wtorek, 16 kwietnia 2013

Rozdział 4

  Do domu odprowadził mnie Heiwajima upierając się, że nie powinnam chodzić sama po ulicy o tak późnej porze. Byłam chyba jedyną w pełni trzeźwą osobą opuszczającą bar, reszta była mniej lub bardziej wstawiona, a na twarzy każdego widniał wielki banan.
  Szliśmy w milczeniu ulicą oświetloną przez światła ulicznych latarni. Heiwajima palił papierosa wpatrując się w niebo, a ja patrzyłam w pustą przestrzeń przedemną starając się nie myśleć
o jego osobie.

  Dotarliśmy do mojego bloku kiedy na zegarku w moim telefonie wyświetlała się godzina 2:30.
  Jak równo...
  Hiwajima stanął na progu zastawiając mi tym samym drogę. Nic nie powiedział, skłonił się tylko nisko, aż do pasa.
  Wyraz naprawdę głębokiego szacunku. Stał tak przez chwilę, a ja trzymałam lewą ręką drzwi.
- Jestem twoim dłużnikiem. - powiedział cicho.
- Nie ma o czym mówić. - rzekłam zmieszana, a on nadal nie podnosząc na mnie wzroku tkwił w tej samej pozycji.
- Jak mogę spłacić dług wdzięczności?
  Westchnęłam i chwyciłam go za ramię żeby się podniusł. Wyprostował się i patrzył z uwagą w moje oczy.
- Nie musisz robić tego od razu... Pożyjemy, zobaczymy. - uśmiechnęłam się do niego, a on wyjął z kieszeni telefon z klapką
w żółtej obudowie - oczywięcie z nieodłącznym breloczkiem (jeśli
o Japończyków chodzi).

  Była to zmniejszona figurka ,,Maneki Neko" - kota przynoszącego szczęście.
- W takim razie dobrze byłoby mieć twój numer.
  Wymieniliśmy się numerami telefonu, ale kiedy chciałam się
z nim porzegnać usłyszałam głos osoby, której za nic nie chciałam więcej widzieć.

- Co ja widzę, Shizu - chan? Chcesz poderwać nową panią doktor
w dzielnicy? - zapytał Orihara nonszalancko opierając się o słup sygnalizacji świetlnej.

- Izaya... - wysyczał przez zęby Heiwajima rzucając mu mordercze spojrzenie.
- Co ty tu robisz o tej porze, Orihara - san? - zapytałam, a ten się zaśmiał.
  Dlaczego on wiecznie ma uśmiech na twarzy?!
- Szpieguję cię. - odparł beztrosko jakby to było coś zupełnie normalnego.
- Zostaw Isozaki - san w spokoju!!! - krzyknął do niego Heiwajima robiąc kilka kroków w jego stronę.
- Słodkie...~ - odrzekł mu i również przybliżył się do przeciwnika, jego twarz wykrzywiła się w złośliwym uśmieszku - Rycerz broni swojej damy? A może to dama ZNOWU obroni rycerza?
- Orihara - san! - zbeształam go spojrzeniem - Masz w tej chwili przestać! Jeśli chcecie się bić to wynocha z mojej ulicy! Nie chcę patrzeć jak twoja twarz zmienia się w galaretę! (Poprawka - chciałabym to zobaczyć.) Spadaj zanim zadzwonię na policję bo zakłucasz ciszę nocną!
  Po raz pierwszy w życiu mój głos był tak stanowczy i nawet groźny. Heiwajima popatrzył na mnie z uznaniem, a Orihara spowarzniał.
- Blefujesz.
  Jego twarz doprowadzała mnie do szału.
- Spieprzaj bo sama cię pogonię!
  Matko...
  Powiedziałam to...
  Uśmiechnął się (ZNOWU) i odwrócił na pięcie aby zniknąć za zakrętem, a blondyn patrzył rozpromieniony na moją skromną osobę jakby zobaczył najpiękniejszą rzecz na świecie.
- Pojechałaś mu.
- Oj...
- Nie, to było piękne. - roześmiał się.
- Daj spokój. Spędziłam z nim cały dzień i nie mam ochoty patrzeć na niego ani chwili dłużej. - odpowiedziałam nieśmiało.
  Twarz mojego rozmówcy zaraz się zmieniła.
- Jak to?
- Na drodze wypadku. Tak wyszło, że pokazywał mi dzielnicę... Tak czy siak, nie przypadł mi do gustu. - zaśmiałam się - Mężem moim to on nie będzie.
  Utrzymywał ten sam kamienny wyraz twarzy, a światło ulicznej latarni ładnie oświetlało jej oblicze. Piękne oczy, idealnie brązowe. Jak świerzo wypolerowane drewno. Dostrzegłam w nich coś dziwnego...
- Spotkamy się jutro? - zapytał po chwili.
  Zamrugałam.
  Czy Heiwajima Shizuo właśnie zaproponował mi randkę? Randkę?! Moją pierwszą w życiu randkę? To sen...
- N...No dobrze... - rzekłam niepewnie.
- Przyjdę po ciebie jakoś po 14:00. Może być?
- T-tak...
- Dobranoc, Isozaki - san.
- D-dobranoc... - zamknęłam drzwi i pomknęłam schodami na drugie piętro.
  Popatrzyłam przez okno, stał tam dalej wpatrując w drzwi, a moje serce fiknęło dwa salta niemal rozsadzając klatkę piersiową,
a w brzuchu poczułam dziwne mrowienie. Zupełnie jakby stado owadów wzbiło się do lotu i muskało od wewnątrz mój brzuch swoimi skrzydłami.

  Odwrócił się i poszedł dalej ulicą, a ja stałam przy oknie
i odprowadzałam go wzrokiem dopuki nie zniknął z pola widzenia.

  ,,Chryste, umówiłam się..."
  Zaraz podeszłam do drzwi mojego mieszkania i zaczęłam szukać kluczy. Mimo, że zawartość mojej torby stanowiło tylko kilka podpasek, telefon, dokumenty, portfel i paczka papierosów to za żadne skarby nie mogłam znaleść tych cholernych kluczy!
  ,,A nie, są..."
  Chwyciłam je i włożyłam do zamka. Przekręcam... Nie ten klucz...Wyjmuje go i wkładam drugi. Przekręcam... Pasuje.
  Weszłam do środka, zamknęłam drzwi na górny zamek i pobiegłam do łazienki zmyć makijaż.
  Zaraz, zaraz...
  ,,Co na mojej twarzy robią te wypieki...?"
  Oblałam twarz wodą, zaczęłam jej strugami zmywać wszystko co miałam na oczach, policzkach, ustach, ale przede wszystkim chciałam pozbyć się rumieńców. Czułam się jak nastolatka, która podnieca się tym, że idzie na spotkanie z kolegą... Ale ja w cześniej nie miałam jak się tym pocieszyć i patrzyłam na odbicie w lustrze...
  Spostrzegłam, że nagle - tak jakoś - zrobiłam się ładniejsza. Może tylko mi się zdawało, ale choć moja twarz i grzywka ociekały wodą, a po makijażu nie było śladu to czułam się piękna.
  Oszalałam, jak Boga kocham, oszalałam ze szczęścia i miłości...

~

  Ohayo mina~!
  W końcu się doczekaliście czwartego rozdziału! *klaszcze* Brawo za wytrwałość! Dobra... Wiem, że w porównaniu do reszty ten jest mizerniutki, a do tego długo go nie było - aleee... W sumie nie mam jak się wybronić =__=" ...
  Możecie mnie powiesić za to moje paskudne lenistwo! Ale w tedy nie dowiecie się co będzie dalej~
  Obiecuje, że rozdział piąty będzie czymś dłuższym i lepszym niż o to coś na górze...
  Proszę o komentarze bo to wielka motywacja!!!
  Sayonara~!

2 komentarze:

  1. Hmm.. fabuła jest fajna, ale popełniasz błędy ortograficzne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, staram się jak mogę ale tak to jest u dyslektyków... =_=" Mam nadzieję, że nie jest to zbyt rażące...

      Usuń