Nareszcie skończyłam studia! Jakież to cudowne uczucie! Trzymam dyplom w dłoni, a łzy szczęścia same wlatują mi do oczu. Jestem szczęśliwa. Jestem tylko ja i mój dyplom... Ja i mój dyplom...
Ukończyłam Tokijski Uniwersytet Przyrodniczy z wyróżnieniem jako jedna z nielicznych osób z poza Japonii. W zasadzie jestem - a raczej byłam jedną Polką na uczelni.
~
Było trudno.
Aby spełnić marzenia i polecieć do Kraju Kwitnącej Wiśni musiałam uczyć się japońskiego już w podstawówce. Uczyłam się sama oglądając anime, poznawałam zwyczaje, a w liceum - kiedy drogi moje i mojej jedynej przyjaciółki się rozeszły - uczyłam się WSZYSTKIEGO jak głupia.
Wkuwałam tylko WOS. Reszta szła łatwo - nawet matematyka. Tym sposobem w wieku siedemnastu lat ukończyłam liceum i wedle planu starałam się dostać na japonistykę w Warszawie. Podstawy to przecież nie wszystko!
I dostałam się.
Potem w wieku dwudziestu dwóch lat z pomocą profesora Shibuyi udało mi się wyjechać do Tokio. Na początku była fascynacja, a potem wdarła się rutyna i trud. Znalazłam sobie w tedy pierwszą pracę - jako kelnerka w restauracji z europejskimi potrawami. Dodatkowo na nocną zmianę pracowałam w lokalnej gazecie pisząc różne artykuły, które wpadły w gust Japończyków - takim to sposobem zarobiłam na studia, mieszkanie (bo mieszkałam z byłą żoną pana Shibuyi, która traktowała mnie jak domową służbę) i byłam w stanie jako tako powiązać jeden koniec z drugim. Kupowałam gotowe dania do odgrzania w mikrofali i jadłam z książką w ręku. Medycyna sama w sobie jest trudna, ale zawzięłam się, wzięłam byka za rogi i zdobyłam co chciałam.
Profesor Tanaka od razu zaproponował mi pracę w swojej przychodni, gdzie miałam pracować jako dentystka, a cała moja rodzina pękała z dumy.
Tak oto z nieporadnej dziewczynki zmieniłam się w odpowiedzialną kobietę, która uparcie brnie do celu. Niby wszystko pięknie, ale nie do końca... Kocham się uczyć. Zawsze mnie to wyróżniało. Jednak dopiero w liceum nauka pochłonęła mnie bez reszty. Ograniczyłam moje znajomości do kontaktów z jedyną przyjaciółką - Leną i najbliższą rodziną. Na uczelni uważano mnie za dziwadło.
,,Taki dzieciak, a na studia idzie?"
,,O, smarkula idzie..."
I tak to było. Chociaż nie brakowało osób pełnych podziwu dla mojej determinacji.
Dopiero w Japonii zapoznałam kilka osób, ale choć wstyd się przyznać - nigdy nie miałam chłopaka. Czasami mi tego brakowało, ale zaraz w ruch szły: kartka, pióro/długopis i pisałam... Ogromne ilości stronic horrorów, romansów, fantastyki, wierszy, krótkich opowieści i rysunków. Dużo rysunków.
Odcinałam się od świata.
I tak jest do dziś.
~
Stoję w tłumie szarych ludzi z dyplomem w dłoni i wpatruje się
w niego z uśmiechem. Mam co chciałam. Wykształcenie, dom, obywatelstwa: polskie i japońskie, pracę i ... i ten głupi dyplom.
No tak, jeszcze muszę się przeprowadzić. Moja nowa praca znajduje się w innej dzielnicy Tokio, a pan Tanaka dał mi zaledwie tydzień na przeprowadzkę do nowego lokum.
I znowu ta depresja.
Poczucie samotności z własnej winy.
Mam co chciałam, ale jestem sama w innym, tak różnym od domu miejscu. Z rodzicami i przyjaciółką widuje się przez ekran komputera, a moi znajomi to zaledwie pięć osób, które okazały współczucie i wsparcie.
- Katsumi-chan! - usłyszałam głos Tokiego.
Toki Masatomi to mój znajomy, który pracował ze mną jako kelner. Typowy Japończyk, który rozmawiając ze mną musi patrzeć do góry.
- Witaj Toki-kun. - odparłam zwracając się do niego - Co się stało?
- Chciałem ci pogratulować! - zaświergotał szturchając mnie
w ramię - Pilna uczennica, farciara i ślicznotka za razem!
- Daj spokój. - zaśmiałam się - Mam już dwadzieścia osiem lat, urody mi ubyło. I dziękuję, że przyszedłeś.
- Proszę bardzo.
Toki poszedł w moje ślady ale rzucił studia po pierwszym roku. Stwierdził, że medycyna to jednak nie to. Bardzo pogodny facet, jako pierwszy wyciągnął do mnie pomocną dłoń. Jednakże miał też swoje wady - nadmierna opiekuńczość, kazania dotyczące wielu nieważnych sfer życia i tym podobne...
Odprowadził mnie do domu, a ja po drodze opowiedziałam mu
o mojej przeprowadzce do Ikebukuro. Najwidoczniej bardzo go to zmartwiło bo zaraz wtargnął do mojego domu.
- Do Ikebukuro?! Masz pojęcie co tam się dzieje?! Pełno tam kolorowych gangów, prześladowców...! (kilkuminutowe kazanie)
- Spokojnie! Takie rzeczy są w całej Japonii.
- Katsumi-chan, nie powinnaś tam jechać. Tam jest niebezpiecznie.
Kochany Toki, zawsze taki troskliwy. Trzydziestka na karku,
a dba o wszystkich jak stary dziadziuś przewodzący rodzinie
i dający dobre rady na przyszłość, które nie zawsze się sprawdzają. Miło mieć go przy sobie, jest dla mnie jak trzeci brat (bo dwóch młodszych zostawiłam w Polsce).
- Mama mówiła mi, że Japonia jest niebezpieczna i straszyła, że ktoś mnie porwie i sprzeda na części, albo zgwałci, albo nie wiadomo ci jeszcze. Tadam! Żyję! - rzekłam beztrosko wkładając kapcie i podałam parę ciapów dla Tokiego, który również zmienił buty i poddenerwowanym krokiem wszedł do salonu.
- Dobra, rób co chcesz. Ale jak wylądujesz w szpitalu bo dostaniesz lodówką w głowę...
- Lodówką? - przerwałam mu.
Teraz miałam wrażenie, że mimo wieloletniej nauki japońskiego pomyliłam jakieś podobne do siebie wyrazy, ale Toki zaskoczył mnie odpowiedzią.
- Tak. Mój dziadek jest z Ikebukuro. Wiem co tam się dzieje i sam mało nie straciłem życia przy spotkaniu z Nożownikiem...
- Jaki znowu Nożownik?!
- Nieważne! Dowiesz się na miejscu.
To było dziwne.
Lodówki latają w powietrzu, a Nożownik atakuje ludzi na ulicy?
O co mu chodziło? Jednak znając Tokiego od tylu lat wiedziałam, że nic więcej z niego nie wyciągnę. Zmieniliśmy temat i Toki opuścił moje mieszkanie z szerokim uśmiechem na ustach.
,,Ehh... Trzeba wyciągnąć pudła i zacząć się pakować." - pomyślałam i poszłam do szafy po pudła z poprzedniej przeprowadzki. Spakowałam swoją kolekcję figurek ekspozycyjnych, tony mang, książek i płyt DVD z filmami i anime. Potem zapakowałam moje liczne bazgroły i rękopisy wraz ze starymi czasopismami. Następnie w odrębne pudło zapakowałam trochę ubrań i zdjęć oprawionych w ramki.
I zaczęłam wspominać.
Jakież to typowe przy chowaniu starych fotografii... Moja rodzina - Mama, tata, młodsi bracia. Potem klasowe zdjęcie z trzeciej klasy gimnazjum i pamiątkowa fotografia z Falkonu (festiwalu fantastyki odbywającym się co rok w Lublinie), zrobiona przez przypadkową osobę - ze mną i moją przyjaciółką Leną przebranymi za postacie
z anime.
To był mój pierwszy konwent w fachowym cosplayu. Chodziłam dumnie prezentując kostium i naśladując zachowanie postaci (np. deptanie z zacieszem sztucznej komórki - kto zgadnie jaka to postać? xD) To były wesołe czasy, a teraz jest dorosłość i ludzkie, zupełnie inne problemy.
Schowałam jeszcze parę rzeczy i odgrzałam w mikrofali obiad. Dzisiaj ramen - coś jak japoński rosół.
Jedząc zastanawiałam się nad tym co mówił Toki o lodówce i Nożowniku. Ciekawa sprawa. Jakbym przeniosła się do czasów gimnazjum, kiedy z byle czego robiłam wielką przygodę. Teraz jednak nie potrafiłam odczytać słów Tokiego. Metafora? A może za bardzo dramatyzował?
Nieważne.
Pożyjemy, zobaczymy...
~
Ohayo mina! Oto pierwszy rozdział przygód Katsumi Isozaki - czyli po prostu Kamili Szepniak (jak nazwałam postać po polsku xD). Mam nadzieję, że historia wciągnęła - Na razie jest tylko motyw z "Durarara!!", ale potem obiecuje dodać wątki z "Kuroshitsuji", "Hetalii" czy też "Naruto". Jak macie pytanie to pisać w komentarzach!
I pamiętajcie: komentarze = motywacja do pisania !!!
Matashita ne~!
Powiem Ci, że wciągające to jest , super! :33
OdpowiedzUsuńSupeeer . :D Nie mogę się doczekać dalszej części :D
OdpowiedzUsuń