićmi zależności, przez co ruch jednej osoby, wpływa na położenie i sytuację pozostałych. A ten skubaniec jest tak doświadczony w tej dziedzinie, że na podstawie tego jednego ruchu potrafi przewidzieć poczynania pozostałych pionków. Zupełnie nieświadomie wpływamy na życie osób, których nawet nie znamy...
- Po co mi to wszystko pokazujesz? - zapytałam podnosząc wzrok znad planszy.
Pożałowałam. Wzrok Orihary pełny był chłodu i nienawiści. Wzrok ten przeszył na wskroś moją przerażoną duszę. Sprawił, że poczułam się zagrożona. Wsparł się łokciami na stole, a głowę podtrzymywał dłońmi. Mocniej ścisnęłam torebkę w dłoni gotowa w razie czego do ucieczki.
- Odpowiesz mi?
Wstałam i zaczęłam odchodzić w kierunku wyjścia, ale coś świsnęło mi tuż przy uchu i zobaczyłam jak nóż sprężynowy (a nie scyzoryk, jak wcześniej mniemałam) wbija się w framugę wielkiego okna przede mną. Stałam jak wryta, a on stanął tuż za mną. Chwycił moje dłonie, na uchu czułam jego spokojny, miarowy oddech, jego ciało było bardzo blisko mojego. Tak blisko, że poczułam jakby coś w rodzaju naruszenia przestrzeni osobistej. Podniósł nasze ręce o 90 stopni w stosunku do ciała i powiedział cicho:
- Jesteś jedyną osobą, z którą mogę stoczyć równy pojedynek intelektualny. Powiedz mi tylko, gdzie podziała się ta dziewczynka, która marzyła o walce w ręcz z demonami? Gdzie ta wariatka się podziała?
Teraz to już zdębiałam. CZYTAŁ MOJE STARE BLOGI?!
- Pisałaś wspaniałe opowieści, szkoda, że przestałaś. Ale myślę, że twoja wyobraźnia mnie nie zawiedzie.
Wyrwałam mu się i patrzyłam na jego spokojną twarz jak na twarz szaleńca.
- Po pierwsze: Jestem dorosłą kobietą i nie mam czasu na pisanie blogów z opowiadaniami ku uciesze internautów. A po drugie: Nie zamierzam się z tobą bawić w tę twoje pokręcone gierki.
Jego twarz przybrała wyraz szyderczy.
- Za późno. Niestety, weszłaś już na arenę amfiteatru i musisz zmierzyć się z niezwyciężonym gladiatorem. Kraty są zamknięte. Zasady są proste: Zabijasz lub jesteś zabita.
Chciałam zaprzeczyć, ale miał rację.
- Czyli teraz będziesz starał się mnie zabić jak Heiwajimę, tak? Dobra... Niech ci będzie. Ale wiedz, że przez cały ten czas działałam niespecjalnie. Więc kiedy coś zaplanuje, to twoje ego ułożone w domek karciany rozpadnie się i zgnijesz w czeluściach piekła.
Uśmiechnął się szerzej.
- Świetnie! Na to właśnie czekałem! - zaśmiał się, a w śmiechu tym słychać było wyraźną psychozę - Dzisiaj wieczorem dam ci sygnał rozpoczynający grę. Masz czas na przygotowania.
- Jaki znowu sygnał?
- Jaki tylko chcesz. - wzruszył ramionami.
- Wyrecytujesz mi przez telefon polski łamaniec językowy.
Zamrugał zdziwiony.
- Polski?
- Tak. Na przykład - ,,W Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie."
Zaśmiał się nerwowo.
- No bez jaj, nie powiem czegoś takiego. Coś dla kogoś, kto zna rosyjski.
Przewróciłam oczami.
- No to, może...: ,,Chłop pcha pchłę, pchłę pcha chłop."
Zanotował to sobie fonetycznie i pożegnał mnie ciepłym uśmiechem.
- Zatem, do zobaczenia.
Opuściłam budynek i poszłam na zakupy. Myśli o Oriharze nie dawały mi spokoju, po prost nie mogłam przestać myśleć w jaki sposób wpędzić go do grobu kiedy przy sięganiu po główkę kalafiora odezwała się moja chrześcijańska cząstka mnie. Nie mogłam go zabić, po prostu nie mogłam. Zatem zadecydowałam, że zmuszę go jedynie do poddania się, a z tego będę miała większą satysfakcję.
Wróciłam z zakupami do domu, zrobiłam obiadek składający się z gotowanego kalafiora posypanego bułką tartą z dodatkiem ziemniaków i zjadłam swoją część. Resztę schowałam w pojemnikach hermetycznie zamykanych i zatrzymujących ciepło posiłku. Świetny wynalazek.
Teraz, miałam chwilę czasu dla siebie, żeby zadzwonić do mojego chłopaka.
- Halo? - usłyszałam głos w telefonie - Isozaki - san?
- Tak, to ja. Masz chwilkę?
- Tak. Dlaczego nie odzywałaś się przez cały tydzień? Praca dentysty jest aż tak zajmująca?
- Nie, nie... Przepraszam. Przyjechali do mnie znajomi... z Polski. I tymczasowo są na moim utrzymaniu. Szukają jednej rzeczy i dopóki jej nie znajdą, muszę im pomagać.
- Chociaż miałaś coś do roboty. - jego głos był lekko znudzony.
- A ty co robiłeś? Też mogłeś się odezwać.
- Przepraszam... Jak zwykle pracowałem na dwie zmiany, w przerwach próbowałem zabić Izayę, spałem i jadłem.
- Też ciekawie.
- Prawda? Od kilku lat moje życie tak wygląda.
- To może się dzisiaj spotkamy?
- Chętnie. Chcesz gdzieś iść?
- W zasadzie to mi wszystko jedno.
- W takim razie przedstawię cię moim najlepszym przyjaciołom. Zaraz podjadę pod twój blok.
- Podjedziesz? - zdziwiłam się.
- Tak~ - jego rozbawiony głos wskazywał na konkretną niespodziankę.
Tak więc przebrałam się w jeansowe rurki i szarawą bluzkę z nadrukowaną czarno-białą grafiką konia. Do tego nałożyłam jeszcze sweter z czarnej tkaniny zapinany na guziki i lekki jak jesienna kurtka. Poprawiłam makijaż, zabrałam co trzeba do torebki i usłyszałam dźwięk domofonu.
- Słucham? - podniosłam słuchawkę.
- To ja. Możesz schodzić.
Na chwilkę zastygłam w bezruchu widząc co ten wariat zrobił. Przyjechał na czarnym, smolistym motorze. Ale był to całkowicie czarny motor. Każda rura, każda felga zalana była czernią jak czarnym atramentem. Sam Heiwajima miał na głowie podobnie czarny kask i rzucił w moją stronę drugi.
- Ma pani ochotę na przejażdżkę~?
~
Tadaaam!
I jest notka >3
Przepraszam, że tak długo ale miałam do załatwienia sporo spraw w życiu prywatnym. Obecnie pracować będę nad książką, którą MOŻE wydam.
Dodatkowo będę zajęta opracowywaniem scenariusza do filmu na temat obozu koncentracyjnego na Majdanku, więc proszę o wyrozumiałość.
Jeśli macie pytania to piszcie w komentarzach albo na skrzynkę prywatną. Liczę, że notka spełniła Wasze oczekiwania.
Pozdrawiam, Katsumi <(^3^)>
Foto by: Kikori-kun (Nejiro 2013)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz