poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 3

  Po powrocie do domu musiałam zapalić. Czym prędzej złapałam za ukrytą w szufladzie paczkę, otworzyłam okno i zaczęłam szukać zapalniczki. Dopadłam ją, podpaliłam jeden koniec papierosa
i zaciągnęłam się tak, jak jeszcze nigdy w życiu.

  Orihara - san to świetny człowiek. Dużo wie, wyczerpująco wyjaśniał mi wszystko, był miły ale przy tym straszny... Ta jego życzliwość była aż podejrzana. Wydawał się tak psychopatyczny, że najadłam się więcej strachu niż kiedy w szóstej klasie podstawówki zaczepił mnie starszy facet, proponujący słodycze
i podwiezienie do domu...

  W tedy uciekłam, ale teraz musiałam wysilić się na naturalne zachowanie. Nie raz miałam ochotę go uderzyć i doprowadzić do pionu (Ten jego śmiech z byle czego... Ratunku...!). Jednak jakaś cząstka mnie uważała to za urocze i pomagała mi panować nad sobą.
  Wydmuchałam dym i znów się zaciągnęłam. Potem znów wydech i zgasiłam papierosa. Ktoś powiedziałby, że powinnam dopalić, ale sięgam po te śmiecie tylko kiedy moja psychika naprawdę nie daje rady. Dlatego trzymam chwilę dym w ustach żeby ograniczyć dostęp tlenu do mózgu, odurzyć go na chwilę i zaraz się uspokajam.
  Zestresowałam się, ale poznałam dzielnicę...
  Drrr! (xD)
  Podskoczyłam. Na stole wibrował mój telefon komórkowy. Odetchnęłam i nie patrząc na ekran odebrałam.
- Halo?
- Jak tam życie? Bałem się, że już nie odbierzesz. Cztery razy dzwoniłem! - głos Tokiego, miód na moje uszy.
- Już wiem o czym mówiłeś...
- Żyjesz? Przelatujący automat nie uszkodził ci czegoś?
- Nie, jestem cała... Ale ledwo żyję... Wróciłam właśnie z wycieczki zapoznawczej. Oprowadzał mnie tutejszy informator - Orihara Izaya.
  Toki najwyraźniej wiedział kim jest wspomniany człowiek
i parsknął śmiechem do słuchawki. Ktoś był obok bo oddał telefon tamtej drugiej osobie.

- Wybacz, Toki - kun nie jest w stanie rozmawiać. Rozwaliłaś go. - w słuchawce rozbrzmiał głos mojej znajomej.
  Rana Hatsuko. Też była kelnerką w europejskiej restauracji. Śliczna brunetka z dużym biustem. BARDZO dużym i - o dziwo - naturalnym...!
- To mów, jak poszła pierwsza randka? - zapytała po chwili.
  Zakrztusiłam się powietrzem i raptownie zaczęłam kasłać.
- Co takiego?! Nie! To nie tak! Taka Amerykanka przyprowadziła go jako chętnego do pokazania dzielnicy! Tyle!
  Rana się zaśmiała.
- Dobra, dobra! Tylko żartowałam! - znów się zaśmiała, a Toki w tle zaczął śpiewać japoński odpowiednik piosenki o "Jasiu i Barbarze".
  Odruchowo pokręciłam głową z politowaniem.
- Zamknij się Toki - kun! Ten koleś rano pod moim blokiem mało nie zabił blondyna o nadludzkiej sile, a ty się śmiejesz, że mnie oprowadzał. To było najbardziej traumatyczne przeżycie w moim życiu!
  Oboje się zaśmiali. Słyszałam ich dobrze bo słuchawka w telefonie Tokiego była popsuta i zawsze rozmawiało się na opcji "głośnik".
- Rozumiem, też się go boję. Facet ma wprawę w manipulowaniu ludźmi, uważaj żeby nie wpaść w jakąś jego szaloną gierkę. - ostrzegał Toki już z większą powagą.
- Właśnie, trzymaj się od niego z daleka. - powiedziała Rana i po chwili zmieniła temat. - A co po za tym?
- Nudno w domu... Nie wiem co będę robić przez niedzielę po za tym, że pójdę do kościoła. Chyba, że znacie jakieś miejsce, w którym będę mogła pożytecznie spędzić czas.
- W Tokio jest pełno takich miejsc! Tylko rzadko wychodzisz
z domu bo ślęczysz nad książkami, więc ich nie znasz! - zaśmiała się Rana.

  Mimowolnie zrobiłam to samo. Tych dwoje było jedynymi osobami poznanymi w Japonii, przy których czułam się jak w domu.
  Mimo, że mieszkam w Tokio od sześciu lat to nadal nie potrafię nazwać tego miejsca domem. Tak bardzo różni się od rodzinnego Lublina. Od całej Polski. Tęsknota robi dziwne rzeczy z ludźmi...
- Możesz pójść na jakieś karaoke. Świetnie śpiewasz, może komuś wpadniesz w oko! - zawołał wesoło Toki - Tylko powiedz jak ci poszło, nie ukrywaj romansów!
- Wpadnę w oko jak się przewrócę... - Ach... Ta moja samoocena...
- Oj daj spokój! - zawołała karcąco Rana, a potem dodała szeptem. - Idziemy już bo się spóźnimy. Twój przybrany braciszek wyciąga mnie do kina~
  Zaskoczyło mnie to.
- Naprawdę?! Toki - kuuuuuun~! - zawołałam z entuzjazmem.
- No co? - nieco się oburzył - Jesteśmy już duzi!
  Jak zawsze drażliwy w tych tematach... Kochany Toki - kun.
- Wiem, wiem. Powodzenia. - powiedziałam.
- Pa pa! - rzekli równo i rozłączyli się.
  Westchnęłam.
  Cieszyłam się ich szczęściem, była to świetna wiadomość. Ale ja nadal nie miałam nic do roboty. Otworzyłam laptop i pomyślałam, że poszukam jakiegoś baru karaoke w Ikebukuro z darmowym wstępem.
  Znalazłam jeden ciekawy, w którym takowy wstęp był od godziny 20:00, a dochodziła 19:00. Miałam czas żeby się przygotować. Wyciągnęłam z szafy czarne, długie legginsy. Następnie znalazłam zwiewną, krótką sukienkę na ramiączkach, której jeszcze nigdy nie zakładałam z braku okazji.
,, Ale muszę jakoś zakryć ramiona, bo z pewnością wieczorem zrobi się zimno..." - pomyślałam i przez następnych kilka minut szukałam czarnego bolerka.
  I znalazłam.
  Poszłam pod prysznic, umyłam zęby po obiedzie z Oriharą (czego wolę nie wspominać... Wypytywał mnie o różne rzeczy wpatrując w moje oczy jakby przenikał moją duszę na wskroś, a jego uśmieszek sprawiał,  że nogi się pode mną uginały. Straszne...).
  Kiedy umyłam zęby założyłam świeżą bieliznę (bo czyściłam jamę ustną owinięta w ręcznik) i przygotowane wcześniej ubrania. Potem makijaż, ale nie mam zbyt wielu kosmetyków.
  Nałożyłam szminkę o różowo-czerwonym odcieniu, nieco cieni na powieki i machnęłam kilka razynszczoteczką z tuszem na rzęsy. Włosy wysuszyłam suszarką i rozczesałam moją ulubioną szczotką, która towarzyszy mi od kąd miałam 13 lat. Długo - włoski standard ^^.
  ,,Zostawić rozpuszczone...? Albo nie, zrobię luźnego koka." - jak pomyślałam, tak zrobiłam.
  Zobaczyłam jeszcze czy nie zapaćkałam białej sukienki, która równie dobrze mogła być tuniką, bo była dosyć krótka (no ale na ubraniach się nie znam). Złapałam czarne botki i drobną torebkę tego samego koloru.
  Elegancko, może trochę za bardzo ale na stronie lokalu napisano, żeby nie zapomnieć o stroju odpowiednim do tematu przewodniego, a dzisiaj był dosyć zabawny:
  Pingwin.
  Ciekawe, bardzo ciekawe.
  Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi na klucz i kiedy szłam ulicą było za dziesięć dwudziesta. Szłam samotnie ulicą, ale w miarę zblirzania się do baru było nieco więcej ludzi. Trochę się spóźniłam, bo kiedy weszłam do środka już pierwsza osoba śpiewała piosenkę wyświetlaną na ekranie.
  Wesoło.
  Wszędzie ludzie byli ubrani na czarno-biało, rozmawiali między sobą, ktoś śpiewał razem z osobą na scenie (którą oświetlały nieduże reflektory). Barman przy barze robił drinki, a ja usiadłam przy stoliku obok okna i słuchałam.
  Było tak przez jakiś czas, aż podeszłam do kobiety, która obsługiwała laptop z programem karaoke. Popatrzyła na mnie
i uśmiechnęła się rzyczliwie.

- Zamawia pani następną piosenkę?
- Tak, ma tam pani coś polskiego?
- Polskiego? - zdziwiła się kobieta - Zaraz zobaczę co da się znaleść.
  Stałam chwilę wpatrując się w śpiewającą obecnie parę. Wyglądali na stałych klientów, bo na niedużym podeście robiącym za scenę czuli się pewnie i nawet nie czytali tekstu.
- Znalazłam coś w internecie. - powiedziała do mnie owa kobieta - Może być ...? - zmrużyła oczy żeby przeczytać tytuł - ,,Kolisanka dla nieznaiomeii" zespołu ,,Perufakuto"?
(Oczywiście chodzi o zespół Perfect - aczkolwiek Japończycy czytają jak czytają i nie zawsze im to wychodzi xD)
- Oczywiście. - rzekłam i czekałam chwilę na swoją kolej.
  KIedy zakochani zeszli z podestu weszła na niego owa kobieta
i powiedziała do mikrofonu:

- Teraz będzie coś wyjątkowego! Oto utwór rodem z Europy Środkowej! Czyli polska ,,Kolisanka dla nieznaiomeii"!
  Weszłam na scenę i wzięłam od niej mikrofon.
  Wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę, poczułam tremę, ale zaraz przypomniałam sobie to jak w gimnazjum występowałam przed całą szkołą, konkursy recytatorskie i akademie okazjonalne
w kościele.

  ,,Dam radę!"
  I rozbrzmiały dźwięki gitary, patrzyłam na ekran ze słowami aby wiedzieć kiedy zacząć.
  Wdech...
  Wydech...
  Wdech...
- ,,Gdy nie bawi cię już...~" - zaśpiewałam, a kilka osób w tłumie gwizdnęło - ,, ... świat zabawek mechanicznych~" - znowu ktoś gwizdnął, najwyraźniej kilka osób miało już trochę alkoholu we krwi - ,, Kiedy dręczy cię głód, niefizyczny~" - patrzyłam się
w kulkę, która pokazywała mi linię melodyczną - ,, Zamiast słuchać słów, głupich telefonicznych wróżek zza siedmiu mórz...~"

  Na początku byłam bardzo spięta. Ostatni raz występowałam przed ludźmi na akademii zakończenia szkoły gimnazjalnej. Jednak moja publiczność okazała się być bardzo sympatyczna, dostałam wielkie brawa mimo fałszu w kilku momentach piosenki. Potem zażądali bisu.
- Czekajcie, czekajcie... - uspokajałam tłum ze zmieszaniem na twarzy - Muszę się napić, dawno nie występowałam...
- Proszę. - pewna urocza kobieta w czapce przypominającej głowę pingwinka podała mi butelkę z wodą.
- Dziękuję. - upiłam kilka łyków i skinęłam do kobiety siedzącej przy laptopie - Jedziemy! - zawołałam wesoło.
  Wkrótce część sali śpiewała ze mną refren. Było naprawdę zabawnie. Zaraz też kilka osób poprosiło żebym się do nich przyłączyła, a wśród nich poznałam twarz znienawidzonego przez Oriharę blondyna. Obok niego siedział wesoły mężczyzna
w okularach i dłuższych brązowych włosach, blondyn wyglądał na obojętnego. Była z nimi śliczna blondynka o dużym biuście i dwóch innych facetów - bliźniaków o czarnych, krótkich włosach.

- Pięknie pani śpiewa, jaki to język? - zagadał brązowowłosy mężczyzna.
- Polski, urodziłam się w Polsce, ale na studia przybyłam do Tokio. Obecnie pracuję jako doktor stomatologii. - podałam mu wizytówkę, a on wziął ją i podał mi swoją.
  Wymieniłam się nimi ze wszystkimi (nie licząc obojętnego na wszystko blondyna). Ten wesoły okularnik to Tom Tanaka (UWAGA! Nie jest krewnym dyrektora szpitala.) Zajmował się ściąganiem opłat z dłużników. Taki jakby komornik. Blondynka to Mira Sayoshi, jego dziewczyna, bez pracy ale z wykształceniem prawnika. Bliźniaki to Sao i Mikado Kurumi. Obaj zajmują się grą na giełdzie.
- Jak się czyta twoje nazwisko? - zapytała Sayoshi - san.
- Szczepanik, ale mówcie mi Katsumi Isozaki.
- Pseudonim? - zapytał jeden z bliźniaków.
- Tak, literacki. Pisałam to i owo. - odparłam, a Tom zwrócił się do blondyna luźno opartego o krzesło.
- Przedstaw się, twardzielu.
  Ten popatrzył na mnie niezwykle brązowymi oczami.
  Nigdy nie widziałam takiego odcienia brązu. Jego twarz teraz przybrała więcej zainteresowania, gdyż dopiero teraz na mnie spojrzał (wcześniej obserwował co działo się na scenie).
- Heiwajima Shizuo. Ochroniarz. - przedstawił się od nazwiska,
a jego głos był głęboki i w jakiś sposób mnie przyciągał.

- Miło poznać... - rzekłam nie wiedząc jak kontynuować dialog.
  Na szczęście zrobił to za mnie.
- Jak spotkasz Izayę Oriharę to przekaż mu, że wkrótce go zabiję.
- Ach~ Cały Shizuo - kun~ - zaśmiała się nerwowo Sayoshi - san.
- Wiem o czym mówi. Rano myślałam, że zginie z jego ręki, ale w porę zareagowałam. - odparłam, a Heiwajima przybrał zaskoczony wyraz twarzy.
- Ocho! Ktoś tu uratował ci zadek, Shizuo! - zaśmiali się bliźniacy,
a ten jak wryty patrzył w moją osobę.

  W jego oczach można było się zatracić.
  Było ciemno, ale dokładnie widziałam ich kolor. Zapadła chwilowa cisza, a my dalej patrzyliśmy na siebie dopóki Sayoshi nie zaproponowała mi drinka.
- Nie, nie mogę pić.
- Dlaczego? - zapytał jeden z bliźniaków.
  Za cholerę nie mogłam ich rozróżnić!
- Mój organizm reaguje alergicznie. Nie chcecie wiedzieć co się stanie jak wypiję. - odparłam nieśmiało, a Tom popatrzył na mnie ze współczuciem:
- Biedna Isozaki - san... Wszystko przez te sztuczne alergizujące zamienniki! Może postawimy ci sok?
- Nie trzeba. Sama mogę pójść i ...
- Przyniosę. - wtrącił się Heiwajima wstając od stołu.
  Stanowczy...
  Nie byłam w stanie zaprotestować...
  ,, Co się ze mną dzieje?!"
- Nie przejmuj się nim. - powiedział do mnie Tom - Pewnie chce ci się odwdzięczyć.
- Wyczuwam chemię w powietrzu~ - zaświergotała jego dziewczyna - Miłość od pierwszego wejrzenia!
  Dzięki Bogu było ciemno i nikt nie widział moich rumieńców.
  Zaraz poczułam, że ktoś za mną stoi, zobaczyłam czyjąś rękę, kładącą przede mną szklankę z napojem.
- Jabłkowy. - powiedział i wrócił na miejsce.
- Dzię...
- To ja dziękuję. - nie pozwolił mi skończyć zdania.
  Serce mocniej mi zabiło i zaraz upiłam łyk soku. Ręce mi się pociły, bliźniaki zapytały o coś Toma, a ja wpatrywałam się w pustą przestrzeń między sceną, a podłogą. Pogrążyłam się we własnych myślach...
  Nie potrafiłam zidentyfikować tego uczucia, przecież Heiwajima chciał zabić Oriharę wyrywając znak drogowy z betonu! BETONU! Podniósł się spod latarni! LATARNI! Mógłby mnie zabić - nawet nieumyślnie! ... A jednak coś poczułam ... Zakuło mnie w klatce piersiowej. Nie, on tego nie zrobi. Przecież go ocaliłam! Jak mogłam tak uważać...?
  Ktoś z towarzystwa szturchnął mnie w ramię.
- Halo? Isozaki - san? Gdzie błądzisz myślami? - zapytał jeden
z bliźniaków.

- C-co? - wybudzili mnie z zamyślenia - A nawet nie wiem...
- Pytałem się z jakiego miasta jesteś. - przypomniał drugi z bliźniak, a reszta towarzystwa spojrzała na mnie wyczekując odpowiedzi.
- Z... Z Lublina... Mieszkałam tam większość życia, potem
w Warszawie - tam uczyłam się japońskiego na jednym
z uniwersytetów, a potem z pomocą jednego profesora przyjechałam do Tokio.

- To miałaś wiele szczęścia! - zawołali bliźniacy równo.
  Czy oni uczyli się mówić te same rzeczy w tym samym momencie?
- Kosztowało mnie to sporo szasu i nerwów... Alfabety macie przedziwne.
  Wszyscy się zaśmiali, dalej konwersacja dotyczyła różnych tematów związanych z polityką i sprawach podawanych
w wiadomościach.

  Nie mając telewizora czytałam o niektórych rzeczach na portalach informacyjnych, więc jako tako byłam w temacie.
  Potem zachęcali Heiwajimę, żeby pochwalił się swoim talentem wokalnym, ale stanowczo odmawiał. Był z nimi towarzysko, nie
w pracy - więc męczyli go co chwila żeby coś zaśpiewał. Długo się upierał ale po rozpoczęciu drugiego piwa zgodził się na jedną piosenkę.

  Wariat, a nie wyglądał.
  Śpiewał lepiej niż ja (co nie jest trudne bo talentu nie mam ^^"), szybki i skoczny kawałek. Podczas śpiewania rozwiązał muchę
i rozpiął koszulę przy szyji. Ruszał się płynnie i w rytm muzyki.

  Trudno uwierzyć, że przed chwilą zapierał się rękami i nogami aby tylko uniknąć sceny.
- Cały Shizuo - kun! - zawołał Tom wśród klaszczących ludzi - Teraz nie zejdzie z tego podestu! - śmiał się, a mi trudno było uwierzyć, że Heiwajima jest tak imprezowym gościem.
  To było miłe zaskoczenie.
- Teraz ,,Bring me to life", poproszę! - zawołał z uśmiechem do kobiety z laptopem.
  Chwila!
  Czy to miało być to ,,Bring me to life", o którym myślałam? To autorstwa ,,Evanesence"? Toż to jest jeden z najtrudniejszych utworów świata!
  Zabrzmiały dźwięki pianina.
  To to samo ,,Bring me to life"...
- ,,How can you see into my eyes..." - jego głęboki głos wywołał u mnie dreszcze - ,, ...like open doors? Leading you down into my core. Where I've become so numb..."
  Patrzyłam na niego jak pod wpływem jakiegoś czaru, nie potrafiłam oderwać oczu od jego ust, z których wydobywały się tak piękne dźwięki. Tak czyste, tak głębokie, czułam jakbym odlatywała... A jego angielski jest całkiem niczego sobie.
  Znałam tekst na pamięć, kiedyś tą piosenkę katowałam na odtwarzaczu MP3, a teraz śpiewałam po cichu razem z nim. Żeby nie zagłuszyć jego głosu, żeby tylko słyszeć każdy dźwięk... Co ja, do diabła wyrabiam?!
  Wielki aplauz.
  Heiwajima ukłonił się i zapytał:
- Kto chce drugi mikrofon? - zaraz dołączyło się kilku panów.
  I tak cały wieczór wraz z nocą poleciał wesoło wśród typowych dla takich imprez piosenek o piciu, kobietach, dobrej zabawie i tak dalej...

~

  Ohayooooo~
  Wybaczcie za tak późne opublikowanie, ale wiecie (święta, szkoła i tak dalej ^^"). Mam nadzieję, że się nie gniewacie, i że ten rozdział jest wystarczająco fajny aby odpłacić wam z nawiązką za długie czekanie. Już zaczęłam przepisywać czwarty, bo w zeszyciku ze szkicem opowieści jestem na dziewiątym, hahah~ 
  Mam nadzieję, że wytrzymacie do czasu, kiedy do niego dojdę ^^"
  Zdradzę wam, że do dziewiątego rozdziału akcja wcale nie straci na tempie, Katsumi pozna kilku ciekawych ludzi i jedno głupawe stworzenie. Świat stanie na głowie, a wszystko z jednego powodu...~
  Miłego czekana~
  Bye bye bee~~~

4 komentarze:

  1. Napędzasz moją twórczość Kamilo

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialnie piszesz, podoba mi się rozdział i to bardzo! Teraz tylko czekać na 4! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że tak uważasz~ Postaram się szybko dodać ^^

      Usuń